Pokazywanie postów oznaczonych etykietą liturgia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą liturgia. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 kwietnia 2009

Aktywne uczestnictwo we Mszy świętej


Dorota Baranowska


„Aktywne  uczestnictwo” we Mszy świętej — sprawa  pewnego dramatycznego nieporozumienia


„Z liturgii przeto, a głównie z Eucharystii jako ze źródła,
spływa na nas łaska i z największą skutecznością
przez nią dokonywa się
uświęcenie człowieka w Chrystusie i uwielbienie Boga,
które jest celem wszystkich innych dzieł Kościoła.

Dla osiągnięcia tej pełnej skuteczności
wierni mają przystępować do liturgii
z należytym usposobieniem duszy
,
myśli swoje uzgodnić ze słowami
i tak współpracować z łaską niebieską,
aby nie otrzymywali jej na darmo.

Dlatego duszpasterze powinni czuwać,
aby czynności liturgiczne
odprawiano nie tylko ważnie i godziwie,
lecz także aby wierni uczestniczyli w nich
świadomie, czynnie i owocnie


(Sobór Watykański II, Sacrosanctum Concilium
— Konstytucja o liturgii świętej, 10-11)


Błędne zrozumienie soborowej idei


Celebracja Mszy świętej stanowi centrum całego życia chrześcijańskiego. Uczestnictwo wiernych świeckich w tej celebracji nie byłoby jednak dostateczne, gdyby sprowadzało się „do samej tylko biernej obecności”[1]. Dlatego ojcowie Soboru Watykańskiego II pośród kluczowych idei konstytucji o liturgii świętej, Sacrosanctum Concilium, umieścili i taką, aby wierni uczestniczyli w czynnościach liturgicznych „świadomie, czynnie i owocnie” (KL 11). Niestety, idea czynnego, aktywnego uczestnictwa (łc. participatio actuosa) została przez wielu zrozumiana opacznie[2]. Zwrócił na to uwagę m.in. Joseph Ratzinger, według którego pojęcie czynnego uczestnictwa wkrótce po Soborze „zaczęło być rozumiane niewłaściwie, w jego czysto zewnętrznym sensie, i sprowadzane do konieczności jakiegoś powszechnego działania, jak gdyby w czasie sprawowania liturgii możliwie wielu możliwie często musiało w sposób widoczny dla wszystkich wykazywać aktywność”[3], podczas gdy tak naprawdę czynne uczestnictwo w celebracji liturgicznej wcale „nie pokrywa się samo przez się ze spełnianiem określonej posługi”[4]. Wydaje się również, „iż niektórzy podczas liturgii zachowują się jak animatorzy, którzy muszą zwrócić uwagę publiczności na swoją obecność, zamiast być sługami Chrystusa, powołanymi, by prowadzić wiernych do zjednoczenia z Nim”. Wszystko to „wywiera negatywny wpływ na wiernych”, a „niemało tego typu inicjatyw pochodzi od ruchów czy grup, które dążą do odnowy liturgii”[5].


Michael Davies, katolicki pisarz i publicysta, w swojej książce Liturgiczne bomby zegarowe z niepokojem zauważa, że jeśli „przyjmie się zasadę głoszącą, że aktywne uczestnictwo wiernych jest w liturgii najważniejsze”, to już nie sposób „powstrzymać samozwańczych ekspertów, dążących do jej całkowitej desakralizacji”[6]. Obawy Daviesa wydają się być nie bezzasadne, daje się bowiem zauważyć, że wraz z mnożeniem przez uczestników liturgii czynności i posług niejednokrotnie idzie w parze brak dbałości o pobożne zachowanie, o należyte skupienie wewnętrzne, o pełne czci gesty modlitewne, o przyklękanie ze czcią przed Najświętszym Sakramentem itp. Gesty niejednokrotnie wykonywane są byle jak, a zachowanie świadczy o lekceważeniu i braku szacunku wobec sacrum. Zapomina się również, że zaangażowanie w liczne zewnętrzne czynności nie powoduje w sposób magiczny wewnętrznego uczestnictwa. Można bowiem zewnętrznie robić wiele, a wewnętrznie pozostać nieobecnym i tym samym nie spełnić oczekiwania Kościoła odnośnie do uczestnictwa świadomego, czynnego i owocnego.


Wobec tego można by zadać pytanie: czym w takim razie jest owo „czynne uczestnictwo”, na czym ma ono polegać, co w takim razie należy czynić? Aby odpowiedzieć na to pytanie i poznać właściwą intencję, która przyświecała ojcom Soboru, przyjrzymy się użytemu w dokumencie soborowym pojęciu „czynnego uczestnictwa” (KL 11).


Wspomniany już Michael Davies zwraca uwagę na to, że łacińskie słowo, które w konstytucji o liturgii zostało przetłumaczone jako „czynne”, to actuosus. Powszechna świadomość katolików przetłumaczyła je sobie jako: „czynny, praktyczny”, jednak actuosus ma w rzeczywistości nieco inne znaczenie, mianowicie „działanie gorliwe, pod wpływem wewnętrznego impulsu” i odnosi się „do duchowego, wewnętrznego uczestnictwa we Mszy — i w tym kontekście powinno być zawsze rozumiane”. Rolą zewnętrznych gestów jest właśnie wyrażanie tego „wewnętrznego uczestnictwa, bez którego są one całkowicie pozbawione wartości”. To działa także i w drugą stronę, bowiem „znaki te powinny nie tylko manifestować, ale pomagać w wewnętrznym uczestnictwie, które symbolizują”[7]. Joseph Ratzinger natomiast w swojej książce Duch liturgii wyjaśnia znaczenie słowa participatio, „uczestnictwo”. Słowo to wskazuje mianowicie „na działanie zasadnicze, w którym wszyscy powinni mieć swoją część, swój udział”. Jeśli więc chcielibyśmy „dowiedzieć się, o jakie działanie tu chodzi, to trzeba najpierw zbadać, co jest ową właściwą, centralną actio, w której wszyscy członkowie wspólnoty mają uczestniczyć. Studiowanie źródeł liturgicznych daje nam odpowiedź na pozór zaskakującą, lecz w odniesieniu do podstaw biblijnych […] — całkowicie oczywistą. Pod pojęciem actio liturgii rozumie się w tekstach źródłowych Modlitwę eucharystyczną”. Kontynuując Ratzinger stwierdza:


„Rzeczywistą akcją liturgiczną, prawdziwym aktem liturgicznym, jest oratio, wielka modlitwa, która jest najważniejszym momentem święta Eucharystii, właśnie z tego powodu określanej przez Ojców Kościoła mianem oratio”[8].


To, co w liturgii chrześcijańskiej jest najważniejsze, zawiera się właśnie w oratio, która stanowi centrum, „ośrodek i szczyt całej celebracji”[9]. Warto w tym miejscu przypomnieć, że pierwotnie oratio oznaczało nie tyle modlitwę (którą określano słowem prex), co „uroczystą, publiczną przemowę, osiągającą najwyższą godność dzięki temu, że jest skierowana do Boga, czemu towarzyszyła świadomość, że wszelka modlitwa pochodzi od Boga i tylko dzięki Niemu jest w ogóle możliwa”. Odniesienie słowa oratio do Eucharystii było jednocześnie zakomunikowaniem poganom fundamentalnej prawdy, że chrześcijaństwo jest religią duchową, gdzie kult Boży w sposób rzeczywisty dokonuje się w słowie, a ofiary ze zwierząt i wszystko to, co było i jest w religiach pogańskich, „a co ostatecznie nikogo nie może zadowolić, jest już zniesione”[10].


Uczestnictwo w actio divina


Owa oratio (Modlitwa eucharystyczna, Kanon) jest w istocie czymś o wiele więcej aniżeli tylko mową, „jest w najwyższym stopniu actio. Tutaj bowiem ludzka actio (w znaczeniu, w jakim sprawowali ją dotąd kapłani różnych religii) schodzi na plan dalszy i robi miejsce dla actio divina, działania Bożego”. W oratio kapłan jako reprezentant Pana mówi w pierwszej osobie: „to jest Ciało moje”, „to jest Krew moja”, pamiętając jednocześnie, że „nie mówi sam z siebie, lecz mocą otrzymanego sakramentu” i „że staje się głosem Innego, który teraz przez niego mówi i działa”. I właśnie „to działanie Boga, które dokonuje się poprzez ludzkie słowa, jest właściwą «akcją», na którą czeka całe stworzenie. W pierwiastkach ziemi dochodzi do «zmiany substancji»; zostają one jak gdyby pozbawione swojego zakorzenienia w stworzeniu, dotknięte w najgłębszych podstawach bytu, przemienione w Ciało i Krew Chrystusa”[11].


Tak więc właściwa „akcja” liturgiczna, w której wszyscy winniśmy brać udział, jest działaniem samego Boga. W tej „akcji” uczestniczą zarówno kapłani, jak i wierni świeccy. Należy jednak pamiętać, że kierowanie actio do Pana w imieniu Kościoła i wypowiadanie w jej szczytowym momencie „Ja” Jezusa Chrystusa należy wyłącznie do kapłana „na mocy udzielonej mu władzy święceń”[12]. Trzeba uznać różnorodność hierarchicznych ról zawartych w samej celebracji, a nade wszystko pamiętać, że sprawie czynnego uczestnictwa wiernych nie służy „zamieszanie spowodowane niezdolnością rozróżnienia w kościelnej wspólnocie różnych zadań przypadających na poszczególne osoby. W szczególności potrzebna jest jasność co do specyficznych zadań kapłana”, który według tradycji Kościoła „w sposób niezastąpiony […] przewodniczy całej celebracji eucharystycznej od początkowego pozdrowienia aż do ostatniego błogosławieństwa. Na mocy otrzymanych Święceń reprezentuje on Jezusa Chrystusa, Głowę Kościoła, oraz w sposób sobie właściwy, także sam Kościół”[13]. Modlitwa eucharystyczna winna być w całości recytowana przez samego tylko kapłana. Jej fragmentów, z wyjątkiem aklamacji Święty oraz aklamacji po przeistoczeniu, nie wolno wypowiadać ani diakonom, ani wiernym świeckim[14].


Ofiara eucharystyczna nie może być także pojmowana jako koncelebracja kapłana i towarzyszącego mu ludu. Ażeby zgromadzenie wiernych zbierające się w celu sprawowania Eucharystii było prawdziwie wspólnotą eucharystyczną, „absolutnie potrzebuje kapłana z mocą święceń, który będzie jej przewodniczył”. Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zauważa, iż „istnieje pilna konieczność […], aby wyeliminować w tej dziedzinie wszelką dwuznaczność i dostarczyć lekarstwo na trudności, jakie pojawiły się w ostatnich latach. Z wielką ostrożnością trzeba więc używać wyrażeń typu «wspólnota celebrująca» lub «celebrujące zgromadzenie» […] i innych tym podobnych”[15], tak aby „nie zacierać hierarchicznej struktury zgromadzenia i zróżnicowania funkcji, a wśród nich niezastąpionej funkcji wyświęconego szafarza, który jest jakby «ikoną» Chrystusa Kapłana (por. KKK 1142)”[16].


Podczas Modlitwy eucharystycznej „kapłan wzywa lud, aby wzniósł serca do Pana, oraz jednoczy go z sobą w modlitwie i dziękczynieniu, jakie w imieniu całej wspólnoty zanosi do Ojca przez Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym. Znaczenie tej modlitwy polega na tym, aby całe zgromadzenie wiernych zjednoczyło się z Chrystusem w głoszeniu wielkich dzieł Bożych i w składaniu Ofiary”[17]. Natura Modlitwy eucharystycznej domaga się, aby „była wypowiadana głośno i wyraźnie”[18] i „aby wszyscy wsłuchiwali się w nią” uważnie, „w pełnym czci skupieniu”[19]. Dlatego podczas gdy kapłan wypowiada Modlitwę eucharystyczną, „nie można wykonywać innych modlitw ani śpiewów; nie wolno też wtedy grać na organach ani na innych instrumentach”[20], z wyjątkiem „prawnie zatwierdzonych aklamacji”[21]. Lud jednak „nigdy nie jest całkowicie bierny: «ożywiony bowiem wiarą, łączy się z kapłanem w milczeniu oraz poprzez formuły ustalone w strukturze Modlitwy eucharystycznej»”, którymi są „odpowiedzi w dialogu prefacji, Święty, aklamacja po konsekracji i aklamacja Amen po końcowej doksologii oraz inne aklamacje wprowadzone przez Konferencję Episkopatu i zatwierdzone przez Stolicę Świętą»”[22].


W liturgii chrześcijańskiej czymś nowym i niespotykanym jest to, że działa tu sam Bóg, dokonując dzieła nowego stworzenia. Daje nam dostęp do siebie, dzięki czemu możemy osobiście obcować z Nim poprzez dary tej ziemi, które są naszymi darami. Podczas liturgii „Bóg włącza człowieka we współdziałanie ze sobą”, co wyraża się w modlitwie ofiarniczej, będącej częścią oratio. Co prawda, ofiara Chrystusa jest już na zawsze przyjęta, musimy jednak prosić, aby stała się ona także naszą ofiarą. Może ktoś jednak zapytać: W jaki sposób my możemy uczestniczyć w tym działaniu? Czy człowiek, który jest skończony i grzeszny, jest w stanie współdziałać z nieskończonym i świętym Bogiem? Joseph Ratzinger uważa, że jest to możliwe z tego powodu „że sam Bóg stał się Człowiekiem, że przyjął ciało i wciąż na nowo poprzez swe Ciało zbliża się do nas, żyjących w ciele”[23].


W czynnościach liturgicznych dążymy do tego, aby — zgodnie ze słowami Pierwszego Listu do Koryntian (1 Kor 6,17) — „łączyć się z Panem” i by w ten sposób „być z Nim jednym duchem”, aby różnica pomiędzy actio Chrystusa a naszą własną została ostatecznie zniesiona, „by istniała już tylko jedna actio, która jest równocześnie Jego i nasza — nasza przez to, że staliśmy się z Nim «jednym ciałem i jednym duchem». Wyjątkowość liturgii chrześcijańskiej polega właśnie na tym, że to sam Bóg działa, a my w to Boże działanie jesteśmy włączeni. Wszystko inne staje się wobec tego drugorzędne”[24].


Jeśli natomiast chodzi o działania zewnętrzne, takie jak czytania, śpiew, przyniesienie darów — można je wprawdzie podzielić na części i powierzyć różnym osobom, lecz należy pamiętać i jasno sobie uświadomić, że gdy następuje oratio, „działanie musi zostać całkowicie wstrzymane”. Musi się stać również jasne i „widoczne, że to jedynie oratio jest tym, co zasadnicze, oraz że jest ona ważna, gdyż stwarza przestrzeń dla actio Boga”. Joseph Ratzinger uważa, iż „kto to pojął, zrozumie także bez trudu, że nie chodzi już teraz o to, by patrzeć na kapłana, lecz o to, by wspólnie spoglądać na Pana i wyjść Mu naprzeciw”, a „ów niemalże teatralny występ różnych aktorów, który dziś obserwujemy zwłaszcza w momencie przygotowania darów, pomija po prostu istotę rzeczy. Jeśli pojedyncze akcje zewnętrzne (których nie ma przecież tak wiele i które są sztucznie mnożone) stają się istotą liturgii, a ona sama przeradza się w jakieś wspólne odgrywanie czegoś, to traci się z oczu właściwy teodramat liturgii, zamieniając go niemalże w parodię”. Według Ratzingera „prawdziwe kształcenie liturgiczne nie powinno polegać na wyuczeniu i wyćwiczeniu czynności zewnętrznych, lecz na wprowadzeniu w zasadniczą, decydującą o liturgii actio, w przemieniającą moc Boga, która poprzez wydarzenie liturgiczne pragnie przemienić nas i świat”. Ratzinger stwierdza, że niestety, „w tym zakresie liturgiczne kształcenie kapłanów i świeckich wykazuje zasmucające braki” i „wiele jest tu jeszcze do zrobienia”[25].


Ciało wyćwiczone dla królestwa Bożego


Można by wobec powyższego zadać pytanie: Czy zatem ciało się w liturgii w ogóle nie liczy? Czy wraz z pojęciem ofiary słownej (oratio) wszystko miałoby być teraz nastawione na ducha? Joseph Ratzinger uważa, iż tego rodzaju wnioski nie mogą dotyczyć liturgii, będącej „liturgią Słowa, które stało się ciałem” i „które ofiarowuje się nam w Ciele i Krwi, a zatem cieleśnie”. Co prawda, „w nowej cielesności Zmartwychwstałego”, jest to jednak cielesność prawdziwa, a „ofiarowuje się nam w materialnych znakach chleba i wina”. Oznacza to, że właśnie w naszej cielesnej egzystencji wzywani jesteśmy przez Chrystusa, aby „działać przez wzgląd na Niego”. Podczas gdy prawdziwa „akcja” liturgiczna jest działaniem samego Boga, „to liturgia wiary zawsze przekracza akt kultu i sięga w codzienność, która […] powinna stać się posługą w celu przemiany świata”[26].


„Wejść w akcję Boga tak, abyśmy mogli z Nim współdziałać — to właśnie powinno rozpoczynać się w liturgii i rozwijać się potem poza nią” — pisze Ratzinger. Od ciała wymaga się o wiele więcej aniżeli tylko przenoszenia przedmiotów liturgicznych — niezbędne jest używanie go w codzienności życia, powinniśmy więc tak je używać, aby stało się „zdolne do zmartwychwstania”, aby kierowało się „w stronę królestwa Bożego, którego krótka definicja brzmi: bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”. Nasza wola musi stać się jedno z wolą Bożą. Gdzie bowiem „spełnia się wola Boga, tam jest niebo, tam ziemia staje się niebem”[27].


„Ciało musi zostać niejako «wyćwiczone» do zmartwychwstania”, czyli „do panowania miłości, które jest królestwem Bożym”. Ratzinger spostrzega, iż z jednej strony owo ćwiczenie „przynależy do naszej codzienności”, lecz z drugiej strony musi „znaleźć swoje wewnętrzne oparcie w liturgii, w jej «orientacji» na zmartwychwstałego Chrystusa. […] Jest to ćwiczenie się w miłości, w przyjmowaniu całkowicie Innego, Boga, tak aby mógł On nas kształtować i używać zgodnie z Jego wolą”. Św. Paweł pisze: „Poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę” (1 Kor 9,27), a mówiąc o ćwiczeniu własnego ciała stawia za wzór dyscyplinę zawodników. Słowo „asceza” pochodzi od greckiego słowa askesis, które oznacza „ćwiczenie (fizyczne)”. Ratzinger zauważa, iż „dzisiaj zdarza się nam z wielką gorliwością, wytrwałością oraz wyrzeczeniem ćwiczyć w różnych celach; dlaczego więc nie mielibyśmy wyćwiczyć się dla Boga i Jego królestwa?”. I dodaje, iż „uczestnictwo ciała, o jakie chodzi w liturgii wcielonego Słowa, wyraża się w swoistej dyscyplinie ciała, w gestach, które wyrosły z wewnętrznego wymogu liturgii i które niejako cieleśnie unaoczniają jej istotę. Gesty te w rozmaitych kręgach kulturowych mogą się różnić w szczegółach, ale w swej zasadniczej formie przynależą do kultury religijnej, która wykształciła się z kultu; jako wspólny język przekraczają przestrzenie kulturowe”[28].


Człowiek mówi nie tylko za pomocą słów, lecz także postawą całego ciała. Podobnie jak w życiu codziennym, tak i „podczas liturgii przyjmujemy wiele postaw: stoimy, siedzimy, klękamy, kreślimy znak krzyża lub wykonujemy głęboki ukłon”[29]. Postawy te, przyjmowane i wykonywane przez wszystkich uczestników liturgii, są „wyrazem wspólnotowego działania i uczestniczenia w misterium Chrystusa”. Przyczyniają się do piękna i harmonii celebracji liturgicznej. Przede wszystkim zaś są „formą czci Boga” i „należą do całokształtu działań liturgicznych. Wykonując przewidziane postawy i gesty człowiek kontaktuje się z Bogiem, realizuje uczestnictwo w akcji. Postawy i gesty nie stoją obok czynności, lecz tworzą ją”[30].


W liturgii mamy do czynienia ze swoistego rodzaju „pedagogią postaw i gestów”. Podobnie jak zewnętrzne postawy i zachowanie człowieka wypływają z jego wewnętrznego usposobienia, tak z drugiej strony człowiek potrzebuje wykonywania pewnych gestów i przyjmowania postaw zewnętrznych, aby ożywiać, „podtrzymywać i rozwijać wewnętrzny kult”[31]. Czynienie znaku krzyża, bicie się w piersi, pokłony, klęczenie, włączanie się w śpiewy i odpowiedzi — wszystko to jest „zewnętrzną manifestacją wewnętrznego uczestnictwa”. Nie należy jednak przeceniać wagi tych zewnętrznych gestów, „najwyższą formą” uczestnictwa we Mszy św. jest bowiem to, gdy wierni jednoczą się z kapłanem w ofierze Jezusa Chrystusa i wraz z Boską Ofiarą ofiarowują samych siebie, „z i poprzez samego Najwyższego Kapłana”[32].


Należy przeto pamiętać — jak przypomina i ostrzega Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów — że mimo iż „sprawowanie liturgii […] charakteryzuje się zaangażowaniem wszystkich wiernych, to nie wynika z tego, że wszyscy, oprócz przewidzianych gestów i postaw ciała, z konieczności powinni coś wykonywać, jak gdyby każdy koniecznie musiał wypełniać specyficzne zadanie liturgiczne”. Należy też zadbać o skorygowanie „rozpowszechnionej gdzieniegdzie w ostatnich latach powierzchownej wiedzy i praktyki liturgicznej oraz by wszyscy wierni jakby na nowo ożywili w sobie owo poczucie wielkiego zdumienia wobec głębi tajemnicy wiary, jaką jest Eucharystia, w sprawowaniu której Kościół nieustannie przechodzi «od złych przyzwyczajeń do nowego życia». W sprawowaniu Eucharystii bowiem, jak w całym życiu chrześcijańskim, które z niej czerpie moc i do niej prowadzi, Kościół, na wzór św. Tomasza Apostoła, z uwielbieniem pada na twarz przed ukrzyżowanym, umęczonym, pogrzebanym i zmartwychwstałym Panem «w pełni Jego Boskiego blasku i nieustannie woła: Pan mój i Bóg mój»”[33].


Zgodnie z intencją Soboru Watykańskiego II „w celu zwiększenia i ukazania czynnego uczestnictwa wiernych” dowartościowano „aklamacje ludu, odpowiedzi, psalmy, antyfony, pieśni, jak również czynności czy gesty oraz postawę ciała”. Pozostawiono też „więcej miejsca dla pożytecznej inwencji”, aby każda celebracja mogła być „dostosowana do potrzeb, zdolności percepcyjnych, duchowego przygotowania i temperamentu uczestników, zgodnie z możliwościami stworzonymi w ramach przepisów liturgicznych”. Stworzono wiele możliwości „wprowadzania do każdej celebracji pewnego urozmaicenia, aby dzięki temu ujawniło się wyraźniej również bogactwo tradycji liturgicznej” oraz aby uczestnikom celebracji „ułatwić przeżycie wewnętrzne”. Owo urozmaicenie dotyczy zwłaszcza wyboru pieśni, melodii, modlitw i czytań biblijnych oraz przygotowania homilii, modlitwy wiernych, wypowiadania zachęt, ozdabiania kościoła stosownie do okresu liturgicznego. Należy jednak pamiętać, że „moc czynności liturgicznych nie zawiera się w często zmienianych obrzędach liturgicznych, lecz w słowie Boga i w sprawowanej tajemnicy, w które należy coraz głębiej wnikać”[34].


Jak wyjaśnia ks. prof. Stanisław Czerwik, czynne uczestnictwo nie ma być „rodzajem aktywizmu, ale wysiłkiem serca chrześcijanina, podejmowanym w celu wewnętrznego przyswajania sobie treści misterium”. Świadome, czynne i owocne uczestnictwo w Eucharystii, „takie, jakiego pragnął Sobór, do jakiego zmierza posoborowa reforma obrzędów (por. KL 14) i jakiemu mają sprzyjać przewidziane w przepisach możliwości wyboru pieśni, modlitw, czytań, treść homilii i modlitwy powszechnej, urozmaicenie w przyozdobieniu wnętrza kościoła, ma być uczestnictwem całkowitym, ogarniającym całego człowieka jako istotę cielesno-duchową i społeczną, religijną — wierzącą, szukającą Boga, powołaną do pełni Jego życia — tu na ziemi i w wieczności”[35].


Środki służące ożywieniu wewnętrznego uczestnictwa w liturgii


Benedykt XVI w adhortacji Sacramentum caritatis zwraca uwagę na to, iż „dla owocnego uczestnictwa konieczne jest osobiste zaangażowanie, aby można było odpowiedzieć na tajemnicę, którą się celebruje, poprzez dar złożony Bogu z własnego życia, w jedności z ofiarą Chrystusa daną dla zbawienia całego świata”. Z tego też powodu ważne jest, aby zatroszczyć się „o zgodność wewnętrznej dyspozycji z gestami i wypowiadanymi słowami. Gdyby, pomimo ożywienia, naszym celebracjom zabrakło tego, groziłoby nam zejście do poziomu zewnętrznego rytualizmu”. Dlatego jest potrzeba rozwijania wychowania „w wierze eucharystycznej, która uzdalnia wiernych do osobistego przeżywania tego, co się celebruje”. Mając na uwadze „istotne znaczenie” osobistego i świadomego uczestnictwa, papież Benedykt wskazuje na odpowiednie środki formacyjne. Z całą pewnością jest potrzebna katecheza, która pomogłaby wiernym w głębszym wnikaniu „w sprawowane tajemnice”. Benedykt XVI podkreśla, że „«najlepszą katechezą o Eucharystii jest sama Eucharystia dobrze celebrowana». Liturgia ma bowiem z samej swej istoty pedagogiczną zdolność wprowadzania wiernych w pojmowanie celebrowanej tajemnicy”. Każda wspólnota chrześcijańska „jest wezwana, by była miejscem pedagogicznego wprowadzania w tajemnice, które się celebruje w wierze”. Przekonywującym znakiem skuteczności oddziaływania katechezy eucharystycznej na wiernych powinien być „wzrost zmysłu tajemnicy Boga obecnego wśród nas”. Można to zweryfikować poprzez nabyte przez wiernych „określone przejawy szacunku dla Eucharystii”, ujawniające się podczas każdej celebracji, kiedy za pomocą postaw i gestów wierni przeżywają i wyrażają „świadomość znalezienia się wobec nieskończonego majestatu Boga, który dociera do nas w pokorny sposób w znakach sakramentalnych”[36].


Inne godne polecenia środki do „pobudzenia, zwiększenia i ożywienia” wewnętrznego uczestnictwa w liturgii jest „stałe i poszerzone sprawowanie Liturgii Godzin, korzystanie z sakramentaliów oraz nabożeństwa chrześcijańskiej pobożności ludowej”. A ponieważ „tego rodzaju nabożeństwa […] prowadzą lud chrześcijański zarówno do częstego korzystania z sakramentów, zwłaszcza Eucharystii, «jak i do rozmyślania nad tajemnicami naszego odkupienia oraz do naśladowania chwalebnych przykładów Świętych Pańskich, przeto przyczyniają się do naszego udziału w kulcie liturgicznym ze zbawiennymi owocami»”[37].


Duch ciągłego nawracania się


Idąc dalej w rozważaniach na temat „actuosa participatio wiernych w świętym obrzędzie”, warto zwrócić uwagę „na osobiste warunki, które każdy powinien spełniać, by jego uczestnictwo było owocne. Jednym z nich jest […] duch ciągłego nawracania się, który winien charakteryzować życie wszystkich wiernych”. Benedykt XVI zwraca uwagę na to, iż „nie można oczekiwać czynnego uczestnictwa w liturgii eucharystycznej, jeśli przystępuje się do niej w sposób płytki, bez stawiania sobie pytań dotyczących własnego życia”. Takiemu wewnętrznemu nastawieniu sprzyja na przykład „skupienie i cisza, przynajmniej przez chwilę przed rozpoczęciem liturgii, post i, jeśli to jest konieczne, spowiedź sakramentalna. Serce pojednane z Bogiem uzdalnia do prawdziwego uczestnictwa”. Papież Benedykt dodaje, że „w szczególności warto przypomnieć wiernym fakt, iż actuosa participatio w świętych tajemnicach nie może mieć miejsca, jeśli wierny nie stara się równocześnie uczestniczyć czynnie w życiu kościelnym w jego całości, w czym mieści się także zaangażowanie misyjne, polegające na wprowadzaniu miłości Chrystusa w życie społeczne”[38].


Przy tym temacie nie można też pominąć prawdy, iż „pełne uczestnictwo w Eucharystii występuje wtedy, kiedy osobiście przystępuje się do ołtarza, aby przyjąć Komunię św.” Należy jednak zwrócić uwagę, by nie wprowadzać jakiegoś „automatyzmu wśród wiernych, tak jakby przez sam fakt znalezienia się w kościele podczas liturgii miało się prawo albo nawet i obowiązek przystąpienia do stołu eucharystycznego”. Nawet gdy „przystąpienie do sakramentalnej Komunii” nie jest możliwe, „uczestnictwo we Mszy św. pozostaje konieczne, ważne, znaczące i owocne. W tej sytuacji dobrze jest żywić pragnienie pełnego zjednoczenia z Chrystusem, za pomocą, na przykład, praktyki komunii duchowej, przypomnianej przez Jana Pawła II i polecanej przez świętych mistrzów życia duchowego”[39].


Wiernym potrzeba „«głębszego zrozumienia relacji pomiędzy Eucharystią i codziennym życiem. Duchowość eucharystyczna nie ogranicza się tylko do uczestnictwa we Mszy św. i pobożności wobec Najświętszego Sakramentu. Obejmuje ona całe życie». Ta uwaga nabiera dzisiaj szczególnego znaczenia dla nas wszystkich”. Jednym z najpoważniejszych skutków sekularyzacji jest usuwanie wiary chrześcijańskiej na margines życia, jakby była nieużyteczna w codziennej egzystencji. „Bankructwo takiego sposobu życia «jakby Boga nie było» jest dziś dla wszystkich widoczne”, dlatego „trzeba odkryć na nowo, że Jezus Chrystus nie należy zwyczajnie do sfery prywatnych przekonań dotyczących abstrakcyjnej doktryny, ale jest rzeczywistą osobą, a Jego wejście w historię prowadzi do odnowienia życia wszystkich”. Z tego względu „Eucharystia, jako źródło i szczyt życia i misji Kościoła, winna zaowocować duchowością — życiem «według Ducha» (Rz 8,4n; por. Ga 5,16.25)”. Warto też zauważyć, że św. Paweł zapraszając „do nowego duchowego kultu, przywołuje równocześnie konieczność przemiany własnego sposobu życia i myślenia: «Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i doskonałe» (Rz 12,2). W ten sposób Apostoł Narodów podkreśla związek pomiędzy prawdziwym kultem duchowym a koniecznością nowego pojmowania istnienia i postępowania w życiu”[40].


Nasze uczestnictwo w liturgii eucharystycznej winno mieć swój ciąg dalszy w naszym codziennym życiu — wszystko winniśmy czynić na chwałę Bożą:


„Dzień po dniu przeżywając swoje życie jako powołanie, chrześcijanin oddaje się na służbę miłą Bogu”[41].


Wzmocnieni Eucharystią chrześcijanie są wzywani „by żyć radykalną nowością wprowadzoną przez Chrystusa w powszechne warunki życia. Winni oni podtrzymywać pragnienie, by Eucharystia wyciskała coraz głębsze znamię na ich codziennej egzystencji, sprawiając, by w swym środowisku pracy oraz w całym społeczeństwie byli rozpoznawalnymi świadkami”. Do pasterzy natomiast należy „podtrzymywanie, wychowywanie oraz zachęcanie wiernych świeckich, by przeżywali w pełni swe powołanie do świętości w tym świecie, który Bóg tak umiłował, że Syna swego dał, «aby został przez Niego zbawiony» (J 3,17)”[42].


Wszyscy jesteśmy wezwani do świętości, której szczególnym źródłem jest Eucharystia. Przykładem tego jest życie wielu świętych, m.in. św. Ignacego z Antiochii, św. Augustyna, św. Franciszka z Asyżu, św. Tomasza z Akwinu, św. Katarzyny ze Sieny, św. Jana Marii Vianneya, św. Teresy z Lisieux, św. Pio z Pietrelciny. Ich „świętość zawsze miała swoje centrum w sakramencie Eucharystii”. Dlatego jest konieczne „by w Kościele naprawdę wierzono w tę najświętszą tajemnicę, by ją pobożnie sprawowano, i by była ona przeżywana intensywnie”. Celebracja i adoracja Eucharystii jest wielką pomocą w „przybliżaniu się do miłości Boga i przylgnięciu do niej osobiście, aż do zjednoczenia z umiłowanym Panem”. Benedykt XVI nakłania „wszystkich pasterzy, by dołożyli wszelkich starań, aby promować autentycznie eucharystyczną duchowość chrześcijańską. Prezbiterzy, diakoni oraz wszyscy, którzy spełniają posługę eucharystyczną” zawsze winni czerpać „z tychże posług, spełnianych z uwagą oraz przygotowaniem, moc i zachętę do własnej, osobistej i wspólnotowej drogi uświęcenia”[43].



***


Tak więc „Sobór Watykański II słusznie położył szczególny nacisk na czynne, pełne i owocne uczestnictwo całego Ludu Bożego w celebracji eucharystycznej”. Nadal aktualne jest też polecenie soborowej konstytucji Sacrosanctum Concilium, która wzywa wiernych, by „nie uczestniczyli w liturgii eucharystycznej «jak obcy i milczący widzowie», ale by «w świętej czynności uczestniczyli świadomie, pobożnie i aktywnie»”. Odnowa liturgiczna przyczyniła się w tym względzie do znacznego postępu. Nie można jednak lekceważyć faktu, że gdzieniegdzie ujawniło się „pewne niezrozumienie znaczenia tegoż uczestnictwa”. Dlatego ważne jest głębokie uświadomienie sobie, że to wyrażenie nie oznacza „jedynie prostej zewnętrznej aktywności podczas celebracji. W rzeczywistości czynne uczestnictwo, którego pragnął Sobór, winno być rozumiane w sensie głębszym, począwszy od większej świadomości tajemnicy, która jest celebrowana, aż do jej związku z codzienną egzystencją”[44]. Wszyscy wierni winni czcić Eucharystię „z miłością przez akty pobożności i nawrócenie życia”[45]. Rozwijając tę myśl Sobór postulował, by „wierni «byli kształtowani przez słowo Boże, posilali się przy stole Ciała Pańskiego i składali Bogu dzięki, a ofiarując niepokalaną hostię nie tylko przez ręce kapłana, lecz także razem z nim, uczyli się samych siebie składać w ofierze dzień po dniu, by za pośrednictwem Chrystusa doskonalili się w zjednoczeniu z Bogiem i wzajemnie z sobą»”[46].



Przypisy

[1] Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Redemptionis sacramentum — Instrukcja o tym, co należy zachowywać, a czego unikać w związku z Najświętszą Eucharystią (25 marca 2004), 36-37; por. Jan Paweł II, Mane nobiscum Domine — List apostolski na Rok Eucharystii (7 października 2004), 17.

[2] Por. T. Kondrusiewicz, Przestrzegać norm liturgicznych, „L’Osservatore Romano” (wyd. polskie) 27(2006) nr 1, s. 13.

[3] J. Ratzinger, Duch liturgii, Poznań 2002, s. 153-154; por. Benedykt XVI, Sacramentum caritatis — Posynodalna adhortacja apostolska o Eucharystii, źródle i szczycie życia i misji Kościoła (22 lutego 2007), 53.

[4] Benedykt XVI, Sacramentum caritatis, 53.

[5] Synod Biskupów, XI Zwyczajne Zgromadzenie Biskupów. Eucharystia źródłem i szczytem życia oraz misji Kościoła. „Instrumentum laboris”, 40 i 59 [w:] http://www.vatican.va/roman_curia/synod/documents/rc_synod_doc_20050707_instrlabor-xi-assembly_pl.html (15.09.2005).

[6] M. Davies, Liturgiczne bomby zegarowe, Warszawa 2004, s. 41; por. Święty Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel, III, 38,2.3.

[7] Tamże, s. 39-40.

[8] J. Ratzinger, Duch liturgii, dz. cyt., s. 153-154.

[9] Ogólne wprowadzenie do mszału rzymskiego, 78 i 147; por. Jan Paweł II, Ecclesia de Eucharistia — Encyklika o Eucharystii w życiu Kościoła (17 kwietnia 2003), 28; Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Redemptionis sacramentum — Instrukcja o tym, co należy zachowywać, a czego unikać w związku z Najświętszą Eucharystią (25 marca 2004), 52; J. Ratzinger, Duch liturgii, dz. cyt., s. 153-154; Święta Kongregacja ds. Sakramentów i Kultu Bożego, Inaestimabile donum — Instrukcja w sprawie niektórych norm dotyczących kultu tajemnicy eucharystycznej (3 kwietnia 1980), 4; Święta Kongregacja Kultu Bożego, Liturgicae instaurationes — Instrukcja o należytym wykonaniu Konstytucji o Świętej Liturgii (5 września 1970), 4.

[10] J. Ratzinger, Duch liturgii, dz. cyt., s. 153-154.

[11] Tamże, s. 154-156.

[12] Ogólne wprowadzenie do mszału rzymskiego, 32, 78 i 147; por. Benedykt XVI, Sacramentum caritatis, 53; S. Czerwik, Potrzeba i główne myśli instrukcji "Redemptionis Sacramentum" — O tym, co należy zachowywać, a czego unikać w związku z Najświętszą Eucharystią (25 III 2004), [w:] http://www.kkbids.episkopat.pl/anamnesis/41/10.htm (15.09.2005); Jan Paweł II, Ecclesia de Eucharistia, 28; J. Ratzinger, Duch liturgii, dz. cyt., s. 154-156; Kongregacja ds. Kultu i Dyscypliny Sakramentów, Redemptionis sacramentum, 42 i 52; Święta Kongregacja ds. Sakramentów i Kultu Bożego, Inaestimabile donum, 4; Święta Kongregacja Obrzędów, Musicam sacram — Instrukcja o muzyce w świętej liturgii (5 marca 1967), 14; Święta Kongregacja Kultu Bożego, Liturgicae instaurationes, 4.

[13] Benedykt XVI, Sacramentum caritatis, 53.

[14] Por. S. Czerwik, Potrzeba i główne myśli…, dz. cyt.; Jan Paweł II, Ecclesia de Eucharistia, 28; Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Redemptionis sacramentum, 52; Ogólne wprowadzenie do mszału rzymskiego, 147; Święta Kongregacja ds. Sakramentów i Kultu Bożego, Inaestimabile donum, 4; Święta Kongregacja Kultu Bożego, Liturgicae instaurationes, 4.


[15] Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Redemptionis sacramentum, 42; por. S. Czerwik, Potrzeba i główne myśli…, dz. cyt.; KKK 1140-1144.

[16] S. Czerwik, Potrzeba i główne myśli…, dz. cyt.

[17] Ogólne wprowadzenie do mszału rzymskiego, 78.

[18] Por. Święta Kongregacja Obrzędów, Musicam sacram, 14.

[19] Ogólne wprowadzenie do mszału rzymskiego, 78; por. Święta Kongregacja Obrzędów, Musicam sacram, 14.

[20] Ogólne wprowadzenie do mszału rzymskiego, 32; por. S. Czerwik, Potrzeba i główne myśli…, dz. cyt.; Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Redemptionis sacramentum, 53.

[21] Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Redemptionis sacramentum, 53; por. S. Czerwik, Potrzeba i główne myśli…, dz. cyt.

[22] Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Redemptionis sacramentum, 54; por. Ogólne wprowadzenie do mszału rzymskiego, 147.

[23] J. Ratzinger, Duch liturgii, dz. cyt., s. 154-156.

[24] Tamże, s. 154-156; por. Benedykt XVI, Sacramentum caritatis, 53; Ogólne wprowadzenie do mszału rzymskiego, 32 i 78; Święta Kongregacja Obrzędów, Musicam sacram, 14.

[25] Tamże, s. 156; por. Jan Paweł II, Ecclesia de Eucharistia, 28; Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Redemptionis sacramentum, 52; Ogólne wprowadzenie do mszału rzymskiego, 78-79 i 147; Święta Kongregacja ds. Sakramentów i Kultu Bożego, Inaestimabile donum, 4; Święta Kongregacja Kultu Bożego, Liturgicae instaurationes, 4.

[26] Tamże, s. 156-158.

[27] Tamże, s. 156-158.

[28] Tamże, s. 156-158; por. B. Nadolski, Liturgika, t. I, Poznań 1989, s. 81; W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych, Warszawa 1967, s. 72.

[29] A. Hück, Służba dająca radość, Kielce 2000, s. 44.

[30] B. Nadolski, Liturgika, t. I, dz. cyt., s. 122; por. Ogólne wprowadzenie do mszału rzymskiego, 35-36; Święta Kongregacja Obrzędów, Musicam sacram, 16a.

[31] Tamże, s. 122; por. Ogólne wprowadzenie do mszału rzymskiego, 35-36; Święta Kongregacja Obrzędów, Musicam sacram, 16a.

[32] M. Davies, Liturgiczne bomby zegarowe, dz. cyt., s. 40.

[33] Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Redemptionis sacramentum, 40; por. S. Czerwik, Potrzeba i główne myśli…, dz. cyt.

[34] Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Redemptionis sacramentum, 39; por. S. Czerwik, Potrzeba i główne myśli…, dz. cyt.

[35] S. Czerwik, Potrzeba i główne myśli…, dz. cyt.; por. Kongregacja ds. Kultu i Dyscypliny Sakramentów, Redemptionis sacramentum, 37-40.

[36] Benedykt XVI, Sacramentum caritatis, 65.

[37] Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Redemptionis sacramentum, 41.

[38] Benedykt XVI, Sacramentum caritatis, 55; por. Jan Paweł II, List Ojca Świętego Jana Pawła II do wszystkich biskupów Kościoła o tajemnicy i kulcie Eucharystii (24 lutego 1980), 3-7.

[39] Tamże, 55; por. J. Grzybowski, Kościół jest wciąż w drodze…, [w:] http://www.mateusz.pl/wdrodze/nr300/300-11-N-K_jest_wciaz.htm (10.06.2008); Jan Paweł II, Ecclesia de Eucharistia, 34; Jan Paweł II, List Ojca świętego Jana Pawła II do wszystkich biskupów Kościoła o tajemnicy i kulcie Eucharystii, 11; J. Salij, Komunia pragnienia, [w:] http://www.mateusz.pl/wdrodze/nr376/17-wdr.htm (10.06.2008).

[40] Tamże, 77.

[41] Tamże, 79.

[42] Tamże, 79.

[43] Tamże, 94.

[44] Tamże, 52.

[45] Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Redemptionis sacramentum, 186; por. S. Czerwik, Potrzeba i główne myśli…, dz. cyt.; Ogólne wprowadzenie do mszału rzymskiego, 24.

[46] Benedykt XVI, Sacramentum caritatis, 52.






niedziela, 14 września 2008

Benedykt XVI - Przemówienie do Konferencji Episkopatu Francji - 14 września 2008



WIZYTA APOSTOLSKA WE FRANCJI

PRZEMÓWIENIE BENEDYKTA XVI

DO KONFERENCJI EPISKOPATU FRANCJI

Lourdes, amfiteatr św. Bernadetty, 14 września 2008 r.


Księża Kardynałowie, umiłowani Bracia w biskupstwie!

Po raz pierwszy od czasu rozpoczęcia mojego pontyfikatu mam przyjemność spotkać się z wami wszystkimi, zgromadzonymi razem. Serdecznie witam przewodniczącego kard. André Vingt-Trois i dziękuję mu za miłe i głębokie słowa, jakie skierował do mnie w waszym imieniu. Miło mi także powitać wiceprzewodniczących, jak również sekretarza generalnego wraz z jego współpracownikami. Serdecznie pozdrawiam wszystkich moich braci w biskupstwie, przybyłych zewsząd z Francji, a także z terytoriów zamorskich. Pozdrowienia kieruję również do arcybiskupa Cambrai François Garniera, który dzisiaj świętuje w Valenciennes tysiąclecie Notre-Dame du Saint-Cordon.


Miło mi być dziś wieczorem z wami w tej „sali św. Bernadetty” – miejscu waszych codziennych modlitw i waszych spotkań, miejscu, w którym mówicie o waszych troskach i nadziejach, a także miejscu waszych dyskusji i rozważań. Sala ta znajduje się w uprzywilejowanym miejscu, blisko groty i bazylik Maryjnych. Naturalnie podczas wizyt ad limina regularnie spotykacie się z Następcą Piotra w Rzymie, ale chwila, którą teraz przeżywamy, jest dla nas łaską pomagającą potwierdzić ścisłe więzi, jakie nas łączą w tym samym kapłaństwie, które wywodzi się bezpośrednio z kapłaństwa Chrystusa Odkupiciela. Zachęcam was, byście nadal pracowali zgodnie, we wzajemnym zaufaniu, w pełnej jedności z Piotrem, który przybył, aby utwierdzić was w wierze. Jak Eminencja powiedział, wiele spraw niepokoi was i nas w chwili obecnej! Wiem, że bardzo bierzecie sobie do serca pracę w nowej sytuacji, powstałej w związku z reorganizacją prowincji kościelnych, i to bardzo mnie cieszy. Pragnę skorzystać z dzisiejszej okazji, by wspólnie z wami zastanowić się nad kilkoma sprawami, które, jak wiem, stanowią główny przedmiot waszej uwagi.


Kościół – jeden, święty, powszechny i apostolski – zrodził was przez chrzest. Powołał was, byście mu służyli; oddaliście mu wasze życie, najpierw jako diakoni i księża, następnie jako biskupi. Wyrażam wam wielkie uznanie za ten dar z siebie; pomimo wielkości zadania, co nie zmniejsza zaszczytu, jaki się wiąże z jego pełnieniem – honor, onus! – wiernie i z pokorą pełnicie wasz trojaki urząd: nauczania, kierowania i uświęcania, zgodnie z kierunkiem wytyczonym przez Konstytucję Lumen gentium (nn. 25-28) i przez Dekret Christus Dominus. Jako następcy apostołów reprezentujecie Chrystusa, stojąc na czele diecezji, nad którymi powierzono wam pieczę, i staracie się urzeczywistniać w nich wizerunek biskupa nakreślony przez św. Pawła; trzeba, byście nieustannie czynili postępy na tej drodze, byście stawali się coraz bardziej „gościnnymi, miłującymi dobro, rozsądnymi, sprawiedliwymi, pobożnymi, powściągliwymi, przestrzegającymi niezawodnej wykładni nauki” (por. Tt 1, 8-9). Lud chrześcijański winien darzyć was przywiązaniem i szacunkiem. Tradycja chrześcijańska od początku zwracała na to uwagę: „Ci z was, którzy należą do Boga i Jezusa Chrystusa, stoją przy biskupie”, mówił św. Ignacy Antiocheński (List do Filadelfian 3, 2), dodając również: “Trzeba, byśmy tego, którego pan domu posyła do kierowania swym domem, przyjęli tak, jak tego, który go posłał” (List do Efezjan 6, 1). Wasza misja, która ma przede wszystkim charakter duchowy, polega zatem na stworzeniu warunków potrzebnych do tego, by wierni mogli – jak mówi św. Ignacy – „śpiewać jednym głosem, przez Jezusa Chrystusa, hymn Ojcu” (tamże 4, 2), a tym samym czynić ze swego życia ofiarę Bogu.


Słuszne jest wasze przekonanie, że dla każdej osoby ochrzczonej zasadnicze znaczenie w rozwijaniu jej umiłowania Boga i zdolności rozumienia sensu życia ma katecheza. Dwa główne narzędzia, jakie macie do swojej dyspozycji, Katechizm Kościoła Katolickiego i Katechizm Biskupów Francji, są bardzo cenną pomocą. Przedstawiają syntezę wiary katolickiej i pozwalają głosić Ewangelię, dochowując prawdziwej wierności jej bogactwu. Katecheza nie jest głównie kwestią metody, lecz treści, na co wskazuje sama jej nazwa – chodzi o takie wewnętrzne przyjęcie (kat-echein) całości chrześcijańskiego objawienia, które dla ludzkich serc i umysłów może uczynić zrozumiałym słowo Tego, który oddał za nas swe życie. Katecheza rozbudza zatem w sercu każdego człowieka niezwykłe, wciąż ponawiane wezwanie: „Pójdź za Mną!” (Mt 9, 9). Staranne przygotowanie katechetów umożliwi pełny przekaz wiary, za przykładem św. Pawła, największego katechety wszechczasów, na którego patrzymy ze szczególnym podziwem teraz, kiedy mija 2000 lat od jego narodzin. Nękany różnymi troskami apostolskimi, nauczał: „Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom” (2 Tm 4, 3-4). Świadomi wielkiego realizmu jego przewidywań, z pokorą i wytrwałością staracie się stosować do jego zaleceń: „Głoś naukę, nastawaj w porę i nie w porę (...) z całą cierpliwością, w każdym nauczaniu” (2 Tm 4, 2).


By skutecznie realizować to zadanie, potrzebujecie współpracowników. Dlatego też bardziej niż kiedykolwiek winny być rozbudzane nowe powołania kapłańskie i zakonne. Zostałem powiadomiony o inicjatywach w tej dziedzinie, podjętych z wiarą, i pragnę udzielić mojego pełnego poparcia tym, którzy, tak jak Chrystus, nie lękają się zachęcać ludzi młodych lub nieco starszych, by wstąpili na służbę do Pana, który jest tu obecny i wzywa (por. J 11, 28). Chciałbym gorąco podziękować i dodać otuchy wszystkim rodzinom, parafiom, wspólnotom chrześcijańskim i ruchom religijnym, które są jak żyzna ziemia wydająca dobry plon (por. Mt 13, 8) powołań. W tym kontekście nie mogę też nie wyrazić wdzięczności za niezliczone modlitwy prawdziwych uczniów Chrystusa i Jego Kościoła. Mam tutaj na myśli kapłanów, braci zakonnych i siostry zakonne, osoby w podeszłym wieku i chorych, a także więźniów, którzy przez dziesiątki lat zanosili do Boga błagania, wypełniając przykazanie Jezusa: „Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” (Mt 9, 38). Ze swej strony biskupi i wspólnoty wiernych powinni udzielać poparcia i sprzyjać powołaniom kapłańskim i zakonnym, korzystając z łaski, jakiej udziela Duch Święty dla dokonania koniecznego rozeznania. Tak więc, drodzy bracia w biskupstwie, nadal zachęcajcie do wyboru życia kapłańskiego i zakonnego, podobnie jak Piotr, który na polecenie Mistrza zarzucił sieci, chociaż przez całą noc nic nie złowił (por. Łk 5, 5).


Należy po raz kolejny podkreślić, że kapłaństwo jest w Kościele niezbędne, dla dobra samych wiernych świeckich. Kapłani to dar Boga dla Kościoła. Kapłani nie mogą zlecać wiernym pełnienia czynności związanych z realizacją właściwej im misji. Drodzy bracia w biskupstwie, zachęcam was, byście starali się pomagać księżom żyć w ścisłym zjednoczeniu z Chrystusem. Ich życie duchowe jest podstawą ich życia apostolskiego. Zachęcajcie ich delikatnie do codziennej modlitwy i do godnego sprawowania sakramentów świętych, zwłaszcza sakramentu Eucharystii i sakramentu pojednania, tak jak to czynił św. Franciszek Salezy w stosunku do księży ze swej diecezji. Trzeba, żeby każdy ksiądz czuł się szczęśliwy, że służy Kościołowi. W ślad za proboszczem z Ars, synem waszej ziemi i patronem wszystkich proboszczów na świecie, nieustannie powtarzajcie, że największą rzeczą, jaką może czynić człowiek, jest dawać wiernym Ciało i Krew Chrystusa i odpuszczać grzechy. Starajcie się czuwać nad formacją księży w wymiarze ludzkim, nad ich rozwojem intelektualnym i duchowym, a także troszczcie się o środki do życia dla nich. Starajcie się, pomimo rozlicznych obowiązków, jakie na was ciążą, spotykać się z nimi regularnie i przyjmować ich jak braci i przyjaciół (por. LG 28 i CD 16). Księża potrzebują waszej przyjaźni, waszego wsparcia i opieki. Bądźcie blisko nich i w sposób szczególny troszczcie się o tych, którzy przeżywają trudności, o chorych w podeszłym wieku (por. CD 16). Nie zapominajcie, że są oni, jak mówi Sobór Watykański II, posługując się wspaniałym określeniem, jakiego użył św. Ignacy Antiocheński w Liście do Magnezjan, „duchowym wieńcem biskupów” (por. LG 41).


Sprawowanie liturgii jest najwyższym wyrazem życia kapłana i biskupa, a także katechetycznego nauczania. Drodzy bracia, ciążący na was obowiązek uświęcania wiernych jest niezbędny dla wzrastania Kościoła. W Motu proprio «Summorum Pontificum» uściśliłem warunki spełniania tego obowiązku w kwestii dotyczącej możliwości posługiwania się zarówno mszałem bł. Jana XXIII (1962), jak i mszałem papieża Pawła VI (1970). Widoczne są już owoce tych nowych zaleceń, i mam nadzieję, że następuje już – dzięki Bogu – uspokojenie umysłów, co jest konieczne. Zdaję sobie sprawę z waszych trudności, ale nie wątpię, że uda się wam w rozsądnym czasie znaleźć satysfakcjonujące wszystkich rozwiązania, tak by cała tkana tunika Chrystusa nie uległa dalszemu rozerwaniu. W Kościele nikt nie jest niepotrzebny. Trzeba, by każdy bez wyjątku mógł czuć się w nim jak u siebie, a nigdy jak odrzucony. Bóg, który kocha wszystkich ludzi i nie chce utracić żadnego z nich, powierza nam tę misję pasterską, czyniąc nas pasterzami swojej owczarni. Możemy tylko składać Mu dziękczynienie za zaszczyt i zaufanie, jakim nas darzy. Starajmy się więc zawsze być sługami jedności!


Jakie inne dziedziny wymagają większej uwagi? Odpowiedzi mogą być różne w zależności od diecezji, lecz z pewnością wszędzie pojawia się ten sam, szczególnie palący problem: chodzi mianowicie o sytuację rodzin. Wiemy, że małżeństwo i rodzina zmagają się dzisiaj z gwałtownymi zawieruchami. Można by odnieść do rodziny słowa Ewangelisty, mówiące o łodzi miotanej burzą na środku jeziora: „Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała” (Mk 4, 37). Czynniki, które doprowadziły do tego kryzysu, są dobrze znane, nie będę się więc nad nimi rozwodził. Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat ustawodawstwo w różnych krajach doprowadziło do relatywizacji jej charakteru jako podstawowej komórki społeczeństwa. Często usiłują raczej dostosowywać prawa do obyczajów oraz oczekiwań jednostek i poszczególnych grup, niż promować wspólne dobro społeczeństwa. Stały związek mężczyzny i kobiety, którego celem jest zbudowanie szczęścia na ziemi dzięki zrodzeniu dzieci, będących darem od Boga, nie jest już, zdaniem niektórych ludzi, modelem życia małżeńskiego. Tymczasem doświadczenie uczy, że rodzina jest podstawą, na której opiera się całe społeczeństwo. Ponadto, chrześcijanin wie, że rodzina jest także żywą komórką Kościoła. Im bardziej rodzina przeniknięta będzie duchem i wartościami Ewangelii, tym bardziej sam Kościół zostanie nimi ubogacony i tym lepiej będzie wypełniał swoje powołanie. Znam zresztą i w pełni popieram wasze starania o to, by udzielić wsparcia różnym stowarzyszeniom, które zabiegają o pomoc rodzinom. Słusznie czynicie, strzegąc zasad – nawet idąc pod prąd – zasad, które decydują o sile i znaczeniu sakramentu małżeństwa. Kościół pragnie z niewzruszoną wiernością wypełniać zadanie, jakie powierzył mu jego Założyciel, nasz Pan i Nauczyciel Jezus Chrystus. Nieustannie powtarza wraz z Nim: „Co (…) Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19, 6). Kościół nie wziął na siebie tej misji sam, lecz ją otrzymał. Oczywiście nikt nie może zaprzeczyć, że niektóre rodziny przechodzą nieraz bardzo ciężkie próby. Trzeba towarzyszyć rodzinom przeżywającym trudności, pomagać im w zrozumieniu wielkości małżeństwa, zachęcać, by nie relatywizowały woli Boga i praw życia, które On nam dał. Kwestią szczególnie bolesną, jak wiemy jest sytuacja osób rozwiedzionych, które ponownie zawarły małżeństwo. Kościół, który nie może przeciwstawić się woli Chrystusa, stanowczo podtrzymuje zasadę nierozerwalności małżeństwa, otaczając jak największą miłością te osoby, które z wielorakich powodów nie potrafią jej przestrzegać. Nie do przyjęcia są zatem inicjatywy zmierzające do dawania błogosławieństwa związkom niesakramentalnym. Adhortacja apostolska Familiaris consortio wskazała drogę wytyczoną przez refleksję pełną szacunku dla prawdy i miłości.


Drodzy bracia, wiem dobrze, że głównym przedmiotem waszej troski jest młodzież. Dobrze czynicie, poświęcając jej wiele czasu. Jak wiecie, podczas Światowych Dni Młodzieży w Sydney spotkałem się z ogromną liczbą ludzi młodych. Byłem pełen uznania dla ich entuzjazmu i zdolności do żarliwej modlitwy. Choć żyją w świecie, który stara się im przypodobać i schlebia ich niskim potrzebom, obarczeni bagażem trudnych doświadczeń, zachowują świeżość ducha, która wzbudziła we mnie podziw. Odwoływałem się do ich poczucia odpowiedzialności i jednocześnie zachęcałem, by szukali oparcia w powołaniu, które Bóg im dał w dniu chrztu. „Naszą siłą jest to, czego oczekuje od nas Chrystus”, mawiał kard. Jean-Marie Lustiger. W czasie swej pierwszej podróży do Francji mój czcigodny poprzednik wygłosił do młodzieży waszego kraju przemówienie, które nie straciło nic ze swej aktualności, a które wówczas zostało przyjęte z niezapomnianym entuzjazmem. „Permisywizm moralny nie czyni człowieka szczęśliwym”, powiedział z mocą na stadionie Parc des Princes, przy wielkiej burzy oklasków. Zdrowy rozsądek, który spowodował tę trzeźwą reakcję słuchaczy, nie zaniknął. Proszę Ducha Świętego, by przemówił do serc wszystkich wiernych, a szczególnie do serc wszystkich waszych rodaków, i by dał im – lub może przywrócił – pragnienie życia zgodnego z zasadami prawdziwego szczęścia.


Niedawno w Pałacu Elizejskim mówiłem o specyfice Francji, którą Stolica Apostolska pragnie uszanować. W istocie, jestem przekonany, że narody nigdy nie powinny godzić się, by zanikło to, co stanowi o ich tożsamości. Chociaż poszczególni członkowie rodziny mają tego samego ojca i tę samą matkę, nie są niezróżnicowanymi jednostkami, lecz osobami mającymi własną tożsamość. Tak samo jest z krajami, które powinny czuwać nad ochroną i rozwojem swej własnej kultury, nie dając się wchłonąć przez inne lub pogrążyć w bezbarwnej jednorodności. Jak ujął to Papież Jan Paweł II: „Naród bowiem jest tą wielką wspólnotą ludzi, których łączą różne spoiwa, ale nade wszystko właśnie kultura. Naród istnieje «poprzez» kulturę i «dla» kultury i dlatego właśnie jest on tym wielkim wychowawcą ludzi do tego, aby «być bardziej» we wspólnocie” (Przemówienie w UNESCO, 2 czerwca 1980, nr 14). W tej perspektywie wyraźne ukazanie chrześcijańskich korzeni Francji pozwoli każdemu z mieszkańców tego kraju lepiej zrozumieć, skąd przybywa i dokąd zmierza. Dlatego też, w ramach istniejących instytucji i przy największym poszanowaniu obowiązujących praw, należałoby znaleźć nową drogę, pozwalającą w życiu codziennym odczytywać wartości fundamentalne, w oparciu o które ukształtowała się tożsamość narodu francuskiego. Wasz prezydent wspomniał o takiej możliwości. Socjopolityczne przesłanki dawnej nieufności czy wręcz wrogości powoli zanikają. Kościół nie chce zająć miejsca państwa ani nie chce państwa zastępować. Jest on społecznością, która opiera się na przekonaniach i która, nie zajmując się wyłącznie sobą, czuje się odpowiedzialna za wszystkich innych. Wypowiada się w sposób wolny i również w wolności podejmuje dialog, pragnąc doprowadzić do ugruntowania wolności powszechnej. Dzięki zdrowej współpracy wspólnoty politycznej i Kościoła, prowadzonej świadomie i z poszanowaniem niezależności i autonomii pól działania każdej ze stron, służy człowiekowi, mając na względzie jego rozwój osobowy i społeczny. Wiele kwestii, będących zapowiedzią kolejnych, które się pojawią w zależności od potrzeb, zostało już rozpatrzonych i rozwiązanych w ramach «Instancja dialogu między Kościołem a państwem». Na mocy swej misji i w imieniu Stolicy Apostolskiej zasiada w niej naturalnie nuncjusz apostolski, którego zadaniem jest aktywne śledzenie życia Kościoła i jego sytuacji w społeczeństwie.


Jak wiecie, moi poprzednicy bł. Jan XXIII, pełniący wcześniej funkcję nuncjusza papieskiego w Paryżu, a także papież Paweł VI powołali do życia Sekretariaty, które w 1988 r. przekształciły się w Papieską Radę ds. Popierania Jedności Chrześcijan oraz Papieską Radę ds. Dialogu Międzyreligijnego. W ślad za nimi w niedługim czasie powstały: Komisja ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem i Komisja ds. Kontaktów Religijnych z Muzułmanami. Stworzenie tych struktur jest w pewnym sensie wyrazem instytucjonalnego i soborowego uznania niezliczonych wcześniejszych inicjatyw i dokonań. Podobne komisje czy rady istnieją zresztą w ramach waszej Konferencji Episkopatu i w waszych diecezjach. Ich istnienie i działalność dowodzi woli Kościoła kontynuowania tej drogi oraz rozwijania dwustronnego dialogu. Niedawne Zgromadzenie Plenarne Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego ukazało w sposób oczywisty, że podstawowym warunkiem autentycznego dialogu jest dobre przygotowanie jego promotorów oraz oświecone rozeznanie, potrzebne, by stopniowo czynić postępy w odkrywaniu Prawdy. Dialog ekumeniczny i międzyreligijny, różniące się oczywiście swą naturą i celami, mają na względzie poszukiwanie i zgłębianie Prawdy. Jest to więc zadanie szlachetne i obowiązujące każdego człowieka wiary, bowiem sam Chrystus jest Prawdą. Budowanie pomostów między wielkimi chrześcijańskimi tradycjami eklezjalnymi oraz dialog z innymi religiami wymagają prawdziwego wysiłku wzajemnego poznania, bowiem niewiedza raczej niszczy niż buduje. Zresztą tylko Prawda pozwala żyć autentycznie według podwójnego przykazania miłości, jakie pozostawił nam nasz Zbawiciel. Z pewnością należy uważnie śledzić różne podejmowane inicjatywy i rozeznawać te, które sprzyjają wzajemnemu poznaniu i poszanowaniu, jak również promowaniu dialogu, a unikać tych, które prowadzą donikąd. Dobra wola nie wystarcza. Sadzę, że słuszną rzeczą jest najpierw wysłuchać drugiej strony, następnie przejść do dyskusji teologicznej, by dojść do dawania świadectwa i głoszenia wiary (por. Nota doktrynalna na temat pewnych aspektów ewangelizacji, n. 12, 13 grudnia 2007). Niech Duch Święty obdarzy was rozeznaniem, które winno cechować każdego pasterza. Św. Paweł zaleca: „Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie” (1 Tes 5, 21). Zglobalizowane, wielokulturowe i wieloreligijne społeczeństwo, w jakim żyjemy, jest okazją daną nam od Boga, by głosić Prawdę i w praktyce dawać świadectwo miłości, a tym samym docierać do każdej istoty ludzkiej bez różnicy, także poza granice Kościoła widzialnego.


W roku poprzedzającym mój wybór na Stolicę Piotrową przybyłem z radością do waszego kraju, żeby przewodniczyć uroczystościom upamiętniającym 60. rocznicę desantu w Normandii. Bardziej niż kiedykolwiek poczułem wtedy, jak wielkie jest przywiązanie synów i córek Francji do ziemi swoich przodków. Francja świętowała wtedy rocznicę swego wyzwolenia doczesnego, pod koniec okrutnej wojny, która spowodowała mnóstwo ofiar. Dzisiaj trzeba dążyć przede wszystkim do prawdziwego wyzwolenia duchowego. Człowiek zawsze potrzebuje wyzwolenia ze swych lęków i grzechów. Musi uczyć się nieustannie lub uczyć się na nowo, że Bóg nie jest jego wrogiem, lecz pełnym dobroci Stwórcą. Człowiek potrzebuje wiedzieć, że jego życie ma sens i że u kresu swego ziemskiego życia jest on oczekiwany, by w niebie na zawsze dzielić z Chrystusem Jego chwałę. Waszą misją jest prowadzenie cząstki ludu Bożego, powierzonego waszej pieczy, do poznania tego chwalebnego kresu. Zechciejcie przyjąć wyrazy mojego uznania i wdzięczności za wszystko, co czynicie, by spełniać tę misję. Pragnę, byście wiedzieli, że codziennie modlę się za każdego z was i że nieustannie proszę Pana i Jego Matkę, by byli przewodnikami na waszej drodze.


Z radością i wzruszeniem powierzam was, moi ukochani bracia w biskupstwie, Matce Bożej z Lourdes i św. Bernadetcie. Moc Boża zawsze objawiała się w tym, co słabe. Duch Święty zawsze obmywał to, co skalane, zraszał to, co suche, prostował, co zniekształcone. Chrystus Zbawiciel, który zechciał uczynić z nas narzędzia, poprzez które przekazuje swoją miłość ludziom, nigdy nie przestanie umacniać was w wierze, nadziei i miłości, by dać wam radość z prowadzenia do Niego coraz większej liczby mężczyzn i kobiet. Powierzając was mocy Odkupiciela, z całego serca udzielam wam wszystkim apostolskiego błogosławieństwa.


Źródło: vaticana.va




niedziela, 22 grudnia 2002

Ewangelizować przez liturgię


ks. Andrzej Siemieniewski


Ewangelizować przez liturgię


„Wciąż nam tylko mówią o tym,
co my na modlitwie czynić możemy i powinniśmy,
o cudownych zaś i nadprzyrodzonych
działaniach Pana w duszy rzadko kiedy słyszymy”
(św. Teresa, Twierdza Wewnętrzna I 2, 7)


1. Ewangelizacja kształtowana liturgią


Powyższa skarga św. Teresy pochodząca sprzed czterech stuleci nie straciła na aktualności w dzisiejszych czasach. Wydaje się ważna nawet dzisiaj, gdy stoimy przed wyborem dziesiątek książek i broszur nauczających o metodach modlitwy, mając do wyboru mnóstwo kursów, technik i szkoleń. Pomimo tego wielkiego bogactwa możemy w dalszym ciągu nosić w sercu pytania bez odpowiedzi: jaki owoc to wszystko przyniesie? czy nawrócenie i duchowy wzrost chrześcijanina ma polegać tylko na umiejętności wprawiania się w odpowiednie stany psychologiczne? do jakich „cudownych i nadprzyrodzonych działań Pana” może dojść, jeśli człowiek wypełni to wszystko, co „na modlitwie czynić możemy i powinniśmy”?


Kościół podsuwa nam, jako odpowiedź na te pytania, niezastąpioną i niezrównaną szkołę modlitwy chrześcijańskiej, jaką jest liturgia. Szczególnie liturgia okresu przedpaschalnego (Wielki Post) i okresu paschalnego (od Świąt Wielkanocnych do uroczystości Zesłania Ducha Świętego) wyznacza bardzo precyzyjnie drogę ewangelizacji, czyli szlak rozwoju „cudownych działań Pańskich” w sercu człowieka. Ponad trzydzieści lat temu Kościół na Soborze Watykańskim II wyraził następujące pragnienie: „wierni mają przystępować do liturgii z należytym usposobieniem duszy”, a to należyte usposobienie miało się wyrazić w tym, by „myśli swoje uzgodnić ze słowami” (SC 11). Spróbujmy zastosować się do tego wezwania i nauczyć się, jak uzgadniać tryb ewangelizacji, a zarazem i tok duchowego wzrostu w modlitwie, ze słowami modlącego się Kościoła. Spróbujmy uczynić to dokładnie tak, jak wytycza to Tradycja związana z przygotowaniem Świąt Paschy a następnie z owocnym ich przeżyciem. Postarajmy się odkryć, jaki jest cel wspólnej modlitwy chrześcijańskiej w tym okresie, a ściślej — jak odczytać to możemy z kolejnych kolekt Eucharystii Wielkiego Postu i okresu Paschalnego.


Można oczywiście zapytać, dlaczego akurat ta nauka ma płynąć z liturgii? Jest przecież katolicką nauką od samego początku, że „jeden jest tylko Bóg, a poznajemy Go nie skądinąd, ale z Pisma Świętego […] nie godzi się iść za własnymi pragnieniami i własnym rozumieniem, ani też przeinaczać tego, co od Boga pochodzi, ale pojmować Jego naukę tak, jak On zechciał ją podać w Piśmie Świętym” (św. Hipolit, Przeciw błędom Noeta). Ale przecież liturgia to nic innego, jak wypróbowany przez wieki sposób przeżycia dobranych fragmentów biblijnych. Liturgia to także okazja do zrealizowania orędzia tych fragmentów słowa Bożego w życiu, w każdym roku na nowo. Stół słowa podawanego w liturgii z całą pewnością przyczyni się do tym lepszego przyjęcia ewangelizacyjnej Bożej nauki o duchowym wzroście chrześcijanina, „tak jak On zechciał ją podać w Piśmie Świętym”. Liturgiczna modlitwa Kościoła to najlepszy sposób zanurzenia się w żywym i skutecznym słowie Boga Żywego.


Jeden z ważnych wątków przewijających się od początku czterdziestodniowego przygotowania do Paschy, następnie dochodzących do głosu w świętą Noc Paschalną, by wreszcie w pełni wybrzmieć aż po pełne przeżycie jej owoców duchowych w Dniu Pięćdziesiątnicy, to chrześcijańska walka o wyzwolenie. Na pierwszym miejscu chodzi tu o uwolnienie z uwikłania w podstępy szatana. Celem tak podjętej walki jest pełniejsze przyjęcie nowego życia i odnowienie napełnienia Duchem Świętym. Droga od corocznego wyzwalania się z dzieł mocy ciemności, poprzez głębsze przyjęcie nowego narodzenia i otwarcie się na moc Ducha jest najbardziej fundamentalnym „cudownym i nadprzyrodzonym działaniem Pana w duszy”, przewidzianym przez liturgię jako dar dla wszystkich chrześcijan bez wyjątku.


2. Ewangelizacyjna obietnica zwycięstwa


Przygotowanie do Paschy zaczyna się Środą Popielcową. W tym dniu w kolekcie Eucharystii brzmi prośba o moc do walki z szatanem: „Boże, daj nam zacząć okres pokuty, aby nasze wyrzeczenia umocniły nas do walki ze złym duchem”. Wielki Post okazuje się, liturgicznie rzecz biorąc, czasem modlitewnej walki duchowej. Przypominamy sobie o istnieniu Przeciwnika, o jego fundamentalnie złych wobec człowieka zamiarach i o potrzebie podjęcia trudu, aby stać się wobec niego wewnętrznie mocnym. Z takim nastawieniem podejmujemy walkę duchową. Uświadomienie sobie stanu duchowego zagrożenia i istnienia drogi wyjścia z tej sytuacji to także początek ewangelizacji: Dobra Nowina jest przecież dobra tylko dla tych, którzy wiedzą, że jej potrzebują. Lekarza potrzebują źle się mający. To dla nich obwieszczenie, że Bóg ma lepszy plan dla ich życia niż oni sami, jest prawdziwie porywające.


Już po trzech dniach kolekta mszalna wraca do tematu zmagań ze złem, ale w sposób zaskakująco odmienny. Przynosi nam obserwację, że walka z szatanem nie jest tak prosta, jak można by się tego prostodusznie na jej początku spodziewać. Nie wystarczy tylko chcieć, by przestać być podatnym na pokusy i uległym wobec grzechów podsuwanych przez złego ducha. Dlatego w sobotę po Popielcu Kościół modli się: „Boże, wejrzyj na naszą słabość w walce z mocami ciemności”. Pierwszym owocem podjęcia na serio walki duchowej jest doświadczenie niemocy człowieka wobec zła. Drugą stroną tego doświadczenia jest odkrycie, że ratunek leży poza nami, w Kimś, kto musi dopiero przyjść ze swoją pomocą i nam jej udzielić. Tak odkrywamy dramatyczną niewystarczalność dobrych chęci i radykalną potrzebę pomocy, którą krótko nazywa się „zbawieniem”.


Tylko ci, którzy w to uwierzą i będą w powadze i wysiłku karmili się słowem Pańskim w każdą wielkopostną niedzielę oraz będą to słowo cierpliwie wypełniać, będą mogli szczerze zwiastować w swojej modlitwie osiągnięcie upragnionego skutku. Radosne ogłoszenie pierwszej części zwycięstwa następuje w mszalnej modlitwie Kościoła w Wielką Środę: „Boże, Twój Syn przez śmierć na drzewie krzyża uwolnił nas spod władzy szatana, spraw, abyśmy dostąpili łaski zmartwychwstania”. Uwolnienie spod władzy Księcia ciemności jest możliwe i staje się doświadczeniem tych wszystkich, którzy sięgają po środki pomocy zaofiarowane w liturgicznym rytmie.


3. Dobra Nowina: przyjęcie nowego życia z rąk Jezusa


Centralny moment życia liturgicznego i kulminacyjne przeżycie w liturgii, sedna całej naszej wiary, to noc Wigilii Paschalnej. Jest ona otwarciem możliwości korzystania ze zwycięstwa osiągniętego w czasie Wielkiego Postu. Wycofanie się szatana z kolejnej sfery w sercu człowieka oznacza przecież, że i w tym roku zmuszony został do oddania kolejnego przyczółka. Może musiał opuścić zajmowane przez siebie do tej pory pole zarozumiałości, może przyczółek lenistwa lub rozwiązłości. Uczynione w ten sposób w sercu „wolne miejsce” czeka na nowego właściciela. A raczej — by być bardziej precyzyjnym — to nowy właściciel czeka na zaproszenie ze strony człowieka. Paschalna Wigilia to stworzenie atmosfery by powiedzieć Jezusowi: „Tak”. Poprzez słowa liturgii chrześcijanin mówi: „wejdź Panie i uczyń nowy obszar we mnie miejscem Twojego panowania”. Dokładniej, liturgia włoży nam w usta takie wyznanie: „Zostaliśmy w sakramencie chrztu pogrzebani wespół z Chrystusem, aby razem z Nim wkroczyć w nowe życie”. Negatywne zwycięstwo nad grzechem to tylko wstęp do czegoś zasadniczo pozytywnego, a mianowicie do otwarcia się na ewangeliczne nowe życie, które wnosi do serca chrześcijanina osobiście sam Jezus Chrystus, kiedy na nowo wkracza w nasze życie na mocy wiary, wzmocnionej liturgicznym znakiem odnowienia przymierza chrztu.


4. Dobra Nowina: napełnienie Duchem Świętym


„Nowe Życie” przyniesione przez Jezusa, a odnowione i na nowo przyjęte w Wigilii Paschalnej, to życie w Duchu Świętym. Nawet przyjaźń między ludźmi nie jest ograniczona do jednorazowego wzajemnego przedstawienia się i zawarcia znajomości, ale może rozwijać się i pogłębiać przez kolejne spotkania. Zupełnie podobnie ma się rzecz z posiadaniem przez chrześcijanina Ducha Świętego i Jego darów. Bycie chrześcijaninem napełnionym Duchem nie oznacza, że nie można Go posiadać pełniej i głębiej:


„Duch Święty dany jest tym, którzy Go nie mają — aby Go mieli; a tym, którzy Go już mają — aby Go mieli w większej obfitości” (św. Augustyn).


Nic więc dziwnego, że chrześcijanie — a więc ludzie posiadający Ducha od chwili chrztu i umocnieni Jego darami w sakramencie bierzmowania — w liturgii dalej modlą się o Ducha Bożego. W ostatnim tygodniu przed uroczystością Zesłania Ducha Świętego wołamy do Boga w kolekcie Eucharystii: „Wierzymy, że nasz Zbawiciel zasiada w chwale po Twojej prawicy, spraw, abyśmy odczuwali, że pozostaje z nami aż do skończenia świata” (niedziela 7 tygodnia wielkanocnego). Kościół chce bowiem nie tylko teoretycznie wiedzieć, ale i praktycznie doświadczać prawdziwości swojej wiary. Obecność Ducha Świętego nie jest abstrakcyjną teorią, ale rzeczywistością możliwą do odczucia i przeżycia. W takiej postawie jesteśmy wierni apostolskiej linii nauczania. To przecież pierwszy papież, Apostoł Piotr, mówił już o doświadczeniu Ducha Świętego, którego można w pewien sposób „zobaczyć” swoją wiarą:


„[Jezus] wyniesiony na prawicę Boga, otrzymał od Ojca obietnicę Ducha Świętego i zesłał Go, jak to sami widzicie i słyszycie” (Dz 2,33).


Dlatego w każdym liturgicznym roku będziemy powtarzać modlitwę zawartą w liturgii Eucharystii: „Niech zstąpi na nas moc Ducha Świętego” (poniedziałek 7 tygodnia wielkanocnego). Co więcej, nie tylko o odnowione działanie Ducha się modlimy, ale nawet o Niego samego, aby osobiście przyszedł na nowo do naszych serc: „Niech Duch Święty przybędzie, aby w nas zamieszkać” (wtorek 7 tygodnia wielkanocnego). Dwa dni później wyrażamy tę samą nadzieję wołaniem: „Niech Duch Święty przemieni nas wewnętrznie swoimi darami” (czwartek 7 tygodnia wielkanocnego). W ten sposób wyrażamy nasze pragnienie uczestniczenia w tej samej wierze, która zawarta jest w Biblii, i w tej samej wierze, którą wyznawali chrześcijanie w II, III czy IV wieku. Modlimy się, aby „tym, którzy Go już mają, Duch był udzielony w większej obfitości”.


Kulminacją modlitwy o napełnienie Duchem Świętym jest kolekta mszalna z Niedzieli Zesłania Ducha Świętego. Płomienne wezwanie modlitewne brzmi w ten dzień na całej kuli ziemskiej jednobrzmiącymi słowami, we wszystkich krajach, gdzie świętuje się katolicką liturgię: „Boże, ześlij dary Ducha Świętego na całą ziemię i dokonaj w sercach wiernych cudów, które zdziałałeś w początkach głoszenia Ewangelii”. Ciekawe, co by się stało, gdyby rzeczywiście każdy wierzący przejął się dogłębnie słowami liturgii, z wiarą i nadzieją wziął tego dnia do ręki Dzieje Apostolskie, sprawdził, jakież to cuda zdziałał Bóg w sercach wierzących w początkach głoszenia Ewangelii i całkiem po prostu uwierzył, że to, o co modli się w Eucharystii Kościół, może się stać. Potrzeba nam takiej wiary, że Bóg swoje działanie — właśnie takie — może odnowić. Ciekawe, co stałoby się z nami wszystkimi, gdybyśmy zechcieli z całą otwartością przyjąć dar, o który słowami liturgicznej kolekty się modlimy. Przecież Kościół nie modli się nigdy o rzeczy, które spełnić się nie mogą! Taka modlitwa nie miałaby sensu.


Chciałoby się przypomnieć niezapomniane słowa Pawła VI z roku 1974:


„Potrzeby i kryzysy naszych czasów są tak wielkie — więc żadnego nie można spodziewać się ratunku, jak tylko nowego wylania Ducha Bożego” (Gaudete in Domino, VII).


Dobrze byłoby wspomnieć te słowa w świetle zachęt z listu Jana Pawła II Novo millennio ineunte. Skoro nowa ewangelizacja wymaga, aby „na nowo rozniecić w sobie pierwotną gorliwość i pozwolić, aby udzielił się nam zapał apostolskiego przepowiadania, jakie wzięło początek z Pięćdziesiątnicy”, to właściwą metoda będzie pragnienie, by „wzbudzić w sobie płomiennego ducha św. Pawła, który wołał: «Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii» (1 Kor 9,16)” (NMI 40). Poświadczenie świętością życia o prawdzie Ewangelii to nic innego jak świadome otwarcie się na Ducha Świętości. Błędem byłoby wydelegowanie zainteresowania bezpośrednim działaniem Ducha Świętego tylko do jakichś wydzielonych grup czy ruchów w Kościele. Wręcz przeciwnie, nowy rozmach w apostolstwie ma być przeżywany „jako codzienne zadanie wspólnot i grup chrześcijańskich” (NMI 40).


Wielu zadaje sobie dziś pytanie, czy takie działanie Ducha Świętego, jak to opisane w Dziejach Apostolskich, jest możliwe. Wielu myśli o biblijnych scenach jako o utraconym dawno, niemalże mitycznym początku Kościoła. Tymczasem jednak jest to możliwe; co więcej, tylko wtedy ma sens liturgia wraz ze Środą Popielcową, z wyrzeczeniami i umartwieniami Wielkiego Postu, z przeżyciem Paschalnej Wigilii i z siedmioma wielkanocnymi tygodniami. Całość dorocznej liturgicznej drogi tworzy harmonijną całość. Jest nią spotkanie nieodłącznych od życia chrześcijańskiego wyrzeczeń i cierpień z „cudami, które Bóg zdziałał w początkach głoszenia Ewangelii w sercach wierzących”, które to cuda uczyniły możliwą ewangelizację dwadzieścia wieków temu.



* * * * *


Czy możemy twierdzić, że zarysowany w dorocznej liturgii proces ewangelizacyjny jest utopią i typowym „pobożnym życzeniem”? Czy nie byłoby bardziej realistycznie zakładać, że teksty modlitw liturgii Eucharystii to tylko ozdobniki nie mające wiele wspólnego z rzeczywistością? Na taką pseudo-ostrożność odpowiedzmy znów słowami św. Teresy: „Wiem, co trzymać o pewnych półteologach i półuczonych, którzy wszystkiemu się dziwią i wszystkiego się boją — pamiętne mi to doświadczenie, bo drogo za nie zapłaciłam” (Twierdza Wewnętrzna V 1, 7).


Prawdziwy realizm chrześcijański zakłada przecież, że Bóg istnieje i działa, że Jezus żyje i zbawia, że Duch Święty nadal zstępuje i obdarza swoją mocą. Takiego właśnie realizmu wiary uczymy się z liturgii. Uczymy się też, że dopóki żyjemy, ten proces nigdy się nie zakończy. I jakkolwiek napełnieni Duchem Świętym, pełni miłości Ojca i żywej obecności Jezusa — za rok znów będziemy musieli odkryć obecność w nas przyczółków grzechu, i znów zaczniemy drogę do pełniejszego życia w Duchu Świętym od uświadomienia sobie, że musimy „nawracać się i wierzyć w Ewangelię” (liturgia Środy Popielcowej).


Cykliczność powracającego dorocznie procesu odnowy duchowej i przyjęcia nowego narodzenia w mocy Ducha może nasunąć na końcu jedno ważne pytanie: czy nie sprzeciwia się to wszystko jednorazowości odrodzenia, jakie otrzymaliśmy oraz niepowtarzalności nawrócenia i zbawienia z wiary? Z całą pewnością nie, jest raczej wejściem na tę samą drogę, którą szedł Apostoł Paweł, głoszący, że „nowy człowiek” musi się „wciąż odnawiać ku głębszemu poznaniu Boga” (Kol 3,10). Dlatego chrześcijanin prawdziwie osadzony w Piśmie Świętym powtarza co roku wraz z Pawłem:


„nie mówię, że już to osiągnąłem i już stałem się doskonałym, lecz pędzę, abym to zdobył, bo i sam zostałem zdobyty przez Chrystusa Jezusa” (Flp 3,12).


Jednorazowa ewangelizacja, prowadząca do stania się chrześcijaninem, prowadzi do ewangelizacyjnego procesu chrześcijańskiego wzrostu. Liturgia uczy nas, jak otwierać się na moc Ducha Bożego, który jest Ożywicielem ewangelizacji Kościoła:


„Dzisiaj Chrystus, którego kontemplujemy i miłujemy, znów wzywa nas, byśmy wyruszyli w drogę: «Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego» (Mt 28,19). Ten misyjny mandat wprowadza nas w trzecie tysiąclecie, wzywając nas, byśmy naśladowali entuzjazm pierwszych chrześcijan: możemy liczyć na moc tego samego Ducha, który został wylany w dniu Pięćdziesiątnicy” (NMI 58).


Wydaje się, że takie śmiałe i realistyczne zarazem podejście do centralnego orędzia liturgii paschalnej, od lat prezentują z powodzeniem na przykład te szkoły ewangelizacji, które związane są z Ruchem Światło-Życie czy czerpią z tradycji Odnowy w Duchu Świętym. Jeśli szkoły te zakorzenione są prawdziwie w liturgii, to pozwalają z łatwością odkryć, że na przykład Seminaria Życia w Duchu Świętym odtwarzają wiernie wielkopostny rytm odkrywania grzechu i nawrócenia, paschalnej otwartości na nowe życie w Jezusie Chrystusie i możliwość nowego napełnienia Duchem Bożym. Im bardziej seminaryjne cykle prezentowane w takich szkołach związane będą z naturalnym dla Kościoła rytmem roku liturgicznego, tym większe owoce przyniosą.

[2002]