Pokazywanie postów oznaczonych etykietą św. Tomasz z Akwinu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą św. Tomasz z Akwinu. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 stycznia 2020

Dar języków: gaworzenie jak dzieci? Zaglądamy do św. Tomasza z Akwinu

bp Andrzej Siemieniewski



Wstęp

Arcyciekawy temat dla naszej polskiej Odnowy w Duchu Świętym: czy św. Tomasz z Akwinu (1225-1274) pisał dawno temu o Chrzcie w Duchu Świętym? A o modlitwie w językach? A jeśli pisał, to czy myślał na ten temat to samo, co my? Jeśli ktoś pasjonuje się takimi pytaniami, to w grudniu 2019 roku mógł przeczytać w artykule Na językach w tygodniku "Gość Niedzielny":

"Św. Tomasz przeprowadził cały namysł teoretyczny, teologiczny nad darem języków. Do czego doszedł? Stwierdził, że dar języków to modlitwa niemowlęcia, pierwszy etap. To jest modlitwa niemowlęcia, dlatego też nie ma tam żadnego języka. Są to dźwięki jak gaworzenie dziecka… Dlatego też dar języków jest punktem wyjścia, początkiem rozwoju" (Jakimowicz 2019).

Artykuł odsyłał zaciekawionego czytelnika do pism samego słynnego doktora Kościoła, św. Tomasza z XIII wieku. Na szczęście, nie doradzono nam wertowania dziesiątków tomów jego łacińskich dzieł: "Przed rokiem nie było odpowiednich narzędzi (niewielu sięgnie przecież po Summa Theologiae).

Dziś jednak z łatwością można odesłać oponentów do pism Akwinaty" (tamże). Ten pomocniczy materiał wspomniany w artykule to książka o. dra Tomasza Gałuszki OP, historyka średniowiecza i jednocześnie znawcy teologii św. Tomasza: Odnowa w łasce: teologia charyzmatów św. Tomasza z Akwinu (Kraków 2018).

Zgodnie z zachętą autora artykułu zrobiłem właśnie to: zagłębiłem się w pouczający tekst o. Gałuszki, zajrzałem do wszystkich przypisów i douczałem się w zakresie myśli św. Tomasza na temat charyzmatów. Przekonałem się, że książkę o. Gałuszki warto przestudiować, że znajdzie się tam mnóstwo bardzo pożytecznych refleksji słynnego średniowiecznego teologa pomagających nam lepiej usytuować naszą współczesną Odnowę charyzmatyczną na fundamencie solidnej teologii i Tradycji katolickiej. Z obfitego bogactwa książki jeden wątek wydał mi się jednak dyskusyjny i wymagający debaty. Do debaty więc niniejszym przystępuję.

1. Luźny wywiad i rygorystyczny traktat 
 
Czy rzeczywiście lektura książki Odnowa w łasce sprawi, że na każdej jej stronicy spotkamy się z relacją z pism Akwinaty? Wszystko to zależy od jej rodzaju literackiego. Teolog może przecież napisać uczony traktat, gdzie każda teza udokumentowana jest przypisem odsyłającym do stosownego cytatu lub precyzyjnym rozumowaniem wywodzącym myśl z tekstu św. Tomasza. Może też napisać swobodne rozważania, gdzie materiał z tekstu źródłowego jest kanwą do snucia własnych, dyskusyjnych opinii. Może wreszcie miejscami połączyć traktat z rozważaniem, a wtedy bywa trudniej rozeznać się w stopniu niezawodności źródłowej danego fragmentu jego pracy.

Książka Odnowa w łasce składa się ewidentnie z dwóch bardzo różnych części. Część pierwsza sprawia wrażenie rygorystycznego traktatu, wyposażonego w imponującą ilość łacińskiej terminologii oraz przypisów. Druga z nich to wywiad z dziennikarzem, siłą rzeczy jest to materiał w stylu luźniejszym i konwersacyjnym. Taka struktura ma spore zalety: podsumowanie całości w wywiadzie ułatwia czytelnikowi przezwyciężenie zrozumiałego lęku przed kontaktem z teologią wielkiego doktora Kościoła, św. Tomasza. Ale ma też swoje wady. Wydaje się bowiem, że część stylu konwersacyjnego, z natury nie wymagającego rygorystycznej dokumentacji, autor przeniósł na pewne drobne partie swojego teologicznego traktatu.

Tu potrzebne jest pewne uściślenie. Poniższe uwagi nie dotyczą całości wnikliwego studium o. T. Gałuszki na temat Tomaszowej teologii posłania Osób Bożych. Nie dotyczą też całości jego refleksji o wylaniu Ducha Świętego ujętej w terminologii odnowy w łasce. Dotyczą bardzo wąskiego aspektu, właściwie tylko skromnego wycinka, szczególnie jednak interesującego uczestników wspólnot Odnowy Charyzmatycznej. Chodzi mi o możliwość lepszego zrozumienia przy pomocy terminologii św. Tomasza zagadnienia daru języków. Jest to zresztą ten sam wątek, który został podkreślony w artykule M. Jakimowicza w "Gościu Niedzielnym". Po tym uściśleniu przystąpmy już teraz do dzieła.

2. Trzy tezy o językach 
 
Środowisko charyzmatyczne z zainteresowaniem przyjęło to, co w książce o. Tomasza Gałuszki dotyczyło daru języków (glosolalii). Jak wspomniałem wcześniej, z wdzięcznością przyjmuję udostępnienie nam przez o. Gałuszkę tak wielu tekstów św. Tomasza na ten temat. Możemy tam jednak znaleźć trzy intrygujące tezy autora książki, które wydają mi się dyskusyjne. Odnoszą się one raczej do modlitewnej wersji języków niż do daru języków używanego w głoszeniu Ewangelii. I właśnie dlatego współcześni członkowie charyzmatycznych wspólnot zwrócili na to szczególną uwagę, gdyż dar języków kojarzy się dziś zdecydowanie najczęściej z modlitwą w językach. A to te trzy tezy:

1) "Według Tomasza, dar języków w sensie ścisłym jako charyzmat jest wypowiadaniem na głos przez człowieka pewnych niezrozumiałych dla niego dźwięków, przypominających mowę ludzką" (s. 157). Dlatego "św. Tomasz […] stwierdził: nie ma tam żadnego języka. Są to dźwięki jak… gaworzenie dziecka" (s. 253).
2) "Wierzący, posługujący się wyłącznie darem języków, jest jak niemowlę (s. 162); św. Tomasz […] stwierdził, że dar języków to […] jest modlitwa niemowlęcia" (s. 253).
3) "Dar języków w życiu wierzącego jest pierwszym i naturalnym etapem wzrastania w relacji z Bogiem" (s. 163).

Każda z tych tez opatrzona jest w książce przypisami, zwykle odsyłającymi do łacińskich dzieł Tomasza z Akwinu. Na pierwszy rzut oka wygląda więc na to, że rzeczywiście zostaliśmy "odesłani do pism Akwinaty" i możemy poznać oryginalne nauczanie tego doktora Kościoła na temat daru języków.

Tu ważne uściślenie: nie chodzi o to, czy nasza dzisiejsza Odnowa Charyzmatyczna zgadza się z wymienionymi wyżej tezami (jestem aktywnym członkiem Odnowy w Duchu Świętym od 30 lat i wiem, że często rozumie się u nas dar języków w tym właśnie duchu). Nie chodzi też o to, czy to rozumienie jest słuszne, czy też nie (widzę w naszej Odnowie, że wiele osób tak właśnie się modli - i jest to autentyczna i szczera modlitwa). Nie chodzi też o to, że tak właśnie uważa o. Tomasz Gałuszka (skoro miliony charyzmatyków tak dzisiaj myśli, to czemu nie miałby myśleć tak współczesny dominikański teolog). Tymi zagadnieniami nie zajmuję się w niniejszym tekście.

Chodzi tu o coś innego: problemem jest, czy tak nauczał o darze języków św. Tomasz z Akwinu, czy ten wielki średniowieczny teolog rzeczywiście doszedł do takich wniosków w swoich dziełach? Myślę, że nie: że nic nie wskazuje na to, abyśmy nasze dzisiejsze rozumienie daru języków mogli wspierać autorytetem św. Tomasza. Musimy poszukać innych autorytetów.

2.1. Gaworzenie, a nie język? 
 
Zacznijmy od tezy pierwszej: "dar języków w sensie ścisłym jako charyzmat jest wypowiadaniem niezrozumiałych dźwięków, przypominających mowę ludzką". W konsekwencji "nie ma tam żadnego języka; są to dźwięki jak… gaworzenie" (s. 253).

Sięgnijmy teraz po komentarz św. Tomasza do 1 listu do Koryntian, do miejsca omawiającego rozdział 14 (to tam właśnie Apostoł napisał wiele o darze języków i o kilku sposobach jego przejawiania się). Tomasz zapowiada tam definicję daru języków na początku wykładu o 1 Kor 14, pyta więc: "czym jest mówienie językami" [quid sit loqui linguis] (In I Cor., XIV 1 [812]). Na pytanie odpowiada kilka stron dalej:

"Ponieważ niewielu było we wczesnym Kościele wyznaczonych do głoszenia wiary po świecie, to Pan uzdolnił ich do zwiastowania słowa większej liczbie ludzi dając im dar języków [donum linguarum], za pomocą którego mogli głosić wszystkim. A nie było tak, że mówili jednym językiem i byli rozumiani przez wszystkich (jak niektórzy sądzą), ale mówili językami różnych narodów [linguis diversarum gentium]" (In I Cor., XIV 1 [814]).

O takiej postaci daru języków pisze: "wielu otrzymywało ten dar [hoc donum] we wczesnym Kościele" oraz "Koryntianie bardziej pożądali tego daru [illud donum] niż daru proroctwa" (In I Cor., XIV 1 [814]). Św. Tomasz wyjaśnia nam więc, jak rozumie dar języków w postaci omawianej przez św. Pawła w pierwszym liście do Koryntian.

Po zaznajomieniu się z tą autentyczną definicją Akwinaty czeka nas teraz zadanie trudniejsze, gdyż musimy wziąć pod uwagę aż trzy sytuacje, w których w Biblii występuje dar języków: dar języków w bezpośredniej służbie ewangelizacji; dar języków w pośredniej służbie ewangelizacji - za pomocą tłumaczenia; dar języków w służbie modlitwy osobistej lub publicznej.

- dar języków w bezpośredniej służbie ewangelizacji
Św. Tomasz prezentuje nam więc najpierw sytuację, w której dar języków miał umożliwiać głoszenie kazań do ludzi obcego języka:

"Skoro tak niewielu było ustanowionych we wczesnym Kościele do głoszenia wiary w Chrystusa po całym świecie, to Pan dał niektórym umiejętność głoszenia słowa większej liczbie ludzi dając im dar języków [donum linguarum], aby mogli głosić [praedicarent] wszystkim" (In I Cor., XIV 1 [814]).

Przy omawianiu tej wersji daru języków Akwinata w oczywisty sposób podkreśla, że jego skutkiem jest mówienie w nieznanym, niewyuczonym języku jakiegoś obcego ludu. Słuchacze bez żadnej pomocy rozumieją to, co głosiciele mówią do nich "w językach". Tak właśnie stało się w dzień Pięćdziesiątnicy, kiedy to obecni mówili: "Jakże każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty?" (Dz 2, 8). Do tej sytuacji na pewno nie pasują słowa: "nie ma tu żadnego języka" albo "są to dźwięki przypominające mowę ludzką", gdyż tak naprawdę są to "dźwięki jak gaworzenie". Na tym etapie mamy do czynienia z zupełnie innym wyobrażeniem św. Tomasza o darze języków: cudowne przemawianie w autentycznym języku ludzkim, który nie został poznany przez proces uczenia się; został udzielony przez charyzmat Ducha Świętego.

- dar języków w służbie pośredniej - za pomocą tłumaczenia
Ale w Biblii dar języków może też występować w innej formie. Oto mówca przemawia w obcym języku (który on sam może rozumieć, ale może też nie rozumieć) - i okazuje się, że słuchacze też go nie rozumieją. Taka sytuacja miała miejsce w Koryncie i jest wspomniana przez św. Pawła. Św. Tomasz relacjonuje to w swoim komentarzu następującymi słowami:

"Kiedy Apostoł wspomina tutaj mówienie w języku [loqui lingua], ma na myśli język nieznany [lingua ignota] i nietłumaczony [non explanata]: jak na przykład ktoś mówiłby po niemiecku do Francuza bez tłumacza. Wtedy właśnie mówi w języku [loquitur lingua]. Dlatego właśnie każda wypowiedź [locutio] niezrozumiała i nie tłumaczona, jakakolwiek by była, jest słusznie nazywana mówieniem językiem [loqui lingua]" (In I Cor., XIV 1 [814]).

Św. Tomasz przypomina dalej, że Apostoł podał przykład samego siebie mówiącego językami: "Przypuśćmy bracia, że przychodząc, będę mówił językami" (1 Kor 14,6). Akwinata wyjaśnia dalej swoje rozumienie tego fenomenu lingwistycznego: "Można to zrozumieć na dwa sposoby: albo jako nieznany język, albo jakiś niezrozumiały znak [vel linguis ignotis, vel, ad litteram, quibuscumque signis non intellectis]" (In I Cor., XIV 2 [824]). Co to może być niezrozumiały znak? Akwinata ilustrował to wcześniej takim przykładem: "Faraon, chociaż ujrzał kłosy i krowy, które oznaczały przyszłe wydarzenia, nie rozumiał ich, dlatego nie jest nazywany prorokiem" (In I Cor., XIV 1 [812]). Nieco później zaś zacytował taką oto opinię: "w Starym Testamencie Bóg przemawiał do narodu żydowskiego przez języki, to jest przez obrazy [per linguas, id est per figuras]" (In I Cor., XIV 4 [858]); wspomniał też przemawianie "w innych językach, to jest niejasno, przez przypowieści (In I Cor., XIV 4 [858]). Takich miejsc jest w dziele Tomasza więcej, podajmy więc jeszcze kolejne przykłady: słowa "wszyscy poczną korzystać z daru języków [loquantur linguis] (1 Kor 14, 23)" oznaczają, że będą mówić "albo w językach obcych, albo o rzeczach nieznanych i niejasnych [extraneis, vel loquantur ignota et obscura]", ich mowa będzie w tym sensie "pełna zamieszania [confuse loquuntur]" (In I Cor., XIV 5 [860]). Kiedy czytamy w 1 Kor 14 "jeśli korzysta ktoś z daru języków (1 Kor 14,27)", ma to znaczyć, że mówi o wizjach i snach [dicat visiones vel somnia]" (In I Cor., XIV 6 [870]).

Dochodzimy do wniosku, że do sytuacji używania daru języku w głoszeniu lub nauczaniu, ale za pomocą tłumaczenia, również nie pasują stwierdzenia: "nie ma tu żadnego języka", "są to dźwięki przypominające mowę ludzką", tak naprawdę to tylko "dźwięki jak gaworzenie". Także tu mamy do czynienia z wyobrażeniem św. Tomasza o darze języków jako pełnym treści orędziu w konkretnym języku jakiejś grupy etnicznej. Język ten może być trudnym (albo niemożliwym) do zrozumienia z powodu braku kompetencji językowych. Nie jest to jednak gaworzenie przypominające tylko artykułowaną mowę ludzką.

Omówiliśmy na razie dar języków na przykładzie dwóch biblijnych sytuacji: w bezpośredniej służbie ewangelizacji oraz w pośredniej służbie ewangelizacji - za pomocą tłumaczenia. Te dwa przykłady pokazują nam problem z podaną w książce o. Tomasza Gałuszki definicją charyzmatu daru języków: "dar języków w sensie ścisłym jako charyzmat jest wypowiadaniem niezrozumiałych dla niego dźwięków, przypominających mowę ludzką" [s. 157] łącznie z wyjaśnieniem - "nie ma tam żadnego języka; są to dźwięki jak… gaworzenie" dziecka [s. 253]. Ta definicja i wyjaśnienie nie pasują do wymienionych dwóch sposobów manifestowania się daru języków. Pasuje do nich natomiast prawdziwa definicja daru języków zaczerpnięta z komentarza spisanego przez św. Tomasza. Słowa Akwinaty brzmią tak:

"'Innemu dany jest dar języków [genera linguarum]' (por. 1 Kor 12,10), mianowicie aby mogli mówić w różnych językach [loqui diversis linguis], aby byli zrozumiani przez wszystkich, jak to mówi się o Apostołach, że 'mówili rozmaitymi językami [loquebantur variis linguis]' (Dz 2,4)" (In I Cor., XII 2 [729]).

Ale jest i trzeci rodzaj manifestowania się biblijnego daru języków. Św. Tomasz wprowadza go takimi słowami: "Po pierwsze dar języków może być używany w napominaniu lub głoszeniu, a po drugie - może być używany w modlitwie [in orando]. Języki służą do tych dwóch celów [ad haec enim duo est usus linguae] (In I Cor., XIV 1 [807]). Istnieje więc zastosowanie daru języków w modlitwie: więc może sugestie dotyczące gaworzenia w dźwiękach jedynie przypominających mowę ludzką dadzą się zastosować przynajmniej tutaj? Sprawdźmy.

- dar języków w służbie modlitwy
W Biblii jest wspomniana i taka opcja: "Ten, kto mówi językiem, nie ludziom mówi, lecz Bogu. Nikt go nie słyszy, a on pod wpływem Ducha mówi rzeczy tajemne" (1 Kor 14, 2). Akwinata zauważa z całą słusznością, że wyrażenie "nikt go nie słyszy" ma znaczyć "nikt go nie rozumie" (In I Cor., XIV 1 [817]). Taka forma daru języków, jak podkreśla św. Tomasz, może też być używana w modlitwie prywatnej, a więc można samemu modlić się w językach (por. "modlę się pod wpływem daru języków", 1 Kor 14,14). Co ważne, taka modlitwa może być niezrozumiała także dla samego modlącego się: "Jeśli ktoś korzysta z daru języków, niech się modli, aby potrafił to wytłumaczyć" (1 Kor 14,13). W tym przypadku mówienie językami, czy modlitwa językami, jest nierozumiana ani przez mówcę, ani przez ewentualnych słuchaczy. Ale czy jest to jakiś język, czy też może tylko coś, co ludzką mowę jedynie przypomina? Św. Tomasz udziela jasnej odpowiedzi poprzez pewien przykład:

"Jeśli w modlitwie prywatnej ktoś niewtajemniczony odmawia swoje własne modlitwy, mówiąc jakiś psalm albo Ojcze nasz, ale nie rozumie tego, co mówi, ten modli się językiem [iste orat lingua], niezależnie od tego, czy modli się słowami podsuniętymi mu przez Ducha Świętego czy po prostu słowami kogoś innego. A jeśli inny człowiek modli się i rozumie to, co mówi, ten prawdziwie zarówno modli się jak i prorokuje" (In I Cor., XIV 3 [837]).

Recytowanie słów psalmu czy też modlitwy Ojcze nasz w obcym, nieznanym sobie języku, to też nie jest gaworzenie, o którym można by powiedzieć: "tam nie ma żadnego języka". Język tam jest, jak najbardziej, tyle że niezrozumiały dla mówiącego.

Kolejna wersja przejawiania się daru języków, pisze św. Tomasz, to publiczna modlitwa w językach: ktoś głośno modli się w językach i może się zdarzyć, że obecni na zgromadzeniu tego nie rozumieją. Jaki przykład przytacza św. Tomasz dla wyjaśnienia tej sytuacji? Odwołuje się do porównania ze swoimi czasami: "W modlitwie publicznej, to jest gdy ksiądz modli się publicznie, czasem mówi coś nie rozumiejąc, a czasem - rozumiejąc" (In I Cor., XIV 3 [837]). Przykład jest oczywisty dla czytelnika z czasów Akwinaty: liturgiczne modlitwy po łacinie mogły być niezrozumiałe nawet dla celebransa.

Psalm albo modlitwa Ojcze nasz czy też liturgia po łacinie to nie są dźwięki tylko przypominające mowę ludzką. Nawet jeśli wypowiada te teksty ktoś, kto ich nie rozumie, to i tak nie są gaworzeniem, ale są prawdziwym ludzkim językiem.

Dokonaliśmy niniejszym przeglądu trzech typów modlitwy językami w opisie św. Tomasza z jego Komentarza do pierwszego listu św. Pawła do Koryntian. We wszystkich trzech przypadkach Akwinata wyraźnie rozumie dar języków jako wypowiadanie zdań w jakimś istniejącym języku ludzkim. Zdania te mogą być zrozumiałe dla słuchaczy od razu (Dz 2), mogą być rozumiane dopiero po ich tłumaczeniu (1 Kor 14), mogą też pozostać w ogóle niezrozumiane (w przypadku osobistej modlitwy językami). Niezrozumienie może brać się z dwóch powodów: albo język sam w sobie jest niezrozumiały (jak niemiecki dla Francuza), albo słowa są wprawdzie zrozumiałe, ale opisują jakiś znak proroczy o niezrozumiałym znaczeniu. Ale zawsze pozostają słowami zaczerpniętymi z jakiejś ludzkiej mowy. Nie są jak gaworzenie niemowlęcia. Są jak artykułowana mowa w nieznanym języku.

*** 
A co z przypisami w książce o. T. Gałuszki? Czy nie znajdziemy tam wypowiedzi św. Tomasza o tym, że efekt dźwiękowy daru języków tylko przypomina ludzką mowę, że nie ma tam żadnego języka, że jest to tylko gaworzenie? Tu właśnie jest problem: przytaczane teksty Tomasza o niczym takim nie mówią. Oczywiście jest możliwe, że są takie wypowiedzi Akwinaty w jakichś innych miejscach jego nader obszernego dzieła, ale na stosowne referencje musimy dopiero poczekać. Jeśli istnieją: bardzo o nie prosimy o. Tomasza!

2.2. Św. Tomasz stwierdził, że dar języków to modlitwa niemowlęcia 
 
Czas na tezę drugą: "św. Tomasz […] stwierdził, że dar języków to […] jest modlitwa niemowlęcia (s. 253). W książce o. Gałuszki rzeczywiście znajdujemy takie zdanie: "Wierzący, posługujący się wyłącznie darem języków, jest jak niemowlę" (s. 162). Jest też stosowny przypis do dzieła doktora Kościoła: In I Cor., XIV 1.4 [852]. Zajrzyjmy tam więc. Okazuje się jednak, że nie chodzi tu o to, jakoby modlitwa w językach miała nas upodobnić do gaworzących dzieci wchodzących w swej prostocie do Królestwa.

Nie, chodzi tu o nietłumaczoną modlitwę w językach wobec nic nierozumiejących słuchaczy. Według Tomasza (i oczywiście wcześniej według św. Pawła) to nie jest prosta modlitwa szczerego niemowlęcia. To jest dziecinada. Miłym Bogu niemowlęciem trzeba stać się na inny sposób: nie myśląc o rzeczach złych. Nieco dłuższy wywód Tomasza wygląda tak:

"Apostoł zdaje się usuwać wymówkę tych, którzy uczą rzeczy prostackich i powierzchownych [rudia et superficialia], jakby chcąc pokazać że żyją w prostocie nie troszcząc się o przerastające ich zawiłości. Dlatego też odwołują się do słów Pana z Ewangelii Mateusza: 'Jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak małe dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego' (Mt 18,3). Ale Apostoł to odrzuca [sed hoc apostolus excludit], kiedy mówi: 'nie bądźcie dziećmi w waszym myśleniu', czyli: 'nie mówcie i nie uczcie rzeczy dziecinnych, bezużytecznych i głupich [puerilia et inutilia et stulta]" (In I Cor., XIV 4 [852]).

A co z gaworzeniem jak dzieci? Czy nic o nim nie mówi św. Tomasz w swoim komentarzu do 1 Kor? Owszem, ale bez związku z modlitwą w językach. Akwinata cytuje słowa Pawła: "Gdy byłem jak dziecko, mówiłem jak dziecko" (1 Kor 13, 11). I komentuje to tak: Apostoł podkreśla tu niedoskonały stan młodego cielesnego wieku, kiedy mówi się jak dziecko, to znaczy gaworząc [scilicet balbutiendo] (In I Cor., XIII 3 [797)]. Takie "gaworzenie" to nie jakiś charyzmatyczny dar Ducha Świętego, ale - jak pisze Tomasz - "naturalny brak mowy u dzieci" [propter naturalem defectum locutionis] (In I Cor., XIII 3 [797]). Komentując dalej ten sam fragment pisze św. Tomasz, że można porównać mowę dorosłego do gaworzenia dziecka, ale nie wtedy, gdy modli się w językach, tylko wtedy, gdy dorosły wygaduje głupstwa [ut parvulus loquitur, qui vana loquitur] (In I Cor., XIII 3 [797]). Podobnie, jeśli dorosły "mówi jak dziecko" to nie wtedy, gdy modli się w językach, ale "bezmyślnie albo coś akceptując, albo odrzucając" (In I Cor., XIII 3 [797]).

W pewnym miejscu swojego komentarza św. Tomasz porównuje dar języków do "mówienia jak dziecko". W jakim kontekście i w jakim sensie? Komentując 1 Kor 13,11 pisze dalej:

"Słowa 'mówiłem jak dziecko' można odnieść do daru języków [ad donum linguarum],
'myślałem jak dziecko' - do daru proroctwa [ad donum prophetiae],
a 'rozumowałem jak dziecko' - do daru wiedzy" [ad donum scientiae] (In I Cor., XIII 3 [797]).

Dar języków jest więc podobny do mowy dziecka tylko w tym samym sensie, jak dar proroctwa jest podobny do myślenia jak dziecko, a dar wiedzy do rozumowania dziecka: wszystkie te trzy charyzmatyczne dary przeminą w doskonałości przyszłej chwały zbawienia wiecznego, podobnie jak tu na ziemi zachowania dziecka przemijają, kiedy ono wzrasta ku doskonałości osoby dorosłej. Aspektem "dziecięctwa" jest aspekt przemijalności, a nie wygłaszanie dźwięków gaworzenia przypominających tylko mowę ludzką.

2.3. "Dar języków w życiu wierzącego jest pierwszym i naturalnym etapem wzrastania w relacji z Bogiem" 
 
I tak dotarliśmy do tezy trzeciej mówiącej o tym, że dar języków miałby być według św. Tomasza pierwszym i naturalnym etapem naszego wzrastania (s. 163). Wydaje się to jednak wysoce nieprawdopodobne. Dlaczego? Czytamy przecież w książce o. Gałuszki, że św. Tomasz uważał, że za jego czasów ten dar już nie działał, że nie był potrzebny, że dotyczył tylko Kościoła pierwszych wieków:

"Dominikanin oczywiście bronił tezy o istnieniu daru języków w czasach apostolskich, natomiast co do czasów mu współczesnych ograniczył się jedynie do przywołania słów św. Augustyna: „Obecnie też przyjmujemy Ducha Świętego, nikt jednak nie mówi językami wszystkich narodów. Dlaczego? Bo już sam Kościół, mówi w językach wszystkich narodów” (s. 166).

Są takie miejsca, gdzie być może św. Tomasz sugeruje, że ten dar mógłby pojawić się i w późniejszych wiekach, ale jako wyjątkowy i rzadki cud. Jakże więc "pierwszym i naturalnym etapem wzrastania" chrześcijańskiego mógłby być w ocenie św. Tomasza dar, który w jego własnej opinii od tysiąca lat był prawie nieobecny w powszechnym doświadczeniu chrześcijańskim? Musiałoby to oznaczać, że przez tysiąc lat prawie wszyscy chrześcijanie pozbawieni byli pierwszego, naturalnego etapu duchowego wzrastania. Nie wydaje się to specjalnie prawdopodobne.

3. Jakby ósmy sakrament 

Na koniec zaś przytoczmy jeszcze jedną tezę z książki o. Tomasza: "Myślę, że odnowa w łasce, wylanie Ducha Świętego za kilkaset lat zajmie głowę teologów, a może nawet Kościół pójdzie krok dalej i przygotuje piękny, acz prosty obrzęd, jakby ósmy sakrament" (s. 253). Wprawdzie opinia ta jest jedynie osobistym zdaniem współczesnego teologa i dominikanina, ale i tak jest na tyle intrygująca, że może stanowić zakończenie niniejszej refleksji i jednocześnie zachętę do dalszej dyskusji.

Bibliografia 

(1) St. Thomas Aquinas: Commentary 
On the First Epistle to the Corinthians, by St. Thomas Aquinas | Sold by: Amazon Digital Services LLC, Edition.
(2) Sancti Thomae de Aquino, Super I Epistolam B. Pauli ad Corinthios lectura, a capite XI ad caput XVI, Reportatio vulgata, http://www.corpusthomisticum.org/c1v.html#87673.
(3) Commentaire de la première épître de saint Paul aux Corinthiens, Par Saint Thomas d’Aquin Docteur de l'Eglise catholique, Edition Louis Vivès, 1870, Traduction par l'Abbé Bralé, Reprise et corrigée par Charles Duyck, janvier 2009, Deuxième édition numérique, http://docteurangelique.free.fr, 2009, Les œuvres complètes de saint Thomas d'Aquin, Edition Louis Vivès, 1870, Traduction par l'Abbé Bralé, Reprise et corrigée par Charles Duyck, janvier 2009.
(4) Gałuszka, Tomasz OP. 2018. Odnowa w łasce: teologia charyzmatów św. Tomasza z Akwinu. Kraków: Wydawnictwo Esprit; rozmowę Niewidzialne posłania - widzialne znaki przeprowadził Marcin Jakimowicz.
(5) Jakimowicz, Marcin. Na językach, "Gość Niedzielny" 11(XII), dostęp 2019.12.11, https://www.gosc.pl/doc/6033300.Na-jezykach.


sobota, 6 sierpnia 2011

Jak zostać Apostołką, czyli feministyczna lektura Biblii w dawnych wiekach Kościoła

bp Andrzej Siemieniewski

 

Jak zostać Apostołką, czyli feministyczna lektura Biblii w dawnych wiekach Kościoła

 

„Obyś nie gardziła swoją płcią

i by mężczyźni nie pysznili się ze swojej!”[1].

 

Zacznijmy od pewnego fragmentu ostatniej adhortacji papieża Benedykta XVI. Jest ona poświęcona głównie słowu Bożemu spisanemu jako Pismo Święte, a w miejscu, które nas teraz szczególnie interesuje, zwraca uwagę na wyjątkową rolę kobiet w związku z tym tematem:

 

„Pragnę przedstawić to, co Synod przypomniał na temat zadania kobiet w odniesieniu do słowa Bożego. Wkład «kobiecego geniuszu» — jak nazwał go papież Jan Paweł II — w poznanie Pisma Świętego i w całe życie Kościoła jest dzisiaj większy niż w przeszłości i dotyczy również samych studiów biblijnych” (Benedykt XVI, Verbum Domini, 85).

 

Dajmy się pociągnąć temu papieskiemu słowu, odkrywając przy okazji, że w tej samej adhortacji Benedykt XVI podaje nawet konkretny historyczny przykład studium Biblii wśród chrześcijańskich kobiet oraz wpływu Pisma Świętego na ich codzienne życie:

 

„św. Hieronim dawał rzymskiej matronie Lecie następujące rady co do wychowania córki: «Upewnij się, że codziennie uczy się jakiegoś fragmentu Pisma Świętego. Po modlitwie niech oddaje się czytaniu, a po czytaniu modlitwie. Niech zamiast klejnotów i szat jedwabnych umiłuje Boże Księgi»” (Benedykt XVI, Verbum Domini, 72).

 

* * * * * * *

                       

a. Apostoł nauczany przez niewiastę

Św. Hieronim (345-420) nie ma najlepszej prasy wśród zwolenników równouprawnienia płci. Ten słynny biblista i ojciec Kościoła bywa przytaczany jako przykład negatywnego nastawienia Kościoła wobec kobiet. Może więc wydawać się dziwne, że to właśnie jego słowa przytacza papieski dokument. Jest jednak możliwe, że tej opinii o słynnym ojcu Kościoła z końca starożytności nie potwierdzają fakty. Może jest zwykłym stereotypem, jakich wiele?

Zacznijmy od listu Hieronima z roku 397, napisanego do Pryncypii[2]. Pierwsze, co nas zaskoczy, to rozmiar tego pisma: ma dwadzieścia pięć stron dzisiejszego druku i zawiera bardzo rzeczową odpowiedź na jej uprzedni list. Wydaje się, że jak na osobę odnoszącą się z niechęcią do kobiet jest to zaskakująco dużo. Taki list pisze się przecież pół dnia. Drugie zaskoczenie to treść tej korespondencji: w całości jest poświęcona skomplikowanym naukowym problemom egzegezy biblijnej, na przykład takim zagadnieniom jak to, który łaciński przypadek najlepiej pasuje w tłumaczeniu pewnego hebrajskiego słowa w świetle jego greckich odpowiedników[3]. Taki list pisze się przecież do osób żywo zainteresowanych specjalistyczną wiedzą naukową. A trzecie zaskoczenie to zdanie rozpoczynające list: „Wielu gani mnie za to, że czasami piszę do niewiast i w ten sposób daję pierwszeństwo płci słabszej przed mężczyznami (fragiliorem sexum maribus praeferam)”. Hieronim dodał następującą ostrą odpowiedź owym krytykom: „Gdyby mężczyźni zapytywali mnie w sprawach Pisma Świętego, to nie mówiłbym do kobiet”[4]. Jak widać, trudniej mu było doszukać się wśród mężczyzn takiego zainteresowania intelektualną stroną wiary.

Potem zaś, jak przystało na ojca Kościoła, a do tego słynnego egzegetę Pisma Świętego, zaprezentował swojej korespondentce próbkę prawdziwie feministycznej lektury Biblii. W jakim znaczeniu tego słowa? Oczywiście nie można tu mówić o współczesnym znaczeniu tego terminu, skoro dziś feminizm oznacza sprecyzowaną postawę ideologiczną, o której ani w starożytności, ani w średniowieczu nie mogło być mowy. Chodzi tu po prostu o taką lekturę Pisma Świętego, gdzie zwraca się uwagę na teksty związane z kobietami (po łacinie femina). Dokonując lektury feministycznej w tym znaczeniu, św. Hieronim odnalazł w natchnionym tekście powtarzający się schemat: tam gdzie zawiedli mężczyźni, tam Bóg powoływał do wielkich dzieł kobiety. Oto pierwsze fragmenty tekstu Hieronima:

 

„Gdyby Barak chciał iść do bitwy, Debora nie mogłaby odnieść triumfu (Sdz 4-5)”;

„Jeremiasza zamykają w więzieniu (Jr 37,15-16), […] a otrzymała natchnienie prorockie niewiasta Chulda (2 Krl 22,14-20)”;

„Kapłani i faryzeusze krzyżują Syna Bożego, a Maria Magdalena płacze pod krzyżem, przygotowuje wonności, szuka Go w grobie, […] spieszy do Apostołów, zwiastuje im Znalezionego: oni wątpią, ona ufa (Mt 27 i J 20)”[5].

 

Do czego prowadzi tak prowadzona lektura Biblii? Do uświadomienia paradoksu: kobiety, dopiero co nazwane przecież w liście sexus fragilior (słabsza płeć), tylekroć okazują się w historii zbawienia płcią mocniejszą! Debora triumfuje, Chulda zostaje prorokinią, a Maria Magdalena staje się opoką niewzruszonej wiary i wyraźnie przeciwstawiona jest mężczyznom: „oni wątpią, ona ufa (illi dubitant, ista confidit)”.

Następnie Hieronim pokazuje, że nawet patriarcha Abraham, wielki ojciec wiary, został poddany swojej żonie Sarze jako prorokini: przypomina dalej, że niektóre księgi Bożego Objawienia noszą imię kobiet:

 

„Sara przekwitła […] i dlatego Abraham został jej poddany (Abraham ei subjicitur) i usłyszał słowa: «We wszystkim, cokolwiek ci rzecze Sara, słuchaj jej głosu (audi vocem ejus)» (Rdz 21,12)”;

„Rut, Estera i Judyta tak wielką mają chwałę, że księgi święte są nazwane ich imionami”;

„Niewiasta z Tekoa zadaje królowi Dawidowi pytanie, poucza go (por. 2 Sm 14,1n)”[6].

 

Ukoronowaniem tej feministycznej wędrówki po kartach Biblii jest oczywiście seria coraz mocniejszych w swojej wymowie scen z Nowego Testamentu: kobieta prorokuje, jest Bożą świątynią, jest upragnioną rozmówczynią Jezusa:

 

„Elżbieta prorokuje żywotem i słowami” (Łk 1,41);

„Anna w świątyni sama staje się świątynią Bożą” (Łk 2,36);

„Zbawiciel rozmawia z Samarytanką i nasycony rozmową wierzącej (saturatis conversione credentis) zapomina o zakupionych pokarmach” (J 4,7)[7].

 

Hieronim pamięta też o tym, że z faktu posiadania urzędu nauczycielskiego przez Apostołów nie wynika bynajmniej, iż we wszystkich przypadkach tylko oni nauczają o wierze. Do nich należy urząd autorytatywnego przekazywania nauki Kościoła, ale przecież nie każde nauczanie w Kościele ma taki charakter. Jest wiele sytuacji życiowych, kiedy nauczanie ewangelizacyjne i katechetyczne jak najbardziej należy do kobiet i jest to poświadczone w Biblii, kontynuuje Hieronim:

 

„Akwila i Pryscylla uczą Apolla, męża apostolskiego, i pouczają go o drodze Pańskiej: nie było hańbą dla Apostoła być pouczanym przez niewiastę (doceri a femina non fuit turpe Apostolo)”[8].

 

Jako biblijny portret intelektualistki najbardziej odpowiednia wydała się św. Hieronimowi królowa Saby. W liście do Pryncypii padają o niej słowa, które wydają nam się dziś wyjątkowo śmiałe: królowa Saby stała się godniejszą od wszystkich — jak z naciskiem podkreśla Hieronim — właśnie mężczyzn Izraela.

 

„Cóż powiemy o królowej Saby, która mogła potępić wszystkich mężczyzn (omnes viros) izraelskich świadectwem Pana? (1 Krl 10,1-13)”[9].

 

Na zakończenie swojej korespondencji Hieronim przypomina Pryncypii, że powinna śmiało konfrontować się z najtrudniejszymi nawet problemami naukowej i duchowej interpretacji Biblii, nie zważając na społeczne przesądy: „Sprawy te omówiłem, czcigodna córko, byś nie gardziła swoją płcią i by mężczyźni nie pysznili się ze swojej”. W oczach Bożych nie to przecież się liczy, przekonuje, powracając znowu do swojej metody przeciwstawiania biblijnych przykładów błogosławieństw dla kobiet i kar dla mężczyzn. „Mężczyzn przecież Pismo Święte potępia, chwaląc życie niewiast”, skoro „wielu jest starców i sędziów, których król babiloński smaży w kotle swoim”, natomiast „liczne są Zuzanny, które splatają wieńce Oblubieńcowi!”[10]. Intelektualne zainteresowania Pryncypii są ważną wskazówką, na jakiej ona sama znajduje się drodze. Nie ma w tej kwestii wątpliwości sam Hieronim: „Kiedy ty, córko Pryncypio, razem z chórem świętych wśród dziewic będziesz prowadzona do Króla, […] wtedy przypomnij sobie o mnie”[11].

 

b. Historia pełna cnót niewieścich

Ponad sześćdziesięcioletni Hieronim pisze później list do Algazji. I znowu zaskakuje nas zarówno naukowy charakter tego listu, jak i jego rozmiar. Dziś zajmuje on pięćdziesiąt stronic druku, a przecież tak obszerne pismo wymagało całych dni pracy. Hieronim postanowił z zapałem zaspokoić intelektualną ciekawość korespondentki, która zechciała przesłać mu jedenaście pytań dotyczących egzegezy biblijnej. Ojciec Kościoła także tu nie stroni od tak specjalistycznych i technicznych zagadnień jak to, czy Ewangelia św. Mateusza cytuje Stary Testament z tekstu hebrajskiego, czy raczej z jego greckiej wersji — Septuaginty[12]. To właśnie w przedmowie do tego pisma czytamy: „Ja wprawdzie nie jestem Salomonem, ale ty winnaś się nazywać królową Saby”[13].

Kiedy Hieronim spisywał swój komentarz do Księgi proroka Sofoniasza[14], znowu stanął wobec zarzutów z powodu swojej częstej wymiany intelektualnej z kobietami w listach o charakterze naukowym. Do swoich korespondentek, Pauli i Eustochium, pisze: „należy odpowiedzieć tym, którzy wyśmiewają mnie, że pominąwszy mężczyzn, najwięcej piszę do was (omissis viris, ad vos scribam potissimum)”[15].

Ojciec Kościoła tę postawę krytyków przypisuje ich nieznajomości Biblii. Jak twierdzi, samo Pismo Święte często przeciwstawia słabość mężczyzn duchowej sile kobiet, podkreślając w ten sposób, że skoro zabrakło siły mężom opatrznościowym, to Bóg będzie powoływał opatrznościowe niewiasty:

 

„Gdyby wiedzieli, że skoro milczeli mężczyźni (viris tacentibus), to prorokowała Chulda; że podobnie skoro lęk ogarnął Baraka (Barac timente), to Debora jako sędzia i prorokini pokonała wroga Izraela; że Judyta i Estera, jako figury Kościoła, zabiły przeciwników oraz uwolniły Izraela skazanego na zagładę — wtedy nigdy nie naigrawaliby się ze mnie za moimi plecami”[16].

 

W końcu zaś bez wątpienia Maryja przewyższa w Biblii wszystkie inne kobiece przykłady wiary i siły ducha: „nie wspominając już o Annie i Elżbiecie i innych świętych kobietach, których jasne ogniki przyćmiewa jasny blask Maryi (clarum Mariae lumen)”[17].

Ciekawe, że tak zapalony biblista i miłośnik słowa Bożego jak św. Hieronim powołuje się również na szacownych filozofów niechrześcijańskich. Znalazł w ich świecie sporo przykładów, że trzeba doceniać bardziej walory intelektualne i duchowe niż cielesne różnice płci (animorum differentias quaeri solere, non corporum). „Zarówno grecka, jak i łacińska historia pełna jest cnót niewieścich (plena est historia virtutibus feminarum)”, zauważa ów ojciec Kościoła ze Strydonu, wyliczając przykłady: Aspazja ucząca Platona, Safona korespondująca z Pindarem, filozofująca Temista, podziwiana przez cały Rzym Kornelia Grakchus[18].

Ale oczywiście przykłady ze świata przedchrześcijańskiego były tylko pomocnicze i miały na celu podkreślenie ogólnej prawidłowości, jaką jest pełne prawo kobiet do udziału w intelektualnym życiu społeczeństwa. Ostateczny argument św. Hieronima musiał być biblijny i rzeczywiście pochodzi z narracji Pisma Świętego:

 

„Niech wystarczy na koniec powiedzieć, że zmartwychwstały Pan ukazał się najpierw kobietom, które stały się apostołkami Apostołów (apostolorum illas fuisse apostolas), aby zawstydzić mężczyzn (ut erubescerent viri), którzy nie szukali Tego, którego słabsza płeć (fragilior sexus) już znalazła”[19].

           

c. Apostołki Apostołów

Skoro już odkryliśmy ten niezwykły tekst św. Hieronima, w którym nazywa kobiety apostołkami Apostołów, to jest dobra okazja, aby zatrzymać się na chwilę nad karierą, jaką zrobiło to określenie w teologii katolickiej. Zwykle występowało w liczbie pojedynczej: apostołka Apostołów (apostola Apostolorum) — i odnosiło się do Marii Magdaleny. Powodem była oczywiście scena z Ewangelii św. Jana, kiedy to po swoim zmartwychwstaniu Jezus mówi do niej:

 

„Udaj się do moich braci i powiedz im: «Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego, do Boga mego i Boga waszego». Poszła Maria Magdalena, oznajmiając uczniom: «Widziałam Pana i to mi powiedział»” (J 20,17-18).

 

Wzruszające chwile spotkania Marii Magdaleny ze Zmartwychwstałym i jej misja apostolska wobec Apostołów Jezusa wzbudzały w ciągu następnych wieków chrześcijaństwa bogate refleksje. Wymieńmy kilka przykładów.

 

Hraban Maur (776-856), benedyktyński mnich, a potem arcybiskup Moguncji, napisał nawet całe dzieło zatytułowane Życie błogosławionej Marii Magdaleny (De vita beatae Mariae Magdalenae)[20]. Jak się tam wyraził, Jezus swoimi słowami „ustanowił ją apostołką Apostołów (eam ad apostolos instituit apostolam)”. Tę samą myśl wyraził też bardziej poetycko:

 

„Niegdyś zatrutym naczyniem Ewa męża w raju upoiła,

Teraz zaś kielichem życia wiecznego Magdalena Apostołów napoiła”[21].

 

Tę samą ideę znajdziemy u Hrabana Maura w formie zdecydowanie bardziej komunikatywnej dla naszego współczesnego ucha: „Maria ewangelizowała swoich współapostołów (Maria suis coapostolis evangelizavit)”.

Kilkaset lat później, w XII wieku, tytuł apostołki w odniesieniu do Marii Magdaleny stał się bardzo popularny[22]. Stosowali go wtedy liczni pasterze i nauczyciele Kościoła, jak opat Hugo z Semour (zm. 1109 r.), słynny filozof Piotr Abelard (zm. 1142), mnich i kardynał Goeffrey z Vandome (zm. 1132 r.) i inni. Ale z całą pewnością najsłynniejszym z nich był św. Bernard z Clairvaux (zm. 1153 r.), który znowu powrócił do formuły w liczbie mnogiej (apostolae apostolorum), aby nazwać apostołkami Apostołów „trzy Marie”, czyli trzy niewiasty, które udały się do grobu, aby namaścić ciało Jezusa (por. Mk 16,1)[23]. On też z nich wszystkich zapewne włożył najwięcej literackiego kunsztu w opiewanie apostolskiej misji kobiet:

 

„Jak piękne stopy tych, którzy zwiastują dobrą nowinę! (Rz 10,15). Wysłane przez anioła — pełnią posługę ewangelistek (opus faciunt evangelistae), a uczynione apostołkami Apostołów (apostolae apostolorum) spieszą, by rankiem ogłaszać miłosierdzie Pańskie”[24].

 

Jak widać, Bernard z Clairvaux, doktor Kościoła i święty mistyk, do pięknego określenia owych niewiast jako apostołek dodał jeszcze miano ewangelistek.

Wśród autorów przypisujących kobiecie misję apostolską nie mogło zabraknąć i najsłynniejszego średniowiecznego autorytetu, mianowicie św. Tomasza z Akwinu. Ten wzniósł się na szczyty pochwał ewangelicznej Marii Magdaleny w słowach, które dziś mogą się nam wydać przesadne, ale w każdym razie wyraźnie przeczą wszelkim stereotypom średniowiecznego patrzenia na kobiecą naturę:

 

„Godny zauważenia jest potrójny przywilej udzielony Magdalenie.

Po pierwsze, przywilej prorocki, ponieważ zasłużyła na widzenie aniołów: prorok jest bowiem kimś pomiędzy aniołami a ludem (propheta est medius inter Angelos et populum).

Po drugie, stanowisko równe aniołom (Angelorum fastigium), ponieważ widziała Chrystusa, na którego pragną wejrzeć aniołowie.

Po trzecie, misja apostolska (officium apostolicum), gdyż rzeczywiście stała się apostołką Apostołów (facta est apostolorum apostola), jako że jej zostało zlecone, aby zwiastować uczniom zmartwychwstanie Pańskie. A jak [niegdyś] kobieta pierwsza zwiastowała mężczyźnie słowa śmierci (verba mortis), tak teraz kobieta pierwsza zwiastowała słowa życia (mulier primo nuntiaret verba vitae)”[25].

 

Trzeba przyznać, że jak na rzekomo niechętne kobiecej naturze średniowiecze są to wyjątkowo zdecydowane słowa. Tak zdecydowane, że i dziś budzą lekkie zdziwienie. A wypowiedziane zostały przez doktora Kościoła i jednego z największych świętych intelektualistów chrześcijaństwa.

 

d. Średniowiecze idzie śladami Hieronima

            Pamięć o tej feministycznej lekturze Biblii i o postawie Hieronima wobec kobiet trwała w Kościele przez wieki. Robert d’Arbrissel (1047-1117), pustelnik i mnich francuski, to nie tylko wędrowny kaznodzieja i założyciel nowych opactw, nazywa się go ponadto prekursorem feminizmu. Jest także autorem listów, w których z satysfakcją odkryjemy tę samą metodę lektury biblijnej, jaką poznaliśmy u św. Hieronima. Pisząc w roku 1109 do Ermengardy z Anjou, hrabianki Brytanii, poleca jej:

 

„Wspomnij na Esterę, świętą kobietę (memento Hester sanctae mulieris), która związana była z niewierzącym Aswerusem, a tak wiele zrobiła dla ludu Bożego (profuit multum populo Dei)”[26].

 

Słynny mnich i wielki doktor Kościoła, Piotr Damiani (1007-1072), pełen pokory pisał w 1063 roku do cesarzowej Agnieszki: „Królowa Saby przybyła do Jerozolimy, aby słuchać mądrości Salomona. Cesarzowa Agnieszka przybyła zaś do Rzymu słuchać głupoty rybaka — prawdziwie jesteś królową Saby (tu ergo veraciter es regina Saba)”[27].

Tych, którzy chcieliby nie dostrzegać w kobiecie możliwości spełniania samodzielnych funkcji społecznych, i to pośród tych najważniejszych, pouczał sam św. Bernard of Clairvaux, pisząc do Melisendy, królowej Jerozolimy (1143-1144)[28]. Nawiasem mówiąc, ciekawe to były czasy: władzę królewską w Mieście Świętym sprawowała kobieta i trzeba było nadejścia chrześcijaństwa, aby stało się to możliwe. Ale wróćmy do św. Bernarda. Odnosząc się do popularnego skojarzenia, że królowa (regina) może być tylko pomocą dla prawdziwego króla (rex), św. Bernard wyjaśnia:

 

„Tak roztropnie i umiarkowanie masz rządzić wszystkim, aby wszyscy, którzy to zobaczą, na podstawie tych czynów widzieli w tobie raczej króla niż królową (regem potius quam reginam), aby czasem nie mówił ktoś: «Gdzie jest król jerozolimski (ubi est rex Ierosolymorum)»?”[29].

 

W tym sensie dodał słowa, które łatwo dziś opacznie zrozumieć:

 

„[Skoro] na ciebie spada cały ciężar królowania (in te solam universa regni moles), to musisz pokazać męża w niewieście (opus est ut in muliere exhibeas virum)”[30].

 

Tak samo trzeba zrozumieć apel św. Piotra Damianiego do Adelajdy z Turynu (1064 r.)[31]. Kiedy wzywa do tego, aby męski duch nią rządził (cum virile robur femineo regnet in pectore), należy to rozumieć w sensie mężnego ducha. Po czym następuje dowód na podstawie znanej nam już feministycznej lektury Biblii. Skoro Adelajda (1034-1091), rządząc Sabaudią, sprawowała funkcje państwowe, podaje jej za wzór poczet podobnych do niej niewiast opisanych na kartach Biblii:

           

„Kiedy pragnę, byś była sojusznikiem w walce przeciw zakusom diabła, przychodzi mi na myśl ta walka, którą stoczyła prorokini Debora (Debborra prophetes), żona Lappidota: wraz z Barakiem, synem Abinoama, powiodła wojska przeciw Siserze. Napisano o niej przecież: «Sprawowała sądy nad Izraelem, a synowie Izraela przybywali do niej, aby rozsądzała ich sprawy» (Sdz 4,4-5). Za jej przykładem i ty rządź krajem bez pomocy mężczyzny (sine virili regis auxilio) i niech do ciebie przybywają ci, którzy domagają się sądowych decyzji w swych sprawach”[32].

 

Co szczególnie ciekawe, ów apel wielkiego świętego doktora Kościoła odnosił się do potrzeby interwencji rządzącej kobiety w sprawy Kościoła. Piotr Damiani posłużył się dalszymi porównaniami biblijnymi. „Jak wtedy mężczyzna i kobieta, czyli Barak i Debora, podjęli walkę przeciw Siserze, wspierając się wzajemnie pomocą, i zwyciężyły ich wojska i dziewięćset rydwanów, tak i wy — to jest ty oraz biskup Turynu (vos, tu scilicet et Taurinensis episcopus) — podnieście broń przeciw Siserze”. Przydała się przy tym tak powszechna podówczas alegoryczna interpretacja Starego Testamentu. Dalsze losy Sisery, wyjątkowo marne, to przecież jego śmierć z ręki Jaeli, żony Chebera, która palikiem przebiła jego skroń (Sdz 4,17-22). Dlatego Piotr Damiani przekonywał dalej: „jak Jael skroń Sisery — tak ty znakiem krzyża przebij głowę diabła (signo crucis diaboli verticem transfode), zmiażdż tego kusiciela do grzechu”[33].

Na tym nie koniec, gdyż św. Piotr Damiani, jako słynny w XI wieku znawca Biblii, sporządził prawdziwą litanię wszystkich świętych kobiet Starego Testamentu. Jak podkreślił, Bóg lubi odnosić zwycięstwo przez niewiasty: „To zwycięstwo jest przyczyną Bożej radości, kiedy czasem szczególnie chwalebnie triumfuje przez kobiety (per feminas gloriosiori laude triumphat)”. I padają konkretne przykłady, których sednem za każdym razem jest to, że kobieta okazuje się zwyciężczynią w Bożej misji, podczas gdy mężczyzna, który służył złej sprawie, słusznie przegrywa:

– Judyta, która Holofernesowi „dzielnie odcięła pijaną głowę (caput ebrium) ciosem sztyletu” (Jdt 13,6-8)[34];

– Estera, która „mężnie wystawiła się na niebezpieczeństwo śmierci (morti se viriliter obicit)”, aby zwyciężyć Hamana;

– mądra niewiasta z miasta Abel, która odwróciła od miasta niebezpieczeństwo, polecając ukarać Szebę (2 Sm 20,14-22);

– inna niewiasta, tym razem z miasta Tebes (Sdz 9,53-54), przez którą pokarany został niegodziwy Abimelek;

– Abigail odwróciła niebezpieczeństwo od swego domu, które ściągnął bezmyślny Nabal (1 Sm 25)[35].

 

* * * * * *

 

Zakończeniem niech będzie zachęta do takiej lektury Pisma Świętego, jakiej uczą nas wielcy święci Kościoła. Jak widać, można odkryć w ich dziełach więcej, niż się spodziewamy. Niekiedy zaś prześcigną nas w swojej wnikliwości w studium Biblii. Czyż nie słusznie więc przekonywał nas papież Benedykt XVI w swojej adhortacji o słowie Bożym?

 

„Interpretacja Pisma Świętego nie byłaby pełna, gdybyśmy nie wysłuchali również tych, którzy naprawdę żyli słowem Bożym, czyli świętych. Istotnie, viva lectio est vita bonorum. Najgłębsza interpretacja Pisma pochodzi bowiem od tych, którzy pozwolili się kształtować słowu Bożemu przez słuchanie go, czytanie i wytrwałe rozważanie” (Benedykt XVI, Verbum Domini, 48).

 

 


[1] św. Hieronim, List LXV do Pryncypii, [w:] Listy, t. 2, Warszawa 1953, s. 58.

[2] Tamże, s. 56n; por. tekst łac.: http://patrologia.narod.ru/patrolog/hieronym/epist/epist03.htm (VI 2011).

[3] Ojciec Kościoła rozważa tu na przykład możliwość przetłumaczenia słowa Elohim za pomocą formy rzeczownika greckiego Θεέ lub łacińskiego Dee; por. tamże, LXV, 12.

[4] Tamże, LXV, 1.

[5] Tamże.

[6] Tamże.

[7] Tamże.

[8] Tamże.

[9] Tamże.

[10] Tamże, s. 58.

[11] Tamże, s. 81.

[12] Św. Hieronim, List CXXI do Algazji , 2, [w:] Listy, t. 3, Warszawa 1954, s. 159.

[13] Tamże.

[14] Św. Hieronim, Commentariorum in Sophoniam_Prophetam, I, Prolog; PL 25, 671-672 i 673-674; http://www.documentacatholicaomnia.eu/02m/0347-0420,_Hieronymus,_Commentariorum_In_Sophoniam_Prophetam_Liber_Unus,_MLT.pdf (VI 2011).

[15] Tamże, 671-672.

[16] Tamże.

[17] Tamże.

[18] Tamże, 673-674.

[19] Tamże.

[21]Tunc toxico potorio Eva virum in paradiso debriavit; nunc aeternae vitae calicem apostolis Magdalena propinavit”, tamże.

[23] Sancti Bernardi Abbatis Clarae-Vallensis Sermones in Cantica Canticorum, LXIX-LXXXVI, Sermo LXXV, 8; PL 183, 1148 B; http://www.binetti.ru/bernardus/86_5.shtml (VI 2011).

[24] Tamże.

[25] Św. Tomasz z Akwinu, Komentarz do Ewangelii św. Jana, XX, w. III, VI, Kęty 2002, s. 1150; por. S. Thomae de Aquino, Opera omnia, Super Evangelium S. Ioannis; http://www.corpusthomisticum.org/cih20.html (VI 2011).

[26] Robert d’Arbrissel, List do Ermengardy z Anjou, hrabianki Brytanii (1109 r.); http://epistolae.ccnmtl.columbia.edu/letter/241.html (VI 2011); por. J. de Petigny, Lettre inédite de Robert d’Arbrissel a la comtesse Ermengarde, „The Bibliothèque de l'École des Chartes” 15(1853-1854), s. 209-235.

[27] Piotr Damiani, List do Agnieszki z Poitier; http://epistolae.ccnmtl.columbia.edu/letter/130.html (VI 2011).

[28] Bernard z Clairvaux, List do Melisendy, królowej Jerozolimy, http://epistolae.ccnmtl.columbia.edu/letter/246.html (2011); por. Sancti Bernardi, Opera, Rome 1979, t. 8, list 354.

[29] Tamże.

[30] Tamże.

[31] Piotr Damiani, List do Adelajdy z Turynu i Suzy, http://epistolae.ccnmtl.columbia.edu/letter/1038.html (VI 2011); por. MGH, Die Briefe der Deutschen Kaiserzeit, IV, Die Briefe des Petrus Damiani, red. Kurt Reindel, München, 1988, list 114, s. 295-306.

[32] Tamże.

[33] Tamże.

[34] Tamże.

[35] Tamże.


[2011]