Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Droga na Górę Karmel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Droga na Górę Karmel. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 października 2012

„Czyste i stałe źródło życia duchowego”: Biblia w karmelitańskim sercu


bp Andrzej Siemieniewski

 

„Czyste i stałe źródło życia duchowego”: Biblia w karmelitańskim sercu

 

WSTĘP

Już na długo przed zapowiedzianym na jesień 2012 roku w Watykanie XIII Zwyczajnym Zgromadzeniem Ogólnym Synodu Biskupów rozeszła się wieść, że tematem Synodu będzie Nova evangelizatio ad christianam fidem tradendam (Nowa ewangelizacja dla przekazywania wiary chrześcijańskiej). Jak to jest w zwyczaju, przygotowano wstępny dokument zapowiadający tematy obrad Synodu, a więc tradycyjne Lineamenta. Można było w nich znaleźć komentarz do ewangelicznego tekstu opisującego uczniów idących do Emaus (por. Łk 24,13-35). Uczniowie ci, jak pamiętamy z lektury Pisma Świętego, spotkali Jezusa Zmartwychwstałego, ale zanim zdali sobie sprawę z tego, że Jezus żyje, już głosili słowo na Jego temat. Jak jednak zauważono w tekście przygotowującym Synod:


„Słowa uczniów z Emaus […] ukazują możliwość takiego głoszenia Chrystusa, które skazane jest na niepowodzenie, ponieważ nie jest w stanie przekazywać życia. Dwaj uczniowie z Emaus głoszą umarłego (por. Łk 24,21-24), opowiadają o swej frustracji i utracie nadziei. Pokazują, że w Kościele zawsze istnieje niebezpieczeństwo takiego głoszenia, które nie przekazuje życia, lecz zamyka w śmierci zarówno głoszonego Chrystusa, jak i głosicieli oraz adresatów orędzia”[1].

           

    W oficjalnym dokumencie Kościoła przypomniano nam o tym niebezpieczeństwie oczywiście tylko po to, abyśmy zdali sobie sprawę, że taka sytuacja wcale nie jest nieunikniona. Przecież tak wielu z nas było wielokrotnie osobistymi świadkami życiodajnego głoszenia mocy i chwały Zmartwychwstałego Pana. Pożądane jest takie doświadczenie obecności Chrystusa w Kościele, by głoszenie słowa było równocześnie przekazywaniem duchowego życia, czyli życia wiecznego. „A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa” (J 17,3). Aby stało się to możliwe, musimy odkrywać biblijne podstawy duchowości.

Benedykt XVI wzywał do tego wyraźnie w wydanej jesienią 2010 roku Posynodalnej adhortacji apostolskiej Verbum Domini. Papież przypomniał tam główne biblijne prawdy dotyczące chrześcijańskiego życia duchowego na przykładzie wielkich świadków katolickiej duchowości. Wielkie postacie tradycji karmelitańskiej uczą tej właśnie biblijnej postawy: „św. Teresa od Jezusa, karmelitanka, w swoich pismach nieustannie nawiązuje do obrazów biblijnych; by objaśnić swoje doświadczenie mistyczne, wspomina, że sam Jezus jej objawia, iż «całe zło świata bierze się z braku jasnego poznania prawdy Pisma Świętego»”. Natomiast „św. Teresa od Dzieciątka Jezus odkrywa w Miłości swoje osobiste powołanie podczas rozważania Pism, w szczególności rozdziałów 12 i 13 Pierwszego Listu do Koryntian. Ta święta karmelitanka opisuje zafascynowanie Pismem Świętym: «Zaledwie skieruję spojrzenie na Ewangelię świętą, natychmiast oddycham wonią życia Jezusa i wiem, w którą biec stronę»”. Ostatecznie więc „każdy święty jest jakby promieniem światła wychodzącym ze słowa Bożego” (VD 48). Wynika z tego bardzo ważna zasada interpretacji Biblii. Nie została ona dana do prywatnego tylko rozważania w oderwaniu od wspólnoty Kościoła. Sięgnijmy więc właśnie po świadectwa wielkich filarów Tradycji katolickiej, tym razem – z kręgu duchowości karmelitańskiej.  

1. Św. Jan od Krzyża – oczyszczenie świątyni Ducha Świętego

Duchowa, alegoryczna lektura Pisma Świętego to metoda, która nie ogranicza się tylko do autorów starożytnych. Odwoływał się do niej często tak niekwestionowany autorytet w dziedzinie duchowości katolickiej jak wielki doktor Kościoła św. Jan od Krzyża (1542-1591). Zapoznamy się tu z dwoma przykładami pochodzącymi z jego najbardziej znanego dzieła – z Drogi na Górę Karmel. Przykład pierwszy, nieco prostszy, odnosi się do bitewnej sceny z czasów jednego z tzw. sędziów Izraela – Gedeona. Drugi przykład, bardziej rozbudowany, odwołuje się do Ezechielowej wizji świątyni jerozolimskiej.  

a. Przykład pierwszy: pochodnie w glinianych dzbanach

Na początku przypomnijmy sobie stosowny fragment Księgi Sędziów, który został wykorzystany przez karmelitańskiego mistyka w XVI wieku:

 

„Gedeon podzielił trzystu mężów na trzy hufce, dał każdemu z nich do ręki rogi i puste dzbany, a w nich pochodnie. […] Zatrąbiły w rogi owe trzy hufce i potłukły dzbany. Wziąwszy zaś w lewą rękę pochodnie, a w prawą rogi, aby na nich trąbić, wołali: «Za Pana i za Gedeona!». I przystanęli, każdy na swoim miejscu, dokoła obozu. Powstali wtedy wszyscy w obozie, poczęli krzyczeć i uciekać. Podczas gdy owych trzystu mężów trąbiło na rogach, Pan sprawił, że w całym obozie jeden przeciw drugiemu skierował miecz” (por. Sdz 7,16-22).

 

A oto alegoryczny wykład tego fragmentu autorstwa św. Jana od Krzyża:

 

„Wojsko Gedeona: powiedziano o nim, że wszyscy wojownicy mieli światła w ręku, ale niewidoczne, gdyż były one ukryte w dzbanach, po rozbiciu których ukazało się światło. Dzbany te to obraz wiary, kryjącej w sobie światło Boże. Gdy wiara ustanie z końcem życia doczesnego, wówczas ukaże się chwała i światłość Boskości, którą kryła w sobie wiara […].

Po rozbiciu dzbanów życia doczesnego, które jedyne przeszkadzało światłu wiary, ujrzy dusza Boga twarzą w twarz w chwale wiekuistej”[2].

 

            Musimy się zastanowić, czy taka alegoryczna aplikacji tekstu Pisma nie wychodzi poza biblijnego ducha, czy nie jest nieuzasadnionym snuciem skojarzeń, do którego tekst biblijnej księgi stałby się tylko pretekstem. Sięgnijmy dla porównania do jednego z miejsc Nowego Testamentu (2 Kor 4,6-18). Św. Paweł Apostoł łączy tu kilka wątków:

– życie chrześcijanina jest walką duchową: „Znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. […] Ciągle bowiem my, którzy żyjemy, jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele” (2 Kor 4, 9.11);

– wiara jest światłem: „Bóg, Ten, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Chrystusa” (2 Kor 4,6);

– cielesność człowieka ujęta jest w obrazie glinianego dzbana: „przechowujemy skarb w naczyniach glinianych” (2 Kor 4,7);

– wiara jest kroczeniem w niewidzialnej tajemnicy: „Wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie” (2 Kor 4,18).

Wydaje się więc, że św. Jan od Krzyża, aplikując opis bitwy pod wodzą Gedeona do duchowych zmagań chrześcijanina, posiłkował się skojarzeniami, na które w pełni pozwala lektura tekstów św. Pawła. W tym sensie jego interpretacja alegoryczna, chociaż jest nowością w stosunku do samego biblijnego tekstu, to nie jest czymś niebiblijnym, lecz wierną i twórczą kontynuacją spojrzenia na Stary Testament oczami Apostołów. Jest to więc trzymanie się biblijnej tradycji interpretacji nowotestamentowej tekstu Starego Przymierza.  

b. Przykład drugi: znieważona świątynia

Przykład drugi jest bardziej rozbudowany, a jego biblijnym fundamentem jest ten oto fragment z Księgi proroka Ezechiela:

 

„Rzekł [Pan] do mnie: «Synu człowieczy, czy widzisz, co oni czynią? – Okropne obrzydliwości, którym się tu oddają pokolenia izraelskie, aby Mnie zmusić do oddalenia się z mojej świątyni. […] Wszedłem i patrzyłem, a oto były tam wszelkiego rodzaju postacie tego, co pełza po ziemi, i bydląt, ohydnych istot, i wszystkie bożki domu Izraela, wyrysowane wszędzie na ścianie dokoła. […] I rzekł do mnie: «Czy widzisz, synu człowieczy, czemu się oddaje w ukryciu każdy ze starszyzny domu Izraela w tajemnej komnacie?». Następnie zaprowadził mnie do przedsionka bramy świątyni Pańskiej, mieszczącej się po stronie północnej, a oto siedziały tam kobiety i opłakiwały [bożka] Tammuza. I rzekł do mnie: «Czy widzisz, synu człowieczy? Zobaczysz jeszcze większe obrzydliwości od tych». Zaprowadził mnie także do na wewnętrzny dziedziniec świątyni Pańskiej i oto u wejścia do świątyni Pańskiej, pomiędzy przedsionkiem a ołtarzem, znajdowało się około dwudziestu pięciu mężów, obróconych tyłem do świątyni Pańskiej, z twarzami skierowanymi ku wschodowi. Zwróceni na wschód oddawali pokłon słońcu. I rzekł do mnie: «Czy widzisz to, synu człowieczy?»” (Ez 8,6.10-12.16-17).

 

            Jaki użytek uczynił św. Jan od Krzyża z tego fragmentu Księgi Ezechiela w swojej Drodze na Górę Karmel? Doktor Kościoła zachęca, aby czytając ten tekst Biblii, dostrzec w nim alegorię własnej duszy. Rozum, wola i pamięć człowieka stanowią elementy wewnętrznej świątyni ludzkiego ducha, a kto grzeszy, ten dopuszcza do zbezczeszczenia świętego miejsca w swoim sercu.

            Jak pisze św. Jan od Krzyża, wizerunki „tego, co pełza po ziemi, bydląt, ohydnych istot to obraz myśli i pojęć, które rozum zwraca ku niskim rzeczom ziemskim […]; odbijają się w świątyni duszy, gdy ona nimi zajmuje swój rozum, będący jakby pierwszą komorą duszy”.

Z kolei „kobiety w głębi świątyni, płaczące w drugiej komorze nad Adonisem – są obrazem pożądań drugiej władzy duszy, tj. woli; pożądania te płaczą niejako, pożądając tego, do czego skłania się uczuciowo wola, to jest do owych płazów odmalowanych w rozumie”.

            Natomiast „mężowie, którzy byli w trzeciej komorze świątyni, to wyobrażenia i kształty stworzeń; przechowuje je i strzeże trzecia władza duszy, pamięć”. Nawet szczegóły są tu ważne: „Kształty te są zwrócone plecami do świątyni, ponieważ można powiedzieć, że gdy dusza swymi trzema władzami zwraca się całkowicie do jakiegoś stworzenia, jest odwrócona plecami do świątyni Boga, to jest do zdrowego rozumu duszy”[3].

            Jeśli chcemy zweryfikować zasadność biblijnej inspiracji wielkiego karmelitańskiego doktora Kościoła, powinniśmy przypomnieć sobie te miejsca Nowego Testamentu, gdzie serce chrześcijanina porównywane jest z budynkiem świątyni. Oto przykład:

 

„Jesteście Bożą budowlą […] Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście” (1 Kor 3,9.16-17).

 

Co ważne, ten Pawłowy tekst wiąże duszę ze świątynią nie tylko w sposób pozytywny („jesteście świątynią Boga”), ale zawiera też poszukiwaną przez nas przestrogę: brak dbałości o świętość duszy jest równoważny bluźnierczemu znieważeniu świątyni. Widać więc wyraźnie, że skojarzenia św. Jana od Krzyża nie są dowolne, lecz idą ściśle tym tropem, który wyznaczył biblijny tekst Apostoła Pawła.  

2. Mistyka hiszpańska – pieśń o zaślubinach duchowych

Chociaż znaleźliśmy się przy tekstach XVI wieku, to jednak dla pełni obrazu na chwilę powrócimy do dawniejszych czasów starożytności chrześcijańskiej. Dlaczego? Oto mamy rozważyć tekst św. Teresy z Ávila (1515-1582) dotyczący biblijnej Pieśni nad Pieśniami, a wydaje się, że skorzystamy na pokazaniu kontynuacji Tradycji katolickiej w tej materii.  

            a. Starożytne tło

       Najpierw więc podamy kilka pomocnych informacji o roli, jaką według wczesnej chrześcijańskiej Tradycji winna pełnić Pieśń nad Pieśniami w duchowości chrześcijańskiej. Orygenes ujmował przynależność do wspólnoty zbawionych, czyli wspólnoty Kościoła, jako okazję do nieustannego wzrastania duchowego. Dobrze ilustruje to jego wyliczenie siedmiu pieśni Starego Testamentu:

– pierwsza pieśń: Pieśń Mojżesza (Wj 15,1-19), symbolizuje chrzest: „wyszedłszy z egipskiej ziemi, musisz przebyć Morze Czerwone, abyś mógł zaśpiewać pierwszą pieśń”;

– dalsza droga formacji chrześcijanina obejmuje czerpanie mądrości Bożej, stąd śpiewanie drugiej pieśni, o źródle mądrości: Tryskaj, źródło (Lb 21,17-18);

– mądrości nabywa się poprzez karmienie się słowem Bożym: „Niech ziemia słucha słów płynących z ust moich”, mówi o tym trzecia pieśń (Pwt 32,1-42);

– życie chrześcijanina pełne jest walki duchowej, trzeba więc śpiewać też wojenną Pieśń Debory; jest to czwarta pieśń (Sdz 5,2-31);

– obiecane wierzącym zwycięstwo opiewają teksty pieśni piątej, którą jest hymn Dawida Panie, ostojo moja (2 Sm 22,1-51), i pieśni szóstej, Pieśni o winnicy (Iz 5,1-6);

– zwieńczeniem drogi duchowego wzrostu jest pieśń siódma.

Wynika ona z dobrego przeżycia poprzednich pieśni, dlatego właśnie zwana jest Pieśnią nad Pieśniami, a obejmuje w całości księgę Starego Testamentu pod tym właśnie tytułem. Pieśń ta opiewa zjednoczenie z Bogiem, przeżywane zarówno indywidualnie, jak i we wspólnocie Kościoła-Oblubienicy: „A gdy już wszystko przejdziesz, wznieś się jeszcze wyżej i mając przystrojoną duszę, śpiewaj wraz z Oblubienicą «pieśń nad pieśniami»”[4].  

b. Zaślubiny z Chrystusem

Powróćmy teraz do złotego okresu mistyki hiszpańskiej, aby przekonać się, jak kontynuowano w Kościele tradycję opisywania relacji duszy chrześcijańskiej z Chrystusem w kategoriach miłości małżeńskiej. Św. Teresa z Ávila pisze w Twierdzy wewnętrznej:

 

„Dusza staje się jedno z Bogiem […]; taki nieogarniony Majestat tak się raczy złączyć ze stworzeniem swoim, że na podobieństwo małżonka, nierozerwalnym węzłem związanego, nigdy nie opuści duszy, którą sobie poślubił”[5].

 

            Zobaczmy teraz, jak św. Jan od Krzyża wykorzystał tekst Pieśni nad Pieśniami w swojej Pieśni duchowej dla oddania realiów związku chrześcijańskiego serca z Chrystusem. Doktor Kościoła najpierw układa strofy własnej poezji wzorowanej na tekście biblijnym:

 

„Pasterze, którzy podążacie poprzez ustronia na szczyt wzgórza wyniosłego,

Jeżeli kędyś napotkacie mego nad wszystko Umiłowanego,

Powiedzcie, że schnę, mdleję, umieram dla Niego!”[6].

 

Następnie zaś alegorycznie wyjaśnia poszczególne elementy swojego utworu. Łatwo jednak zorientować się, że są to, praktycznie rzecz biorąc, wyjaśnienia odpowiednich elementów prawzoru, czyli Pieśni nad Pieśniami:

 

„[Dusza] swoje pragnienia, afekty i jęki nazywa pasterzami, bo one nasycają duszę dobrami duchowymi […]. Ustroniami nazywa hierarchie i chóry aniołów, przez które wznoszą się nasze wzdychania i modlitwy coraz wyżej, aż do Boga. Stwórcę przedstawia tu jako wzgórze, bo On jest najwyższym szczytem. […] Pasterzami można też nazwać samych aniołów”[7].

 

WNIOSKI

Rozpoczęliśmy naszą refleksję od zachęty papieża Benedykta XVI, by naszą osobistą lekturę biblii wzbogacać świadectwem duchowego bogactwa wielkich świętych Kościoła, skoro „każdy święty jest jakby promieniem światła wychodzącym ze słowa Bożego” (VD 48). Jest to intuicja sięgająca zresztą do tekstu samej Biblii: „To przede wszystkim miejcie na uwadze, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśniania” (2 P 1,20). Papież Benedykt zaprasza nas zachęca do wyciągnięcia z tej biblijnej zasady następujących wniosków końcowych:

 

„W pewien sposób świętość związana ze słowem Bożym wpisuje się zatem w tradycję prorocką, w której słowo Boże posługuje się życiem proroka. W tym sensie świętość w Kościele jest hermeneutyką Pisma, od której nikt nie może abstrahować. Ten sam Duch Święty, który natchnął świętych autorów, pobudza świętych, by oddali życie dla Ewangelii. Uczenie się od nich jest niezawodną drogą do żywej i skutecznej hermeneutyki słowa Bożego” (VD 49).

 

            Dlatego dzisiaj zechcieliśmy skorzystać w pełni z duchowego skarbca, jakim jest Pismo Święte, odwołując się do tradycji wielkich świętych, a zwłaszcza tych, których życie i modlitwa stały się początkiem tradycji karmelitańskiej szkoły duchowości. Przecież „dawne i nowe formy specjalnej konsekracji mają być prawdziwymi szkołami życia duchowego, w których czyta się Pismo według Ducha Świętego w Kościele, tak by cały lud Boży mógł z tego odnieść korzyść” (VD 83).



[1] XIII Zwyczajne Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów (2012), Lineamenta, 2.

[2] Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel, II, 9, 3-4.

[3] Droga na Górę Karmel, I, 9, 6.

[4] Orygenes, Homilie do Pieśni nad Pieśniami, 1.

[5] Teresa z Ávila, Twierdza wewnętrzna, VII, 2, 3.

[6] Jan od Krzyża, Pieśń duchowa, II, 1.

[7] Pieśń duchowa, II, 1-3.


[2012] 



sobota, 9 września 2006

Formujcie wasze serca w oparciu o dzieła wielkich mistrzów - cz. 2: Przygoda chrześcijańska jako droga








Ks. bp Andrzej Siemieniewski 

Rekolekcje według św. Jana od Krzyża
Wrocław, parafia pw. św. Franciszka z Asyżu


„Formujcie wasze serca
w oparciu
o dzieła wielkich mistrzów”
Cz. 2


***


Przygoda chrześcijańska jako droga
— nauczanie, 9 września 2006


A. Główny symbol Jana od Krzyża — góra Boża




Główny symbol myśli, teologii, nauczania św. Jana od Krzyża to góra Boża. Zechciejmy iść takim rytmem i takim szlakiem, jaki św. Jan od Krzyża nam daje. Popatrzmy na ilustrację. Prawie u szczytu góry widnieją słowa: „uczta nieustanna”. Uczta nieustanna to jest to, do czego Pan Bóg zaprasza:

„Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym” (Łk 13,29).


Uczta nieustanna to jest to, do czego zmierzamy. To jest nasza nadzieja. Baranek przychodzi po swoją Oblubienicę — to są zaślubiny duchowe — i mówi: „Błogosławieni, którzy są wezwani na ucztę Godów Baranka!” (Ap 19,9). Ale uczta nieustanna to także coś, do czego mamy dostęp już tutaj i dostępem do tej wiecznej, niebiańskiej uczty nieustannej jest Msza św., Eucharystia.


a. Co to znaczy „nic”?


Mogliśmy się spotkać z czymś, co nazwałbym buddyjską aranżacją dzieł św. Jana od Krzyża. Mianowicie Jan od Krzyża u początków góry Bożej po hiszpańsku wpisał: „Nada, nada, nada, nada y en el Monte nada”. Co się wykłada na język polski: „Nic, nic, nic, nic i na górze też nic”.


Otóż często spotykałem w literaturze rozumowanie tego rodzaju. Ktoś czyta: „Nada, nada, nada, nada y en el Monte nada”, czyli „Nic, nic, nic, nic i na górze też nic” i mówi: „Buddyści też tak mówią, więc Jan od Krzyża jest anonimowym buddystą”. Otóż, co prawda, buddyści mówią: „Nic, nic, nic, nic i na górze też nic”, ale na tym kończą. A św. Jan od Krzyża na tym nie kończy. W samym środku ilustracji rzeczywiście widnieje napis „i na górze nic”, ale to nie jest kres drogi. Kresem jest uczta nieustanna. A uczta to jest posiłek z kimś. Taka jest treść słowa „uczta”. Ucztuje się w towarzystwie i to w licznym towarzystwie. Bowiem uczta nieustanna oznacza spotkanie z Bogiem w towarzystwie wszystkich świętych. Jeśli więc Jan od Krzyża mówi: „Nic, nic, nic, nic i na górze też nic”, to ma na myśli: po drodze może się zdarzyć, że nie będzie pociech, nie będzie zewnętrznych radości, może się zdarzyć, że będzie trudno, smutno, tragicznie. W tym sensie mówi: „Nic, nic, nic, nic i na górze też nic” — w sensie, że póki tu jesteśmy na świecie, bardzo różne drogi życiowe do Boga się zdarzają.


Akurat dzisiaj mogłem uczestniczyć w rozpoczęciu roku szkolnego w gimnazjum salezjańskim. Uczniowie przedstawili przepiękne przedstawienie o Edycie Stein. Jej życie można pewnie opisać: „Nic, nic, nic, nic i na końcu też nic”, ponieważ po ludzku rzecz biorąc, czekał ją marny koniec w obozie koncentracyjnym. Ale zobaczmy, w którym to jest miejscu. To nie jest kres wędrówki. Po ludzku patrząc, może się zdarzyć taka droga, jak Edyty Stein, że po drodze nie było radości i pociech i było trudno, a potem jeszcze trudniej, a na końcu tragicznie, ale na tym się nie kończy. Potem dopiero rozpościera się perspektywa góry Bożej, uczty nieustannej. Nie znaczy to oczywiście — to już tak patrząc z naszego punktu widzenia — że wszystkich nas (i że zawsze tak będzie) chce Pan Bóg przeprowadzać drogą, gdzie nie będzie żadnych pociech i żadnych radości. Tak nie jest. Są wielcy mistycy — św. Jan od Krzyża, Edyta Stein, Teresa z Lisieux — którzy taką drogą szli, ale doświadczenie pokazuje, że wiele radości Bożych nas spotyka. Wniosek więc raczej nie jest taki, że żadnych radości nie będzie, a raczej taki, że nie możemy na tym opierać naszej pewności, bo może się zdarzyć, że tej albo tej, albo tamtej radości zabraknie. Może się zdarzyć, że tego albo tego lub tamtego nie będzie. W tym sensie zechciejmy zrozumieć to „nada, nada, nada, nada” — nic. Tego i tamtego może nie być, a tam, gdzie bym powiedział: „No, teraz to już na pewno Pan Bóg mnie wynagrodzi, po roku albo dwóch”, może się zdarzyć: „y en el Monte nada” — „i na górze też nic”. Taką drogą też Pan Bóg być może wprowadzi kogoś, ale wprowadzi na górę Karmel, gdzie znajdziemy bezpieczeństwo, miłość, ucztę nieustanną i gdzie sama tylko chwała Boża i cześć mieszkają.


Idźmy dalej drogą na górę Karmel, szlakiem, który opisał św. Jan od Krzyża:

„Cała nauka, którą chcę podać w tej Drodze na górę Karmel streszcza się w niżej przytoczonych strofach. Zawierają one sposób wzniesienia się aż na szczyt góry, to jest do wysokiego stopnia doskonałości, który tu nazywamy zjednoczeniem duszy z Bogiem. A ponieważ na nich będę opierał swą naukę, zestawię je tu razem, aby można było zrozumieć i objąć całą treść tego, co mi tu przyjdzie napisać. W toku pracy nad objaśnianiem ich będę po kolei przytaczał każdą strofę osobno i poszczególne wiersze, jak tego będzie wymagał omawiany przedmiot” (DGK, Założenie).


Jeżeli zajrzymy do kolejnych rozdziałów, do kolejnych ksiąg Drogi na górę Karmel, to rzeczywiście Jan od Krzyża przytacza każdą strofę i następnie linijka po linijce ją omawia.


Gdybyśmy w najkrótszych słowach chcieli opisać, co Jan od Krzyża przekazał nam w całej księdze streszczonej w ośmiu zwrotkach, to myślę, że można by powiedzieć tak: „Jak żyć według słowa Bożego”. Czyli: jak — mając słowo Boże w tylu księgach Starego i Nowego Testamentu, w tylu przypowieściach, wersetach, zdaniach — wszystko to złożyć w taki sposób, żeby stało się piękną kompozycją, żeby stało się całością.


U podnóża góry jest łaciński napis: Arcta est via quae ducit ad vitam. Św. Jan od Krzyża spodziewał się, że jego czytelnicy będą znali łacinę. Na szczęście jest to dobrze nam znany cytat z Ewangelii Mateuszowej: „ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia” (Mt 7,14).


Zobaczmy, jak wygląda szczyt. To nie jest poszarpany skalisty wierzchołek, to jest szczyt góry w stylu Beskidy albo wschodnie Bieszczady — tam na górze są połoniny, to nie są urwiska skalne, bezładne i bezpłodne szczyty. To są żyzne pastwiska. O to chodzi w przenośni Drogi na górę Karmel. Tam są żyzne i bogate pastwiska i trzeba się natrudzić, wchodząc przez wąską bramę.


Teraz nieco więcej słów o tym, co to znaczy to „nic” i dlaczego brama jest wąska. Po jednej i drugiej stronie ilustracji jest napisane tak: „sława — ani tej”. To znaczy: nie należy się spodziewać zdobycia sławy w drodze do Boga, w drodze na górę Karmel. Popatrzmy na Eliasza. W oczach władców tego świata, w oczach króla i królowej, Eliasz prezentował się jako wyrzutek. To był ktoś, kto musiał uciekać przed przemocą mocarzy i kiedy my dziś po latach chętniej wspominamy Eliasza niż króla i królową, którzy go prześladowali, to wtedy sprawa się miała zupełnie inaczej. I gdyby wtedy zapytać Eliasza: „Ileś sławy, Eliaszu, zdobył?” To co by nam powiedział? „Sława — ani tej. To nie na tym polega posłuszeństwo Bogu”.


Idźmy dalej: „Bezpieczeństwo — ani tego”. Nic ze sławy, nic z bezpieczeństwa. Eliasz uciekał przed przemocą, przez zbrojnymi oddziałami. Wędrował na górę Horeb.


Dalej: „Radość — ani tej; pociecha — ani tej; wiedza — ani tej”. Nie tego należy spodziewać się w drodze na górę Karmel. Nie tego należy spodziewać się, jeśli ktoś chce naśladować proroka Eliasza lub Elizeusza. Nie tego należy spodziewać się, jeśli ktoś, jak apostołowie, chce naśladować Chrystusa, ponieważ chrześcijanie są „od Krzyża”: Paweł „od Krzyża”, Piotr „od Krzyża”, Jan „od Krzyża”, Jakub „od Krzyża” i wszyscy inni święci też „od Krzyża”.


Z drugiej strony, bo to jest równolegle po dwóch stronach, jest napisane: „Zadowolenie — ani tego; swoboda — ani tej”. Co mówi Pan Jezus Apostołowi? „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz” (J 21,18).


„Cześć — ani tej; umiejętność — ani tej; spoczynek — ani tego”. Co nam mówi św. Paweł w swoich wyznaniach w Drugim Liście do Koryntian? Wylicza, ile razy biczowany, ile razy tonął na morzu, ile razy kamienowany, ile razy w zimnie, w chłodzie, w głodzie, w bezsenności (por. 2 Kor 11,23-28).


To o tym mówi św. Jan od Krzyża: nic, nic, nic, nic i na górze też nic. Ukoronowaniem kariery proroka i kariery apostoła nie jest to, że kończy się: „A teraz żyli długo i szczęśliwie”. Ale: „I na górze też nic”. Dobrze wiemy, jak apostołowie zakończyli swoje życie. To jest wąska ścieżka i ciasna brama — najniższa część drogi na górę Karmel.


Warto zauważyć, że po bokach są dwie inne drogi, takie zawijasy po lewej i prawej stronie. Ponieważ są kręte i idą zawijasami, to od razu nam sugeruje, że to są drogi dużo łatwiejsze. Idą zakolami. Po nich się idzie łatwo. To są drogi szerokie i mało strome. O drodze na prawo napisał św. Jan od Krzyża: „dobra ziemskie”. I dał takie wyjaśnienie: „Im bardziej ich szukam, tym mniej znajduję. Nie mogę wejść na górę, bo obrałem złą drogę”.


Rzeczywiście, jeżeli ktoś uważa, że jego życie ma taki sens, cel, że tylko na tym polega, by gromadzić dobra ziemskie, to taki człowiek nigdy nie jest zadowolony. On ma zawsze za mało. Myślę, że takich ludzi doskonale znamy: żeby nie wiem, ile zdobyli, to i tak będą niezadowoleni. To o tym pisze Jan od Krzyża: „Im bardziej ich szukam, tym mniej ich znajduję”.


A przy dróżce szerokiej po lewej stronie napisał: „Dobra niebieskie”. To jest ciekawe: dobra niebieskie też są ścieżką szeroką, która nie prowadzi do celu. O co tutaj chodzi? O ludzi, którzy doczekali się od Pana Boga najróżniejszych pociech, emocji w spotkaniu z Bogiem i nagle uznali: „Aha, skoro Pan Bóg takie radości, pociechy niekiedy daje, to na tym polega życie duchowe”. Koncentracja na tym, co przyjemne, co ekscytujące w wierze. Zresztą nie tylko w wierze, bo to samo dotyczy przecież relacji międzyludzkich: jeśli ktoś zauważy, że relacje międzyludzkie dostarczają radości i przyjemności i powie sobie: „Aha, to będę tylko radości i przyjemności szukał”, to jest najkrótsza droga, żeby te radości i przyjemności stracić. To samo dotyczy także relacji z Bogiem. Taka jest ocena Jana od Krzyża: „Za późno i za powoli szedłem, dlatego zbłądziłem”. Jeśli ktoś zatrzymuje się na dobrach niebieskich, to w tym sensie za późno i za powoli idzie i dlatego zbłądzi.


Doszliśmy zatem do poziomu: „Nic”.


b. Co jest wyżej niż „nic”?


To jest ciekawe pytanie: co jest wyżej niż nic? Tak w ogólności to pytanie brzmi bardzo teoretycznie i abstrakcyjnie, ale nam chodzi o to, co jest wyżej niż „Nic” na szkicu św. Jana od Krzyża. To „nada”, „nic”, jest w samym środku, tam, gdzie droga na górę Karmel zaczyna się rozszerzać i zauważmy, że pojawiają się tam trawki, krzewy. To już są żyzne pastwiska. To już są bogate i urodzajne ziemie. Człowiek dochodzi już do takiego miejsca, gdzie się skutecznie i obficie karmi. Tu jest napisane tak: „Odkąd niczego nie chcę dla miłości własnej, wszystko mam bez szukania”.


Znamy ludzi, którzy potrafią się zachwycać. Spotykam czasami takich na Ostrowie Tumskim. Patrzą na kaczki na Odrze i się zachwycają tym widokiem. Można by zapytać, czy ta kaczka jest jego. Dlaczego się zachwyca, skoro to nie jego? Taki człowiek słusznie by odpowiedział: „Ta kaczka nie jest moja. Nie chcę jej. Ja się nią zachwycam tak po prostu, bezinteresownie. Ja ją mam bez szukania”. Znam ludzi, którzy zachwycają się drzewami w parku, chmurami na niebie, szczytem Ślęży. Oni nie muszą kupować szczytu Ślęży i nie umierają ze zdenerwowania, że nie stać ich na kupienie sobie tego drzewa. Oni się tym zachwycają, chociaż to nie jest ich.


To bardzo banalny przykład. Można go oczywiście podnieść na wyższy poziom. Weźmy rodziców, którzy kochają bezinteresowną miłością dzieci. Zobaczmy, o ile więcej mają radości, jeśli mają dzieci troje, czworo, pięcioro, sześcioro, bo nagle ich radość robi się pięciokrotna i sześciokrotna — oni się cieszą wszystkimi radościami, osiągnięciami, sukcesami dzieci. Przestali szukać miłości własnej. I co się okazało? Nagle mają bardzo dużo, bez szukania. To jest już przykład podniesiony na poziom osobowy, a więc o wiele wyższy. I mówi nam św. Jan od Krzyża: tą drogą trzeba iść, aż dojdziemy do cieszenia się wszystkim, dlatego że Pan Bóg to daje, że Pan Bóg to stworzył.


Widzimy różnicę pomiędzy człowiekiem, który rozgląda się po krajobrazie i mówi: „Jak by to kupić?”, a drugi się rozgląda i mówi: „Jak tu pięknie, dziękuję Bogu, jutro pójdę tam i tam się będę cieszyć, a pojutrze w jeszcze inne miejsce”. To właśnie znaczą słowa Jana od Krzyża: „Odkąd niczego nie chcę dla miłości własnej, wszystko mam bez szukania”.


A po drugiej stronie, po prawej, jest napisane: „Odkąd nie przywiązuję się do niczego, niczego mi nie brak”. Posłuchajmy św. Pawła: „nauczyłem się wystarczać sobie w warunkach, w jakich jestem. Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku” (Flp 4,11-12). Nauczyłem się poprzestawać na tym, co mam. Umiem obfitować, ale umiem też niedostawać. I jedno, i drugie potrafię: cieszę się z tego, co Pan Bóg dał mi jako sytuację życiową. Nie umieram ze zgryzoty, że inny ma więcej ode mnie.


„Odkąd nie przywiązuję się do niczego, niczego mi nie brak” — to zaczyna być „powyżej nic”. Tu się powoli wychodzi na miejsce, gdzie już jest trawa, krzewy, gdzie się pojawiają żyzne pastwiska. Ale to dopiero początek…


c. Co jest jeszcze bliżej szczytu?


Tutaj jest napisane: sprawiedliwość, męstwo, roztropność, umiarkowanie. Człowiek wprowadza w życie takie cechy. One się tradycyjnie nazywają cnotami kardynalnymi. W dzisiejszym świecie należy mówić o takich cnotach.


d. A co jest jeszcze bliżej szczytu?


Po brzegach w słupkach są dwie litanie słów — po lewej i po prawej. To jest bardzo blisko szczytu. Po lewej stronie jest wypisane tak: mądrość, umiejętność, męstwo, roztropność, rozum, pobożność, bojaźń Boża. To są dary Ducha Świętego wzięte z Księgi proroka Izajasza (por. Iz 11,1-2). Tam prorok Izajasz opisuje, jaki to Duch spocznie na Mesjaszu, kiedy już Mesjasz przyjdzie. A spocznie na nim Duch, który takimi właśnie darami będzie się charakteryzował: męstwem, mądrością, umiejętnością, rozumem, pobożnością i całą resztą.


A po drugiej stronie słupek jest nieco dłuższy. Czytamy tam tak: miłość, radość, pokój, łagodność, cierpliwość, dobroć, słodycz, cichość, wierność, skromność, wstrzemięźliwość, czystość. To są owoce Ducha Świętego z Listu do Galatów (por. Ga 5,22-23).


Dary Ducha Świętego, o których prorokował Izajasz i owoce, o których mówił św. Paweł w Liście do Galatów — to jest już bliżej szczytu. To jest ta pasza, którą znajdują owce. To dlatego ten teren robi się bardziej życiodajny, tu jest już więcej roślin, więcej pokarmu dla owiec. Właśnie z tego powodu znajduje się pomiędzy nimi zupełnie zdumiewający napis. Czytamy tam tak: „Tędy dalej nie ma już drogi, bo nie ma już Prawa dla sprawiedliwego”. To dopiero tajemnicze słowa! Co to może znaczyć „nie ma drogi”? Raczej nie chodzi o to, że nie ma drogi w sensie, że nie będzie mógł się dalej posuwać, tylko że nie ma już wytyczonego szlaku, „bo nie ma już Prawa dla sprawiedliwego” (por. Ga 5,23). Kim jest sprawiedliwy? „Wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi” (Rz 8,14).


Jan od Krzyża to wiek XVI. Dobrze pamiętamy wszystkie debaty, które wtedy miały miejsce — debaty związane z reformacją, dotyczące prawa, usprawiedliwienia. I w tych debatach też warto ulokować głos św. Jana od Krzyża. Co to może znaczyć, że nie ma już Prawa? Pamiętamy, że w XVI wieku rozmaicie to interpretowano. Były nawet zupełnie skrajne ugrupowania, które mówiły: „Jeśli ktoś wierzy, to niech sobie spokojnie grzeszy, bo nie ma Prawa, bo Prawo nas nie obowiązuje; wystarczy wierzyć i można grzeszyć”. W tym miejscu należy koniecznie przypomnieć słowa Apostoła, z jakiego powodu tam, gdzie się pojawiają owoce Ducha Świętego, nie ma już Prawa:


„Owocem zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa” (Ga 5,22-23).


To nie znaczy, że jak wierzę, to mogę robić, co mi się podoba, tylko że jeśli ktoś doszedł, prowadzony przez Ducha Świętego, do takiego stanu w życiu, że żyje w miłości, radości i pokoju, że Duch Święty go stale prowadzi do cierpliwości, uprzejmości i dobroci, że go stale prowadzi do wierności Bogu, do łagodności, opanowania, to przeciw takim cnotom nie ma Prawa. On mniej zwraca uwagę na drobiazgowe przepisy, ponieważ wypełnia je ze swojej natury. To właśnie nazywamy świętością.


Troszkę innymi słowami wyjaśnia to św. Paweł nieco dalej: „Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełnicie Prawo Chrystusowe” (Ga 6,2).


I znowu widzimy, że to nie na tym polega: „Wierzę, wobec tego mogę robić, co mi się podoba”. Zupełnie odwrotnie: „Wierzę, dlatego dostrzegam i potrzeby bliźniego, i szacunek bliźniego na wszystkich możliwych płaszczyznach”. I stało się oczywiste, dlaczego są takie przykazania. Dlatego, że mamy pragnąć jeden dla drugiego dobra. To w tym sensie: „jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełnicie prawo Chrystusowe”.


Zatrzymujemy się na tym troszkę dłużej, bo to jest zaskakujący tekst: tak blisko szczytu, a tu ni stąd, ni zowąd nie ma już dalej drogi, bo nie ma Prawa dla sprawiedliwego.


To jeszcze weźmy sobie dla ilustracji:


„Prawo nie dla sprawiedliwego jest przeznaczone, ale dla postępujących bezprawnie i dla niesfornych, bezbożnych i grzeszników” (1 Tm 1,9).


Kiedy człowiek się natknie na barierę Prawa? Kiedy jest bezbożny, niesforny, kiedy go ciągnie do grzechu. Jeśli go pokusa ciągnie na boki, to natknie się na barierę, gdzie będzie napisane: „Stop! Przejścia nie ma”. A gdy go ciągnie w drugą stronę, to znowu: „Stop! Zakaz wstępu”. Wtedy człowiek zderzy się z Prawem, kiedy ulega pokusom. Wyobraźmy sobie człowieka o głębokiej świętości, który już od długiego czasu nie podlega takim pokusom. Kiedy on się zacznie zderzać z przepisami Prawa? Nie zacznie. Dlaczego? Bo Prawo nie dla sprawiedliwego jest przeznaczone, ale dla postępujących bezprawnie, dla niesfornych, bezbożnych i grzeszników.


Ten napis jest dość wysoko umieszczony. To by sugerowało, że przyda się on po dość długiej wędrówce. Myślę, że tutaj doświadczenie osobiste i zdrowy rozsądek każdego z nas podpowie nam, z jakiego powodu. Wystarczy spojrzeć na nasz ostatni rachunek sumienia i ostatni sakrament pokuty, i na ostatni miesiąc, tydzień albo dzień, żeby sobie uświadomić, że my raczej miewamy kłopoty z Prawem Bożym, że raczej nas tak właśnie ciągnie na boki. I że nam się dość często zdarza spotkanie tego szlabanu z napisem „Zakaz wstępu”, bo nas tam ciągnęło, bo weszliśmy na taką ścieżkę w las i szliśmy nią, dopóki nie zobaczyliśmy: „Wstęp wzbroniony”. Dlatego napis ten znajduje się dość wysoko, po całej drodze, o której mówił św. Jan od Krzyża, po nocy zmysłów, kiedy zmysły zostają umartwione, bo człowiek nie dostarcza im wszystkich podniet, których zmysły mogłyby się domagać.


e. Treść Drogi na górę Karmel


Księga I


Jeszcze raz przyjrzyjmy się dokładnie, co też mogłyby znaczyć te noce zmysłów i noce ducha. Możemy przeczytać: „Pierwsza noc odnosi się do zmysłowej części duszy” (DGK-I; I,2). Pierwsza to znaczy ta, którą najpierw należy przejść. Należy koniecznie zrobić porządek ze zmysłami — jeśli się tego zadania nie wykona, nie zlikwiduje się źródła kłopotów i grzechu. Oczyszczenie jest trudne i wymagające, ale trzeba przez nie przejść. Przypomina ono maszerowanie w nocy, a w nocy maszeruje się niewygodnie.


Zobaczmy dalej wyjaśnienie Jana od Krzyża: „ciemności te [czyli ta noc] to nic innego, jak próżnia, która w niej powstaje po wyzbyciu się wszystkich rzeczy” (DGK-I; III,2). Są ludzie przyzwyczajeni do nieustannego brzęczenia muzyki z odtwarzacza. Po prostu musi brzęczeć od rana do wieczora. Jeśli melodia na chwilę zamilknie, taki człowiek czuje się zagrożony, sfrustrowany, niepewny. Czuje się w jakiejś próżni. Zabrakło mu czegoś, co przecież jest sztuczną podnietą. Pewnie, że czasami jest dobrze posłuchać muzyki, ale jeżeli dla kogoś stało się to nieodpartym przyzwyczajeniem od rana do nocy, a tak się zdarza ludziom w różnym wieku, to właśnie jest wezwanie do oczyszczenia takiego nieuporządkowanego przywiązania. Ono jest nieuporządkowane. Wnosi w życie destrukcję. Człowiek nie robi tego, co powinien. Nie można z nim porozmawiać. Próbujemy się do niego odezwać, a on ma słuchawki na uszach. To jest przykład trywialny. Można oczywiście podać przykłady mocniejsze: przywiązanie ludzi do alkoholu, narkotyków, uzależnienie od pornografii. Jeżeli im tego zabraknie, czują, jak gdyby ich życie straciło sens. Życie staje się puste. Ale pewnie można to odnieść do bardzo wielu innych sytuacji i grzechów.


To jest ciemna noc umartwienia pożądań. U-martwienie — korzeń tego słowa jest ten sam, co korzeń słowa „martwy”. To nie są słowa przyjemne i takie, które mają głaskać uszy. To jest oznajmienie realiów, umartwienie. Jednocześnie są echem tego, co mówił św. Paweł: „Zadajcie śmierć [czyli u-martwiajcie] temu, co jest przyziemne w waszych członkach” (Kol 3,5). To jest ciemna noc umartwienia pożądań. I dodaje Jan od Krzyża: „Dusza wchodzi w tę noc w sposób czynny: to, co dusza może czynić i rzeczywiście czyni” (DGK-I; XIII,1).


Powołanie do chrześcijaństwa jest wezwaniem do czynienia, także do czynienia rzeczy trudnych względem samego siebie. Czynienie tego nazywa się umartwieniem. Dzisiaj są to mało popularne wezwania, chociaż być może zawsze były niepopularne. To jest to, co dusza może uczynić i rzeczywiście czyni. Dlatego jest mowa o nocy czynnej zmysłów i ducha. Jan od Krzyża czyni też uwagę o czymś, o czym będzie mówić później: „w biernym zaś sposobie dusza nie czyni nic, a tylko Bóg w niej działa” (DGK-I; XIII,1). Ale uwaga: te dwie noce, czynna i bierna, mają swoje kolejności. Kto by powiedział: „Aha! To ja nic nie będę czynić, niech Pan Bóg działa. Panie Boże, działaj we mnie”, a sam nie chce podjąć trudu, pomyliłby kolejność. Nie znaczy to, że już się znalazł na etapie nocy biernej, lecz to by znaczyło, że się w ogóle na żadnym etapie nie znalazł, gdyż nie podjął wysiłku wejścia na drogę. Noc bierna, to jest drugi etap, o wiele trudniejszy i boleśniejszy, kiedy dusza nie czyni nic, a tylko Bóg w niej działa.


Księga II


Kolejna księga Drogi na górę Karmel: czynna noc ducha. Pamiętamy, jaką sferę w człowieku nazywał św. Jan od Krzyża słowem „duch”. Duch to wola, rozum i pamięć. Koniecznie trzeba to sobie powtarzać, bo w ciągu wieków różne sfery nazywano duchem, duszą. Nie jest to całkiem jasne nawet u św. Pawła. Były różne zwyczaje dotyczące wyjaśniania, co te terminy mogą oznaczać. Dlatego trzeba sobie przypominać, że kiedy św. Jan mówi o nocy ducha, to ma na myśli rozum, wolę i pamięć w człowieku. I zobaczmy, jak on sam nam to wyjaśnia:


Noc ducha to „wzniosła szczęśliwość osiągnięta dzięki ogołoceniu ducha ze wszystkich niedoskonałości duchowych i wszystkich pożądań posiadania rzeczy duchowych” (DGK-II; I,1).


Oprócz pożądania rzeczy materialnych („Jak ja strasznie chciałbym mieć tę działkę, która leży tam pod lasem. Jak ja strasznie chciałbym mieć taki błyszczący samochód, który tam sobie stoi na rogu ulicy”) istnieje też pożądanie rzeczy duchowych. Wśród ludzi, którzy nie wierzą lub którzy niespecjalnie dużo się modlą, to się raczej nie zdarza. Pożądanie rzeczy duchowych pewnie częściej będzie się przydarzać ludziom, którzy się modlą, bo oni mają kontakt z rzeczywistościami duchowymi i to oni takim pokusom będą ulegać. Św. Jan od Krzyża nazywa to łakomstwem duchowym. Człowiek się przyzwyczaja do radości i satysfakcji, którą przynosi obcowanie z Panem Bogiem. Zobaczmy dalej:


„Kto ma szczęście iść w ciemnościach wiary, mający ją jak ślepy za przewodnika, oraz ten, kto oderwał się od wszystkich złudzeń naturalnych i rozumowań duchowych — postępuje bezpiecznie naprzód”: „wiara jest przedziwnym środkiem dojścia do celu, którym jest Bóg” (DGK-II; 1,2 i 2,1).


Może teraz taki krótki komentarz do tego tekstu, bo trochę może nam się wydawać dziwne, dlaczego św. Jan od Krzyża tak ciągle, szczególnie wiarę, nazywa ciemnością. My raczej mówimy o świetle wiary. Św. Augustyn mówi w „Wyznaniach” (VIII,12), że usłyszał fragment Listu do Rzymian: „Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13,12-14). I mówi, że jakby światło wlało się do jego serca. To jest język, którego częściej używamy, a tutaj w tylu miejscach spotykamy określenie: noc wiary.


Z jednej strony warto to kojarzyć z tekstem św. Pawła, że według wiary, a nie według widzenia postępujemy (por. 2 Kor 5,7). W tym sensie noc jest ciemnością, że wymaga od nas przełamania schematów postępowania według mojego prywatnego światła, według moich prywatnych mądrości. Ale jest też pewnie i powód głębszy, który w dziejach mistyki często się przewija. Najpiękniejszy opis tego znalazłem u świętego bizantyjskiego z XI wieku. Św. Symeon Nowy Teolog podał taką przypowieść o jaskini: Wyobraźmy sobie człowieka, który urodził się w jaskini, w niej mieszkał i w niej się wychował. Tylko ogarek rozświecał mu ciemności. Człowiek ten przyzwyczaił się, że tak właśnie wygląda świat, że tyle światła jest w świecie, ile bywa w tej mrocznej, ponurej jaskini rozjaśnionej tylko świeczką. I mówi Symeon: A teraz wyobraźmy sobie, że nastąpiło trzęsienie ziemi i nagle strop tej jaskini się otworzył i wpadło piękne słoneczne światło. Jaki będzie efekt w tym mieszkańcu jaskini? Czy zacznie on lepiej widzieć? Nie, to światło go oślepi. Chociaż jest dużo jaśniej, to on na początku będzie widział dużo gorzej. On w ogóle zaniewidzi.


W przejmującej symbolice jest to również oddane w losach św. Pawła. Kiedy Szaweł zrozumiał, kim jest Jezus Chrystus, to oślepł. Można to i tak rozumieć, że w tym, w kim jest Jezus Chrystus, jest tak dużo światła, że jak mieszkaniec jaskini, tak i św. Paweł w ogóle przestał widzieć, bo za dużo światła nagle na niego spłynęło. Oczywiście, mówi Symeon, minie 10 minut, godzina, druga i ten człowiek się przyzwyczai, ale to wymaga czasu, może nawet całych dni, tygodni, miesięcy, być może bardzo długiego czasu, aby przyzwyczaić się do obecności światła.


Dlatego, kiedy Jan od Krzyża mówi o ciemnościach wiary, to nie chodzi o to, że miałby zaprzeczać, jakoby wiara była światłem, tylko sygnalizuje, że kto naprawdę pozna treść wiary — nie jakieś marne drobinki, jakieś mizerne kawałki wiary, ale nagle sobie uświadomi, co właściwie głosi chrześcijaństwo, co głosi Kościół — uświadomi sobie to, co uświadomił sobie św. Paweł pod Damaszkiem i stanie się z nim też coś takiego. Tak jak św. Paweł pod Damaszkiem zaniewidział, tak samo ten człowiek też zaniewidzi, tylko w innym znaczeniu. Zaniewidzi w ten sposób, że przeżyje jakieś zamieszanie, wielkie trudności, zmagania, kłopoty. Przeżyje noc ducha, w której wiara będzie oczyszczała rozum. To właśnie mają znaczyć słowa o ciemności wiary i zresztą zobaczmy ostatni fragment. To są słowa św. Jana od Krzyża:


„Wiara, nadzieja i miłość sprawiają próżnię i ciemność, każda w odpowiadającej sobie władzy:


- wiara w rozumie (gdyż poddaje nam to, czego rozum nie może pojąć);
- nadzieja w pamięci (nadzieja odnosi się do tego, czego się jeszcze nie posiada);
- miłość w woli (bo zobowiązuje kochać Boga ponad wszystkie rzeczy)” (DGK-II; 6,1-2.3.4).


Wiara sprawi ciemność w rozumie, gdyż wiara poddaje nam to, czego rozum nie może pojąć; to jest za duże. Nadzieja sprawi tę próżnię w pamięci, bo nadzieja odnosi się do tego, czego się jeszcze nie posiada; nie pamiętam tego, a mam na to nadzieję. A miłość sprawi tę próżnię w woli, bo wola ma swoje zachcianki i swoje najróżniejsze egoistyczne przyzwyczajenia, a tu nagle prawdziwa miłość zobowiązuje kochać Boga ponad wszystkie rzeczy. To dlatego wiara, nadzieja i miłość sprawiają próżnię i ciemność — każda w odpowiadającej sobie władzy duchowej.