Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demokracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demokracja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 października 2011

Równi wobec Boga: biblijne źródła demokracji?


bp Andrzej Siemieniewski 

 

Równi wobec Boga: biblijne źródła demokracji?

Konferencja naukowa: Chrześcijaństwo – demokracja – rynek 

 

Życie dopisało niezwykle aktualny wstęp do naszego spotkania na temat chrześcijaństwa, demokracji i rynku. W tych właśnie dniach, jesienią 2011 w Grecji, w kolebce europejskiej demokracji, społeczeństwo stanęło przed decyzjami mającymi określić przyszłość kraju na długie dziesięciolecia. Postanowiono zapytać ludzi o zdanie rozpisując referendum: każdy obywatel miał być równy w decydowaniu o losach swojej ojczyzny, każdy miał mieć jeden głos. Jak został oceniony taki rzadki dziś akt demokracji bezpośredniej?

„Pomysłem referendum rozpętano burzę”, donosił dziennik z dzisiejszej stolicy demokracji europejskiej, z Brukseli. Pomysłodawca odwołania się do opinii ludu „stracił zaufanie nie tylko przywódców” innych krajów, ale „też poparcie społeczeństwa”, a „projekt referendum wywołał konsternację i irytację”, donosiła prasa; zaraz po ogłoszeniu, że do referendum jednak nie dojdzie, informowano z ulgą: „sytuacja się wyjaśniła”. Kompetentne władze wydały wreszcie komunikat, podkreślający, że „historyczne zdobycze kraju” i „osiągnięcia ludu” całkiem zwyczajnie „nie mogą zależeć od jakiegoś referendum”[1]. Lud okazał się niewystarczająco odpowiedzialny, aby to od niego miały zależeć zdobycze ludu. Demokracja to, jak widać, bardzo aktualny temat, rozpalający emocje i elektryzujący świat. Niech poprowadzi nas dalej w tej tematyce Adam Mickiewicz, autor, który fundamentalną równość ludzi stojącą przecież u podstaw demokracji wywodzi z tradycji biblijnej:

 

„Podczaszyc zapowiedział, że nas reformować,

Cywilizować będzie i konstytuować;

Ogłosił nam, że jacyś Francuzi wymowni

Zrobili wynalazek: iż ludzie są rowni.

Choć o tem dawno w Pańskim pisano zakonie                    

I każdy ksiądz toż samo gada na ambonie.                         

Nauka dawną była, szło o jej pełnienie!                               

Lecz wtenczas panowało takie oślepienie,                           

Że nie wierzono rzeczom najdawniejszym w świecie,

Jeśli ich nie czytano w francuskiej gazecie”[2].

 

1. Równi i równiejsi

Słowa poematu Pan Tadeusz: „ludzie są równi” to konieczny postulat demokracji. Nasz narodowy poeta wywiódł ideę równości ludzi z biblijnej wiary: „Pański zakon”, w którym wyczytał, że „ludzie są równi”, to przecież nic innego, jak Pismo Święte. W ten sposób od razu stanęliśmy wobec problemu: skąd bierze się wiara w to, że w jakimś sensie (w jakim? to dopiero do ustalenia…) ludzie „są równi”.

Pierwsze wrażenie obserwatora rodzaju ludzkiego jest przecież zupełnie odmienne: ludzie w oczywisty sposób wydają się nie być równi, poczynając od najbardziej trywialnego znaczenia: nie są równi w sensie fizycznym, skoro tak bardzo odmienni są co do wzrostu, urody, sił i zdrowia.

Ale dotyczy to także bardziej nietrywialnych sensów słowa „równość”: ludzie mają różne zdolności umysłowe i organizacyjne; są w nierównym stopniu pożyteczni dla swoich zakładów pracy. Zwolennik tezy, iż „ludzie są równi”, zwykle nie będzie zadowolony, jeśli mu zaproponujemy, aby jego stanowisko na uniwersytecie zajął przypadkowy człowiek z ulicy, przecież równy jemu. Ludzie nie są równi co do pożytku, jaki przynoszą społeczeństwu: jeden opracowuje metodę walki z nowotworami, inny — metodę włamania do domu sąsiada. Zdanie „ludzie są równi” ma więc zapewne znaczyć: „chociaż ludzie ewidentnie nie są równi w tak wielu dziedzinach, to jednak będziemy ich traktować w niektórych aspektach życia tak, jak gdyby byli równi”.

Powstaje pytanie, dlaczego? Może w jakimś obiektywnym sensie jednak są równi? Może jednak za postulatem równości, na przykład równości wobec prawa, kryje się coś więcej niż tylko pożyteczna fikcja prawna? Mickiewicz podpowiada nam: „o tem dawno w Pańskim pisano zakonie”. Ma to znaczyć: traktujemy ludzi jako równych sobie, ponieważ są równi w oczach Bożych.

Bez odpowiedzi na pytanie o powód takiego przekonania, jakże łatwo o stopniową zmianę mentalności sygnalizowaną przed laty przez G. Orwella: „Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są bardziej równe niż inne” (All animals are equal, but some animals are more equal than others)[3]. Czyż nie to wydaje się najbardziej zdroworozsądkowym wnioskiem płynącym z obserwacji faktycznego stanu ludzkiej społeczności? Z przeglądu wydarzeń ostatnich dni odnosimy raczej wrażenie, że tylko nieliczni wiedzą, co jest dobre dla przyszłości kraju, a jeśli pozwolimy wypowiadać się wszystkim, to tylko napytamy sobie biedy…

Potrzeba więc zapewne jakiejś solidnej bazy, aby głosić równość wszystkich ludzi; wydaje się też przy tym, że baza ta winna pochodzić spoza danych obserwacyjnych, że musi mieć charakter transcendentny. Albo, mówiąc słowami litewskiego szlachcica sprzed dwustu lat, pochodzić musi „z Pańskiego zakonu”.

 

2. Zakon Pański o równości ludzi

2.1. Nie czyńcie różnic między sobą

Zaglądamy więc do Biblii, aby odnaleźć coś na temat równości ludzi. Takie poszukiwanie oczywiście wymaga znajomości charakteru literatury biblijnej. Dwa czy trzy tysiące lat temu lud Izraela inaczej wyrażał myśli niż współczesny Europejczyk. Interesujące nas elementy można znaleźć, choć oczywiście będą wyrażone w języku właściwym kulturom starożytnym, a nie w terminologii prawa państwowego naszych czasów.

Na początek nieco dłuższy fragment listu św. Jakuba, jednego z mniej znanych tekstów Nowego Testamentu:

 

„Niech wiara wasza w Pana naszego Jezusa Chrystusa uwielbionego nie ma względu na osoby. Bo gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi w zabrudzonej szacie, a wy spojrzycie na bogato odzianego i powiecie: «Usiądź na zaszczytnym miejscu!», do ubogiego zaś powiecie: «Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego!», to czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się sędziami przewrotnymi?

 Posłuchajcie, bracia moi umiłowani! Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy Go miłują? Wy zaś odmówiliście ubogiemu poszanowania. Czy to nie bogaci uciskają was bezwzględnie i nie oni ciągną was do sądów? Czy nie oni bluźnią zaszczytnemu Imieniu, które wypowiedziano nad wami?

Jeśli przeto zgodnie z Pismem wypełniacie królewskie Prawo: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego, dobrze czynicie. Jeżeli zaś kierujecie się względem na osobę, popełniacie grzech, i Prawo potępi was jako przestępców” (Jk 2,1-9).

 

Zasada równości jest tu sformułowana nie w postaci abstrakcyjnej, do jakiej przyzwyczajony jest współczesny czytelnik, ale przez odwołanie się do konkretu wspólnego zebrania i kryteriów przyznawania honorowych miejsc. „Królewskie Prawo” nakazuje, by wszyscy byli traktowani jak królowie. Zgodnie ze staropolską terminologią Prawo to właśnie Zakon, który naruszenie podstawowej równości ludzi potraktuje jak przestępstwo.

Znajdujemy tu podwójną argumentację: najpierw pozytywną, powołującą się na ewangeliczną zasadę: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mk 12,30). Równość wszystkich ludzi wynika więc z tego, że każdy jest równy mnie samemu. Następnie zaś pada argument negatywny: „Jeżeli zaś kierujecie się względem na osobę, Prawo potępi was jako przestępców” (Jk 2,9). Prawo to oczywiście wyraz woli Boga, a więc Bóg jest źródłem zasady równości ludzi: to dla Niego ludzie są równi.

W bardziej archaicznej formie to samo jest wyrażone w pierwszej biblijnej deklaracji praw człowieka. Znajdziemy ją w księdze Rodzaju i — paradoksalnie — dotyczy prawa do życia przestępcy, chodzi o prawo do życia Kaina. Po popełnionej zbrodni, zabójstwie Abla,

 

„Kain rzekł do Pana: «skoro mam być zbiegiem na ziemi, każdy, kto mnie spotka, będzie mógł mnie zabić!». Ale Pan mu powiedział: «O, nie! Ktokolwiek by zabił Kaina siedmiokrotną pomstę poniesie». Dał też Pan znamię Kainowi, aby go nie zabił, ktokolwiek go spotka” (Rdz 4,15).

 

Jakkolwiek różne mogą być interpretacje tego pierwotnego tekstu, to jedno jest pewne: człowiek ma niezbywalne prawo do życia. Niezbywalność polega tu na tym, że nawet w przypadku popełnienia zbrodni ludzie są równi w odniesieniu do tego prawa.

W obrazowej i przemawiającej do serca formie widzimy tę samą zasadę w Ewangelii. Bardziej niż litera prawnego przepisu przemawia tu postawa Jezusa Chrystusa wobec trędowatych, celników, grzeszników: „nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają” (Łk 5,31). A w jeszcze innej formie, u św. Pawła: „Już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich [jest] Chrystus” (Kol 3,11).

 

2.2. Katechizm równości

Po wiekach Kościół sformułuje to w swoim katechizmie następująco: „Dzięki wspólnemu początkowi rodzaj ludzki stanowi jedność” (KKK 360). Tym wspólnym początkiem jest pochodzenie od Boga-Stwórcy. A konsekwencje tego są dalekosiężne i dotyczą także równości wobec podstawowych praw ludzkich. Rodzaj ludzki obejmuje podstawowa jedność:

 

„- miejsca jego zamieszkania - ziemi

- oraz dóbr, z których wszyscy ludzie na podstawie prawa naturalnego mogą korzystać, by podtrzymywać i rozwijać swoje życie;

- celu nadprzyrodzonego, którym jest sam Bóg, do którego wszyscy mają dążyć” (KKK 360).

           

Język dokumentu Kościoła, idąc tu za Biblią, nie odwołuje się do terminologii dokumentu operującego pojęciami normy prawnej; jest to raczej język rodzinny, dający podstawę pod przyszłe prawne sformułowania wszystkich możliwych kultur i cywilizacji: „Prawo ludzkiej solidarności i miłości, nie wykluczając bogatej różnorodności osób, kultur i ludów, zapewnia nas, że wszyscy ludzie są rzeczywiście braćmi” (KKK 361).

Z jednej strony deklaruje się tu tezę o prawie do życia, wolności i dążenia do szczęścia (wspomniane są też inne prawa, choć nie wymienia się ich z nazwy). A z drugiej strony podaje się motywację tej tezy: jeśli ludzie „są równi”, to dlatego, że „są stworzeni równi” (are created equal); jeśli są obdarzeni niezbywalnymi prawami, to dlatego, że owymi prawami są obdarzeni przez Boga (endowed by their Creator).

Nie jest jasne, co stałoby się z tą tezą, gdyby opuścić jej fundament, a mianowicie przekonanie o istnieniu Boga-Stwórcy. Trzy prawa (do życia, do wolności i dążenie do szczęścia) są oczywiste, ale dlatego, że znane jest ich źródło: Bóg Stworzyciel. Warto przy tym zauważyć trzeźwą roztropność ojców-założycieli amerykańskiej republiki. Nie mówią o „prawie do szczęścia”, jak chciałoby to rozumieć wielu dzisiejszych czytelników, ale o prawie do dążenia do niego: czy to dążenie zostanie uwieńczone sukcesem, pozostaje poza deklarowanym prawem człowieka, w prawie do dążenia do tego wszyscy pozostają jednakże równi.

 

            3.2. Liberté, égalité, fraternité

Wolność, równość, braterstwo to jedno z haseł Rewolucji Francuskiej, w późniejszych czasach zmienione w jej rozpoznawalną ikonę. Deklaracja praw człowieka i obywatela, późniejsza od amerykańskiej Deklaracji niepodległości Deklaracja praw człowieka i obywatela, umieszczona na początku tekstu Konstytucji francuskiej z roku 1791, jest bardziej powściągliwa w materii określenia źródła praw człowieka: uczy wprawdzie w swoim pierwszym artykule, że „Ludzie rodzą się i pozostają wolni i równi w swych prawach” (les hommes naissent et demeurent libres et égaux en droits)[5], ale nie jest jasne źródło pewności autorów deklaracji, że właśnie tak jest. Owszem, celem społeczności politycznej jest „zachowanie naturalnych praw człowieka” (la conservation des droits naturels et imprescriptibles de l'homme)[6]; prawa te są nawet wymienione: „wolność, własność, bezpieczeństwo i opór wobec ucisku” (la liberté, la propriété, la sûreté et la résistance à l'oppression); ale czy jest jasne, dlaczego mamy myśleć, że prawa te są w jakiś sposób naturalne, a nie tylko zadekretowane przez wolę ludzkiego prawodawcy. Tym bardziej, że u Francuzów w odróżnieniu od tekstu amerykańskiego miejsce Boga zajmuje teraz prawo: to w oczach prawa obywatele są równi (tous les Citoyens étant égaux à ses yeux), prawo zaś to „wyraz powszechnej woli” (l'expression de la volonté générale)[7].

Z biegiem lat łatwiej bywało o negatywne uzasadnienie źródeł praw człowieka, czyli głoszenie, skąd nie bierze się zasadnicza równość ludzi, niż o znalezienie fundamentu pozytywnego. Dobitnie wyraził to tekst „Międzynarodówki”:

 

„Nie nam wyglądać zmiłowania,

Z wyroków bożych, z pańskich praw

Z własnego prawa bierz nadania

I z własnej woli sam się zbaw!”

 

„Pański Zakon” został tu już wyraźnie odrzucony jako podstawa przyszłej równości, wraz z „Bożymi wyrokami” i „Pańskimi prawami”: ни бог, ни царь и не герой, jak śpiewano w Rosji; czy w wersji francuskiej: ni Dieu, ni César, ni tribun[8].

Trudności tej unika preambuła Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka ONZ, gdy odwołuje się najzwyczajniej w świecie do argumentacji utylitarnej: uznanie równości praw człowieka daje pozytywne skutki. Bardziej teoretyczna logika motywacyjna wydaje się po uproszczeniu taka: prawa człowieka wynikają z wiary w prawa człowieka[9].

 

„Zważywszy, że uznanie przyrodzonej godności oraz równych i niezbywalnych praw wszystkich członków wspólnoty ludzkiej jest podstawą wolności, sprawiedliwości i pokoju świata,

Zważywszy, że nieposzanowanie i nieprzestrzeganie praw człowieka doprowadziło do aktów barbarzyństwa, które wstrząsnęły sumieniem ludzkości, […]

Zważywszy, że Narody Zjednoczone przywróciły swą wiarę w podstawowe prawa człowieka, godność i wartość jednostki oraz w równouprawnienie mężczyzn i kobiet,

Art. 1

Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi pod względem swej godności i swych praw”.

 

4. Papieskie pytania

Tym ważniejsze wydają się więc apele o jasne uświadomienie sobie fundamentu przekonania o równości ludzi, zwłaszcza zaś te z ostatnich lat, wypowiedziane najpierw przez Jana Pawła II, a niedawno także przez papieża Benedykta XVI. Są to fundamentalne pytania o podstawy demokracji.

 

4.1. Jan Paweł II w Sejmie Rzeczypospolitej

Podczas swojej historycznej wizyty w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 11 VI 1999 roku Jan Paweł II przypominał, że z nastaniem demokracji nie zakończyła się historia zmagań o wolność i o godne życie społeczności ludzkiej:

 

„Po upadku w wielu krajach ideologii […] które wiązały politykę z totalitarną wizją świata — przede wszystkim marksizmu — pojawia się dzisiaj nie mniej poważna groźba zanegowania podstawowych praw osoby ludzkiej i ponownego wchłonięcia przez politykę nawet potrzeb religijnych, zakorzenionych w sercu każdej ludzkiej istoty: jest to groźba sprzymierzenia się demokracji z relatywizmem etycznym, który pozbawia życie społeczności cywilnej trwałego moralnego punktu odniesienia, odbierając mu, w sposób radykalny, zdolność rozpoznawania prawdy.

Jeśli bowiem nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”[10].

 

Jakie konkretnie wydarzenia historyczne miał na myśli polski papież? Możemy się tego dowiedzieć z jego książki Pamięć i tożsamość:

 

„Przecież to parlament legalnie wybrany pozwolił na powołanie do władzy Hitlera w Niemczech w latach trzydziestych, a z kolei ten sam Reichstag […] otworzył drogę do politycznej inwazji na Europę”[11].

 

To ważny akcent: jeśli nie istnieje żadna instancja transcendentna wobec demokratycznej woli ludu, to właściwie w imię czego można by oceniać takie wybory, jakich dokonali niemieccy wyborcy 5 marca 1933 roku lub wyborcy austriaccy 10 kwietnia 1938 roku? Jest to możliwe tylko wtedy, gdy ma się perspektywę sięgającą wyżej niż wola większości. Jak wyraził to austriacki męczennik, a dziś już błogosławiony Kościoła katolickiego, Franz Jägerstätter:

 

„To co stało się u nas wiosną 1938 r. niewiele się różniło od tego, co stało się w Wielki Czwartek tysiąc dziewięćset lat temu, kiedy tłum miał wolny wybór między niewinnym Zbawicielem i zbrodniarzem Barabaszem”[12].

 

Jeśli jeden człowiek może dokonać wyboru moralnie nagannego, to czy wybór dokonany przez milion ludzi też może być moralnie odrażający? Zapewne, ale gdzie są kryteria pozwalające przykładać moralną miarę do woli ludu?

Dziedzictwo ateńskiego antyku to z jednej strony idea demokracji, a więc władzy ludu. Z drugiej jednak strony to także dramat Antygony, która będąc zmuszona wybierać między prawem boskim i prawem ludzkim, ogłasza względność stanowionego prawa ludzkiego. To także dziedzictwo historii Sokratesa, skazanego przecież w majestacie prawa, zgodnie z regułami demokracji, której podlegało sądownictwo w Atenach. Antygona i Sokrates przypominają, że prawa ludzkie podlegają moralnej ocenie, nawet jeśli są prawami uznawanymi przez demokratyczną większość ludzi; że jeśli demokracja zakłada transcendentne, pozaempiryczne uzasadnienie równości wszystkich ludzi, to wynika z tego także transcendentne  uzasadnienie prawa naturalnego.

Leszek Kołakowski odwołując się do argumentacji bardziej filozoficznej niż teologicznej wyraził to słowami: „Prawo naturalne ustanawia bariery, które ograniczają prawo pozytywne: […] powinno więc prawo naturalne siedzieć jak nieustępliwy demon na karku wszystkim prawodawcom świata”[13].

 

4.2. „Św. Paweł w Bundestagu”

Ten sam problem poruszył całkiem niedawno papież Benedykt XVI, kiedy dnia 22 września 2011 roku podczas swojego przemówienia do posłów Bundestagu w Berlinie odpowiadał na pytania o historyczne źródło idei praw człowieka:

 

„Idea praw człowieka, idea równości wszystkich ludzi wobec prawa, przekonanie o nienaruszalnej godności człowieka w każdym człowieku i wiedza o odpowiedzialności człowieka za jego postępowanie rozwinęły się z przekonania o istnieniu Boga-Stworzyciela”[14].

 

W odniesieniu do tych papieskich odwiedzin w parlamencie Niemiec użyto nawet określenia „święty Paweł w Bundestagu”, przywołując nieodparte skojarzenia z wcześniejszą o prawie dwa tysiące lat wizytą Apostoła na ateńskim Areopagu (i z jakże podobnymi reakcjami, z którymi spotkał się tam św. Paweł). A ostateczna diagnoza papieska wygłoszona wobec niemieckich parlamentarzystów brzmiała tak:

 

„Kultura Europy powstała ze spotkania Jerozolimy, Aten i Rzymu, ze spotkania między wiarą w Boga Izraela, filozoficznym rozumem Greków oraz prawniczym myśleniem Rzymu. To trojakie spotkanie buduje wewnętrzną tożsamość Europy”[15].

 

Demokracja, tak ściśle związana z najnowszą historią Europy, ma więc swoje źródła także w biblijnej wizji człowieka. Władza ludu jest możliwa, gdy równość ludzi wobec prawa zakorzeniona jest w bardziej pierwotnej równości ludzi wobec Stwórcy i gdy demokratycznie podjęte wybory tych ludzi będą podlegać moralnej ocenie.


[1] „Greece’s position within the euro area is a historic conquest of the country that cannot be put in doubt. This acquis by the Greek people cannot depend on a referendum”, Evangelos Venizelos, minister finansów Grecji, oświadczenie z dnia 3 XI 2011, http://www.bbc.co.uk/news/mobile/world-europe-15574796 (04.11.2011).

[2] A. Mickiewicz, Pan Tadeusz, ks. I.

[3] G. Orwell, Animal Farm — a Fairy Story, London 1945.

[4] US Declaration of Independence of the Thirteen United States of America, Adopted by Congress on July 4, 1776, http://www.earlyamerica.com/earlyamerica/freedom/doi/text.html (24.09.2011).

[5] Déclaration des droits de l'homme et du Citoyen du 26 août 1789, art. 1, http://www.cosmovisions.com/ChronoRevolutionDeclarationDroits.htm (24.09.2011).

[6] Déclaration des droits de l'homme et du Citoyen du 26 août 1789, art. 2.

[7] Déclaration des droits de l'homme et du Citoyen du 26 août 1789, art. 6.

[8] Jak zawodne bywają zapewnienia państwowych dokumentów w kwestii praw człowieka łatwo się przekonać, kiedy porówna się skromniejsze zapewnienie naszej polskiej konstytucji z 1997 roku (obywatele „są równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego — Polski”) z idącym o wiele dalej zapewnieniem oferowanym przez konstytucję komunistycznej Korei Północnej, która stwierdza w artykule 65: „Citizens shall have equal rights in all spheres of the state and social life”: deklaruje się równość obywateli po prostu we wszystkim.

[9] ONZ Powszechna Deklaracja Praw Człowieka (1948), Preambuła, http://www.unic.un.org.pl/dokumenty/deklaracja.php?&print=1 (24.09.2011).

[10] Jan Paweł II, przemówienie w parlamencie, Warszawa 11 czerwca 1999, http://www.pielgrzymka.opoka.org.pl/warszawa10_12/index.html (08.11.2011).

[11] Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, Kraków 2005, s. 139.

[12] Franz Jaegerstaetter, http://www.justpeace.org/franz.htm (08.11.2011).

[13] L. Kołakowski, Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania, Kraków 2009, s. 222-223.

[14] Benedykt XVI, Apostolische Reise nach Deutschland 22.-25. September 2011 Besuch des deutschen Bundestags Ansprache von Papst Benedikt XVI. Berliner Reichstagsgebäude Donnerstag, 22. September 2011, http://www.vatican.va/holy_father/benedict_xvi/travels/2011/index_germania_ge.htm (23.09.2011).

[15] Tamże.


[2011]



niedziela, 25 września 2005

Demokracja: boska czy nie-boska? - homilia


ks. Andrzej Siemieniewski


Homilia na 26 Niedzielę Zwykłą (Rok A)
25 września 2005


Demokracja: boska czy nie-boska?


Bardzo wielu Polaków zaprząta dziś temat wyborów. Przyjrzyjmy się więc, jak my, chrześcijanie, mamy w świetle Ewangelii rozumieć nasze życie w społeczności, która dzisiaj jest społecznością demokratyczną, co oznacza, że zaprasza także nas do jakiegoś, przynajmniej okresowego, udziału we współrządzeniu państwem.

Udział życia człowieka w życiu społecznym jest ważnym tematem biblijnym. Wydaje się jednak, że silniej zaakcentowany jest w Starym niż w Nowym Testamencie. Dość typowe w Starym Testamencie jest to, że Pan Bóg zwraca się do całej społeczności: „Słuchaj, Izraelu” (Pwt 4,1; 5,1; 6,3.4; 9,1; 20,3; 27,9; Iz 44,1; 48,12; Mk 12,29), „Słuchaj jednakże, domu Izraela” (Ez 18,25), „domu Judy” (2 Krl 19,30; Iz 37,31; Mi 1,5), „Efraimie” (Oz 5,3; 6,4; 11,8).

a. Fałszywy dylemat naszych czasów

Absolutyzacja demokracji

Jedna strona dylematu naszych czasów polega na tym, że się demokrację gloryfikuje i wówczas demokratycznie podjęte decyzje uważa się za nie podlegające ocenie: jeśli o czymś postanowiła większość ludzi, to uważa się, że to nie podlega ocenie, bo ocenianie demokratycznych decyzji byłoby niedemokratyczne. Stąd w świecie często budzi zdziwienie, jeżeli chrześcijanin protestuje przeciwko aborcji. Mówią: „Jak to?! Popatrzcie, w takim i w takim, i w takim kraju było referendum i większość ludzi jest za tym, więc jak to można krytykować?!”. To samo dotyczy takich problemów, jak eutanazja, legalizacja małżeństw homoseksualnych, czy wojen. Często sprowadza się to do problemu: ile procent ludzi jest za tym — jeśli mniej niż połowa, to na pewno jest to złe, a jeśli więcej niż połowa, to jest to dobre.

Jedno spojrzenie na demokrację jest właśnie takie: ceni się ją do tego stopnia, że decyzje podjęte demokratycznie nie podlegają ocenie, a kto by próbował je oceniać, to jest to niedemokratyczne. Często zdarza się, że nastanie w jakimś kraju demokracji postrzega się jako kres historii: cała historia zmierzała do demokracji, a skoro demokracja już nastała, to wszystko się już wydarzyło i już nie ma czego oczekiwać. Pozostaje jedynie doskonalenie demokracji, dopracowywanie metod udziału ludu.

W takiej wizji demokracja niemalże jest utożsamiana z jakimś rajskim ustrojem, z rodzajem świeckiego zbawienia. Łatwo zauważyć, że w ten sposób demokratyczny ustrój zajął miejsce Boga. Teraz mechanizmy demokratyczne będą decydować o tym, co jest dobre, a co złe, czyli zajmują miejsce absolutne, nie podlegające ocenie. To jest absolutyzacja demokracji i postawienie jej na miejsce Boga — nie ma już nic większego, w świetle czego można by demokrację oceniać.

Negacja demokracji

A oto i druga strona dylematu: czasem ktoś się rozczarowuje do skutków demokracji. Demokracja polega na tym, że rządzi lud, a lud to jest „dużo ludzi”. A przecież dużo ludzi ma podobne zalety, ale i podobne wady, jak pojedynczy człowiek: gdy się zbierze dużo ludzi, to ich wady nie znikną. Ktoś to zauważa i mówi sobie: „Trzeba odrzucić demokrację. Skoro ona nie zaprowadza rządów Boga, to trzeba rządy Boga zaprowadzić jakąś inną metodą — metodą silnej ręki — wbrew ludowi, ale dla dobra ludu. Skoro demokracja nie prowadzi do rządów Boga, to trzeba ją zlikwidować”.

Wydaje się, że obserwujemy w świecie takie dwa spojrzenia na demokrację. Jedno, tzw. liberalne, które stawia Pana Boga na marginesie, bierze Go w nawias, a drugie tzw. totalitarne. A ponieważ jesteśmy zaproszeni do demokratycznego współudziału we współrządzeniu państwem, to warto się przyjrzeć, jak chrześcijanin powinien na to wszystko spojrzeć. Czy chrześcijanin ma absolutyzować demokrację, stawiać ją niemalże w miejscu Boga i mówić, że to, co demokratyczne, już nie podlega ocenie, bo niczego większego nie ma, czy też ma powiedzieć: „Skoro to prowadzi do mizernych skutków, to trzeba silną ręką zmusić ludzi, żeby byli dobrzy”?

b. Podejście chrześcijańskie

Jan Paweł II kilkanaście lat temu napisał sporo słów na temat chrześcijańskiego spojrzenia na demokrację. Mówiąc najogólniej punkt wyjścia brzmi następująco: demokracja jest czymś pozytywnym. A dlaczego? Bo skoro rządzi się ludźmi, to godność człowieka wymaga, żeby każdy człowiek miał w tym jakiś współudział. Rzeczami można rządzić bez ich współudziału — nikt z nas nie pytał krzeseł, jak mają być ustawione. Roślinami można rządzić bez ich współudziału. Przy zwierzętach niektórzy właściciele swoich ulubionych stworzeń mogliby już nabrać wątpliwości, a cóż dopiero jeżeli chodzi o ludzi! Ludzie to nie są sprzęty, którymi można by zarządzać! Godność człowieka wymaga, aby został zaproszony do współrządzenia, jeśli to jego dotyczy.

Do punktu wyjścia należy także i to: jeśli rządzi lud, czyli dużo ludzi, to takie rządy będą miały wady typowo ludzkie, bo ludzie mają wady. Dlatego, chociaż godność człowieka bardziej odpowiada rządom demokratycznym niż jakimś innym, to demokracja podlega ocenie przez chrześcijanina — tak samo, jak wszystko inne na świecie. Demokratyczne mechanizmy i demokratyczne decyzje nie są bynajmniej wyjęte spod moralnej, czy duchowej, chrześcijańskiej oceny. Nie są jakimś absolutem, jakimś bogiem, który jest ponad nami. Nie! To jest coś do oceny; coś, o czym chrześcijanin nie tylko może, ale powinien się wypowiadać. 


· ocena pozytywna

„Kościół docenia demokrację jako system, który zapewnia udział obywateli w decyzjach politycznych i rządzonym gwarantuje możliwość wyboru oraz kontrolowania własnych rządów, a także — kiedy należy to uczynić — zastępowania ich w sposób pokojowy innymi” (Jan Paweł II, Centesimus annus, 46).

Kościół docenia demokrację jako system, który:

  • zapewnia udział obywateli w decyzjach politycznych

Nawet w ostatnich latach pytano nas, odbywały się referenda: czy ludzie chcą tego, czy tamtego.

  • rządzonym gwarantuje możliwość wyboru oraz kontrolowania własnych rządów

Jeśli człowiek ma możliwość wyboru, to powinien wybierać. Nie branie udziału w wyborach jest rodzajem zaniedbania. Gdyby się już bardzo jakieś rządy nie spodobały, to można je również odwoływać.

  • a także — kiedy należy to uczynić — zastępowania ich [nie chcianych rządów] w sposób pokojowy innymi

To jest wartość, którą należy cenić, bo historia pokazuje, że często zmiana nie chcianych rządów prowadziła do rewolucji, wojen, śmierci i opłakiwania najbliższych, a system demokratyczny umożliwia to w sposób pokojowy. Jest to wielka wartość, którą należy doceniać.

Kościół docenia demokrację z tych właśnie powodów. Łatwo zauważyć, że tonacja tej oceny jest dość spokojna. Ona nie jest rozentuzjazmowana. To jest docenienie, ale to nie jest popadanie w egzaltację z powodu demokracji. To jest docenienie ważnego, istotnego dobra, ale to nie jest egzaltowanie się, tak jakby nastał raj na ziemi, jakby historia się skończyła, bo wydarzyło się już wszystko, czego można było chcieć i co można było sobie wymarzyć.

To jest docenienie, pozytywna ocena, ale bez egzaltacji. Kolejnym krokiem jest wskazanie pewnych momentów krytycznych.


· ocena krytyczna

„Nie może zaś demokracja sprzyjać powstawaniu wąskich grup kierowniczych, które dla własnych partykularnych korzyści albo dla celów ideologicznych przywłaszczają sobie władzę w Państwie.

Autentyczna demokracja możliwa jest tylko w Państwie prawnym i w oparciu o poprawną koncepcję osoby ludzkiej. […] w sytuacji, w której nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm.

[…] metodą Kościoła jest poszanowanie wolności przy niezmiennym uznawaniu transcendentnej godności osoby ludzkiej.

Wolność jednak w pełni jest dowartościowana jedynie poprzez przyjęcie prawdy: w świecie bez prawdy wolność traci swoją treść, a człowiek zostaje wystawiony na pastwę namiętności i uwarunkowań jawnych lub ukrytych” (Jan Paweł II, Centesimus annus, 46).

  • demokracja nie może sprzyjać powstawaniu wąskich grup kierowniczych, które […] przywłaszczają sobie władzę w Państwie

Wydaje się, że Papież odwołuje się tu do historii XX wieku. W Europie każdy może wskazać palcem takie przykłady, kiedy lud w demokratycznych wyborach wybrał źle. Adolf Hitler doszedł do władzy metodą demokratyczną, ale później sprawował władzę w sposób niedemokratyczny. Po II wojnie światowej jednym z etapów dochodzenia do władzy komunistów w Czechosłowacji były demokratyczne wybory. Stąd to zastrzeżenie, uwaga, że demokracja nie może sprzyjać powstawaniu wąskich grup, które dla własnych korzyści przywłaszczą sobie władzę w Państwie.

  • autentyczna demokracja możliwa jest tylko w Państwie prawnym i w oparciu o poprawną koncepcję osoby ludzkiej

Papież dodał też bardzo ważną myśl, że jeśli nie istnieje ostateczna prawda, która jest większa od nas wszystkich, większa od partii, od ich programów, od kandydatów, od prezydentów, to „demokracja bez wartości łatwo przemienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”, to znaczy: rzeczywiście wybrany i przegłosowany taki styl życia staje się stylem życia przemocy lub pozbawiania życia, na przykład nienarodzonych albo ludzi chorych, znajdujących się u kresu wskutek choroby. Jest bardzo możliwe, że większość ludzi w jakiejś społeczności życzy sobie, żeby tak postępować. Jednak chrześcijanin w tym momencie mówi: „To jest zły użytek z demokracji!”

  • metodą Kościoła jest poszanowanie wolności przy niezmiennym uznawaniu transcendentnej godności osoby ludzkiej

„Transcendentny” to znaczy przekraczający wszystkie inne wartości. Choćby nawet większość ludzi mniemała i odpowiednio zagłosowała, że można pozbawiać życia nienarodzonych, choćby nawet ktoś wysuwał dużo argumentów — materialne, społeczne (wygodę, możliwości zrealizowania się w życiu), to jest coś, co jest od tych wszystkich argumentów większe, czyli je transcenduje, przekracza je. Gdyby nie wiadomo ile argumentów nagromadzić i wszystkie je rzucić do dyskusji, to jest transcendentna godność osoby ludzkiej, to znaczy godność, która to wszystko przekracza, która jest od nich większa i która jest barierą w ocenie demokratycznie podejmowanych decyzji w państwie.

  • wolność jednak w pełni jest dowartościowana jedynie poprzez przyjęcie prawdy: w świecie bez prawdy wolność traci swoją treść, a człowiek zostaje wystawiony na pastwę namiętności i uwarunkowań jawnych lub ukrytych

Można demokratycznie podjąć decyzję o pozbawianiu ludzi życia. Można demokratycznie podjąć decyzję o wojnie niesprawiedliwej. Jest bardzo możliwe, że obywatele jakiegoś państwa życzą sobie wojny przeciwko innemu państwu, chociaż jest to niesprawiedliwe. Życzą sobie tego, bo im to przynosi korzyść. Takie rzeczy się zdarzają. To jest właśnie wydanie człowieka na pastwę jego namiętności, że dla swojej korzyści potrafi indywidualnie lub wspólnie z milionami innych podjąć decyzje ewidentnie złe.

3. Kryteria oceny

Chrześcijanin — jak widać — lokuje się pośrodku tego dylematu: ani nie popada w egzaltację słysząc słowo „demokracja”, tak jakby demokratyczne rządy oznaczały raj na ziemi (skończyła się historia! niebo wstąpiło pośród nas! − bo lud może podejmować decyzje), ani też nie demonizuje demokracji i nie mówi: „Skoro często ludzie decydują źle, to trzeba z tym skończyć”. Chrześcijanin postępuje wąską ścieżką środkową i mówi tonem spokojnym, tonem wdzięcznym za takie dobro, jakim jest demokracja: Dziękujemy Panu Bogu za ten dar, za to, że możemy współdecydować o tym, co dzieje się na świecie, w Europie, w państwie, w województwie, w mieście, w dzielnicy. Dziękujemy i uważamy za swój obowiązek, żeby to faktycznie robić, żeby podjąć wysiłek poznania kandydatów, programów, problemów, decyzji i wziąć w tym udział. Z wdzięcznością taki dar przyjmujemy, jednak nie czujemy się zwolnieni z oceny tak podejmowanych decyzji i nie czujemy jakoby decyzje nawet demokratycznie podjęte przez parlamenty, gremia i inne instytucje, zwalniały nas z odpowiedzialności sumienia. Tak nie jest! Dlaczego? Bo chrześcijanin wierzy, że są rzeczy większe niż decyzje człowieka, także i wtedy, jeśli ludzi jest dużo, bo Bóg zawsze jest większy. I transcendentna godność osoby ludzkiej, przekraczająca wszystko, wszystkie inne ziemskie wartości, też jest większa.

Dlatego chrześcijanin, żeby odpowiedzialnie wziąć udział w demokratycznych procedurach musi się trochę natrudzić. Jak widać, jest to sprawa nie tylko na dziesięć minut: „Pójdę i wrzucę kartkę”. Chrześcijanin z Ewangelią w ręce i z modlitwą, musi się zapoznać z tym, jaki faktycznie wybór przed nim stoi: co będzie, jeśli zadecydujemy tak, a co będzie, jeśli zadecydujemy inaczej. Czy współdziałam w kształtowaniu państwa w sposób dobry, zgodny z Ewangelią, tam gdzie się chroni życie nienarodzonych, życie umierających, tam gdzie nie dochodzą do głosu szowinizmy narodowe, czy inne, tam gdzie się dba o dobro rodziny? Czy do tego przyłożyłem rękę, czy też przyłożyłem rękę właśnie do tych innych opcji? Jestem za to odpowiedzialny i aby tę odpowiedzialność podjąć, muszę się natrudzić, muszę to poznać.

Dyspensowanie się z udziału w demokracji jest dyspensowaniem się z wysiłku. Wielu Polaków się dyspensuje, bo myśleli, że demokracja jest ingerencją łaski Bożej, która zmieni wszystko w raj, a okazało się, że nie jest — jest czymś ludzkim i czymś należącym do porządku tego świata. Jest czymś podlegającym ocenie i jest czymś wzywającym nas do chrześcijańskiego obowiązku. To jeden z tych obowiązków, o których mówi nam słowo Boże: „Miejcie na oku nie tylko swoje sprawy, ale także sprawy innych”. To jeden z tych obowiązków, gdzie mamy na oku także sprawy większej społeczności. Amen.