Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cyryl Jerozolimski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cyryl Jerozolimski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 sierpnia 2008

Rola biskupa w dziejach Kościoła


bp Andrzej Siemieniewski


Wykład w ramach Wieczorów Tumskich
we Wrocławiu

31 sierpnia 2008
na temat:


Rola biskupa w dziejach Kościoła


Dwunasta rocznica sakry biskupiej ks. abpa prof. Mariana Gołębiewskiego, Metropolity Wrocławskiego, staje się dla nas okazją, aby zanurzyć się w refleksji na temat roli biskupa w dziejach Kościoła. Wprawdzie wspólnota uczniów Chrystusa to ogół ochrzczonych wiernych, ale żyjących pod przewodnictwem swoich pasterzy:


"Bądźcie posłuszni waszym przełożonym i bądźcie im ulegli, ponieważ oni czuwają nad duszami waszymi i muszą zdać sprawę z tego. Niech to czynią z radością, a nie ze smutkiem" (Hbr 13,17), powie autor listu do Hebrajczyków.


Kto chce znać dzieje Kościoła nie tylko od strony zewnętrznej, jako zdystansowany obserwator, ale od wnętrza, jako głęboko zainteresowany uczestnik życia tej wspólnoty, od strony Bożego planu dla Kościoła, koniecznie musi włączyć w obręb swojego poznania także początki i rozwój instytucji biskupa w Kościele katolickim, a więc historii episkopatu.


Jednak dzieje wspólnoty uczniów Chrystusa są długie – trwają przecież już dwudziesty pierwszy wiek, a prelekcyjny czas Wieczorów Tumskich jest krótki – czekamy przecież z niecierpliwością na upragniony występ artystów. Skoro więc nie możemy prześledzić całego filmu o historii roli biskupa w dziejach Kościoła posłużymy się metodą wybranych obrazów z historii. Tak jak fotosy w gablocie przed kinem muszą niekiedy zastąpić przechodniowi cały film, tak i nam kilka scen z dziejów Kościoła będzie musiało wystarczyć za całość historii biskupstwa.


Pierwsza scena utrwalona – jak na kliszy – w narracji Dziejów Apostolskich pomoże nam wspólnie odkryć biblijne korzenie pojęcia episkopatu, czyli urzędu biskupa. Niech odkrywanie takich skarbów w tekście biblijnym stanie się dla nas równie pasjonujące, jak przeżycie archeologa, który wydobywa z piasków pustyni klejnot sprzed wieków. Każdy biskup, rządca diecezji, znajduje przecież ostateczny fundament swojego powołania w biblijnym opisie formowania się pierwotnego Kościoła.


Następnie — kilka obrazów z historii roli biskupa w pierwszych wiekach Kościoła. Przecież tak chętnie odwołujemy się do wspólnoty chrześcijańskiej pierwszych kilkuset lat, jak najsłuszniej traktując ją jako wzorcową; do dziś szczycimy się uderzającym podobieństwem Kościoła katolickiego do Kościoła pierwotnego, a episkopat widzimy jako potwierdzenie tego, że nasz katolicki Kościół rzeczywiście pochodzi wprost od Pana Jezusa i Jego Apostołów.


Potem przyjdzie czas na obraz biskupa jako promotora formacji duchowej: biskup jest przecież w diecezji tym, który zachęca do stosownej duchowości wszystkie stany życia w Kościele.


Wreszcie, przy końcu, już tylko migawka z ilustrującą, jak niektórzy biskupi pierwszego tysiąclecia przodowali w zachęcaniu wiernych do zgłębiania nauki. Wydaje się to szczególnie aktualne w czasach pontyfikatu papieża Benedykta XVI, który tak wiele uwagi poświęca temu właśnie zagadnieniu. A skoro przy tytule naszego Metropolity, ks. arcybiskupa, widnieje tytuł profesor, niech i ten obraz znajdzie swoje miejsce przy końcu naszej refleksji.


1. Zanim zstąpił Duch Święty: episcopatum eius accipiat alius


Obraz pierwszy.


Było to niedługo po Wniebowstąpieniu Pana Jezusa. Apostołowie właśnie wrócili do Jerozolimy z góry zwanej Oliwną. Jeszcze nie nadszedł wielki i chwalebny dzień Pięćdziesiątnicy i nikt nie spodziewał się ani szumu z nieba, ani uderzenia gwałtownego wichru. To wszystko miało dopiero nadejść. Na razie uczniowie trwali po prostu na modlitwie w sali na górze.


Ale nie było to ich jedyne zajęcie. Na przykład pewnego dnia wystąpił Piotr w obecności braci i przemówił. Poruszył temat trudny i zapewne dla wielu wciąż jeszcze bardzo bolesny. „Bracia, musiały się wypełnić słowa Pisma, które Duch Święty zapowiedział przez usta Dawida o Judaszu” (Dz 1,16), mówił Piotr. A dalej wyjaśnił, o jakie prorocze wersety Biblii mu chodziło.


„Napisano bowiem w księdze Psalmów:
«Niech opustoszeje dom jego
i niech nikt w nim nie mieszka.
A urząd jego niech inny obejmie»”
(Dz 1,20; por. Ps 69,26 oraz 109,8).


Dalszy bieg wypadków opisanych w Dziejach Apostolskich wskazuje, że Piotr po części widział w tych słowach psalmu opis tego, co już się stało, a więc opis przeszłości. „Niech opustoszeje dom jego”, zapowiedział przed wiekami prorok Dawid, i zgodnie z tym rzeczywiście w gronie Apostołów pojawiło się puste miejsce: teraz było ich tylko Jedenastu. Apostoł Piotr zasygnalizował jednak rzecz intrygującą: prorocze słowa psalmu dotyczyły także czegoś, co dopiero miało się stać i to w bezpośredniej przyszłości. „A urząd jego niech inny obejmie”: jak wiemy z lektury pierwszego rozdziału Dziejów, zarządzono losowanie następcy, „a los padł na Macieja” (Dz 1,26).


Słowa z początków biblijnej księgi Dziejów Apostolskich zawierające cytat z księgi Psalmów brzmią dla dzisiejszego czytelnika niezbyt jasno. Zwykle każdy z niecierpliwością przewraca kartkę Biblii, aby szybciej dojść do tego, co wydaje nam się w Dziejach naprawdę interesujące: przecież już zaraz, z początkiem rozdziału drugiego, zstąpi Duch Święty i wtedy dopiero naprawdę wszystko się zacznie! A jednak przebiegając zbyt szybko biblijne wersety można nie zauważyć prawdziwej perły z historii kształtowania się Kościoła Bożego. Na naszych oczach Duch Święty sprawia, że w uczniach dojrzewa wizja urzędu biskupa w Kościele.


Episcopatum eius accipiat alius, tak oddaje łacina werset „urząd jego niech inny obejmie”, starając się być jak najbliżej oryginalnej terminologii biblijnego wersetu: ten episkopen autou labeto heteros. Nikt, kto miłuje Kościół, nie może pozostać obojętny, kiedy widzi w pierwszym rozdziale natchnionej księgi historii apostolskiego Kościoła słowo episcopatum (episkope). Przecież to samo wyrażenie pojawi się w pierwszym liście do Tymoteusza: „Jeśli ktoś dąży do biskupstwa (episkope, episcopatum), pożąda dobrego zadania” (1 Tm 3,1).


Stąd wywodzą się słowa biskup i episkopat nie tylko po polsku, ale w tylu innych językach europejskich.


Czy mowa tu tylko o takiej funkcji, jakiej potrzebuje każda ludzka społeczność, którą równie dobrze można by zrozumieć powołując się na analogię z politycznym liderem, społecznym kierownikiem a może nawet z przewodniczącym przedsiębiorstwa? Powróćmy do tekstu Dziejów: dlaczego właściwie zatroszczono się o następcę nieudanego Apostoła? Otóż widać tu wyraźnie teologiczną wizję apostolskiego urzędu kościelnego. Ten, kto go sprawuje, może być człowiekiem świętym, jak późniejszy męczennik Jakub; może się zdarzyć, że nie stanie na wysokości zadania, jak wspomniany Judasz.


Nie przeszkadza to jednak temu, że urząd apostolski pełni. A jeśli – na przykład w wypadku śmierci – pełnić przestanie, potrzebny jest następca, który przejmie ten sam urząd, niejako odziedziczony w duchowym następstwie. Ponieważ następstwo to po łacinie successio, mówimy o apostolskiej sukcesji biskupów. Duch Święty, zanim zstąpił w dzień Pięćdziesiątnicy, już wcześniej dopełnił formowania struktur Kościoła; dzień zesłania Ducha Świętego zastał więc Kościół już ukształtowany, nastąpiło wlanie nowe życie Ducha Świętego w istniejące już naczynie Kościoła.


Oczywiście, na razie wszyscy Apostołowie przebywali w Jerozolimie, dlatego apostolskie grono uzupełniane jest sukcesją po jednym z Dwunastu. Kiedy później Apostołowie rozejdą się w różne strony świata, apostolska sukcesja dotyczyć będzie większej liczby biskupów, niż tylko dwunastu: będzie ich dwudziestu, stu, dwustu, a z biegiem wieków – tysiące. Dojdą przecież biskupi kolejnych ważnych wspólnot chrześcijańskich: Antiochii, Koryntu, Tesalonik, czy oczywiście Rzymu, ale zasada pozostanie ta sama.


Czy to w przypadku zakończenia służby przez niefortunne sprzeniewierzenie się misji, jak u Judasza, czy też w przypadku najbardziej świątobliwego posługiwania zakończonego męczeństwem: skoro „opustoszał dom jego”, to „urząd jego niech inny obejmie”. Urząd – episkope, episcopatum, biskupstwo: to jeden z elementów duchowego dziedzictwa, które Pan Jezus zostawił swoim uczniom w osobach Apostołów i ich następców. „Jesteście też potomstwem Abrahama i zgodnie z obietnicą – dziedzicami” (Ga 3,29).


2. Episkopat w Kościele starożytnym


Czas na kolejne fotosy wybrane z dziejów episkopatu katolickiego.


a. W naszej migawkowej wędrówce przez historię Kościoła przenosimy się teraz do roku 107. Jeszcze żyją chrześcijanie pamiętający z czasów swojej młodości postacie Apostołów. Jeszcze są tu na ziemi, choć stopniowo coraz mniej liczni, ci, którzy uczyli się chrześcijaństwa bezpośrednio od Piotra, Pawła czy Jana. Jednak teraz znani nam z Ewangelii Apostołowie już odeszli z tego świata. Ale wierni wcale nie stracili poczucia, że żyją w kościele jednym, świętym, powszechnym i apostolskim. Nie, bynajmniej!


Chrześcijanie przeżywają swoją wiarę przy pasterskim prowadzeniu apostolskich następców, którymi są biskupi. Jednym z nich jest biskup Ignacy z Antiochii. Antiochia to miasto znane nam z Biblii, z Dziejów Apostolskich. Ignacy naucza w Kościele o bardzo żywych tradycjach zarówno tradycji spotkań z Apostołami Jezusa Chrystusa, jak i ufnego oczekiwania manifestacji charyzmatów Ducha Świętego. Jest to więc Kościół głęboko świadomy różnorodnego działania Ducha Bożego: danych przez Ducha struktur Kościoła z posługą biskupów na czele oraz powszechne działanie Ducha w każdym wiernym chrześcijaninie.


Oto jak w ciekawy sposób łączy charyzmatyczne przejawy Ducha Świętego z obowiązkiem posłuszeństwa biskupom w Kościele, jako że to oni są gwarancją trwania w prawdzie:


„Nie wiedziałem tego od żadnego człowieka, Duch [Święty] to głosił, mówiąc: «Nie czyńcie nic bez biskupa, strzeżcie swego ciała jako świątyni Bożej, kochajcie jedność, unikajcie podziałów»”[1].


b. Wędrujemy dalej wraz z pielgrzymującym przez historię ludem Bożym. Docieramy do końca II wieku, do czasów św. Ireneusza z Lionu (†202 r.). Wśród wiernych chrześcijan można jeszcze znaleźć kogoś, kto powie: „mój dziadek za czasów swojej młodości często spotykał chrześcijan, których uczył Apostoł Paweł”. Apostolskość Kościoła ciągle więc może być przeżywana jako osobiste doświadczenie wierzących, kontynuowane przez spotkanie na co dzień z biskupami chrześcijańskich wspólnot.


Zgodnie z nauką pierwszych uczniów oraz Klemensa Rzymskiego i Ignacego z Antiochii, Ireneusz przypominał, że biskupi są następcami Apostołów i że mają obowiązek czuwania nad autentycznością nauki Ewangelii. Ukoronowaniem nauki św. Ireneusza o darach duchowych jest nauczanie o charyzmacie prawdy, dzięki któremu wszystkie inne charyzmaty mogą się bezpiecznie rozwijać. Pisze, że skoro „zwierzchnicy w Kościele mają następstwo od Apostołów”, to wraz „z następstwem biskupstwa otrzymali oni pewny charyzmat prawdy (charisma veritatis certum)”.


Z tego powodu „prawdy należy się uczyć tam, gdzie Pan złożył swoje charyzmaty”, a to znaczy „u tych, którzy od Apostołów odziedziczyli kościelną sukcesję i zasady zdrowego postępowania”, a z nimi „skarb nieprzeinaczonej nauki”. To właśnie oni, przypomina św. Ireneusz, „tłumaczą nam Pismo Święte bez obawy pomyłki”[2]. Owszem, zdarzają się w Kościele grzechy i występki, ale próba ich leczenia przez rozłamy i usiłowanie tworzenia struktur alternatywnych jest w oczach Ireneusza tragiczną pomyłką:


„Od takich, co wywołują schizmy, nie może wyjść poprawa stojąca w jakiejkolwiek proporcji do szkód wyrządzonych przez ich rozłamy”[3].


Biskupi jawią się więc jako stróże ewangelicznej prawdy i filary Kościoła Bożego, zgodnie z pierwotną nauką św. Pawła:


– „[Tymoteuszu, piszę], byś wiedział, jak należy postępować w domu Bożym, który jest Kościołem Boga żywego, filarem i podporą prawdy” (1 Tm 3,15);


– „nabieraj mocy w łasce, a to, co usłyszałeś ode mnie, przekaż zasługującym na wiarę ludziom, którzy też będą zdolni nauczać i innych” (2 Tm 2,2);


– „głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, [w razie potrzeby] wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz” (2 Tm 4,2).


c. Kolejny obraz zaprowadzi nas już do trzeciego wieku. Afrykański biskup łaciński, Cyprian (ok. 200-258), jest kolejnym wybitnym świadkiem wiary starożytnego Kościoła, który pomoże nam w rozumieniu roli biskupa w Kościele. To pokolenie chrześcijan, kiedy ciągle jeszcze żyły osoby, których dziadkowie mogliby pobierać nauki u ludzi, którzy wiary uczyli się wprost od Apostołów.


Sam Cyprian zaświadczył męczeństwem o prawdzie Ewangelii. Od niego również możemy się nauczyć o wielorakich źródłach żywotności pierwotnego Kościoła: zarówno o obecności charyzmatów w pierwotnym chrześcijaństwie, o radościach i pożytkach z tego płynących, ale też o potrzebie trwałego urzędu pasterzy, czyli episkopatu.


Cyprian oczywiście doskonale wie, że istnieją nie tylko Boże dary duchowe, ale też fałszywe wizje i proroctwa. Oto przykład intrygującej relacji o niezwykłej charyzmatyczce, która przyciągnąwszy pewną liczbę ludzi, zaczęła uzurpować sobie prawo do udzielania chrztu i sprawowania Wieczerzy Pańskiej a nawet do tworzenia paralelnych struktur kościelnych:


„Nagle ukazała się tu pewna kobieta, która ogłaszała się za prorokinię i tak postępowała, jakby była pełna Ducha Świętego […] Często odważała się udawać, że […] czyni Eucharystię, i składa ofiarę Panu bez użycia zwykłej formuły liturgicznej. Chrzciła również wielu”[4].


Co robić wobec takich niezwykłych, choć niepokojących zjawisk duchowych? Na szczęście chrześcijanie nie są pozostawieni przez Boga w sytuacji chaosu, niepewności i szukania po omacku. Drogą wyjścia z problemu jest rozeznawanie według autorytetu Kościoła, gdzie trwa autentyczna wiara ewangeliczna w apostolskiej wspólnocie Jezusa Chrystusa.


Wspólnota taka jest nie tylko „wspólnotą z niektórymi”, a więc z dowolnie wybranymi na zasadzie sympatii lub zgadzania się w poglądach; obejmuje ona z definicji na pierwszym miejscu pasterzy, którzy pozostają ze sobą w katolickiej łączności na całym świecie:


„Biskup jest w Kościele, a Kościół w biskupie, i jeśli kto nie jest z biskupem, nie jest w Kościele. Daremnie pochlebiają sobie ci, którzy nie utrzymują pokoju z kapłanami, że ukradkiem wcisną się do Kościoła, pozostając we wspólnocie z niektórymi. Kościół katolicki jest tylko jeden, nierozerwalny, niepodzielny, całkowicie złączony i zespolony cementem wzajemnie zjednoczonych ze sobą kapłanów”[5].


d. Ważnym świadkiem nurtu nauczania o roli biskupa w Kościele jest także św. Cyryl Jerozolimski; zachowały się katechezy, jakie wygłosił kandydatom do chrztu około 350 roku.


Bardzo pouczające są listy darów duchowych omawiane przez Cyryla w jego katechezach dla kandydatów do chrztu. Jedna z nich jest szczególnie rozbudowana i zawiera porównanie Ducha Świętego z deszczem spadającym na rozmaite rośliny. Choć różne drzewa i krzewy są tak odmienne, to ten sam deszcz ma moc udzielić sił do potrzebnego wzrostu każdej roślinie: podobnie jeden i ten sam Duch Boży w różnych osobach sprawia odmienne skutki. Jednym ze skutków działania Bożego Ducha jest wzmocnienie wspólnoty chrześcijańskiej przez solidną strukturę episkopalną. W swojej katechezie św. Cyryl poucza:


„Pomyśl o biskupach, kapłanach, diakonach, mnichach i dziewicach, i świeckich każdego narodu! I patrz na wielkiego Przewodnika i Dawcę łask. W całym świecie udziela On jednemu czystości, drugiemu stałego dziewictwa, innemu miłosierdzia, dobrowolnego ubóstwa lub daru wypędzania złych duchów. Jak światło jednym promieniem oświeca wszystko, tak i Duch Święty oświeca tych, którzy mają oczy”[6].


Kontynuując tę historyczną pielgrzymkę przez wieki i poprzez kolejne przykłady rozumienia roli biskupa w Kościele zmienimy teraz region świata oraz dokonamy skoku o ponad sto lat do przodu.


e. Oto znajdujemy się w Irlandii piątego wieku. Dzisiejszego czytelnika opisów powstania, rozwoju i rozkwitu celtyckiego chrześcijaństwa z piątego stulecia, a wieków kolejnych, szóstego czy siódmego, urzeka harmonijne współdziałanie charyzmatycznego i instytucjonalno-sakramentalnego oblicza Kościoła.


Te dwa aspekty wspólnoty wierzących dziś raczej powoli i mozolnie odnajdują się nawzajem w praktyce chrześcijańskiej. A wtedy, u początków średniowiecza, wydawały się zgodnie współpracować w chrześcijańskim życiu Irlandii owych czasów. Były przejawem naturalnej symbiozy płynącej z codziennego doświadczenia takiej właśnie, dwojakiej działalności Ducha Świętego. Doświadczenie wiary ówczesnych Celtów irlandzkich promieniowało wspomnianą harmonią między ustanowionymi dla porządku kościelnego pasterzami a pełnymi mocy w dziele głoszenia zbawienia oraz w trwaniu w nauce Ewangelii charyzmatycznymi przywódcami.


Oto niezwykle mocny w swojej wymowie przykład zgodnego współdziałania elementu charyzmatycznego i hierarchicznego w celtyckim chrześcijaństwie Irlandii zaczerpnięty z życiorysu św. Brygidy z Kildare (452-524):


„[Brygida] wezwała pewnego sławnego pustelnika […], aby porzucił swoją pustelnię i dołączył do niej, aby mógł zarządzać kościołem wraz z nią w godności biskupiej i by nie brakowało posługi kapłańskiej w jej kościołach. Później [oboje]: on, namaszczony jako głowa i pierwszy spośród biskupów, oraz ona, najbardziej błogosławiona głowa ze wszystkich kobiet, ustanowili swój główny kościół w szczęśliwej i wzajemnej współpracy pod kierunkiem wszelkich cnót, a przez zasługi ich obojga ich stolica biskupia i niewieścia rozciągnęła się na całą wyspę Irlandii […]. [Kościół ten] zawsze był rządzony przez arcybiskupa Irlandczyków oraz przez opatkę, którą czciły wszystkie irlandzkie opatki, przez błogosławioną linię sukcesji i przez nieustające obrzędy”[7].


Charakterystyczny rys monastyczny celtyckiego chrześcijaństwa tamtych czasów to instytucjonalne wcielenie zasady harmonijnego współdziałania tych, których Duch Święty obdarzył sakramentem pasterzowania, i tych, których Duch Boży napełnił innymi charyzmatami.

3. Rola biskupa w formacji duchowej: Grzegorz Palamas


Nie możemy jednak zatrzymać się tylko na wybranych obrazach z życia Kościoła starożytnego oraz z wczesnego średniowiecza. Nie chciałbym, aby powstało wrażenie, że po owym początkowym, złotym wieku Kościoła, potem nastąpił marazm. Kolejny autor, do którego sięgniemy, to Grzegorz Palamas. Żyjący w latach 1296-1359 mnich, a więc późnośredniowieczny bizantyjski arcybiskup i wybitny teolog, jest jedną z najważniejszych postaci czternastowiecznego Bizancjum. Jest przykładem, że rola biskupa, obok koniecznej funkcji dogmatycznej (obrona czystości wiary) oraz administracyjnej (zarządzanie ludźmi i budynkami), obejmuje też troskę o wysoki poziom życia duchowego.


Jego największe dzieło, Triady, zostało napisane w odpowiedzi kalabryjskiemu filozofowi Barlaamowi na jego krytykę duchowego doświadczenia chrześcijan praktykujących hezychazm. Palamas z największą gorliwością bronił tezy, że Bóg jest dostępny w osobistym doświadczeniu chrześcijańskim. Skoro sam Bóg przecież zechciał dzielić swoje życie z ludzkością w czasach ziemskiego życia Jezusa Chrystusa, dlaczego nie miałby dalej dzielić się swoim Boskim życiem z chrześcijanami, przez udzielanie im Ducha Świętego?


Punktem wyjścia dla Grzegorza Palamasa było stwierdzenie podstawowej prawdy chrześcijańskiego życia duchowego: poprzez wcielenie Syna Bożego Bóg zechciał przyjąć naturę człowieka; dlatego człowiek może dostąpić udziału w darach Bożych. Chrześcijanie, pisał, „otrzymają tę samą energię, co Słońce Sprawiedliwości”, czyli Jezus; „to dlatego następują rozmaite Boże znaki i udziela się Duch Święty. […] Duch nie tylko napełnia ich wiecznym światłem, ale udziela im wiedzy i życia właściwego Bogu”[8].


Palamas, wyliczając charyzmaty, odwołuje się też wprost do Nowego Testamentu:


„Każdy roztropny człowiek dobrze wie, że większość charyzmatów Ducha udzielanych jest godnym ich osobom podczas modlitwy. «Proście, a będzie wam dane» – mówi Pan. Odnosi się to nie tylko do «porwania do trzeciego nieba», ale do wszystkich darów Ducha. Dar różnorodności języków i ich tłumaczenia, które Paweł zaleca zdobywać przez modlitwę, pokazują, że niektóre dary działają przez ciało […]. To samo odnosi się do słowa pouczania, daru uzdrawiania, czynienia cudów oraz Pawłowego nakładania rąk, przez które udzielał on Ducha Świętego”[9].


Rozważania arcybiskupa Palamasa na temat warunków działania charyzmatów sprawiają wrażenie, jakby nie mówił o czymś odległym i znanym tylko z teorii. Wręcz przeciwnie, czytelnik ma poczucie, że pisze o czymś, z czym można się spotkać osobiście, co stanowi część normalnego i współczesnego mu doświadczenia Kościoła. Zwróćmy uwagę na przykład na taką wypowiedź:


„W przypadku daru nauczania i języków oraz ich tłumaczenia, choć nabywa się ich na drodze modlitwy, to jednak mogą działać, nawet kiedy brak jest modlitwy w duszy; ale uzdrowienia i cuda nigdy nie zachodzą, o ile dusza posługującego się tym darem nie jest w stanie modlitwy wewnętrznej, a jego ciało w doskonałej harmonii z jego duszą”[10].


Wydaje się, że autor odwołuje się do swojego doświadczenia, a być może także do doświadczenia czytelnika, aby opisać, w jakich warunkach zdarzają się charyzmatyczne znaki.


4. Rola biskupa starożytnych w integrowaniu świata nauki: przypadek św. Bazylego


Obok swojej najważniejszej misji, duszpasterskiej, biskupi dawnych wieków odegrali niejednokrotnie z wielkim powodzeniem także inne role. Na zakończenie, już tylko tytułem przykładu, rzućmy okiem na ilustrację, jak niektórzy biskupi pierwszego tysiąclecia przodowali w zachęcaniu wiernych do pogłębiania wiedzy naukowej. Dobrze znane są zasługi na polu nauk biblijnych tak wielkich luminarzy starożytności, jak biskupi św. Augustyn, św. Hilary czy św. Ambroży. Nieco mniej mogą być znane zasługi biskupów w zachęcie do zgłębiania nauk ścisłych. A jednak wydaje się to szczególnie aktualne w czasach pontyfikatu papieża Benedykta XVI, który tak wiele uwagi poświęca temu właśnie zagadnieniu.


Takie cenne odniesienia do nauk przyrodniczych znajdziemy w tekstach św. Bazylego (346-351), biskupa Cezarei Kapadockiej. Przyjrzyjmy się nieco dokładniej nauczaniu tego wielkiego Doktora wschodniego Kościoła.


Po pierwsze, św. Bazyli zachęcał do krytycyzmu chrześcijan wobec różnych dziedzin wiedzy, i do rozróżniania tego, za czym warto pójść, od tego, co zasługuje raczej na odrzucenie. Najbardziej oczywistą kandydatką do bezwzględnego odrzucenia była wiedza pozorna, do której Bazyli zaliczał astrologię. Pisał o tych, co śledzą planety wchodzące w znaki Zodiaku, by zbadać, jak układają się w rozmaite kształty na niebie, i wróżą z tego przyszłość. Ale nie miał nic dobrego do powiedzenia o tej „próżnej nauce”:


„Ci, co oddają się tej wyimaginowanej nauce [astrologii], i ci, co ich słuchają z otwartymi ustami, jak gdyby można było w ten sposób poznać przyszłość, są śmieszni w stopniu najwyższym”[11].


Mniemanie, jakoby gwiazdozbiory wpływały na nasze losy, jest dla niego „komicznym twierdzeniem”[12].


O ile fałszywa pseudowiedza spotkała się z radykalnym i bezwarunkowym odrzuceniem przez tego Doktora Kościoła, to nauka autentyczna, która dostarcza prawdziwej wiedzy o świecie, zasługuje na ocenę bardziej wyważoną.


Najlepiej uchwycimy stosunek tego starożytnego biskupa do nauk ścisłych, jeśli wsłuchamy się w słowa św. Grzegorza z Nazjanzu, wygłoszone na pogrzebie Bazylego:


„O astronomii, geometrii i proporcjach liczb miał tak dobre pojęcie, że nie mogli go zawstydzić ci, co dobrze rozeznają się w tych naukach. Ale nadmiernym użytkiem z nich gardził, jako że jest to bez pożytku dla tych, którzy dążą do pobożności. Dlatego możemy podziwiać bardziej to, co wybrał, niż to co odrzucił”[13].


Czas przejść do konkretnych zachęt zawartych w tekstach św. Bazylego. Prowadząc słuchaczy swoich homilii do zadziwienia faktem, że kula ziemska jak gdyby wisi pośród kulistego kosmosu niczym nie podparta, najpierw podaje wyjaśnienie tego fenomenu podane przez przyrodników za Arystotelesem. Zachęca wtedy: „podziwiaj źródło tego doskonałego porządku, czyli mądrość Boga”. Jest to prowadzenie słuchacza do poznania praw przyrody oraz do zastanowienia się, kto jest źródłem tych praw: jest nim przecież sam Bóg. A gdyby ktoś niesłusznie poczuł się rozczarowany tym, że prawa fizyki jasno tłumaczą tajemnicze przedtem zjawisko, Bazyli śpieszył z wyjaśnieniem:


„Przejmujące zjawiska nie zadziwiają nas mniej, kiedy odkryliśmy coś z ich niezwykłego mechanizmu. Czyż i tu tak nie jest?”[14].


Czas przejść do jeszcze bardziej pozytywnych wypowiedzi Bazylego wobec możliwości ludzkiego rozumu. „Rozum jest władzą, która wyróżnia człowieka, a samo słowo «człowiek» oznacza byt obdarzony tym darem”[15]. Posługując się rozumem w naukach ścisłych odkrywamy prawdę o świecie stworzonym.


To z kolei prowadzi nas do prawdy większej, o Bogu. Przyrodoznawstwo jest tu wielką pomocą, ponieważ przyzwyczaja człowieka, że prawda jest czymś głębszym niż tylko rezultatem doznań zmysłowych. Tak jak na przykład rozmiarów ciał niebieskich nie można zobaczyć, ale można je przecież obliczyć, tak samo rzeczywistości duchowych nie można spostrzec, ale często można poznać ich istnienie na drodze rozumowej. Oto jak przeprowadza tę analogię św. Bazyli:


„Wiele jest odkryć dotyczących rozmiarów Słońca i Księżyca i ich odległości. Każdy, kto odda się poważnym badaniom ruchów tych ciał niebieskich i ich cechom może do tego dojść za pomocą rozumu. Dlatego nie mierzymy Księżyca za pomocą oka, ale za pomocą rozumu. […] Ale starczy już mówienia o Słońcu i Księżycu: Ten, który dał nam rozum dla rozpoznania w najmniejszych nawet przedmiotach, które stworzył, wielkiej mądrości Pomysłodawcy, niech pozwoli nam odkryć w ogromnych ciałach kosmicznych jeszcze większe pojęcie o ich Stworzycielu”[16].


Pierwszy krok od wrażenia wywołanego przez bezpośrednie dane zmysłowe do umysłowego oglądu prawdziwego kształtu wszechświata powinien pociągnąć za sobą krok drugi, jeszcze ważniejszy: wzniesienie się od praw natury do osoby Prawodawcy, czyli Boga. Z tej wiedzy św. Bazyli korzysta w swoich homiliach. Zachęca wiernych do podziwiania wielkości i wspaniałości stworzenia, gdyż to prowadzi do kontemplacji Stwórcy:


„Jeśli nocą wpatrywałeś się czujnym okiem w niewypowiedziane piękno gwiazd, to pomyślałeś o Stwórcy wszystkich rzeczy […] Jeśli za dnia badałeś cuda światła, jeśli wzniosłeś się od rzeczy widzialnych do Bytu niewidzialnego, wtedy jesteś dobrze przygotowanym słuchaczem […] poprowadzę cię po wielkich cudach tego miasta, jakim jest wszechświat”[17].


Porównanie nauk przyrodniczych z ćwiczeniami sportowców przygotowującymi się do późniejszych zawodów, albo z przysposobieniem żołnierza do późniejszego boju powraca u Bazylego częściej.


Za biblijny przykład ludzi, który zaczerpnęli prawdziwą wiedzę z pogańskich źródeł, św. Bazylemu posłużyli Mojżesz i Daniel. Obaj najpierw wyćwiczyli się w naukach, które odkryli poganie, a potem pomogło im to w osiągnięciu sprawności w nauce Bożej:


„Ten Mojżesz, którego imię jest synonimem mądrości, znacznie wyćwiczył swój umysł przez uczenie się u Egipcjan, i to uzdolniło go do przyjęcia prawdy o Bóstwie. [….] Podobnie, w późniejszych dniach, Daniel studiował nauki Chaldejczyków w Babilonie, a potem podjął nauki święte”[18].


Gdyby nie brak czasu można by oczywiście omówić jeszcze traktaty o kulistej Ziemi, które pisali Robert Grosseteste, biskup Lincoln od 1235 roku i John Pecham, abp Canterbury od 1279 r. Można by wspomnieć pierwsze intuicje geometrii analitycznej pojawiające się w pracach Mikołaja z Oresme, biskupa z Lisieux (1322-1382) oraz dzieło Immago mundi Piotra d’Ailly (1350-1425), biskup Puy i Cambrai, które było silnym argumentem dla Kolumba o możliwości opłynięcia statkiem naokoło kuli ziemskiej. Ale to wypada nam odłożyć na inną okazję.



* * * * * * *


Scena z narracji Dziejów Apostolskich stawiła nas wobec biblijnych korzeni urzędu biskupa; kilka obrazów z historii roli biskupa w pierwszych wiekach Kościoła przypomniało nam, że episkopat zawsze rozumiano jako łącznik aktualności katolickiego życia z czasami Apostołów; ujrzeliśmy też obraz biskupa jako promotora formacji duchowej, a nawet – jako tego, który zachęca wiernych do zgłębiania nauk ścisłych.

[2008]

Przypisy

[1] Ignacy Antiocheński, List do Kościoła w Filadelfii, VII.
[2] Ireneusz, Przeciw herezjom, IV, 26,5.
[3] Ireneusz, Przeciw herezjom, IV, 33,7.
[4] Cyprian, Listy, LXXV, 10.
[5] Cyprian, Listy, LXVI, 8.
[6] Cyryl Jerozolimski, Katecheza 16, 22.
[7] Cogitus, The Life of St. Brigit the Virgin, prolog, s. 123.
[8] Grzegorz Palamas, Triady, III, I, 35.
[9] Grzegorz Palamas, Triady, II, II, 13.
[10] Grzegorz Palamas, Triady, II, II, 13.
[11] św. Bazyli, Hexameron VI,5.
[12] św. Bazyli, Hexameron VI,6.
[13] św. Grzegorz z Nazjanzu, Mowy 43,23.
[14] św. Bazyli, Hexameron I,10.
[15] św. Bazyli, Hexameron IV,5.
[16] św. Bazyli, Hexameron VI,11.
[17] św. Bazyli, Hexaemeron 6,1.
[18] św. Bazyli, Przemowa do młodzieży, III.


niedziela, 1 stycznia 2006

ABC doświadczenia charyzmatów w IV wieku — dary duchowe za czasów Atanazego, Bazylego i Cyryla


bp Andrzej Siemieniewski


ABC doświadczenia charyzmatów w IV wieku — dary duchowe za czasów Atanazego, Bazylego i Cyryla


„Duch Święty […] powołuje w Kościele proroków, poucza nauczycieli,
prowadzi języki, daje moce i uzdrowienia, czyni cudowne dzieła,
daje rozróżnianie duchów, przydziela władzę kierowania, podsuwa rady,
porządkuje i zestawia wszelkie inne dary, jakie tylko są wśród charyzmatów”[1]
(Nowacjan, zginął podczas prześladowań ok. 257)


Kiedy dzięki lekturze pism starożytnych autorów przenosimy się w IV wiek chrześcijaństwa, paradoksalnie od razu znajdujemy się w środowisku podobnym do naszego. W tym wieku przecież, po początkowych prześladowaniach, Kościół zaczyna działać w warunkach wolności religijnej. Dlatego właśnie lektura dzieł pasterzy IV wieku dostarcza zupełnie niezwykłego rodzaju emocji duchowej. Szczególnie pasjonujące jest to, jak chrześcijanie tego okresu przeżywali działanie Ducha Świętego w niezwykłych charyzmatach.


Na początku przyda się nam ważna uwaga. W tym czasie wprost imponująca jest ilość miejsca poświęcana przez pasterzy Kościoła sakramentowi chrztu. Bardzo wiele pouczeń znajdziemy też na temat bierzmowania i Eucharystii. Całe tomy zawierają nauczanie wiary według kolejnych artykułów Credo oraz najrozmaitsze dyskusje dogmatyczne, które z tego wynikały. Natomiast nadzwyczajne charyzmaty w tym czasie, zupełnie podobnie jak w poprzednich wiekach, w teologicznych dyskusjach i nauczaniach pełnią raczej skromną rolę. Są wspomniane tu i ówdzie, ale — tak jak w wieku I, II i III — na pewno nie zajmują jakiegoś centralnego miejsca. Taki obraz Kościoła wyłania się z autentycznych tekstów, a więc z wiarygodnych źródeł, z których możemy poznać wspólnotę wierzących tamtych wieków. Nie znaczy to, że temat charyzmatów jest nieobecny. Wielu autorów przytacza biblijne nauczanie o nich, wyraźnie odnosząc to do swojej współczesności. Tak czyni na przykład św. biskup Hilary (żyjący w latach 315-367) w pięknym tekście, który warto przytoczyć w całości:


„Dar Ducha przejawia się tam, gdzie mądrość przemawia i słowa życia dają się słyszeć, i gdzie jest wiedza pochodząca z wejrzenia danego przez Boga […];


dar Ducha przejawia się też przez wiarę w Boga, abyśmy — nie wierząc w Ewangelię Bożą — nie byli poza Ewangelią;


albo przez dar uzdrawiania, byśmy przez leczenie chorób dawali świadectwo o Tym, który takich rzeczy udziela;


albo przez czynienie cudów, by to, co czynimy, rozumiano jako moc Bożą;


albo przez proroctwo, aby przez nasze rozumienie nauczania jawne było, że przez Boga jesteśmy pouczeni;


albo przez rozeznanie duchów, byśmy nie byli niezdolni do rozróżnienia, czy ktoś mówi z Ducha Świętego, czy przewrotnego;


albo przez różne rodzaje języków, by znak języków mógł być udzielony jako znak daru Ducha Świętego;


albo przez tłumaczenie języków, by wiara tych, którzy słuchają, nie była zagrożona, gdyż tłumacz języka wyjaśnia język tym, którzy go nie znają”[2].


Tyle tytułem wstępu do tematu charyzmatów przeżywanych i doświadczanych w IV wieku chrześcijaństwa. A teraz przejdźmy do dokładniejszego omówienia kilku przykładów zapowiedzianych tekstów starożytnych. Zaczniemy od biskupa Aleksandrii, Atanazego, który około roku 360 napisał Żywot św. Antoniego, słynnego mnicha egipskiego. Później przydatne dla nas okaże się dzieło uczonego biskupa Cezarei w Kapadocji, św. Bazylego, który w roku 375 napisał traktat O Duchu Świętym. A na koniec znakomitym uzupełnieniem będzie bardzo praktyczne nauczanie z roku 350, kiedy to biskup Jerozolimy, Cyryl, wygłosił ciąg katechez do katechumenów i do nowo ochrzczonych. Mamy więc przed sobą świadectwa ludzi, którzy żyli w przybliżeniu w tym samym czasie, widzieli i opisali Kościół starożytny, w którym oni sami poznali Jezusa Chrystusa i moc Jego Ducha Świętego.


1. Atanazy o charyzmatycznej mocy i ortodoksyjnym nauczaniu


Wiek IV to czas rozkwitu zdumiewającego ruchu przebudzenia wiary, mianowicie ruchu monastycznego. Najbardziej autentycznym źródłem powołania mnichów była Ewangelia zrozumiana w sensie zupełnie dosłownym przez prostych ludzi. Książka Żywot św. Antoniego, którą napisał Atanazy w połowie IV wieku, opisuje syna rodziny koptyjskiej, który rozważał biblijne teksty z Dziejów Apostolskich o pierwszych chrześcijanach. Jego uwagę zwrócił szczególnie jeden szczegół biblijnego opisu: sprzedawali wszystko, co mieli:


„[Antoni] pogrążony w takich myślach wszedł do domu Bożego, gdzie wtedy właśnie czytano Ewangelię, i usłyszał głos Pana, który mówił bogaczowi: «Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim. Potem przyjdź i pójdź za mną, a będziesz miał skarb w niebie» (Mt 19,21) […]; wyszedłszy natychmiast, całą posiadłość oddał chłopom ze swojej wsi i sprzedał wszystkie ruchomości, a uzyskane pieniądze dał biednym”[3].


Św. Antoni udał się wtedy na pustynię jako mnich, a właściwym celem jego tam pobytu było przygotowanie się do napełnienia mocą Ducha Świętego. Pełen Ducha stał się ojcem duchowym odnowy całego ówczesnego chrześcijaństwa egipskiego. Po dwudziestu latach ścisłej ascezy w opuszczonym forcie, wyszedł do ludzi, jak odnotowuje Atanazy, wprowadzony już w tajemnice wiary i napełniony Duchem Bożym. Czynione przez niego charyzmatyczne znaki służyły kerygmatycznej ewangelizacji:


„Wielu obecnych uleczył Pan za jego pośrednictwem z chorób ciała, a innych uwolnił od demonów; udzielił także Antoniemu daru słowa, tak że pocieszał smutnych, zwaśnionych doprowadzał do przyjaźni i wzywał: «On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, za nas wszystkich Go wydał» (Rz 8,32)”[4].


Opisując żywot Antoniego, św. Atanazy komentuje te zdumiewające fakty obecności darów charyzmatycznych w wielkim świętym:


„Nie powinniśmy być nieufni, jeśli tak wielkie cuda dokonywały się za pośrednictwem człowieka, bo tak zapowiedział Zbawiciel […]. On powiedział uczniom i wszystkim, którzy w Niego wierzą: «Chorych uzdrawiajcie, wyrzucajcie czarty; darmoście wzięli, darmo dawajcie»”[5].


Atanazy, słynny biskup Aleksandrii, był wielkim teologiem i znanym autorem trudnych dzieł teologicznych. Zdarzało się, że omawiając w swoich pismach problemy teologii teoretycznej, poruszał problem działania Ducha Świętego w człowieku na sposób charyzmatyczny: „Dary, których Duch wszystkim udziela, pochodzą od Ojca i rozdawane są za pośrednictwem Słowa”[6]. Ale ów wielki teolog nie pozostawał na płaszczyźnie intelektualnych tylko spekulacji, widział też praktyczną realizację idei chrześcijańskich, zwłaszcza w wielkim bohaterze wiary, mnichu Antonim.


Prosty mnich Antoni, który może nawet był analfabetą, stał się w oczach wielkiego uczonego Atanazego podziwianym uosobieniem charyzmatycznej mocy i jednocześnie wzorem wierności wobec nauczania Kościoła katolickiego. W osobie Antoniego i w jego życiu zrealizowało się praktycznie to, czego Atanazy z naciskiem nauczał w kwestii nieodzownej wierności Kościołowi katolickiemu: „Zaufajcie Pismom, a jeśli nie umiecie udzielić odpowiedzi, uczcie się!”, gdyż jeśli porównamy naukę heretyków z nauką odziedziczoną przez nas po poprzednich pokoleniach chrześcijańskich, to odkryjemy, że „nie taka jest wiara Kościoła” — „to bowiem, co jest przekazane w wierze, należy przyjmować bez zbędnych dociekań”[7].


2. Bazyli o darach duchowych


Bazyli z Kapadocji był pasterzem Kościoła równie uczonym jak Atanazy; interesował się jednak nie tylko teologią teoretyczną, ale również tym, jak wcielała się ona w praktyczne życie Kościoła. Szczególnie mocne działanie Ducha Świętego odczytywał w jednostkach wybitnie otwartych na Boga w modlitwie, na przykład w Grzegorzu Cudotwórcy, biskupie Neocezarei Pontyjskiej († ok. 270). Widział w nim przykład prawdziwego charyzmatyka:


„Dzięki współpracy Ducha miał straszliwą władzę nad demonami; otrzymał wielki dar słowa w celu wywołania w narodach posłuchu dla wiary; […] zmieniał nawet bieg rzek, rozkazując im w potężne imię Chrystusa […]. Jego zapowiedzi przyszłości były tak znamienne, że nie brakło im niczego z wielkich proroctw […]; dzięki mocy, znakom i niezwykłym zjawiskom został nazwany drugim Mojżeszem”[8].


Św. Bazyli w swoim słynnym dziele O Duchu Świętym zestawił całą listę charyzmatów, choć posłużył się nieco odmiennymi ich nazwami od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Najpierw przypomniał, że największe nawet obdarowanie duchowe jest świadectwem wielkości nie człowieka, ale działającego w nim Boga: „Podobnie jak ciała jasne i przejrzyste, kiedy pada na nie promień, stają się lśniące i błyszczą […], tak samo dusze niosące Ducha […] stają się duchowe i łaskę przekazują innym”. Potem zaś wyliczył praktyczne skutki takiej obecności Bożego Ducha w sercu:


„Stąd pochodzi przewidywanie tego, co będzie w przyszłości, rozumienie tajemnic, pojmowanie rzeczy ukrytych, rozdział darów łaski, niebiańskie obywatelstwo, korowód taneczny z aniołami, radość nieskończona, trwanie w Bogu, podobieństwo do Boga […]”[9].


Właściwa droga ubiegania się o charyzmaty to paradoksalnie nie modlitwa wprost o nie, ale raczej staranie się o świętość, gdyż „Duch Święty zarządza według własnej woli rozdziałem charyzmatów według godności człowieka”[10].


Bazyli był świadomy nie tylko apostolskiego nauczania o charyzmatach, ale także biblijnej zasady podporządkowania charyzmatyków tym, na których spoczywa odpowiedzialność pasterska przekazana im przez apostołów. Bóg przewidział potrzebną organizację dla Kościoła, stawiając na pierwszym miejscu apostołów i ich następców, potem proroków, dalej nauczających wiary i na końcu wreszcie osoby obdarzone niezwykłymi i cudownymi charyzmatami:


„Czy organizacja Kościoła nie urzeczywistnia się wyraźnie i niezaprzeczalnie przez Ducha? On przecież, jak mówi Paweł, dał Kościołowi «naprzód apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, a następnie tych, co mają dar czynienia cudów, łaskę uzdrawiania, wspierania pomocą, rządzenia oraz przemawiania rozmaitymi językami» (1 Kor 12,28). Ten porządek jest ustalony według różnorodności darów Ducha”[11].


Zasada ta pomagała w przywracaniu porządku w czasach, kiedy Kościół jawił się Bazylemu jako łódź zagrożona burzą na morzu świata, atakowana przez fale dezorganizacji, herezji, kłótni i rozłamów. Jeśli nie tracił nadziei, to tylko dlatego, że wiedział o niezawodnym źródle prawdy, do którego jako chrześcijanie mamy łatwy dostęp. Tym źródłem jest Objawienie Boże zawarte w Biblii, która czytana jest i rozumiana zgodnie z Tradycją Kościoła. Jest to zasada, z którą często spotkamy się w charyzmatycznej wędrówce przez pierwsze wieki chrześcijaństwa i która w IV wieku oczywiście brzmi tak samo jak w wiekach poprzednich:


„Pismo natchnione przez Boga pomaga w dziele pośredniczenia, a Tradycja apostolska rozstrzyga we wzajemnych dysputach”[12].


Słowo Boże przychodzi do nas na kartach Pisma Świętego, ale przecież także sposób rozumienia tego Pisma jest objawiony przez Boga: jest to „słowo, które przyszło do nas od ojców, a które my […] stale odnajdujemy w niespaczonych Kościołach”[13].


Jako przykłady Tradycji wiary zachowanej w Kościele Bazyli przytacza kolejno słowa wielkich mężów Bożych: Klemensa z Rzymu, „który mówił w sposób najbardziej archaiczny” (czyli w sposób najbliższy źródeł — przecież był świadkiem życia apostołów); Ireneusza, „który był bliski Apostołom”; Grzegorza Wielkiego-Cudotwórcy, „którego wypowiedzi umieścimy z apostołami i prorokami”, gdyż „żył takim samym duchem jak i tamci”; Orygenesa i Euzebiusza. Bazyli był pewny prawdziwości swojej wiary właśnie z tego tytułu, że trwał w jednym i apostolskim Kościele, którego Duch Święty nigdy nie opuścił. Powołuje się przy tym jak najsłuszniej na słowa samej Biblii: „Trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem listu” (2 Tes 2,15), i dodaje: „ci, którzy wprowadzili [tradycję] na początku i przekazują swoim następcom […], dzięki długotrwałym zwyczajom zakorzenili ją w Kościołach”[14].


3. Cyryl Jerozolimski i jego katechezy


Chociaż Atanazy i Bazyli powoływali się na postacie wybitnych i słynnych charyzmatyków: Antoniego i Grzegorza, nie powinniśmy ulec wrażeniu, że w IV wieku zapomniano o charyzmatach udzielanych zwykłym wiernym. Ważnym świadkiem tego nurtu nauczania jest św. Cyryl Jerozolimski, ponieważ zachowały się katechezy, jakie wygłosił około 350 roku kandydatom do chrztu. Pouczył ich przy tej okazji między innymi o oczekiwanych skutkach napełnienia Duchem Świętym. Wołał więc do katechumena: „w przyszłości zamieszka w tobie Duch Święty i duszę twą uczyni Bożym mieszkaniem”. Zapewniał też, że Duch Boży będzie wewnętrznym nauczycielem wspomagającym głoszone słowo wiary: „gdy będziesz słuchał tego, co napisano o tajemnicach, pojmiesz, czego nie rozumiałeś; nie sądź, że to, co otrzymujesz, jest małe”[15].


Największym darem Ducha jest oczywiście odpuszczenie grzechów przez obmycie chrzcielne. Jest ono takie samo dla wszystkich, gdyż przecież zawsze jest całkowite. Natomiast dodatkowe dary obecności Ducha udzielane są inaczej, mianowicie w zależności od miary otwartości serca. Miarą tą jest wiara i dlatego należy usilnie modlić się o rozszerzenie serca: w chrzcie „odpuszczenia grzechów dostępują wszyscy jednakowo, Duch Święty jednak dawany jest każdemu według wiary; kto mało pracuje, mało otrzymuje; kto wiele pracuje, ma wielką nagrodę!”[16]. Jest to miłe Bogu, gdyż Duch „chodzi dokoła i szuka godnego, szuka, komu by udzielić darów”[17]. Dodajmy tu tytułem uzupełnienia to, co niewiele lat potem biskup Mediolanu, Ambroży, wygłosił na temat skutków bierzmowania w swojej katechezie o sakramentach. Po chrzcie, czyli „po przejściu przez sadzawkę, ma się dokonać udoskonalenie, gdy na wezwanie biskupa wylany zostanie Duch Święty”, a z Nim „«duch mądrości i rozumu, duch rady i mocy, duch poznania i pobożności, duch świętej bojaźni», siedem jakby mocy Ducha”[18].


Ale wróćmy do porywających nauk św. Cyryla Jerozolimskiego. Kandydatów na chrześcijan Cyryl pouczał także o konkretnych darach. W swoich wyjaśnieniach zatrzymał się na przykład przez chwilę na darze wiary (odmiennym od wiary wspólnej wszystkim chrześcijanom):


„Jest jeszcze drugi rodzaj wiary — dar łaski Chrystusa: «Jednemu dany jest przez Ducha Świętego dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania» […]. Kto posiada tę wiarę drugiego rodzaju, powie tej górze: «Przesuń się stąd tam, i przesunie się». Kto z wiarą mówi tak w przekonaniu, że to się stanie, i nie wątpi w sercu swoim, otrzymuje łaskę”[19].


Wzorem całej chrześcijańskiej starożytności uprzywilejowane miejsce pośród darów duchowych zajmował w nauczaniu Cyryla dar bezżeństwa:


„gdy w wolnym czasie przyszła ci myśl o czystości lub dziewictwie, wiedz, że to była nauka Ducha Świętego”[20].


Doświadczenie niedawnych prześladowań stawiało przed oczami chrześcijan oczywisty dowód bezpośredniego działania Ducha we wnętrzu człowieka, czyli heroizm męczenników:


„Męczennicy stają się nimi przez moc Ducha Świętego […]; niemożliwe jest, aby kto inaczej jak przez Ducha Świętego stał się męczennikiem dla Chrystusa”[21].


Cyryl nie zapomniał też o darze proroctwa. Nie jest on oczywiście powszechny, uczył o tym jasno Apostoł Paweł (por. 1 Kor 12,7-10), ale należy jednak oczekiwać, że niekiedy będzie się pojawiać:


„Jeżeli masz wiarę, nie tylko otrzymasz odpuszczenie grzechów, ale dokonasz rzeczy nadludzkich. Obyś stał się godny nawet daru proroctwa! […] Bóg wszechrzeczy, który w Duchu Świętym mówił przez proroków […], niech i teraz ześle Go na was […], niech i nam wszystkim pozwoli uczestniczyć w Jego darach, abyśmy zawsze wydawali owoce Ducha Świętego”[22].


Podobnie jak wcześniej tacy wielcy pisarze Kościoła, jak Justyn, Ireneusz i Orygenes, także Cyryl wspomniał o możliwości doświadczenia posługi egzorcysty: „Niejednokrotnie szatan, przez wielu żelaznymi łańcuchami niezwiązany, został ujarzmiony słowami modlitwy człowieka, dzięki mieszkającemu w nim Duchowi Świętemu”. Nie trzeba do tego żadnych spektakularnych okrzyków ani gestów, co byłoby charakterystyczne raczej dla pogańskich wypędzaczy złego ducha: „Zwykłe tchnienie egzorcysty działa na niewidzialnego szatana jak ogień”[23].


Bardzo pouczające są listy darów omawiane przez Cyryla w jego katechezach dla kandydatów do chrztu. Jedna z nich jest szczególnie rozbudowana i zawiera porównanie Ducha Świętego z deszczem spadającym na rozmaite rośliny. Choć różne drzewa i krzewy są tak odmienne, to ten sam deszcz ma moc udzielić sił do potrzebnego wzrostu każdej roślinie: podobnie jeden i ten sam Duch Boży w różnych osobach sprawia odmienne skutki. Przytoczona lista jest o tyle interesująca, że nie ogranicza się do dwunastego rozdziału Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian (jak to nazbyt często zdarza się w naszych czasach). Cyryl doskonale wie, że nauka o charyzmatach zawarta jest u Pawła także w 1 Kor 7,7, Rz 12, 6-8, 1 Tm 4,14 i 2 Tm 1,6:


„Deszcz inaczej jest obecny w palmie, inaczej w winnym krzewie […]. Podobnie też wprawdzie jeden jest Duch Święty, jednego rodzaju i niepodzielny, ale każdemu udziela łaski, jak chce […]. U jednego posługuje się językiem ku mądrości, u drugiego oświeca duszę w proroctwie, innemu daje moc wypędzania demonów, jeszcze innemu udziela daru wykładania Bożego Pisma. Jednego umacnia we wstrzemięźliwości, drugiego uczy miłosierdzia, innego — postów i umartwienia, jeszcze innego — wzgardy ziemskich pragnień, lub przygotowuje do męczeństwa”[24];

„Pomyśl o biskupach, kapłanach, diakonach, mnichach i dziewicach, i świeckich każdego narodu! I patrz na wielkiego Przewodnika i Dawcę łask. W całym świecie udziela On jednemu czystości, drugiemu stałego dziewictwa, innemu miłosierdzia, dobrowolnego ubóstwa lub daru wypędzania złych duchów. Jak światło jednym promieniem oświeca wszystko, tak i Duch Święty oświeca tych, którzy mają oczy”[25].


Ta lista jest szczególnie godna przypomnienia w naszych czasach, gdyż harmonijnie zestawia wszystkie miejsca biblijnego nauczania o charyzmatach. Z tego tytułu może stać się znakomitym lekarstwem na niepokojącą manierę, bardzo dziś rozpowszechnioną, zaczynania i kończenia lektury Nowego Testamentu w kwestii charyzmatów na trzech biblijnych wersetach (por. 1 Kor 12,6-8).


Kandydaci do chrztu byli pouczani o pełnej biblijnej prawdzie na temat znaków i cudów. Przygotowywano ich serca na wewnętrzne działanie Ducha, ale także uczono, aby nie przywiązywali nieproporcjonalnie dużej wagi do rozmaitych nadzwyczajności. Nie one są kryterium prawdy, ale raczej odwrotnie: to kościelny wykład Ewangelii będzie oceniał wartość tego, co nadzwyczajne. Cyryl wspomina więc najpierw „Montanusa z jego dwiema rzekomymi prorokiniami, Maksymillą i Pryscyllą” i zaznacza, że „montaniści, choć niesłusznie, wraz z nami nadają sobie nazwę «chrześcijan»”[26]. Idąc za Jezusem Chrystusem i Jego apostołami, Cyryl obszernie poucza, aby nie doszukiwać się ostatecznych argumentów wiary w nadzwyczajnych znakach:


„Przyjdzie Antychryst […]. Oszukańczą sztuką czarnoksięską będzie działał znaki i cuda […]. Ojciec kłamstwa będzie usiłował czynić dzieła kłamstwa na sposób iluzji, tak że tłum uwierzy, iż widzi wskrzeszenie umarłego, choć nie będzie wskrzeszenia, chromych chodzących i ślepych wzrok odzyskujących, choć takich uzdrowień nie będzie […]; złośliwa pokusa działać będzie zarówno przez strach, jak i przez oszustwo, «tak by, jeśli można, zwieść i wybranych»”[27].


Nowo ochrzczony nie będzie jednak pozostawiony na łaskę domysłów i prywatnych spekulacji w kwestii pewności wiary. Cyryl wyłożył jasno i precyzyjnie ewangeliczne zasady chrześcijańskiego życia, które znajdują się nie gdzie indziej, ale w Kościele katolickim:


„Przestrzega cię wyznanie wiary, każąc ci wierzyć «w jeden, święty, powszechny Kościół» i unikać zgromadzenia heretyków, a trzymać się zawsze wiernie świętego, powszechnego Kościoła, w którym się odrodziłeś. Gdy więc przychodzisz do jakiegoś miasta, nie pytaj zwyczajnie: Gdzie jest dom Boży? […] Nie pytaj też prosto: Gdzie jest kościół?, lecz: Gdzie jest kościół katolicki? Bo to jest właściwa nazwa naszego świętego Kościoła, naszej wspólnej Matki, Oblubienicy Pana naszego, Jezusa Chrystusa”[28].


Ponieważ w IV wieku istniało potężne zamieszanie co do tego, która z konkurencyjnych grup wyznaniowych jest prawdziwym Kościołem chrześcijan, Cyryl przypomniał to, czego uczniowie dowiedzieli się od Apostoła już kilka wieków wcześniej: istnieje hierarchia obdarowań w Kościele, a na straży porządku i prawowierności wiary stoją apostołowie i ich następcy, biskupi. Dopiero po nich przychodzą podporządkowani im nauczyciele wiary oraz charyzmatyczni prorocy i czyniący cuda:


„Ustanowił Bóg w powszechnym Kościele — jak mówi Paweł — najpierw apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, a następnie tych, co mają dar uzdrawiania, wspierania pomocą, rządzenia oraz przemawiania rozmaitymi językami”[29].


W tym samym czasie inny znamienity doktor Kościoła, św. Hilary († 368), również przestrzegał przed zdarzającym się zadufaniem charyzmatyków. A przecież posiadane przez nich charyzmaty świadczą o dobroci i o mocy Bożej, a niekoniecznie o wielkości samego charyzmatyka!


„Wielu powie mi w owym dniu: «Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy w imię Twoje?». [Jezus] potępia tu podstęp fałszywych proroków i kłamstwa obłudników, którzy przywłaszczają sobie chwałę, jaka płynie z mocy słowa, z nauki proroczej, ze zmuszenia demonów do ucieczki i z podobnych skutków swej działalności. Na tej też podstawie obiecują sobie królestwo niebieskie, jakby ich mądrością było to, co mówią lub czynią”[30].



Przypisy

[1] Nowacjan, O Trójcy, XXIX, [za:] S.M. Burgess, The Spirit and the Church: Antiquity, Peabody (Mass.) 1984, s. 79.
[2] Hilary, O Trójcy Świętej, VIII, 30.
[3] Atanazy Wielki, Żywot św. Antoniego, 2.
[4] Tamże, 14.
[5] Tamże, 83.
[6] Atanazy Wielki, Listy do Serapiona, I, 30.
[7] Tamże, IV, 3-6.
[8] Bazyli Wielki, O Duchu Świętym, XXIX (79).
[9] Tamże, IX (23).
[10] Tamże, XVI (38).
[11] Tamże, XVI (39).
[12] Tamże, XXX (77).
[13] Tamże, XXVII (67).
[14] Tamże, XXIX (71-74).
[15] Cyryl Jerozolimski, Katecheza wstępna, 6.
[16] Tenże, Katecheza 1, 5.
[17] Tenże, Katecheza 16, 19.
[18] Ambroży, O sakramentach, III, 8.
[19] Cyryl Jerozolimski, Katecheza 5, 11.
[20] Tenże, Katecheza 16, 19.
[21] Tenże, Katecheza 16, 21.
[22] Tenże, Katecheza 17, 37-38.
[23] Tenże, Katecheza 16, 19.
[24] Tenże, Katecheza 16, 12.
[25] Tenże, Katecheza 16, 22.
[26] Tenże, Katecheza 16, 8.
[27] Tenże, Katecheza 15, 12.14.17.
[28] Tenże, Katecheza 18, 26.
[29] Tenże, Katecheza 18, 27.
[30] Hilary, Komentarz do Ewangelii św. Mateusza, VI, 5.


[2006]