Pokazywanie postów oznaczonych etykietą islam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą islam. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 lutego 2016

Ewangelizacja muzułmanów

ks. bp Andrzej Siemieniewski

Ewangelia dla muzułmanów


1. Kto się nawraca w Europie?

Zacznijmy od dzwonu bijącego na trwogę, czyli od zdania z wywiadu prasowego jednego z czołowych polskich duszpasterzy:

"Europa będzie muzułmańska. Chcieliśmy, to mamy. Trzeba było myśleć wcześniej, długofalowo. Francja i Belgia już wkrótce będą muzułmańskie. Nic nie zatrzyma tego procesu. Europa wyparła się Chrystusa i wkrótce będzie muzułmańska"[1].

Rzeczywiście, gdyby opierać się na doniesieniach głównego nurtu mediów, trzeba by odnieść wrażenie, że kierunek zmian religii jest w Europie tylko jeden: od letniego i nijakiego chrześcijaństwa, do gorliwego i misyjnego islamu.

Oto wpisujemy do internetowej wyszukiwarki Google neutralne pod względem wyznaniowym pytanie o konwertytów w Niemczech (Konvertiten in Deutschland). I chociaż nie sugerujemy żadnego kierunku konwersji, to jednak pierwszych 13 odpowiedzi dotyczy wyłącznie takich tematów jak: "Islamizacja Niemiec" (Die Islamisierung Deutschlands)‎, "Islam w Niemczech" (Islam in Deutschland), "Niemcy nawracają się na islam" (Deutsche zum Islam konvertieren). Dopiero czternasta w kolejności odpowiedź (pochodząca z maja 2015) nosi tytuł "Nawróceni: Jezus zamiast Mahometa" (Konvertiten: Jesus Statt Mohammed).

Wpisują się w to sensacyjne doniesienia medialne, jak to z dziennika Die Welt z 2014 roku: "Salafici rozdali w Niemczech ponad 1,4 miliona egzemplarzy Koranu, aby werbować do islamu w swoim radykalnym wydaniu"[2].

Do optymizmu nie nastraja też przedziwna postawa wielu chrześcijan, zdecydowanie odcinających się od możliwości ewangelizacji muzułmanów. Choć podany tuż poniżej przykład pochodzi ze środowiska Kościoła luterańsko-ewangelickiego, to jest reprezentatywny też dla niejednego oficjalnego gremium katolików niemieckich (i generalnie europejskich). Oto Ewangelicki Kościół w Nadrenii wydał dokument pod tytułem "Wspólna droga i świadectwo w dialogu z muzułmanami" (Weggemeinschaft und Zeugnis im Dialog mit Muslimen). Czytamy tam:

"Spotkanie z muzułmanami w zamiarze (ich) nawrócenia sprzeciwia się Duchowi (Świętemu) i misji danej nam przez Jezusa Chrystusa, dlatego należy je zdecydowanie odrzucić"[3].

Jeśli publiczne odżegnywanie się od samej nawet myśli o zorganizowanej chrześcijańskiej misji wobec muzułmanów stało się tak naturalne dla decydujących chrześcijańskich gremiów w Europie, to nie dziwi nieobecność tego tematu także w mediach obojętnych (lub nieprzyjaznych) wobec Kościoła. Może jednak milczenie mediów w tej sprawie bardziej świadczy o upodobaniach ich dziennikarzy niż o rzeczywistości, którą opisują? Spróbujemy znaleźć odpowiedź na to pytanie.

Jako pierwsze zwiastuny religijnej rzeczywistości ukrytej przed przeciętnym czytelnikiem czy widzem niech posłużą nam dwie informacje z maja 2015 r., pochodzące z rozmowy z berlińskim pastorem luterańskim Gottfriedem Martensem.

Pierwsza z nich to szacunkowe dane, o których wspomina pastor: z około 35 tysięcy żyjących w Niemczech Irańczyków około 12 tysięcy stało się już chrześcijanami. Dodajmy, że G. Martens wie, o czym mówi: sam w swojej parafii ochrzcił ich ponad pół tysiąca. A druga wiadomość? "Wierzący i konwertyci z Iranu są nowym zjawiskiem, a widać to także w Hamburgu, Lipsku czy Hanowerze"[4].

Dodajmy do tego jeszcze doświadczenie ewangelickiego kierownika duszpasterstwa Irańczyków w Niemczech, pastora Günthera Oborskiego: od roku 2000 w jego duszpasterstwie nawróciło się na chrześcijaństwo już 2000 Irańczyków[5].

2. Centra ewangelizacji muzułmanów ostatnich lat w Niemczech

a. Berlin-Steglitz
 Najbardziej znane centrum takiej ewangelizacji wśród muzułmanów, aby doprowadzić ich do wiary w Jezusa Chrystusa, do chrztu i do udziału w liturgicznym życiu Kościoła to tradycjonalistyczna parafia luterańska pod wezwaniem Trójcy Świętej w berlińskiej dzielnicy Steglitz przy Südendstraße. Znajdujący się tam (nieco zaniedbany) budynek kościelny z lat 1920' stał się imponującą sceną nawróceń setek duchowych przybyszów z islamu. Jesienią 2015 roku prasa donosiła o duszpasterstwie prowadzonym tam przez pastora Gottfrieda Martensa: "O ile przed dwoma laty było tam 150 muzułmanów, którzy pragnęli zostać ewangelickim chrześcijanami, o tyle w ostatnich tygodniach (jesienią 2015 roku) jest już 600 takich, którzy chcą zamienić półksiężyc na krzyż"[6]. O dynamice wydarzeń niech zaświadczy kontynuacja doniesień na temat tej parafii: w lutym 2016 można było przeczytać, że "do parafii w Berlin-Steglitz należy około 1.200 uchodźców, w większości byłych muzułmanów w Iranu i Afganistanu"[7].

Inni zauważają, że przykład G. Martensa bywa naśladowany także w innych częściach Niemiec:

"Kościół Trójcy Świętej w Berlinie: oto scena, która obecnie tak albo podobnie powtarza się w Niemczech. Pastor Gottfried Martens stawia irańskiemu uchodźcy decydujące pytanie: 'Czy chcesz wyrzec się islamu?' Ten potwierdza. Pastor chrzci go: 'W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego'"[8].

To fascynujące zjawisko zauważyła też prasa brytyjska. Dziennik Daily Mail w swoim materiale na ten temat dodał: coraz więcej uchodźców znajduje swoją drogę do tej parafii. Pojawiające się podejrzenia, że istotnym impulsem do chrztu może być zwiększenie szans na otrzymanie azylu, skomentowane są przez samego G. Martensa faktami: tylko 10% nawróconych nie pojawia się później na nabożeństwach w jego kościele[9].

Przykład berlińskiej parafii Trójcy Świętej podany tu został jako pierwszy nie tylko dlatego, że jest najbardziej znany w kontekście skutecznej ewangelizacji muzułmanów. Drugim powodem jest to, że wraz z trzema innymi wrocławianami odwiedziłem tę wspólnotę 25 października 2015 roku.

Cztery godziny od wyjazdu z Wrocławia przekraczaliśmy próg tej luterańskiej świątyni, aby wziąć udział w zaczynającej się o godz. 10:00 liturgii pokutnej przeznaczonej dla uczestników trzymiesięcznego katechumenatu prowadzącego do chrztu. Zdecydowaną większość z około 80 katechumenów stanowili młodzi mężczyźni z Iranu lub z Afganistanu. Rytualnie powtarzane modlitwy nad kolejnymi grupami osób będących na różnych etapach katechumenatu trwały ponad pół godziny.

O godz. 10:45 zaczęła się liturgia Eucharystii, podczas której udzielono chrztu 17 osobom. Do wszystkich, oprócz dwójki dzieci, kierowano przed przyjęciem chrztu sakramentalną formułę: "Czy wyrzekasz się islamu?". I wszyscy po kolei, równie sakramentalnie, odpowiadali "Tak". Samo udzielanie komunii kilkuset obecnym trwało 50 minut. A przyjmujący ten sakrament w większości (oceniając z wyglądu) to migranci pochodzący z Azji Środkowej; z wieku - młodzi mężczyźni; z zachowania - bardzo gorliwi chrześcijanie, głęboko przeżywający swoją nową wiarę po niedawnej konwersji z islamu. Liturgia skończyła się o 13:45 - spędziliśmy więc w kościele w tę pogodną niedzielę prawie cztery godziny.

Co nas zaskoczyło? Nie było tam nic z nowoczesności: liturgia staro-luterańska według ksiąg rytualnych z XVI wieku; powtarzające się dziesiątkami minut te same modlitewne wezwania wypowiadane nad kolejnymi grupami osób; wielozwrotkowe, luterańskie hymny śpiewane przy akompaniamencie staromodnego instrumentu… I setki głęboko rozmodlonych, młodych mężczyzn, którzy rok albo dwa lata temu od nauk Mahometa przeszli do Ewangelii Jezusa Chrystusa i teraz godzinami uczestniczą w niedzielnej liturgii.

b. Berlin-Neukölln
Drugie centrum to luterańskie centrum duszpasterskie Haus Gotteshilfe w berlińskiej dzielnicy Neukölln przy Werbellinstraße. Głównym animatorem miejscowego duszpasterstwa misyjnego jest tam siostra Rosemarie Götz. Tak, siostra - gdyż sama siebie opisuje jako "ewangelicką siostrę zakonną" (evangelische Ordensschwester). W długim, ciemnym habicie i w staromodnym czepku na głowie (jakby wziętym z dziewiętnastego wieku) wykonuje dzieło mogące wzbudzić zazdrość najbardziej nowoczesnych duszpasterzy: głosi kerygmat chrześcijański muzułmanom, a tym z nich, którzy przyjmą Dobrą Nowinę - udziela chrztu.

Już cztery lata temu można się było dowiedzieć, że w tej wspólnocie "14 Irańczyków i ich przyjaciół przybyłych w ostatnich latach do Niemiec jako uchodźcy stało po wielkim drewnianym krzyżem", albo że "50 Irańczyków zajęło miejsca wraz z 50 starymi mieszkańcami dzielnicy Neukölln", a nawet że 'na Wielkanoc ochrzczono tam 16 Irańczyków, z których prawie wszyscy chodzą na niedzielne nabożeństwa'[10].

A ponieważ czas nie stoi w miejscu i siostra-diakonisa ewangelizuje dalej, to i w minionym roku pisano:

"W berlińskiej dzielnicy Neukölln na nauki przedchrzcielne diakonisy Rosemarie Götz są chętnie odwiedzane: uchodźcy z Iranu i z Afganistanu przygotowują się tam do zmiany wiary na chrześcijańską"[11].
Podobnie jak pastor Martens, tak samo siostra Rosemarie Götz nie komentuje politycznych dyskusji rozpalających niemiecką opinię publiczna a dotyczących problemów uchodźców. Albo lepiej powiedziawszy - znowu podobnie jak G. Martens - komentuje z Bożego punktu widzenia: "Oczywiście, że misje to najważniejsze zadanie: w końcu po co Bóg przysłał nam tu uchodźców?" I jako odpowiedź na to pytanie może wskazać: w niedzielę 4 października 2015 r. ochrzczono tam znowu 10 byłych muzułmanów[12].

c. Berlin-Zehlendorf
Kościół przy ewangelicko-luterańskim kościele Mariackim w berlińskiej dzielnicy Zehlendorf przy Riemeisterstraße tworzy wraz ze wspomnianą wyżej (i nieodległą) wspólnotą Trójcy Świętej jedną parafię. Nic więc dziwnego, że i tu grupa muzułmanów przygotowuje się do chrztu przy współudziale Jobsta Schöne, emerytowanego już biskupa Samodzielnego Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła (SELK: die Selbständige Evangelisch-Lutherische Kirche).

d. Hannover
Wspomnieliśmy już pastora Günther Oborskiego z Kościoła ewangelicko-luterańskiego w Hanowerze. W wywiadzie dla katolickiej agencji prasowej KNA (Katholische Nachrichtenagentur) nie tylko wspomniał o 2 tysiącach ochrzczonych Irańczykach, ale dodał: "Ta tendencja się wzmaga - a i wśród Afgańczyków wyraźnie wzrasta zainteresowanie"[13].

e. Hamburg
Z Hamburga doszła ostatnio nowa wiadomość, tym razem z kręgu wspólnoty zielonoświątowej Alpha & Omega International. Jej lider, pastor Albert Babajan przyciąga przybyszów głównie z Afganistanu i z Iranu. Codziennie otrzymuje pytania od nowych zainteresowanych osób. Dlatego jesienią 2015 r. rozpoczęto w jego kościele kurs Alfa dla 130 uchodźców; w tym samym czasie ochrzczono 18 z nich. Niewielka wspólnota pastora Babajana nie może nawet zapewnić miejsc dla tak wielkiego napływu chętnych[14].

f. Nadrenia: Köln / Düsseldorf
Na początku tego tekstu mieliśmy okazję zetknąć się z antymisyjnym (niestety) dokumentem Ewangelickiego Kościoła w Nadrenii Wspólna droga i świadectwo w dialogu z muzułmanami. Ale rzeczywistość jest bogatsza niż papier. Właśnie z tego terenu - z Kolonii i z Düsseldorfu - spłynęły ostatnio informacje o chrztach uchodźców, także i tu głównie z Iranu i z Afganistanu. Warto dodać, że niektóre z tych wiadomości dotyczą Kościoła katolickiego. "W archidiecezji kolońskiej zdarzają się pojedyncze przypadki (muzułmańskich) uchodźców pragnących zostać chrześcijanami - mówi rzecznik prasowy diecezji. Potwierdza to też dziekan z Düsseldorfu, ks. Ulrich Hennes"[15].

g. Gemünden (Unterfranken)
Z północnych Niemiec przenosimy się na południe. Ta wiadomość pochodzi ze stycznia 2016 r. We frankońskiej miejscowości Gemünden ewangelicki proboszcz Thomas Schweizer angażuje się w pomoc uchodźcom, między innymi tym, którzy przeszli na chrześcijaństwo lub zamierzają to uczynić. W każdy wtorek w domu parafialnym prowadzi krąg biblijny dla azylantów. Na razie jedna kobieta i siedmiu mężczyzn z Pakistanu i z Iranu uczestniczy w katechetycznym kręgu w języku Urdu lub Farsi[16].

h. poza Niemcami
- Austria
Skoro już jesteśmy na południu, to dodajmy jeszcze informację z Austrii, tym ciekawszą, że pochodzi z kręgu katolickiego, z którego o wiele trudniej o tego typu wiadomości. Pośród 90 katechumenów, którzy cały rok przygotowywali się do chrztu dorosłych i którzy uczestniczyli w nabożeństwie prowadzonym przez abpa Christopha Schönborna w katedrze św. Stefana, znalazło się 28 Irańczyków i 10 Afgańczyków[17].

I jeszcze jeden akcent z katolickiego środowiska austriackiego. Już na Wielkanoc 2016 przyjmą chrzest pierwsi muzułmańscy uchodźcy. Zajmuje się nimi proboszcz katedry w austriackim Eisenstadt Erich Bernhard. Pośród kandydatów do chrztu są i tacy, którzy po kilku tygodniach pobytu w Austrii mówią: "Nawracamy się na chrześcijaństwo!" (Wir konvertieren zum Christentum!).

Do czekającego ich wielkanocnego wydarzenia przygotowuje się w kursie przedchrzcielnym 15 uczestników. Proboszcz Bernhard mówi: "Jako chrześcijanie mamy podstawowy obowiązek prowadzić ludzi do Jezusa i mieć ducha misyjnego. Jeśli uchodźcy sami do nas przychodzą i wykazują zainteresowanie chrześcijańską wiarą, to oczywiście jesteśmy na to otwarci"[18].

- Szwecja
Trudniej o wiadomości na temat tego zjawiska w Szwecji, ale jedną udało się znaleźć: pastor Fouad Rasho z kościoła "Angered Alliance" ochrzcił ponad 100 byłych muzułmanów. Jako jeden z motywów ich nawrócenia podał zniechęcenie do islamu spowodowane ekscesami Państwa Islamskiego[19].

3. "Nieporozumienie związane z pomieszaniem" a nowy duch nowej ewangelizacji

Na koniec niech raz jeszcze zabrzmi dzwon. Tym razem jednak nie na trwogę, ale dzwon pobudki wzywającej do dzieła ewangelizacji. Posłuży nam do tego głos katolickiego pomocniczego biskupa z Salzburga - Andreasa Launa, którego wypowiedź z 18 stycznia 2016 r. można już teraz śmiało uznać za absolutnie przełomową dla głoszenia dobrej nowiny chrześcijańskiej także muzułmanom. Bp Laun zaczyna od zdroworozsądkowego przypomnienia, że pomoc ludziom w potrzebie (w przypadku austriackim chodzi głównie o uchodźców wyznających islam) wcale nie jest tożsama z popieraniem islamizacji kraju:

"Po pierwsze: chrześcijanie i ich biskupi powinni otworzyć się na ludzi cierpiących niedostatek, ale nie po to, by 'dobrodusznie' (Gutmenschen) radować się z islamizacji Europy; a do tego, by każdego zaniepokojonego tą sytuacją osądzać jako osobę 'niechrześcijańską'"[20].

Po drugie, wzywa do rezygnacji ze swoistego fatalizmu wyznaniowego, który upowszechnił się w Europie z zadziwiającą łatwością[21]. Jest on zresztą konsekwencją rezygnacji z ducha misyjnego. Tam, gdzie zabrakło ufności w skuteczne kerygmatyczne głoszenie Słowa prowadzące do nawrócenia i chrztu, tak nie pozostaje nic innego jak z niepokojem spoglądać w dane demograficzne… I właśnie o przełamanie pełnego rezygnacji fatalizmu apeluje bp. A. Laun:

"Trzeba nam myśleć: jak możemy zaznajomić muzułmanów z Ewangelią? A może także doprowadzić ich do wiary w Chrystusa?"[22].

Będzie tu potrzebny dialog międzyreligijny, ale nie "dobroduszny" (w powyższym znaczeniu: nie dopuszczający nigdy do poważnej międzyreligijnej dyskusji doktrynalnej), tylko prawdziwie rzeczowy:

"Chrześcijanie nie powinni pomniejszać różnic między Jezusem i Mahometem, ale raczej powinni je uwidocznić. My, chrześcijanie, cieszymy się z dobra w każdej religii […], ale wskazujemy też palcem na struktury grzechy, gdziekolwiek by się znajdowały"[23].

Jakże nie zacytować tu stosownego fragmentu z adhortacji papieża Franciszka o ewangelizacji:

"Nie służy nam otwarcie dyplomatyczne, które zgadza się ze wszystkim, by uniknąć problemów, ponieważ byłby to sposób oszukania drugiego człowieka i odmówienia mu dobra, które otrzymaliśmy jako dar, by się nim hojnie podzielić. Ewangelizacja i dialog międzyreligijny, dalekie od przeciwstawiania się sobie, podtrzymują się nawzajem i ożywiają"[24].

Potrzebne jest też przemyślenie sposobu formacji katechetycznej:

"chrześcijanie powinni być wierni prawdzie a nie sentymentalizmowi (rührselig) i nie powinni głosić równości wszystkich religii ani nauczać tego na katechezie"[25].

Przy okazji warto zauważyć, że sprawa jest jak najbardziej aktualna w Polsce. Do dziś zarówno na poziomie katechezy szkolnej jak i akademickiej teologii naucza się u nas rzekomo wynikającej z dokumentów II Soboru Watykańskiego teorii "kręgów przynależności do Kościoła". Od ucznia gimnazjum do kandydata na księdza i katechetę - wszyscy dowiadują się ze swoich podręczników, że do Kościoła należą (choć w różnym stopniu intensywności) wszyscy ludzie na świecie. Warto przywołać tu ocenę ks. prof. Stanisława Nagy'ego, późniejszego kardynała. Według niego źródłem tej teorii jest: „nieporozumienie związane z pomieszaniem porządku przynależności do Kościoła z porządkiem zbawienia”[26].

Ciekawe to słowa późniejszego kardynała: "nieporozumienie związane z pomieszaniem" - i najwyższy czas, by teologowie - autorzy podręczników wreszcie wzięli je pod uwagę…

Ale wracając do Austrii i do Salzburga: bp Laun zaprasza do zastanowienia się: co my, jako chrześcijanie mamy do zaproponowania muzułmanom? Jeśli mamy głosić Dobrą Nowinę Ewangelii Jezusa Chrystusa, to co jest nowego i zachwycającego w tej nowinie?

"Co my, jako chrześcijanie powinniśmy zaproponować muzułmanom, to Bóg, który jest także ich Ojcem, oraz obraz Boga w nas: tego Boga, który widzi w nas synów i córki, a nie niewolników"[27].

4. Wiatr wieje tam, gdzie chce (J 3, 8)

W ciągu minionych 15 lat pojawiła się cała fala książek publikowanych na Zachodzie, napisanych przez muzułmanów, którzy nawrócili się na chrześcijaństwo, a także antologie świadectw byłych muzułmanów. Podobnie Internet pełen jest świadectw byłych wyznawców islamu. Te świadectwa, jakkolwiek poruszające i budujące, nie pozwalają jednak wyrobić sobie zdania o skali tego zjawiska, a podawane przez niektórych chrześcijańskich entuzjastów statystki wydają się podejrzanie przesadzone.

Dlatego pożyteczne jest jeszcze jedno spojrzenie na arcyciekawe zagadnienie głoszenia Ewangelii wśród muzułmanów, mianowicie pytanie o tę możliwość w samych krajach muzułmańskich. Pouczające światło rzuca na ten temat znakomicie udokumentowana wieloletnimi badaniami w terenie (zakończonymi w 2014 r.) amerykańska książka Davida Garrisona Wiatr w Domu Islamu: Jak Bóg przyciąga muzułmanów na całym świecie do wiary w Jezusa Chrystusa[28].

Tytułowy Dom Islamu to pojęcie Dar al-Islam znane z teologii muzułmańskiej: jest to "niewidoczne imperium religijne rozciągające się od Zachodniej Afryki aż do archipelagu Indonezji, obejmujące 49 narodów i 1,6 miliarda muzułmanów"[29]. A ów wiatr odnosi się do powiewu Ducha Świętego przyciągającego wyznawców nauki Mahometa do wiary w Chrystusa.

Autor precyzuje najpierw zakres swoich empirycznych badań i zainteresowań. Ich przedmiotem są "ruchy muzułmanów ku Chrystusowi". Przez taki ruch rozumie grupę przynajmniej 1.000 muzułmanów, którzy po nawróceniu na chrześcijaństwo przyjęli chrzest albo przynajmniej 100 nowych zainicjowanych "kościołów" (to ostatnie wyrażenia będzie bardziej komunikatywne dla katolika, jeśli przetłumaczymy jest jako lokalne wspólnoty wierzących). Wynik tych badań? "Dziś w ponad 70 miejscach w 29 narodach powstały nowe ruchy uczniów Chrystusa pochodzących z islamu. Każdy z tych ruchów przekroczył próg albo 100 nowopowstałych kościołów, albo 1.000 ochrzczonych wierzących, którzy przyszli do Chrystusa w ciągu ostatnich 20 lat"[30].

O jakich liczbach absolutnych jest tu mowa? Wobec oczywistych trudności w podliczeniu wszystkich uczestników tych ruchów nawróceniowych autor podaje szacunkowe dane: 2-7 milionów ludzi. Przyznaje, że jest to dość skromna liczba, jeśli wyrazimy ją w procentach: jest to maksymalnie 0,5% żyjących dziś na świecie muzułmanów. Ważne jest coś innego. Po pierwsze, powszechność geograficzna tych ruchów: są one obecne we wszystkich zakątkach świata muzułmańskiego. Po drugie zaś, prawie wszystkie są zupełnie nowe, gdyż powstały za życia obecnego pokolenia, w ciągu ostatnich 20 lat[31]. Czytelnikowi, który miałby pokusę lekceważąco ocenić liczbę 0,5%, D. Garrison przypomina:

"Cena płacona przez tych konwertytów nie spadła z nadejściem czasów nowożytnych. Przepisy Koranu pozostają niewzruszone: 'Jeśli odwrócą się [od wiary], chwytajcie ich i zabijajcie zawsze, gdy ich znajdziecie' (Koran 4:89b). I ci nawróceni płacą niewyobrażalną cenę za swoją pielgrzymkę do Chrystusa. Ale wciąż przychodzą. To, co zaczęło się jako kilka rozproszonych wyrazów sprzeciwu, teraz wzrasta. Historycznie rzecz biorą, bezprecedensowa liczba muzułmanów, mężczyzn i kobiet, przedziera się pod prąd w swoich społeczeństwach, aby iść za Jezusem. A to dopiero początek"[32].

Co wyraża określenie "bez precedensu"? Otóż aż do czasów całkiem niedawnych, "kiedy dobiegało końca pierwsze tysiąclecie relacji chrześcijańsko-muzułmańskich, miliony chrześcijan zostało włączonych w Dom Islamu, ale nie powstał praktycznie żaden dobrowolny ruch muzułmanów do Chrystusa"[33]. Sytuacja zaczęła się zmieniać, choć bardzo powoli, w XIX wieku. Wtedy powstały pierwsze dwa (skromne) dobrowolne ruchy muzułmanów do Chrystusa liczące ponad 1.000 ochrzczonych. Jeden z nich to ruch w Indonezji. W roku 1924, przy śmierci jego lidera Sadracha, liczono 10-20 tysięcy chrześcijan wywodzących się z islamu. Drugi to etiopsko-erytrejski ruch Shaikha Zakaryasa, który w 1920 r. pozostawił około 7.000 uczniów. Z tego samego czasu można odnotować też 700 ochrzczonych (jako katolików) byłych muzułmanów w algierskim regionie Kabylia. Choć ktoś mógłby ocenić te liczby uczniów jako statystycznie skromne, to wtedy dokonano po raz pierwszy tego, co nie udało się wcześniej nikomu przez półtora tysiąca lat[34].

Dopiero w porównaniu z takich podsumowaniem pierwszych piętnastu wieków współistnienia chrześcijaństwa i islamu (lata 640-1840) można z podziwem spojrzeć na nowe, wielkie dzieło Ducha, prawdziwy współczesny powiew Bożego wichru:

"Tylko w ciągu pierwszych 12 lat XXI wieku pojawiło się dodatkowych 69 ruchów liczących przynajmniej 1.000 ochrzczonych wierzących wywodzących się spośród muzułmanów. Te ruchy XXI wieku nie są ograniczone do jednego czy dwóch zakątków świata: pojawiają się wszędzie w Domu Islamu"[35].



Przypisy

[1] bp Tadeusz Pieronek, Dobra zmiana nie na siłę, wywiad - rozmawiał Jacek Nizinkiewicz, "Rzeczpospolita" Wtorek 12 stycznia 2016, s. A6, http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,24677,bp-pieronek-o-gwaltach-imigrantow-na-kobietach.html (12 I 2016).
[2] "Mehr als 1,4 Millionen Korane haben Salafisten bislang in Deutschland verteilt, um für ihre radikale Auffassung des Islam zu werben", Erst Korane verteilt, dann für Allah in den Krieg, http://www.welt.de/politik/deutschland/article133423847/Erst-Korane-verteilt-dann-fuer-Allah-in-den-Krieg.html (18 X 2014).
[3] "Eine Begegnung mit Muslimen in Konversionsabsicht widerspricht dem Geist und Auftrag Jesu Christi und ist entschieden abzulehnen", Evangelische Kirche im Rheinland, Weggemeinschaft und Zeugnis im Dialog mit Muslimen (Arbeitshilfe), http://www.ekir.de/www/service/weggemeinschaft-zeugnis-19148.php (7 II 2016), por. Neue Arbeitshilfe zur Mission unter Muslimen steht in der Kritik, http://www.ead.de/nachrichten/nachrichten/einzelansicht/article/neue-arbeitshilfe-zur-mission-unter-muslimen-steht-in-der-kritik.html (5 XI 2015); Yasin Baş, Konversion von Muslimen zum Christentum als Effekt der Flüchtlingskrise?, http://www.deutsch-tuerkische-nachrichten.de/2015/10/520117/konversion-von-muslimen-zum-christentum-als-effekt-der-fluechtlingskrise (26 X 2015).
[4] "Iranische Glaubensflüchtlinge und Konvertiten sind [in Berlin] ein neues Phänomen, das auch in Hamburg, Leipzig oder Hannover zunehmend sichtbar wird", Mohammed gegen Christus tauschen, http://www.tagesanzeiger.ch/kultur/diverses/Mohammed-gegen-Christus-tauschen/story/31026360 (19 V 2015)].
[5] "Seit 2003 bereits 2.000 Iraner in seinem Seelsorgebereich konvertiert seien und das Interesse auch bei den Afghanen deutlich steige", Yasin Baş, Konversion von Muslimen zum Christentum als Effekt der Flüchtlingskrise?, http://www.deutsch-tuerkische-nachrichten.de/2015/10/520117/konversion-von-muslimen-zum-christentum-als-effekt-der-fluechtlingskrise (26 X 2015).
[6] "Waren es vor zwei Jahren insgesamt 150 Moslems, die evangelisch werden wollten, sind es in den letzten Wochen bereits 600, die den Halbmond mit dem Kreuz tauschen wollen", Hunderte Moslems konvertieren zum Christentum, http://www.krone.at/Welt/Hunderte_Moslems_konvertieren_zum_Christentum-In_Berliner_Kirche-Story-470559 (4 IX 2015). Wiadomości na ten temat po polsku są na razie nieliczne, np. A. Grajewski, Większość członków tej parafii to byli muzułmanie, http://gosc.pl/doc/2400621.Wiekszosc-czlonkow-tej-parafii-to-byli-muzulmanie (21 III 2015).
[7] Lutherischer Bischof: Christliche Flüchtlinge vor Übergriffen schützen, http://www.kath.net/news/54058 (17 II 2016).
[8] Um ihre Chance auf Asyl zu erhöhen? Hunderte Muslime konvertieren zum Christentum, http://www.focus.de/politik/in-der-heimat-wuerde-ihnen-dann-religioese-verfolgung-drohen-um-ihre-chance-auf-asyl-zu-erhoehen-hunderte-muslime-konvertieren-zum-christentum_id_4931142.html (18 IX 2015).
[9] "Hundreds of mostly Iranian and Afghan asylum seekers have changed faiths at the evangelical Trinity Church in a leafy Berlin neighbourhood alone. Many claim true belief prompted the move, but the decision undoubtedly boosts their chances of being granted asylum by allowing them to claim they would face persecution if sent home", Simon Tomlison, How hundreds of Muslim migrants are converting to Christianity to boost their chances of winning asylum in Germany, http://www.dailymail.co.uk/news/article-3225014/How-Muslim-migrants-converting-Christianity-Germany-hundreds-boost-chances-winning-asylum.html (8 IX 2015).
[10] "14 Iraner und ihre Freunde, die in den letzten Jahren als Flüchtlinge nach Deutschland gekommen sind, stehen vor dem großen Holzkreuz im „Haus Gotteshilfe“, an der Werbellinstraße in Neukölln. … rund 50 Iraner, die gestern neben etwa 50 alteingesessenen Neuköllnern auf den Holzstühlen von „Haus Gotteshilfe“ saßen…Zu Ostern wurden die ersten 16 Iraner im „Haus Gotteshilfe“ getauft. Fast alle von ihnen kommen seitdem regelmäßig in den Gottesdienst", Sonntags um zehn: In einer Neuköllner Gemeinde ließen sich 14 Iraner taufen. In ihrer Heimat droht Konvertiten die Todesstrafe, http://www.tagesspiegel.de/berlin/bekenntnis-mit-risiko/6964556.html (6 VIII 2012). 
[11] "In Berlin-Neukölln ist der Taufunterricht von Diakonisse Rosemarie Götz gut besucht: Flüchtlinge aus dem Iran und Afghanistan bereiten sich auf ihren Glaubenswechsel zum Christentum vor", Christ werden mit Frau Götz, http://www.zeit.de/video/2015-12/4670010905001/berlin-christ-werden-mit-frau-goetz (22 XII 2015).
[12] "Schwester Rosemarie Götz - Diakonisse und Predigerin der Landeskirchlichen Gemeinschaft „Haus Gotteshilfe“ in Berlin-Neukölln: „Natürlich ist Missionierung die wichtigste Aufgabe“, sagt sie. „Wozu sonst schickt uns Gott die Flüchtlinge hierher? Seit Jahren kümmert sie sich um Zuwanderer – vor allem aus dem Iran und Afghanistan. Viele hat sie auf deren Wunsch hin getauft. Am letzten Sonntag (4. Oktober '15) sind es wieder 10", Kein Evangelium für Muslime?, http://www.kath.net/news/52318 (8 X 2015).
[13] "Tendenz steigend: Und auch bei den Afghanen steigt das Interesse deutlich", Deutschland: Zahlreiche islamische Flüchtlinge lassen sich taufen, http://diepresse.com/home/panorama/welt/4826755/Deutschland_Zahlreiche-islamische-Fluchtlinge-lassen-sich-taufen (22 IX 2015).
[14] Deutschland: Flüchtlinge besuchen Glaubenskurs - Hamburg: 130 Flüchtlinge besuchen Glaubenskurs einer Pfingstgemeinde, http://www.ead.de/nachrichten/nachrichten/einzelansicht/article/deutschland-fluechtlinge-besuchen-glaubenskurs.html (25 X 2015).
[15] Rheinische Kirche: Muslimische Flüchtlinge lassen sich taufen, http://www.jesus.de/blickpunkt/detailansicht/ansicht/muslimische-fluechtlinge-lassen-sich-taufen202995.html (11 I 2016).
[16] Bibellesen auf Farsi: Pfarrer Thomas Schweizer bietet in Gemünden Bibelstunden für Flüchtlinge an, http://www.sonntagsblatt.de/news/aktuell/2015_35_anw_11_01.htm (17 I 2016).
[17] Mathias Ziegler, Nicht einmal meine Eltern wissen es, http://www.wienerzeitung.at/nachrichten/wien/stadtleben/744494_Nicht-einmal-meine-Eltern-wissen-es.html (4 IX 2015).
[18] Flüchtlinge Konvertieren - Vom Islam zum Christentum: "Keine Religion des Friedens mehr", http://www.news.de/panorama/855628693/vom-islam-zum-christentum-keine-religion-des-friedens-mehr-fluechtlinge-in-oesterreich-wechseln-die-religion/1/" (8 I 2016).
[19] Dale Hurd (CBN), With So Many Muslims Finding Christ, Could Islam Fall?, http://www.charismanews.com/world/49909-with-so-many-muslims-finding-christ-could-islam-fall (6 I 2015).
[20] "Vor allem Christen und ihre Bischöfe sollten sich den Notleidenden öffnen, aber sich nicht nach Art der „Gutmenschen“ über die Islamisierung Europas freuen und jeden, der besorgt ist, auch noch als unchristlich verurteilen!", bp Bischof Andreas Laun, Islamophobie?, http://www.kath.net/news/53629 (18 I 2016).
[21] Oto przykład takiego fatalizmu: "Za 25 lat Europa będzie już pewnie islamska, ciemiężonych 'białasów' budzić będzie głos muezzinów wibrujący z podniebnych szczytów minaretów, od byłej Wieży Eiffla, do iglicy byłego PKiN. Normalna kolej rzeczy…", W. Łysiak, "Do Rzeczy" 3/154, s. 59.W formie literackiej ten sam fatalizm wyraził na cały świat francuski pisarz Michel Houellebecq w swej głośnej powieści Soumission, Flammarion 2015.
[22] "Nachzudenken: Wie können wir die Muslime mit dem Evangelium bekanntmachen und sie vielleicht zum Glauben an Christus führen?, bp Bischof Andreas Laun, Islamophobie?, http://www.kath.net/news/53629 (18 I 2016).
[23] "Christen dürfen die Unterschiede zwischen Jesus und Mohammed nicht kleinreden, sondern müssen sie sichtbar machen! Wir Christen freuen sich über das Gute in jeder Religion oder Vereinigung, aber wir legen auch den Finger auf die Strukturen der Sünde, wo immer sie sichtbar werden", bp Bischof Andreas Laun, Islamophobie?, http://www.kath.net/news/53629 (18 I 2016).
[24] papież Franciszek, Evangelii Gaudium, 251.
[25] "Darum dürfen Christen um der Wahrheit willen auch nicht rührselig die „Gleichheit aller Religionen behaupten oder gar im Religionsunterricht lehren!", bp Bischof Andreas Laun, Islamophobie?, http://www.kath.net/news/53629 (18 I 2016).
[26] S. Nagy, Kościół a sprawa zbawienia, http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/poza_kosciolem2.html (6 II 2016); por. S.J. Stasiak, R. Zawiła, ABC teologii dogmatycznej. Notatki z wykładów ks. Prof. Romana E. Rogowskiego, Oleśnica-Wrocław 1993, s. 242; E. Ozorowski, Kościół. Zarys eklezjologii katolickiej, Wrocław 1984, s. 82; S. Grabska, Sobór i apostolstwo Kościoła, http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/sobor_apostolstwo.html (6 II 2016).
[27] "Was wir Christen den Muslimen anbieten sollten, ist der Gott, der auch ihr Vater ist und das Menschenbild Gottes, der in uns seine Söhne und Töchter und nicht Sklaven sieht!", bp Bischof Andreas Laun, Islamophobie?, http://www.kath.net/news/53629 (18 I 2016).
[28] David Garrison, A Wind in the House of Islam: How God is drawing Muslims around the world to faith in Jesus Christ (Kindle Edition, 2014).
[29] D. Garrison, A Wind in the House of Islam (Kindle Locations 111-113).
[30] D. Garrison, A Wind in the House of Islam (Kindle Locations 116-119).
[31] D. Garrison, A Wind in the House of Islam (Kindle Locations 120-122).
[32] D. Garrison, A Wind in the House of Islam (Kindle Locations 123-127).
[33] D. Garrison, A Wind in the House of Islam (Kindle Locations 221-222).
[34] David Garrison, A Wind in the House of Islam (Kindle Locations 253-255; 272-273; 279-282; 321-324).
[35] David Garrison, A Wind in the House of Islam (Kindle Locations 329-331).


poniedziałek, 2 stycznia 2006

Religie a przemoc – islam i chrześcijaństwo


bp Andrzej Siemieniewski 


Religie a przemoc – islam i chrześcijaństwo

 
Rozmowa chrześcijan o islamie


Wystąpienie papieża Benedykta XVI dwunastego września 2006 roku w auli Uniwersytetu w Ratyzbonie stało się okazją, żeby na nowo podjąć temat: Chrześcijanie a islam. Wiele debat przypominających historię relacji chrześcijańsko-muzułmańskich, zwłaszcza od strony wojen, polegało na cytowaniu i interpretowaniu rozmaitych wersetów z Koranu. Niektóre z cytowanych wersetów bywają bardzo pokojowe, inne zaś wprost przeciwnie: są bardzo wojownicze. W debatach cytowano to tę, to tamtą surę Koranu dla poparcia swojej tezy. Myślę jednak, że tego typu patrzenie na islam z zewnątrz, przez pryzmat pojedynczych wersetów koranicznych, a nawet przez całą kolekcję wersetów – może być bardzo zwodnicze.


Błędne wnioski


Podajmy przykład, który zilustruje słabość powyższej metody.


Wyobraźmy sobie, że ktoś nie zna w ogóle chrześcijaństwa i próbuje znaleźć w świętej chrześcijańskiej Księdze, czyli w Biblii, informacje na temat tego, czy chrześcijanie składają Bogu ofiary z pokarmów i ze zwierząt. W Starym Testamencie znajdzie wiele przepisów dotyczących składania ofiar. Zaś w Nowym Testamencie znajdzie słowa Jezusa: "Nie przyszedłem znieść Prawa" (Mt 5,17). Na koniec na kartach Pisma Świętego spotka jeszcze św. Pawła, który już po swoim nawróceniu złożył ofiarę w świątyni jerozolimskiej. Osoba nie znająca chrześcijaństwa mogłaby więc wysnuć wniosek, że chrześcijanie składają Bogu ofiary ze zwierząt. Ten hipotetyczny wniosek byłby wysnuty z Księgi świętej, ale przecież byłby całkiem błędny!


Czytanie świętych Ksiąg


Z tego względu proponuję inną drogę dla naszego tematu: Religie a przemoc – islam i chrześcijaństwo. Wiadomo, że oprócz tekstu, takiego jak Koran czy Biblia, równie ważne dla zrozumienia danej religii są kluczowe dla niej osoby. Są to osoby miarodajne dla każdej religii; decydujące jest, jak te postacie ilustrują swoim życiem prawdę religijną. Ważne jest, jak takie najważniejsze osoby czytają, rozumieją i wcielają w praktykę teksty świętych Pism. Ich osobisty przykład może być równie ważny dla danej religii, co same teksty.


Ważne postacie – osoby normatywne


Osoba normatywna to taka, która jest uważana w danej religii za archetyp, za wzór.


Za taką osobę w islamie jest uważany prorok Mahomet. Koran należy więc rozumieć w świetle życia tej postaci – Mahometa. Jest on wzorem dla każdego muzułmanina, jest archetypem, a jego zachowanie i zwyczaje są islamskim ideałem.


W chrześcijaństwie zaś taką wzorcową osobą jest Jezus Chrystus.


Osób wzorcowych czy archetypicznych w danej religii może być więcej. W chrześcijaństwie – obok Jezusa – uważa się za takie osoby także dwunastu Apostołów oraz św. Pawła i całą wspólnotę pierwotnego Kościoła. W islamie oprócz Mahometa jest jeszcze pierwotna umma, czyli wspólnota muzułmańska – ta, która była rządzona przez pierwszych kalifów, wzorcowa i archetypiczna, do której wzoru trzeba wracać.


Proponuję przemyślenie tematu Religie a przemoc – islam i chrześcijaństwo następującą metodą: przypomnijmy sobie rolę przemocy w życiu religijnej wspólnoty (zwłaszcza przemocy militarnej zorganizowanej w wojsko) odpowiednio w życiu następujących osób:


a) Jezusa – i Mahometa;
b) dwunastu Apostołów, Apostoła Pawła, pierwszych papieży, czyli następców Piotra z jednej strony – a z drugiej strony kalifów i ich współpracowników, jako następujących po sobie realizatorów dzieła Mahometa;
c) pierwotnego Kościoła pierwszych kilku wieków chrześcijaństwa – i pierwotnej wspólnoty muzułmańskiej pierwszych kilku wieków islamu.


a)


Przemoc w życiu Jezusa


Poszukajmy więc na początku najgwałtowniejszego wydarzenia z życia Jezusa. Jest to wyrzucenie kupców ze świątyni. Jest to coś, co zbliża się do pojęcia przemocy. Zbliża się, ale prawdziwą przemocą jednak nie jest. Dlaczego? Bo w ręku Jezusa nie pojawia się prawdziwa broń, pojawia się zaledwie bicz ze sznurków. Nie pojawia się kij, kamień, miecz czy łuk. To jest jedyna gwałtowna scena, w której Jezus bierze aktywnie udział. A ponieważ Jezus staje wobec wielu „przeciwników”, kupców, to chodzi tu raczej o wyrzucenie ich ze świątyni na mocy osobistego autorytetu Chrystusa, Jego własnej powagi, niż o faktyczne wyrzucenie siłą. Jest to raczej rodzaj proroczego gniewu.


Przemoc w życiu Mahometa


Mahomet, oprócz tego, że był kupcem, był też żołnierzem. Myślę, że każdy muzułmanin zgodzi się z takim określeniem, że Mahomet był dowódcą wojska, że dowodził coraz większą armią, że jego oddziały rosły w siłę, aż stały się całkiem liczne. Na końcu armia Mahometa liczyła tysiące ludzi. Mahomet dowodził tą armią w bitwach i sam brał w nich osobisty udział. W jednej z takich bitew został nawet ranny. W życiu Mahometa mamy więc do czynienia z bitwami, co łączy się ze wszystkimi scenami, które rozgrywają się w czasie wojny: bitwa jest po to, żeby zabijać ludzi. W życiu pierwszych zwolenników Mahometa przemocy używa się nie tylko wobec uzbrojonego przeciwnika. Po jednej z bitew zabito kilkuset jeńców, a ich rodziny sprzedano do niewoli.


Marsz Jezusa do Jerozolimy


Jako kolejny sposób uświadomienia sobie roli przemocy odpowiednio w życiu Jezusa i w życiu Mahometa porównajmy ich decydujące wkroczenie do świętego miasta, odpowiednio: do Jerozolimy i Mekki.


Jak dokonuje się „zdobycie Jerozolimy” przez Jezusa? Jezus wjeżdża do Jerozolimy – na osiołku. Nie jest to specjalnie bojowe zwierzę. A w ręku, zamiast mieczy, pojawiają się gałązki, które ludzie rzucają na drogę. „Marsz Jezusa na Jerozolimę” jest wybitnie pacyfistyczny, jest manifestacją odrzucenia przemocy.


Marsz Mahometa na Mekkę


W islamie też mamy, by tak to określić, archetypiczny marsz na stolicę: marsz Mahometa na Mekkę. Prorok islamu wkracza jednak do miasta na czele dziesięciu tysięcy żołnierzy, którzy bynajmniej nie mają w ręku liści, lecz miecze. To jest prawdziwe wojsko. Mekka poddaje się pod wrażeniem wielu wcześniejszych krwawych bitew stoczonych przez wojska islamu.


b)


Przemoc w życiu Apostołów


Dokonaliśmy przykładowego porównania roli przemocy w życiu najważniejszych postaci obu religii: Jezusa i Mahometa. Jezus okazał się praktycznym pacyfistą, Mahomet – dowódcą wojskowym biorącym udział w wojnach i w dziesiątkach krwawych bitew.


Kolejny etap nasze refleksji to porównanie roli przemocy w życiu ich bezpośrednich uczniów. W przypadku Apostołów, bezpośrednich uczniów Jezusa, też spotykamy kilka aktów związanych z użyciem przemocy. Takim aktem jest na przykład obcięcie ucha Malchusowi przez Apostoła Piotra. Jest to niewątpliwie akt przemocy, atak na żołnierza (czy sługę), jest to nawet „akt przemocy zbrojnej”. Ale jak reaguje na to Chrystus, który przy tym jest? Mówi od razu: "Schowaj miecz do pochwy" (Mt 26,52; J 18,11), a zraniony sługa zostaje uzdrowiony. Akt przemocy Apostoła otrzymuje reprymendę, i to reprymendę natychmiastową. Co więcej, kiedy Apostołowie Jakub i Jan chcą zniszczyć za karę samarytańskie miasto, spotykają się z naganą: Jezus odwróciwszy się, surowo ich zgromił (por. Łk 9,55). Te dwa przykłady praktycznie wyczerpują użycie przemocy zbrojnej przez Apostołów, a dzieje się to w czasach – przypomnijmy – kiedy ziemia izraelska była okupowana przez obce mocarstwo i wstrząsana rozruchami.


W Dziejach Apostolskich natrafimy na dwie dalsze sytuacje mogące skojarzyć się z przemocą. Pierwsza scena, kiedy Ananiasz i Safira, przynoszą obłudnie datki Apostołom (Dz 5). Ofiarowują tylko część, twierdząc przy tym, że przynieśli całe swoje mienie, a jest to nieprawda. W reakcji na ten postępek Piotr ogłasza, że jest to grzech, że winni dokonali aktu oszustwa; na co mąż pada martwy. Z biblijnego opisu odnosimy wrażenie, że jest to rodzaj działania Bożego (jakkolwiek mogłoby nas to dziwić). Potem przychodzi żona Ananiasza i dokonuje takiego samego oszustwa jak jej mąż. Piotr podobnie mówi na to: przed chwilą wynieśli twojego męża, zaraz ciebie też wyniosą. I rzeczywiście, Safira też pada martwa.


Druga scena kojarząca z przemocą w życiu Apostołów dotyczy chwili, kiedy św. Paweł przybywa na Cypr i jest tam pewien mag, który mu się sprzeciwia (Dz 13). Paweł gromi go publicznie, a człowiek ten traci wzrok. Jest to więc rodzaj przemocy, ale znowu: nie jest to przemoc dokonana przez człowieka, sprawia wrażenie aktu dokonanego mocą Bożą.


Jak widać, przegląd Nowego Testamentu w celu ustalenia wszystkich możliwych miejsc łączących Apostołów z aktami przemocy daje nadzwyczaj skromne rezultaty. Praktycznie rzecz biorąc, przemoc jest w ich życiu nieobecna, podobnie jak w życiu Jezusa. Zarówno w życiu Jezusa, jak w ciągu dwudziestu lat po zakończeniu Jego działalności na ziemi na razie nie odkryliśmy praktycznie w ogóle obecności przemocy ani u Niego, ani u Jego uczniów.


Przemoc w życiu „apostołów” islamu


Spójrzmy zaś w tej samej perspektywie na obecność przemocy wojskowej u bezpośrednich kontynuatorów dzieła Mahometa. Dwadzieścia lat od zakończenia ziemskiej działalności Mahometa to dwadzieścia lat wojny, zwycięskiej i zdobywczej, którą można porównać tylko z kampaniami militarnymi Aleksandra Wielkiego; to zdobycie niewyobrażalnie wielkich terenów.


A dalej, po kilkudziesięciu latach od śmierci Mahometa w samym środku Francji następuje już spotkanie z muzułmanami, a spotkanie to ma formę bitwy z atakującym oddziałem muzułmańskim. Dla porównania: po stu latach od wyruszenia Apostołów Jezusa w świat w sercu Francji też pojawili się chrześcijanie. Tylko że oni znaleźli się tam zupełnie inaczej. Nie na czele wojska, nie jako ludzie, którzy by przemoc stosowali, tylko jako ludzie, którzy przemocy ulegali: z tego czasu pochodzą opisy męczenników z Lyonu.


Inny przykład: Cypr. Na Cyprze kilkadziesiąt lat po Mahomecie pojawił się islam. W jaki sposób? Pojawił się wtedy, gdy przybyły tam muzułmańskie wojska. Na tej samej wyspie kilka wieków wcześniej pojawiło się chrześcijaństwo. W jakiej formie? Chrześcijaństwo pojawia się tam razem z Apostołem Pawłem, który przybywa w postaci misjonarza, wędrownego głosiciela: jest to człowiek bezbronny. Nie ma miecza, straży, oddziału. Jest gotów na poddanie się aktom przemocy, a nie na jej stosowanie.


To tylko dwa przykłady, ale symptomatyczne dla historii ekspansji obu religii, chrześcijaństwa i islamu, w ciągu pierwszych stu czy dwustu lat od ich założenia. W ten sposób przechodzimy do trzeciego etapu, do porównania pierwotnego Kościoła i pierwotnej wspólnoty muzułmańskiej, czyli ummy.


c)


Kościół pierwotny a przemoc


Pierwotny Kościół to ludzie, którzy ruszają w świat i podlegają przemocy, są gotowi jej podlegać. Św. Paweł w listach mówi, jak wiele doznał przemocy i dodaje: "przez to właśnie jestem uczniem Chrystusa" (2 Kor 11,32n). I jeszcze się z tego chlubi. Taką sytuację mamy w chrześcijaństwie przez trzy wieki.


Kiedy natomiast pojawił się problem chrześcijanina, który używa przemocy wojskowej lub policyjnej? Dopiero w IV wieku chrześcijanin zaczyna używać przemocy, bo może stać się dowódcą wojska, żołnierzem, mężem stanu, który wysyła armię przeciwko innemu państwu. W czwartym wieku pojawia się pierwszy chrześcijański cesarz, Konstantyn. Chociaż trzeba dodać, że jeśli chrześcijanin zostaje w tamtych czasach wojskowym, to zawsze istnieje napięcie między służbą w wojsku a jego wiarą: na przykład duchowny generalnie nie może być żołnierzem.


Pierwotna umma muzułmańska a przemoc


W islamie nie ma takich trzech wieków czekania na stosowanie przez ludzi wierzących przemocy wojskowej.


Po pierwsze, w islamie Mahomet jest „Konstantynem islamu”. Co to oznacza? Oznacza „cesarza”, który posługuje się wojskiem dla propagowania religii. W islamie nie ma żadnych archetypicznych wieków niestosowania przemocy.


Po drugie, w islamie nie ma rozdziału między państwem a kościołem. Następcą Mahometa jest kalif. A on od razu, od samego początku, jest dowódcą wojska, który przeprowadza operacje wojskowe, jest naczelnikiem państwa, które wspomaga ekspansję islamu.


Analogiczną postacią w chrześcijaństwie byłby Piotr i następcy Piotra, czyli papieże. Przez pierwsze trzy wieki papieże żyli w opozycji do państwa, nie dysponowali żadnymi środkami przymusu zewnętrznego, a spotkanie z przemocą wojskową czy policyjną przeżywali zawsze w roli ofiar.



* * * * * * * *


Święta Księga


Nasz przegląd historyczny dotyczący roli przemocy w religii, odpowiednio w chrześcijaństwie i w islamie, dotyczył bardziej osób archetypicznych dla danej religii niż tekstów. Dlatego, że święta Księga nie jest tekstem absolutnie samodzielnym, jest zawsze związana ze wspólnotą wierzących. A Kościół od samego początku, od czasu Pana naszego Jezusa Chrystusa, inaczej rozumie księgi starotestamentowe. To, że Jezus mówi: "Nie przyszedłem znieść Prawa", wcale nie znaczyło w opinii Apostołów i ich uczniów, że chrześcijanie znów chwycą za miecze i będą zdobywać Ziemię Świętą.


Jan Paweł II napisał w książce Przekroczyć próg nadziei parę słów o islamie:


"Dla każdego, kto znając Stary i Nowy Testament, czyta z kolei Koran, staje się rzeczą jasną, że dokonał się w nim [Koranie] jakiś proces redukcji Bożego Objawienia. Nie można nie dostrzec odejścia od tego, co Bóg sam o sobie powiedział, naprzód w Starym Testamencie, a ostatecznie w Nowym Testamencie przez swojego Syna. Całe to bogactwo samoobjawienia się Boga, które stanowi dziedzictwo Starego i Nowego Przymierza, zostało w jakiś sposób w islamie odsunięte na bok".


Ekumenizm a obowiązek nawracania


Nagminne jest nazywanie ekumenizmem spotkanie różnych religii. Nawet w katolickich czasopismach taki błąd się zdarza! To jest jednak pomylenie pojęć.


Ekumenizm to jest ruch wewnątrzchrześcijański, którego celem osiągnięcie widzialnej jedności Kościoła. Ale przecież prawosławnemu czy baptyście nie trzeba ogłaszać Chrystusa. Oni znają Chrystusa. Są tylko problemy teologiczne czy liturgiczne, które trzeba by rozwiązać, aby dojść do jedności.


Natomiast gdy rozciągnie się pojęcie ekumenizmu na islam, to zaniknie motywacja do głoszenia Chrystusa. Jest bardzo duże ryzyko, że pojęcie dialogu zastąpi pojęcie misji. Ale jeśli uważnie czytalibyśmy dokumenty Jana Pawła II (czy teraz Benedykta XVI), które mówią o dialogu między religiami, to zwykle dodają one, że dialog nie ma zastąpić misji; że dialoguje się po to, żeby współpracować w różnych konkretnych przedsięwzięciach albo w różnych praktycznych celach, które mogą być wspólne.


Np. jeżeli katolicy i muzułmanie w Ameryce czy w Anglii wspólnie występują przeciwko eutanazji, to jest to dobry przykład współpracy w jakimś praktycznym celu. I jak najbardziej w takich celach trzeba współpracować. Ale gdyby z tego ktoś wyciągnął wniosek, że w związku z tym nie ma sensu głosić im Chrystusa, to popełnia błąd.


Zachęta do przyjęcia chrześcijaństwa


Miałem okazję we wrześniu rozmawiać z pewnym biskupem francuskim. Zapytałem go, jak wygląda sprawa ewangelizacji skierowanej do muzułmanów, których jest tam bardzo wielu. Powiedział mi, że u niego w diecezji jest co roku kilkadziesiąt chrztów byłych muzułmanów. Pytałem go też, czy we Francji podejmuje się wysiłek, by reagować na obecność muzułmanów także w ten sposób, by ich zachęcać do przyjęcia chrześcijaństwa i zostania katolikami. Okazuje się, że istnieje taki nurt.


Być może taki nurt jest mocniej zaakcentowany w Stanach Zjednoczonych, gdzie istnieją całe organizacje i misje przeznaczone do ewangelizacji różnych narodów. Jeśli mówi się tylko o dialogu z innymi religiami i jeszcze nazywa się go ekumenizmem, to traci się pojęcie misji skierowanej do niechrześcijan. A misja polega na tym, co robił św. Paweł: bez wojska i bez miecza jeździł po to, by głosić Chrystusa, aby inni ludzie zostawali chrześcijanami.


Ekumenizm dla chrześcijan!


Sprecyzujmy więc słowo ekumenizm. To nie jest dobre określenie dla współpracy chrześcijańsko-muzułmańskiej. W dokumentach Kościoła jest bardzo precyzyjna definicja tego pojęcia: ekumenizm to jest ruch chrześcijan, którzy dążą do zjednoczenia Kościoła. Ruch ekumenizmu odnosi się tylko do chrześcijan. Jeśli chodzi o przedstawicieli innych religii, np. muzułmanów, to nigdy żaden papież ani żaden dokument kościelny nie użyje słowa „ekumenizm”. Zamiast tego użyje słowa „dialog”. Współpraca międzyreligijna jest bardzo pożądana, ale zawsze wymaga stanięcia w religijnej prawdzie.


Współpraca chrześcijańsko-muzułmańska


Istnieje duża dysproporcja między sytuacją muzułmanów w krajach o przewadze chrześcijańskiej a sytuacją chrześcijan w krajach o przewadze muzułmańskiej. Być może jedną z intencji papieża Benedykta podczas wykładu w Ratyzbonie było także właśnie wskazanie tej dysproporcji. Być może papież chciał pokazać, że muzułmanie w krajach o przewadze chrześcijańskiej, np. w Stanach Zjednoczonych, w Irlandii, we Włoszech, są traktowani jak każdy inny obywatel: zwłaszcza gdyby Amerykanin lub Włoch miał zamiar porzucić chrześcijaństwo i zostać muzułmaninem, to może to spokojnie uczynić. Takie przypadki zdarzają się.


Natomiast nie ma takiej symetrii w wielu krajach o przewadze muzułmańskiej. Istnieje cała grupa krajów muzułmańskich, w których konwersja z islamu na chrześcijaństwo jest karana. Niekiedy jest to kara śmierci, niekiedy jakaś inna kara, ale jest to traktowane jako przestępstwo. W tym aspekcie współpraca chrześcijańsko-muzułmańska potrzebna jest m.in. po to, żeby zwrócić uwagę na ten problem i go rozwiązać. Także po to w Kościele istnieje współpraca między chrześcijanami a muzułmanami. Rzuca się w oczy, że papież Benedykt zachęca do kontynuowania międzyreligijnych spotkań w Asyżu, papież okazał więc pragnienie kontynuowania tego wątku w życiu Kościoła.


Reakcje na wykład papieża w Ratyzbonie


Żyjemy w świecie, gdzie reakcje na fakty są często w rzeczywistości reakcjami na relacje mediów o tych faktach. Wykład papieża Benedykta w Ratyzbonie z 12 września 2006 roku nie odbiegał specjalnie od tradycji Kościoła. Były różne reakcje w świecie na to wystąpienie, ale mało kto zna ten cały wykład. Niektórzy podnieśli w swoich protestach problemy historyczne, niektórzy problemy filozoficzne, niektóre reakcje przybierały formy demonstracji, inne – palenia kukieł papieskich, niektóre morderstw. Niektórzy publicyści stawiali wobec papieża zarzut odpowiedzialności za zamieszki lub nawet zabójstwa. Mówili, że to przecież jego słowa wywołały taką reakcję.


Czy branie pod uwagę wszystkich tych zarzutów miałoby znaczyć, że popełnianie morderstw jest sposobem na modyfikację wypowiedzi przedstawiciela religii, która się komuś nie podoba? Czy pokazuje to, że jeśli zacznie się zabijać „za karę”, to w ten sposób skłoni się przedstawiciela wybranej religii, żeby mówił tak, jak się komuś podoba?


Nie wydaje się to słusznym rozumowaniem, bo jest to zrzucanie odpowiedzialności – akurat w tym przypadku za zabójstwa – z zabójców na kogoś, kto jest autorem jakiejś akademickiej wypowiedzi. A to jest poważnym zniekształceniem rzeczywistości, bo za zabójstwo jest odpowiedzialny zabójca.


Delikatność w dialogu


Odczuwam jakiś brak proporcji w tym dopatrywaniu się, czy Benedykt był dość delikatny w swoim przemówieniu w Ratyzbonie. W Arabii Saudyjskiej mieszka blisko milion Filipińczyków, którzy tam pracują jako imigranci. W większości są katolikami. Ci ludzie mają zakaz sprawowania kultu chrześcijańskiego. Uczestniczenie w nabożeństwach chrześcijańskich jest karalne. Nie mogą mieć Biblii, nie mogą mieć Mszy św., nie mogą się wspólnie modlić – to wszystko jest zakazane i karane. Gdyby taka osoba została pochwycona na tym, że próbowała się podzielić swoją wiarą z muzułmaninem, to może być skazana na karę śmierci.


Papież jest papieżem wszystkich katolików, także tego miliona Filipińczyków. Czy czasami nie kryje się tu pewna dysproporcja? Z jednej strony mamy setki tysięcy ludzi, którym nie wolno się modlić, nie wolno odprawiać nabożeństw, nie wolno nosić krzyża. A z drugiej strony mamy ich pasterza, który w sposób zawoalowany odwołuje się do jakiejś sytuacji z XIV wieku. A my mamy problem z tym, czy może ta zawoalowana aluzja nie była za mało delikatna.


Ja bym najpierw zapytał prawodawców, np. w Arabii Saudyjskiej, czy oni są odpowiednio delikatni wobec religijnych uczuć Filipińczyków, którzy tam pracują? W takiej kolejności zadawajmy pytania. Pytajmy, czy wyrok śmierci za zmianę religii jest wystarczająco delikatny! A dopiero potem pytajmy, czy papież odpowiednio delikatnie coś powiedział na uniwersyteckim wykładzie. Pokazuje to, jak jesteśmy determinowani przez media. Czy ktoś w związku z wykładem w Ratyzbonie zadał jakiekolwiek pytanie prawodawcom z Arabii Saudyjskiej? Przecież jest ONZ, jest powszechna Karta Praw Człowieka i Obywatela, a czy ktoś z nas pamięta, żeby media zachęcały do stawiania pytań tym instytucjom w sprawie wolności religijnej we wszystkich krajach muzułmańskich? Mówimy tu o zupełnie fundamentalnym prawie: żeby można było swobodnie wyznawać swoją religię, żeby można było ją głosić i zachęcać do jej przyjęcia. Dlatego myślę, że dopytywanie się o poziom delikatności wypowiedzi papieża jest raczej echem wyolbrzymionych medialnych sugestii.


Przypomnijmy: mówimy o ludziach, którzy dostają wyroki za praktykowanie wybranej przez siebie religii. Znana jest historia kilku Afgańczyków, którzy ostatnio przeszli na chrześcijaństwo i zostali za to postawieni przed perspektywą kary śmierci, za pełną zgodą społeczności lokalnych, władz, prawodawców. Uważam, że delikatność jest bardzo potrzebna, ale kiedy delikatność nie przynosi żadnych rezultatów, to chyba trzeba mówić bardziej dosłownie.


[2006]