Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowa ewangelizacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowa ewangelizacja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 listopada 2013

Owoce wiary


bp Andrzej Siemieniewski 

 

Owoce wiary

 

Ukazało się już wiele tekstów z  teologicznej teorii nowej ewangelizacji, z jej biblijnych i liturgicznych podstaw; były postulaty, jak ewangelizacja powinna przebiegać oraz diagnoza słabości: dlaczego nie zawsze przebiega tak, jak powinna. Do tych tematów raczej nie dodam niczego specjalnie nowego. Dlatego po dwóch dnia skoncentrowanych myśli teologicznych czas na inny rodzaj literacki, który nazwałbym dość swobodnie: notatki z terenu. Będą to myśli nie tyle o tym, jak być powinno, ale raczej „jak jest”. Jak jest: źle czy dobrze? Zależy od naszych duchowych oczu:

 

„[Niech Bóg da] wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, […] czym jest przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących - na podstawie działania Jego potęgi i siły” (por. Ef 1,18-19).

 

Jest więc i takie spojrzenie, które potrafi ujrzeć przejawy działania potęgi Boga i Jego siły nie tylko jako upragnione postulaty przyszłości, ale jako już realnie dziejące się w realnym życiu Kościoła.

    Na początku lipca tego roku spoglądałem z okna samolotu na tysiące kilometrów przestrzeni Kanady i USA. Z góry cały kraj wydawał się spokojny, jednolity, wygaszony… Aż nagle nad stanem Wyoming spostrzegłem ogień. Nawet z wysokości 10 km było widać płomienie: cała góra stała w ogniu. Choć ogień obejmował niewielki obszar w porównaniu z ogromem Ameryki, od razu rzucał się w oczy.

Zapraszam do podobnego spojrzenia na Kościół. Nie tyle do wyważonej i proporcjonalnej oceny stanu rzeczy, co raczej do zwrócenia uwagi na to, „gdzie się pali”: gdzie płonie ten ogień, o którym mówił Jezus Chrystus:

 

„Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął” (Łk 12, 49).

 

Ten ogień również nie był tylko upragnionym postulatem przyszłości, ale kiedyś stał się rzeczywistym doświadczeniem Kościoła:

 

„Dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym” (Dz 2,3-4).

 

Ożywienie wiary

    Jeśli spoglądamy z wysokości wiary na nasz Kościół, to nie sposób nie zauważyć płomienia. Jest to płomień nowej ewangelizacji: my nie tylko o niej debatujemy; my nową ewangelizację praktykujemy. O ewangelizacji nie tylko się mówi jako o projekcie na jutro. Ewangelizację wprowadza się w życie już dziś.

    W dniach 28-31 lipca 2012 roku w Kostrzynie nad Odrą odbył się pierwszy Kongres Nowej Ewangelizacji w Polsce, zorganizowany przez Zespół ds. Nowej Ewangelizacji Konferencji Episkopatu Polski oraz Wspólnotę św. Tymoteusza od trzynastu lat prowadzącą Ogólnopolską Inicjatywę Ewangelizacyjną „Przystanek Jezus”. W Kongresie wzięło udział przeszło 1200 osób. W wydanym po Kongresie Orędziu czytamy: „Przekonani o ważności tego wydarzenia, nie możemy nie podzielić się jego owocami”.

    Pragnąłbym zwrócić uwagę szczególnie na ten fragment orędzia:

 

„Jako różnorodne owoce działania Ducha Świętego przyjmujemy

- doświadczenie braterskiej wspólnoty

- radość przeżywanej wiary

- refleksję teologiczno-pastoralną i warsztaty ewangelizacyjne

- umocnienie zaangażowania w dzieło nowej ewangelizacji

- doświadczenie żywego i młodego Kościoła

- modlitwę uwielbienia

- piękno liturgii.

- doświadczenie narodzenia na nowo”.

 

To są wspomniane przez Kongres Ewangelizacji owoce wiary. Czy są tylko teorią, czy też dzieje się to naprawdę? Odpowiedzią na to pytanie niech będzie kilka moich wakacyjnych refleksji. I choć pochodzą głównie z czasu urlopu, to nie dotyczą ani pięknych plaż, ani tatrzańskich szczytów.  

a. USA: doświadczenie braterskiej wspólnoty

Zacznijmy od pierwszego z owoców wiary wymienionych w orędziu Ewangelizacyjnego Kongresu: doświadczenie wspólnoty. W lipcu 2012 byłem w amerykańskim mieście Seattle w stanie Washington na spotkaniu Ruchu Rodzin Nazaretańskich. Spotkałem tam wyświęconego kilkanaście lat temu amerykańskiego księdza. Father Bob został kapłanem dopiero mając 60 lat, kiedy został wdowcem. Wcześniej był żonaty i ma nawet czterech synów. Ks. Bob przyznał, że kiedy przyszła pora na opuszczenie seminarium i udanie się na parafię, było dla niego oczywiste, że musi należeć do jakiejś wspólnoty modlitewnej i duszpasterskiej. Nie wyobrażał sobie życia księdza jako duchowego samotnika i duszpasterskiego harcownika. Nie zależało mu na tym, aby była to koniecznie wspólnota jakiegoś konkretnego, wymarzonego przez niego ruchu. Nie; chciał, by po prostu była grupą zaangażowanych i rozmodlonych ludzi. Akurat trafił na Ruch Rodzin Nazaretańskich. Po ludzku – przez przypadek. Uznał to jednak za znak Boga, za odpowiedź na jego oczekiwanie. I tak znalazł się w Nazaretańskim Ruchu.

    Zapewne wielu z nas na wieść o tym, że ktoś kapłanem został w wieku 60 lat, zareaguje zdaniem: szkoda, że tak późno… Czy Father Bob został księdzem za późno? Wystarczająco wcześnie, by znaleźć się w samym centrum takiego Kościoła, o jakim czytamy w Dziejach Apostolskich. Kiedy w lipcu rozmawiałem z członkami animowanej przez niego grupy ciągle słyszałem: I am a convert, I am a convert… „jestem nawróconym”: byli tam nawróceni z niewiary, pochodzący z liberalnego, rozmytego protestantyzmu i z judaizmu. Lepiej zostać księdzem mając lat 60 i widzieć, jak ludzie niewierzący w Chrystusa zostają katolikami, niż mając lat 25 zostać księdzem, by wyznać po latach: „nigdy w życiu nie widziałem, aby ktoś się nawrócił” (kiedyś takie wyznanie duszpasterza słyszałem…).  

    Ks. prof. Dyk w swojej konferencji uświadomił nam obrazowo, że jeśli w przewodzie elektrycznym jest prąd, to porazi każdego, kto przewodu dotknie. Będzie tak niezależnie od tego, czy przewód będzie zielony, niebieski czy w cętki. Podobnie „gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 20), niezależnie od tego, czy jest to Ruch Rodzin Nazaretańskich, Droga Neokatechumenalna, czy Oaza Nowego Życia lub parafialna grupa biblijna.

    Przy okazji: kiedy ks. Bob usłyszał w mojej katechezie o papieskiej zachęcie do „nowej ewangelizacji” – w pierwszej chwili zaniepokoił się! Dlaczego „nowa”? Czy to znaczy że stara była zła?, pytał. A co z katechezą z minionych dziesięcioleci i wieków? Czy stara to znaczy przestarzała?  

Ja z moim polskim doświadczeniem nie bardzo mogłem zrozumieć jego niepokój, więc musiał mi wyjaśnić amerykańskie realia. W ostatnich dziesięcioleciach, mówił, ciągle słyszało się w USA o „nowości”:

- nowe miały być zasady moralne, więc zachęcano do akceptacji rozwiązłości lub homoseksualizmu, nawet wśród wielu katolików;

- nowa miała być lektura Biblii, więc kwestionowano historyczność Ewangelii i ciągle mówiono o jakichś nieautentycznych wersetach Biblii;

- nowa miały być struktury Kościoła, dlatego autorytet pasterzy odrzucano, a na to miejsce wchodzili radykalni dziennikarze, nieortodoksyjni teologowie, radykalni działacze społeczni…  

Stąd niepokój księdza Boba: czy o to chodzi w nowości nowej ewangelizacji? Ks. Bob został księdzem mając blisko 60 lat nie po to, aby być świadkiem dekonstrukcji Kościoła. Jego postawa przypomniała mi, jak ważne jest, by pamiętać, co w nowej ewangelizacji powinno się zmieniać, a co należy do kategorii semper idem: „Jezus Chrystus ten sam wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13,8).  

b. Kotlina Kłodzka: radość przeżywanej wiary

Drugi z owoców wiary wymienionych w orędziu Ewangelizacyjnego Kongresu z Kostrzynia z lipca 2012 to radość przeżywania Ewangelii. W niedzielę po południu dnia 26 VIII 2012 spoglądałem na rynek w Bolesławowie k. Stronia Śląskiego w diecezji świdnickiej. Na stolikach przy sklepie – pełno klientów sączących swoje napoje. W końcu wolne popołudnie powinno być swobodnym i radosnym relaksem. A jeszcze bardziej pełno było na środku rynku, przy figurze św. Jana Sarkandra. Uczestnicy Oazy Nowego Życia pierwszego stopnia śpiewali tam, klaskali, radośnie wielbili Boga. Wyglądało to na zawody: gdzie jest weselej? Jak w pigułce można było dostrzec dylemat współczesnego świata: gdzie jest pełnia życia? Czy jest w Bogu, czy też raczej w życiu tak, jakby Boga nie było? Etsi Deus non daretur? Czy to prawda, że „rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać” (Jn 16, 22)? Świat chce wiedzieć, czy są tacy, którzy nie tylko to powtarzają słowami, ale także doświadczają tego w sercu.  

c. Ukraina: refleksja teologiczno-pastoralną i warsztaty ewangelizacyjne

Trzeci owoc wiary z orędzia Kongresu Ewangelizacyjnego to refleksja teologiczna i pastoralna oraz warsztaty ewangelizacyjne. Czy ten owoc to tylko postulat na przyszłość i marzenie Kościoła jutra? Czy może także już doświadczenie naszego dziś?

Koziatyń to miasteczko na środkowej Ukrainie, wsławione skądinąd pobytem tu w 1920 roku Józefa Piłsudskiego. Ale nie o historii wojen dziś mowa. Kilka tygodni temu wspólnota Hallelujah z Wrocławia zorganizowała drogę krzyżową ulicami tego miasta. Dwugodzinna ewangelizacja w środowisku nominalnie prawosławnym, realnie zaś agnostycznym i religijnie obojętnym okazała się nad wyraz skuteczna: przechodnie zatrzymywali się, czynili znak krzyża. Wielu zapewne nigdy nie chodziło do kościoła, a oto kościół przyszedł do nich na ich ulicę.

    Ewangelizacja na Ukrainie okazała się nie tylko dawaniem, ale i otrzymywaniem. Rok wcześniej podczas animowanej przez wrocławian liturgii przez pewien czas popadliśmy w zarozumiałość: poczuliśmy się jak mądrzy nauczyciele z katolickiej Polski wobec niewiele wiedzących uczniów ze zlaicyzowanej Ukrainy. Ale obecny tam biskup Leon Dubrawski z Kamieńca Podolskiego, zarządził nagle: jeśli jedną modlitwę podczas liturgii wypowiadają przyjezdni Polacy, drugą niech mówią obecni tam mieszkańcy Koziatynia. W ten sposób sam Bóg nas pouczył: ewangelizacja to wzajemne wzbogacanie się przeżyciem wiary. Czyż nie tego doświadczył kiedyś św. Paweł? Pisał przecież do Rzymian na podstawie własnego doświadczenia: „Gorąco pragnę was zobaczyć, aby wam użyczyć nieco daru duchowego dla waszego umocnienia, to jest abyśmy się u was nawzajem pokrzepili wspólną wiarą - waszą i moją” (Rz 1, 11-12).

    „Co jest dobrego w dobrej nowinie?” – to zupełnie inne zagadnienie, kiedy rozważa się je podczas uczonego konwersatorium Wrocławskich Dni Duszpasterskich, a całkiem inne, kiedy dobrą nowinę trzeba opowiedzieć w grupie kobiet mających w pamięci liczne aborcje, rozpad swoich rodzin, materialny niedostatek i uzależnienia od alkoholu i narkotyków. Albo przedstawić ją dzieciom z zaniedbanych jedenastopiętrowych bloków pochodzących z rodzin o nad wyraz mglistej religijności. Takie głoszenie z mocą, że Jezus żyje i wyzwala zdarzyło się na Ukrainie w tym roku.

Kostrzyńskie opowiadanie, że mają miejsce ewangelizacyjne warsztaty i skuteczna refleksja teologiczno-pastoralna to nie teoria, to praktyka. Byle tylko mieć „światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących - na podstawie działania Jego potęgi i siły” (por. Ef 1, 18-19).  

d. Góra św. Anny: umocnienie naszego zaangażowania w dzieło nowej ewangelizacji

Kolejny wymieniony owoc z orędzia Kongresu to umocnienie naszego powołania i zaangażowania w dzieło nowej ewangelizacji. Ten rodzaj płomienia Bożego w naszym Kościele też koniecznie trzeba dostrzec. Za trzy tygodnie, w sobotę 22 IX 2012 na górze św. Anny odbędzie się pierwszy kongres Katolickiego Bractwa Charyzmatycznych Stowarzyszeń i Wspólnot Przymierza (Catholic Fraternity of Charismatic Covenant Communities and Fellowships). Kongres zgromadzi te grupy bractwa, które należą do regionu Europy wschodniej i środkowej. Będą tam wspólnoty: Hallelu Jah (Wrocław); Regina Pacis (Węgry, Słowacja); Comunidade Aliança de Misericórdia (Szczecin); Wspólnota Życia w Maryi – Magnificat (Żory); Emmanuel (Kraków, Gliwice).

To jest prawdziwa globalizacji Ewangelii i realizowanie ideału chrześcijańskich korzeni Europy. „Palę Paryż” – głosił prawie sto lat temu Bruno Jasieński. Dziś niektórzy głoszą „palę Brukselę” jako symbol niechrześcijańskich tendencji w Unii Europejskiej. Jednak zgodnie ze znaną maksymą nie idzie o to, by palić partyjne komitety, ale o to, by zakładać własne. Lepiej nie tyle narzekać na laickie oblicze Europy, co raczej tworzyć oblicze nowe, chrześcijańskie. Bractwa wspólnot przymierza łączą ludzi modlitwy i ewangelizacji z całej Europy i z całego świata. Łączą nie w teoretycznym zamyśle, ale w praktyce życia. Wystarczy pojechać na Górę św. Anny, by się o tym przekonać.  

    e. Niemcy: doświadczenie żywego i młodego Kościoła

Nowe oblicze Europy chrześcijańskich narodów to nie tylko projekt na przyszłość. Kolejnym owocem wiary wspomnianym w kostrzyńskim orędziu jest doświadczenie żywego i młodego Kościoła. W początkach sierpnia 2012 w Marienthal i w Bautzen w regionie Oberlausitz w Niemczech spotkali się młodzi Niemcy, Czesi, Słowacy i Polacy.

Była to kontynuacja niegdysiejszych spotkań tak zwanych ziomkostw. Kiedyś gromadziły osoby naznaczone duchem narzekania na historię: dlaczego musieli opuścić Sudety i Śląsk? Dziś to samo środowisko w zupełnie innym duchu gromadzi młodzież z trzech pogranicznych krajów w radykalnie innym celu: aby modlić się razem, aby wspólnie myśleć o chrześcijaństwie w Europie. Zamiast niegdysiejszego melancholijnego wpatrywania się w minioną przeszłość, mogłem być świadkiem pełnego werwy i nadziei spoglądania w przyszłość. A zamiast tradycyjnego kazania – niespodzianka: trzech biskupów z trzech różnych krajów po Ewangelii Mszy św. dostało zadanie publicznego podzielenie się świadectwem poprzez odpowiedź na pytanie: dlaczego jestem chrześcijaninem? Kolejno udzielali odpowiedzi zgromadzonej młodzieży czesko-słowacko-polsko-niemieckiej: biskup z Erfurtu, z Pragi i z Wrocławia.  

f. Asyż: modlitwę uwielbienia

Kolejne wspomnienie z tegorocznych wyjazdów ilustrujące owoce wiary wymienione w orędziu Kongresu Ewangelizacyjnego z Kostrzynia dotyczy kwietniowego Asyżu. Właśnie w tym włoskim mieście miało miejsce czwarte Międzynarodowe Spotkanie Biskupów zainteresowanych wspólnotami Odnowy Charyzmatycznej pod hasłem „Ekumenizm i nowa ewangelizacja”. Z jednej strony znane katolickie nazwiska: meksykański ewangelizator José Prado Flores czy kaznodzieja domu papieskiego na Watykanie o. Raniero Cantalamassa OFM. Z drugiej strony – duszpasterze prawosławni, pastorzy protestanckich wspólnot, chrześcijanie z Ameryki, z Chin, z Afryki, Europy – z całego świata. Tym, co łączyło wszystkich, na pewno były konferencje i katechezy, które symultanicznie tłumaczono na włoski, angielski, hiszpański i francuski. Ale językiem nie wymagającym tłumaczenia była modlitwa. Zgodnie z obyczajem wspólnot charyzmatycznych była to modlitwa uwielbienia: śpiewana, długa, głośna i gorąca; jeśli zaś „w językach” – to tych modlitewnych. Inne hasło, które wieńczyło drugą część zgromadzenie najlepiej oddaje atmosferę spotkania z Asyżu: „Zjednoczeni w Chrystusie dla nowej ewangelizacji”.

Stałem obok pewnego adwokata, który z największą energią śpiewał: „chwieją się słabnąc młodzieńcy, lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia” (Iz 40,32). Adwokat ten ma 75 lat a śpiewał z werwą 20-letniego młodzieńca…  

g. USA: piękno liturgii

Następny z owoców wiary wymienionych w orędziu Ewangelizacyjnego Kongresu z Kostrzynia z lipca 2012 to piękno liturgii. To hasło każe mi powrócić w myślach raz jeszcze do pobytu w amerykańskim mieście Seattle. Podczas spotkania Ruchu Rodzin Nazaretańskich miała tam miejsce rozmowa z pewnym małżeństwem. On – nawrócony w wieku dorosłym; dopiero wtedy też zaczął przygotowywać się do chrztu. Przez przyjaciół trafił na – rzadką przecież w USA – liturgię w obrządku wschodnim, grekokatolicką. Zachwyt pięknem tej liturgii sprawił, że do dziś, kiedy tylko mogą, uczestniczą całą rodziną w tym właśnie rycie, chociaż taka liturgia niedzielna jest zdecydowanie dłuższa niż w rycie zachodnim. Nawet ich dzieci (a mają ich jedenaścioro) są czasem zdziwione, że w rycie łacińskim wszystko bywa w niektórych parafiach jakieś takie krótkie i pospieszne…

A w niedzielę moje osobiste doświadczenie Mszy św. w katedrze w Seattle: kiedy przyszedł czas na liturgię słowa, rozpoczęła sie uroczystą procesją ze świecami. Lektor przeczytał, nie – uroczyście i z namaszczeniem proklamował, ogłosił Słowo Starego Testamentu! Po czym cofnął się o krok i w ciszy odczekał minutę, zanim zrobił miejsce dla kantorki Psalmu. Ona też po śpiewie odczekała minutę, zanim do ambony czytań przyszedł drugi lektor. Wrażenie z takiej liturgii słowa: majestat, chwała, tajemnica Słowa Boga żywego… Chwila świętej zazdrości – oby w jak największej liczbie naszych kościołów w tym właśnie naśladować Amerykanów!  

h. Syberia: wielu z nas doświadczyło narodzenia na nowo.

Ostatni owoc wiary wymieniony w orędziu Kongresu Ewangelizacyjnego brzmi najbardziej tajemniczo: „wielu z nas doświadczyło narodzenia na nowo”. Czy takie doświadczenie jest możliwe? Jak je stwierdzić? Jak mogłoby to wyglądać w praktyce?

W czerwcu tego roku byłem w Rosji, na Syberii, w Krasnojarsku, gdzie konsekrowany był nowy kościół. Na zakończenie uroczystości odbył się jeszcze koncert w kościele. Grał zespół miejscowej rosyjskiej młodzieży ze szkoły muzycznej. Z ławki, w której siedziałem, mogłem dostrzec pewną starszą panią. Zadziwił mnie wyraz niebiańskiego wprost zachwytu na jej obliczu. Stopień tego zachwytu tak dalece przekraczał zwykłe w takich wypadkach zadowolenie ze słuchanej muzyki, że podszedłem po koncercie, aby zapytać o powody. Czy zna kogoś z muzykującej grupy? Czy tak podobały się jej te melodie? I usłyszałem niezwykłą historię jej życia.

Kiedy była małą dziewczynką, została wywieziona z Polski wraz z matką na Syberię, do obozu pracy przymusowej. Żyły tam w głodzie i nędzy, wśród rosyjsko mówiących ludzi owładniętych ideologią komunizmu. A po kilku latach – cud! W roku 1956 mogły wrócić do Polski! Z biegiem lat wyemigrowały do Kanady.

Jakich reakcji można po ludzku oczekiwać w takiej sytuacji od byłych polskich niewolników wobec ludzi mówiących po rosyjsku? Pewnie chęć zapomnienia o wszystkim i „oby nigdy więcej nie widzieć ani tych stron, ani tych ludzi”! I w ten sposób przezwyciężyć przeszłość, zapominając o wszystkim.

A jednak: kiedy tylko załamał się komunizm, starsza już wtedy pani natychmiast nawiązała kontakty z Rosjanami na Syberii. Po to, aby Rosjanom pomagać. „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” (Rz 12,21). Przezwyciężyła przeszłość, ale ewangelicznie, a nie tylko po ludzku…

Dopiero wtedy zrozumiałem, co wywołało ten uśmiech niebiańskiego szczęścia na jej twarzy: widok młodych Rosjan, którzy umysły i serca mieli już pełne nie poprzedniej nienawistnej ideologii, ale muzyki, którą dzielili się z innymi w katolickim kościele podczas chrześcijańskiego święta. Zło zostało zwyciężone. W sercu „to co dawne minęło, a oto wszystko stało się nowe” (2 Kor 5,17). To właśnie nazywamy nowym narodzeniem, nowym stworzeniem: łaska, która odmienia postępowanie, myślenie, odczuwanie.

 

* * * * *

 

Owoce wiary wymienione przez organizatorów Kongresu Ewangelizacyjnego w Kostrzynia z lipca 2012 roku to nie tylko mrzonki marzycieli. To konkret życia chrześcijańskiego. Dziś chciałem zaprosić, aby takie płomyki dostrzegać. Aby wprawiać się w apostolskim wzroku, jak św. Paweł: „byście wiedzieli, czym jest przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących - na podstawie działania Jego potęgi i siły” (por. Ef 1,18-19).

Jak z samolotu lecącego na wysokości 10 km można spostrzec na ziemi płomienie, tak my dostrzegajmy ten płomień, który Jezus przyszedł rzucić na ziemię:

 

„Nie przystąpiliście do dotykalnego i płonącego ognia […] Przystąpiliście natomiast do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, […] do Pośrednika Nowego Testamentu - Jezusa, do pokropienia krwią, która przemawia mocniej niż [krew] Abla” (por. Hbr 12, 18-25).

 

Pożar zaczyna się od małych płomyków. Ogień Ducha Świętego zaczyna się jak w Wieczerniku: od płomieni, które rozdzieliły się i na każdym z nich spoczął jeden.

 

[2013] 

 



środa, 24 października 2012

Zrzeszenia chrześcijańskie (ruchy, stowarzyszenia, grupy i wspólnoty) środowiskiem nowej ewangelizacji

 

bp Andrzej Siemieniewski 

 

Zrzeszenia chrześcijańskie (ruchy, stowarzyszenia, grupy i wspólnoty) środowiskiem nowej ewangelizacji

 

1. Maryja w domu Słowa Bożego

„Zwróćmy teraz swe oczy na Maryję Pannę, która na Kalwarii została nam powierzona jako Matka, i błagajmy Ją, aby wspierała nas swą pełną miłości opieką na drodze życia, szczególnie wtedy, gdy przemierzamy noc bólu, abyśmy - tak jak Ona - umacniali się u stóp krzyża - como Ella firmes al pie de la cruz”. Tymi słowami 19 sierpnia 2011 roku papież Benedykt XVI zamknął swoje rozważanie na placu Cibeles w Madrycie na zakończenie nabożeństwa Drogi Krzyżowej podczas Światowych Dni Młodzieży. Wezwanie „nie mające w sobie nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości” (por. 1 Kor 2,4), ale wymagające i trudne. A jednak w chwili, gdy umilkł głos papieża, natychmiast rozległ się głos entuzjastycznych wiwatów ze strony setek tysięcy obecnych tam młodych Europejczyków: Esta es la juventud del papa! – Tu jest młodzież papieża! Znaczyło to: tu jest młodzież pragnąca takiej Ewangelii, jaką głosił Jezus z Nazaretu, jaką ponieśli w świat Apostołowie Piotr i Paweł. A jest to Ewangelia wiernie trzymająca się słów Biblii i przeżywana tak, jak przeżywali ją biblijni bohaterowie wiary, na pierwszym miejscu Maryja.

W swojej adhortacji Verbum Domini papież Benedykt XVI odnosząc się do ewangelicznego hymnu Magnificat napisał:

 

„Magnificat – który można określić portretem Jej duszy – jest w całości utkany z wątków Pisma świętego, z wątków słowa Bożego. W ten sposób objawia się, że w słowie Bożym czuje się Ona jak u siebie w domu, z naturalnością wychodzi i wchodzi z powrotem.

Ona mówi i myśli według słowa Bożego; słowo Boże staje się Jej słowem, a Jej słowo rodzi się ze słowa Bożego». […]

Również nasza działalność apostolska i duszpasterska nie będzie mogła nigdy być skuteczna, jeśli nie nauczymy się od Maryi godzić się na to, by kształtowało nas dzieło Boga” (VD, 28).

 

         Gdzie i jak to papieskie słowo wciela się w życie? Dnia 26 lipca 2011 r. podróżując przez sam środek Ukrainy stanąłem przed tablicą ogłoszeń w katolickiej parafii w Żytomierzu. Czytałem kolejne zaproszenia na spotkania przyparafialnych grup. Zapraszała domaszna cerkwa, czyli kościół domowy Ruchu Światło-Życie: a wiemy przecież, jak centralne miejsce ma w oazie postać Niepokalanej, Matki Kościoła. Zachęcał do udziału Ruch Nazaretskich Rodin: sama nazwa wskazuje na wybitnie maryjny charakter ruchu. Nie zabrakło ogłoszenia neokatechumenatu, a akcent maryjny wskazywany jest przez nieodłączną dla tych wspólnot ikonę Matki Bożej Patronki Drogi Neokatechumenalnej.

To wszystko znaki, że faktem staje się wprowadzenie w życie papieskiej zasady: „nasza działalność apostolska i duszpasterska nie będzie mogła nigdy być skuteczna, jeśli nie nauczymy się od Maryi godzić się na to, by kształtowało nas dzieło Boga”. A także potwierdzenie innego postulatu z adhortacji Verbum Domini:

 

„W żadnym wypadku Kościół nie może się ograniczyć do duszpasterstwa «zachowawczego», przeznaczonego dla tych, którzy już znają Ewangelię Chrystusa. Misyjny zapał jest wyraźną oznaką dojrzałości wspólnoty kościelnej” (VD, 95).

  

         2. Zrzeszenia kościelne: ramy nowej ewangelizacji

Wyjaśnijmy teraz czworakie określenie „ruchy, stowarzyszenia, grupy i wspólnoty”. Te cztery pojęcia są zaczerpnięte wprost z innej adhortacji papieskiej, tym razem autorstwa bł. Jana Pawła II, Christifideles laici. W rozdziale zatytułowanym „Formy uczestnictwa zrzeszonego” (CL, 29) papież najpierw stwierdza fakt „niezwykłego ożywienie w tej dziedzinie w czasach najnowszych”, po czym wymienia „zróżnicowane formy zrzeszeń: stowarzyszenia, grupy, wspólnoty, ruchy”, aby wreszcie dokonać oceny nowego zjawiska: „wielkie jest bogactwo i wielorakie zasoby, którymi Duch Święty ożywia Kościół” (CL, 29). Wymienione rodzaje struktur to wyraźnie odmienne sposoby zrzeszonego uczestniczenia świeckich w życiu Kościoła.

         Stowarzyszenie powstaje w oparciu o statut opisujący jego strukturę, podział funkcji, opis celów i działań. Kilka dni temu przewodniczyłem Eucharystii w dniu uroczystej inauguracji Fundacji dla Ratowania Klasztoru św. Jadwigi Śląskiej „By służyć”. Najpierw powstały formalne i prawne ramy statutowe dla działalności fundacji, aby potem kilkadziesiąt zainteresowanych osób mogło podjąć to dzieło. To klasyczny przykład katolickiego stowarzyszenia wiernych.

Grupy powstają inaczej: charakterystyczna jest spontaniczność ich początków, a często i kolejnych lat działania. Bywa, że latami nie odczuwają potrzeby sformalizowania swojej obecności w diecezji i wystarcza im w zupełności na przykład luźna akceptacja ze strony proboszcza. Ważniejsza od spisanego statutu jest przywódcza osobowość lidera grupy. Takie oblicze mają często wspólnoty modlitewne Ruchu Odnowy Charyzmatycznej.

     Wspólnoty są możliwym dalszym etapem rozwoju niektórych grup, jeśli liczebnie rosną, podejmują nowe zadania i tworzą trwałe diakonie. Niektóre wspólnoty Odnowy Charyzmatycznej przybierają takie oblicze po kilku lub kilkunastu latach działania.

     Ruch to suma grup i wspólnot, pod warunkiem połączenia ich przez tę samą duchowość. Ruch może być silnie sformalizowany, ze statutem przyjętym po ustabilizowaniu się (jak w przypadku Drogi Neokatechumenalnej), albo sformalizowany znacznie słabiej, jak federacja wspólnoty Odnowy Charyzmatycznej w Polsce.

          Odmienności tych czterech sposobów zaangażowanie świeckich w Kościele nie należy rozumieć automatycznie jako wartościowania, tak jakby z natury rzeczy któraś z tych form miała być lepsza od innych. Nie, raczej rozmaitość ludzkich temperamentów i charakterów, chrześcijańskich powołań i misji sprawia, że jeden odnajduje się w spontanicznie powstałej charyzmatycznej grupie modlitewnej, a drugi w fundacji ściśle opisanej statutami i regulowanej przez zapisy prawa kanonicznego i państwowego.          

          3. Ramy wypełnione życiem – chwila realizmu

         Jan Paweł II uświadamia: w dzisiejszych czasach często się zdarza, że chrześcijański „wpływ kulturowy może zaistnieć tylko dzięki działaniu grupy, wspólnoty, zrzeszenia bądź ruchu”, które to formy „stanowią wyjątkowo cenną pomoc w prowadzeniu chrześcijańskiego życia” oraz są „znakiem wspólnoty i jedności Kościoła w Chrystusie” (por. CL, 29).

        W naszym myśleniu o ruchach odnowy Kościoła ważny jest realizm. Ein Traum von Kirche[1] - Marzenie o Kościele - tak brzmiał tytuł książki wydanej kilkanaście lat temu w Niemczech. O Kościele można oczywiście marzyć: wystarczy zamknąć oczy i wyobrazić sobie idealną wspólnotę pełną wszelkich zalet i cnót. Lepiej jednak będzie dać się zaprosić do innej postawy: do otwarcia oczu i zajrzenia do innej książki o Kościele, i to najstarszej ze wszystkich na ten temat. Co to za dzieło? Tak, nie mylimy się: pierwsza i najbardziej podstawowa książka na ten temat to Nowy Testament. Czy w Biblii znajdziemy nierealistyczne marzenia na temat Kościoła? Prawdę mówiąc, choć może to niektórych zaskoczyć, niestety tak.

Marzycielem okazuje się na przykład Piotr: „Panie, z Tobą gotów jestem iść nawet do więzienia i na śmierć” (Łk 22,33); „choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię” (Mt 26,33); marzycielami okazują się jego apostolscy towarzysze: „choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie” (Mk 14,31). Marzycieli nie brakowało.

Tylko Jeden, Jezus Chrystus, okazał się realistą: „Powiadam ci, nie zapieje dziś kogut, a ty trzy razy wyprzesz się tego, że mnie znasz” (Łk 22,34). Jeden, który wiedział, że na duchową ucztę Kościoła przyjdą najróżniejsi: „wyjdźcie na opłotki i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie” (Mt 22, 9). Głównym atutem Kościoła okazuje się gospodarz uczty. A biesiadnicy? Ci święci, owszem, są przyciągającym przykładem: podczas XXVI Światowych Dni Młodzieży w Madrycie w sierpniu 2011 rozmawiałem z duszpasterzem z jednego z arabskich krajów, gdzie dominują muzułmanie. Powiedział mi: jeśli wyznawców islamu coś interesuje w Kościele, to święci bohaterowie wiary; fascynuje ich styl bycia, ich niezwykła odmienność w stosunku do tego, co spotyka się zwykle w życiu. Ale co z większością biesiadników uczty Pana Jezusa: mniej świętych, albo całkiem nieświętych, takich jak my? 

4. Dar bywa kłopotliwy

W niedzielę 21 sierpnia 2011 po południu, po zakończeniu uroczystości Dni Młodzieży w Madrycie, papież opuścił już stolicę Hiszpanii. Zajrzałem wtedy do katedry de la Almudena i wracałem powoli do siedziby biskupów, do akademika uniwersytetu Francisco de Vitoria na przedmieściach. Byłem pewny, że wybrałem właściwy autobus, ale musiałem coś pomylić: w połowie drogi okazało się, że trzeba wysiąść i czekać pół godziny na właściwy autobus. Co dziwne, ten sam błąd popełniła grupa uczniów, licealistów z Meksyku. I jak tylko znaleźliśmy się na przystanku, zaczęli rozmowę: o Polsce, o Kościele, o papieżu Benedykcie, o Światowych Dniach Młodzieży. Aż nagle jedna z uczennic zapytała: my jesteśmy z ruchu Regnum Christi. Czy słyszał ksiądz o nas?

Niestety słyszałem: na kilka lat przed śmiercią założyciela tego ruchu w 2008 roku wybuchł skandal. Mający dawać przykład duszpasterz okazał się obyczajowym skandalistą i finansowym malwersantem. Papież Benedykt odsunął go od wszelkiej aktywności kapłańskiej i wysłał na przymusowy pobyt milczenia. I oto meksykańska licealistka na przystanku autobusowym w Madrycie pyta mnie wobec grona swoich koleżanek ze szkoły: co mamy zrobić z tym faktem? Czego oczekuje od nas Pan Jezus? Jak dalej być młodym katolikiem w Kościele?

Przyszła mi tylko jedna odpowiedź do głowy: czytajcie Nowy Testament! Tam jest o zdradzie Judasza i o zaparciu się Piotra. Każdy, kto zostawał chrześcijaninem w pierwszym wieku, edukował się na takich przykładach. Po co? Aby wiedzieć, na kogo można liczyć w Kościele na sto procent: na Jezusa Chrystusa, „który przyszedł zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy” – to z kolei doświadczenie duchowe byłego Szawła (1 Tm 1,15).

Ta scena z życia pokazuje nam: dar ruchów odnowy Kościoła bywa kłopotliwy i nieidealny. Tak samo jak kłopotliwi i nieidealni byli apostołowie. Ale czy ruchy są tylko kłopotem? 

5. Kłopot bywa obdarowaniem

Nieoczekiwaną odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć na ukraińskiej katolickiej stronie internetowej Credo - Католицький часопис. Pod koniec lipca pojawił się tam wpis: „дуже добре, що поляки мають відкриті серця і приїжджають до нас”[2] (bardzo dobrze, że Polacy mają otwarte serca i przyjeżdżają do nas). Był to komentarz internauty do wydarzenia opisanego nieco wcześniej w ukraińskim tygodniku ukazującym się w Koziatyniu, miasteczku w obwodzie winnickim niedaleko Berdyczowa: „Козятин відвідала вроцлавска спільнота Халлілу Ях”[3] (Koziatyń odwiedziła wrocławska wspólnota Hallelu-Jah). W dalekim Koziatyniu ktoś rozstrzygnął dylemat „dar czy kłopot” na podstawie swojego osobistego doświadczenia.

Kilkanaście osób zaangażowanych we wspólnotę jednego z wrocławskich ruchów odnowy Kościoła przez tydzień zasiewało ziarno przyjaźni między przybyszami z Polski i mieszkańcami środkowej Ukrainy, aby ułatwić wzajemne dzielenie się wiarą w codziennej Eucharystii, w zajęciach chrześcijańskiej świetlicy dla dzieci z bloków sąsiadujących z kościołem, w wieczornych nabożeństwach modlitewnych i ewangelizacyjnych wieczornych wypadach na miasto. I ewidentnie zostało to odebrane jako dar przez miejscowych Ukraińców.

Tydzień później znalazłem się w Raciborzu. W rozmowie z osobą zaangażowaną w codzienne życie parafii usłyszałem o wielu problemach, jakie wynikły wokół miejscowej wspólnoty, która wyrosła wprawdzie przy katolickiej parafii, ale później obrała drogę prowadzącą ją do konfliktu z duszpasterzami. Więcej niż o darze, usłyszałem wtedy o kłopocie.

Jak się okazuje, by dotrzeć do fundamentu, odpowiedź na pytanie o miejsce wspólnot w Kościele wymaga głębszej refleksji. Niech pomogą nam słowa bł. Jana Pawła II, który przed prawie dwudziestu laty uczył w orędziu skierowanym do polskiej Rady Ruchów w 1994 roku:

 

„Niezwykły rozkwit ruchów i stowarzyszeń katolików świeckich w Kościele jest jednym z wielkich znaków czasu, który trzeba ciągle na nowo odczytywać. […] Dzisiaj odnowa Kościoła przebiega w znacznej mierze tą właśnie drogą […].Trzeba w tej dziedzinie nadrabiać wiele zaległości, trzeba się wiele uczyć i zdobywać nowe doświadczenia, a dotyczy to nie tylko świeckich, ale także duszpasterzy”[4].

 

Szczególnie godne podkreślenia wydają się w tych słowach zwłaszcza dwa sformułowania: po pierwsze, „rozkwit ruchów to znak czasu, który trzeba wciąż na nowo odczytywać”; po drugie zaś „w tej dziedzinie trzeba się wiele uczyć”. Nasze dzisiejsze spotkanie to dowód, że tę naukę pragniemy podjąć.         

6. Więcej niż liczby

Wprawdzie liczby nie są najważniejsze, ale bywają pomocne. Jak donosiła Katolicka Agencja Informacyjna, dwieście tysięcy osób wzięło udział 22 sierpnia 2011 wieczorem w spotkaniu powołaniowym Drogi Neokatechumenalnej w Madrycie, bezpośrednio po zakończeniu tam pobytu przez papieża Benedykta XVI[5]. Oznacza to, że aż kilkanaście procent wszystkich uczestników tegorocznego Dnia Młodzieży przyjechało w ramach tego jednego ruchu. Czy wszyscy przybyliby bez jego organizacyjnej pomocy? Można wątpić. Uczestników innych ruchów aż tak dokładnie nie liczono w Madrycie, ale łatwo było zauważyć, że i ich nie brakuje. W sumie te cykliczne spotkania młodzieży z Ojcem Świętym okazują się w znacznej mierze spotkaniami z ruchami odnowy Kościoła.

Ruchy eklezjalne mają odwagę przypominać prawdy Ewangelii niekiedy zapominane w chrześcijańskiej codzienności: konieczność Kościoła do zbawienia, niezbędność wiary do bycia w Kościele, konieczność głoszenia słowa dla wzbudzenia wiary i dostosowania życia do wyznawanej wiary i to w takiej formie, jak pragnie tego ten Kościół, którego ojcem duchownym jest papież Benedykt XVI. Taki jest sens wspomnianego, najpopularniejszego okrzyku madryckich Dni 2011: Esta es la juventud del Papa… - To jest młodzież papieża!

         Czy jest to możliwe tylko zagranicą? Niekoniecznie. Oto kilka przykładów, których byłem świadkiem w tym roku i chętnie podzielę się tym doświadczeniem jako źródłem wewnętrznej radości:

 

- pierwszy tydzień lipca 2011, w Rewalu na Pomorzu Szczecińskim wrocławska wspólnota Hallelujah organizuje letnie rekolekcje dla 300 osób. Po odpowiednim przygotowaniu parafian pewnego wieczoru w kościele parafialnym zaczyna się animowana przez wspólnotę noc Słowa Bożego: od wtorkowej Mszy wieczornej do środowej Mszy porannej kilkunastominutowe lektury fragmentów Nowego Testamentu przeplatane adoracją i śpiewem;

 

- drugi tydzień lipca: w Tylmanowej koło Krościenka 50 dolnośląskich uczniów, uczestników oazy Ruchu Światło-Życie formuje się w podstawach życia wiary;

 

- niedługo potem półtora tysiąca członków Ruchu Rodzin Nazaretańskich w podhalańskim Ludźmierzu przeżywa swój dzień wspólnoty. To zapewne modelowy przykład balansowania między „darem” i „kłopotem”. Pamiętamy list kard. K. Nycza z 2009 roku, w którym zalecił całościową reformę tej wspólnoty dla rozwiązania kryzysu doktrynalnego i duszpasterskiego, jaki się tam pojawił. Ale dzisiejsza sytuacja napawa optymizmem i wiele osób może zaświadczyć o ocaleniu ich duchowego życia właśnie w Ruchu;

 

- koniec lipca: w podkrakowskich Liszkach spotykają się przedstawiciele międzynarodowej sieci wspólnot charyzmatycznych Miecz Ducha (z Irlandii, USA, Niemiec, Austrii) wraz z kilkuset polskimi członkami wspólnoty Miasto na górze. To kolejne oblicze ruchów odnowy jako daru: umożliwiają przeżywanie katolickości Kościoła w częstym kontakcie z wierzącymi z innych krajów czy nawet kontynentów. Ten aspekt wiary siłą rzeczy rzadko dochodzi do głosu w tradycyjnym duszpasterstwie parafialnym;

 

- początek sierpnia to rekolekcje organizowane w Karkonoszach przez wrocławską wspólnotę charyzmatyczną „Benedictus”. Wspólnota animuje czas letniego wypoczynku nie tylko dla „swoich”, ale całkiem dla parafian zaproszonych po prostu przez niedzielne ogłoszenia duszpasterskie;

 

- połowa sierpnia to XXVI Światowy Dzień Młodzieży – Madryt; tu nie trzeba wielu wyjaśnień, gdyż przez transmisje czy reportaże wielu z nas uczestniczyło na bieżąco w tej potężnej manifestacji nadziei dla Europy;

 

         Tych wydarzeń byłem osobiście świadkiem podczas tegorocznych wakacji. Te fakty życia są zapewne odpowiedzią na pytanie o ruchy jako miejsce nowej ewangelizacji.  

7. Promienie Słowa Bożego

„Każdy święty jest jakby promieniem światła wychodzącym ze słowa Bożego” (VD, 48), napisał papież Benedykt w adhortacji Verbum Domini. Przez analogię możemy to odnieść także do ruchów i wspólnot w parafii: każda z nich jest jednym z promieni blasku, który wyszedł z bogactwa Słowa.

Izaak Newton prowadził niegdyś badania nad rozszczepieniem słonecznego światła na wiele kolorów i nad ponownym ich łączeniem w pierwotny promień. Parafia jest podobnym laboratorium, tyle że duchowym: jedyne światło Bożego Objawienia rozszczepia się tu na tak bogatą paletę duchowych barw i modlitewnych kolorów.

Istnieje oczywiście pewne niebezpieczeństwo: tak silne zafascynowanie moją grupą, moją duchowością, moją drogą i moim ruchem, że zacznę uważać, że tu wyczerpuje się całe bogactwo Kościoła. Nie nowe to niebezpieczeństwo. Czyż św. Paweł nie musiał napominać: „Każdy z was mówi: ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja Kefasa, a ja Chrystusa: czyż Chrystus jest podzielony?” (1 Kor 1, 12-13).

Niech przykładem integrowania poszczególnych charyzmatów wspólnot i ruchów będzie nam niedawne zgromadzenie przedstawicieli światowej młodzieży katolickiej w Madrycie. Choć z tak wielu nurtów duchowych pochodzili, to przecież w papieskiej Eucharystii na plan pierwszy wysunęła się jedność. Wobec ołtarza umilkły różnice i odmienności dróg prowadzących do ofiary Pańskiej, a zabrzmiała jedność: „Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest” (Ef 4,5). To, co przeżywał Kościół powszechny w sierpniowych dniach 2011 roku w Hiszpanii, niech wcieli się w lokalny Kościół naszych parafii:

 

„Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga: wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha” (por. Ef 2, 21-22).



[1] Ludger Hohn-Morisch, Ein Traum von Kirche, Freiburg 1998.

[3] WWW.Kazatin.com, 28 VII 2011, s. 8.

[4] Jan Paweł II, Orędzie Ojca Świętego Jana Pawła II do uczestników I Kongresu Ruchów Katolickich, Warszawa czerwiec 1994 (Watykan, 31 V 1994), http://www.kongresruchow.pl/modules/artykuly/article.php?articleid=100 (13 XI 2010).

[5] 25 tysięcy kapłanów do ewangelizacji Chin, http://ekai.pl/wspolnoty/droga-neokatechumenalna/x45130/tysiecy-kaplanow-do-ewangelizacji-chin (29 VIII 2011).

 

[2012]




środa, 29 sierpnia 2012

Nowa Ewangelizacja i ożywienie wiary: Owoce wiary


bp Andrzej Siemieniewski

 

Wrocławskie Dni Duszpasterskie 29 VIII 2012

Nowa Ewangelizacja i ożywienie wiary: Owoce wiary

 

Wstęp

To już trzeci dzień czterdziestych drugich Wrocławskich Dni Duszpasterskich. Do tej pory były już wykłady z teologicznej teorii nowej ewangelizacji, z jej biblijnych i liturgicznych podstaw; były postulaty, jak ewangelizacja powinna przebiegać oraz diagnoza słabości: dlaczego nie zawsze przebiega tak, jak powinna. Do tych tematów raczej nie dodam niczego specjalnie nowego. Dlatego po dwóch dnia skoncentrowanych myśli teologicznych czas na inny rodzaj literacki, który nazwałbym dość swobodnie: notatki z terenu. Będą to myśli nie tyle o tym, jak być powinno, ale raczej „jak jest”. Jak jest: źle czy dobrze? Zależy od naszych duchowych oczu:

 

„[Niech Bóg da] wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, […] czym jest przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących - na podstawie działania Jego potęgi i siły” (por. Ef 1,18-19).

 

Jest więc i takie spojrzenie, które potrafi ujrzeć przejawy działania potęgi Boga i Jego siły nie tylko jako upragnione postulaty przyszłości, ale jako już realnie dziejące się w realnym życiu Kościoła.

    Na początku lipca tego roku spoglądałem z okna samolotu na tysiące kilometrów przestrzeni Kanady i USA. Z góry cały kraj wydawał się spokojny, jednolity, wygaszony… Aż nagle nad stanem Wyoming spostrzegłem ogień. Nawet z wysokości 10 km było widać płomienie: cała góra stała w ogniu. Choć ogień obejmował niewielki obszar w porównaniu z ogromem Ameryki, od razu rzucał się w oczy.

Zapraszam do podobnego spojrzenia na Kościół. Nie tyle do wyważonej i proporcjonalnej oceny stanu rzeczy, co raczej do zwrócenia uwagi na to, „gdzie się pali”: gdzie płonie ten ogień, o którym mówił Jezus Chrystus:

 

„Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął” (Łk 12, 49).

 

Ten ogień również nie był tylko upragnionym postulatem przyszłości, ale kiedyś stał się rzeczywistym doświadczeniem Kościoła:

 

„Dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym” (Dz 2,3-4).

Ożywienie wiary

    Jeśli spoglądamy z wysokości wiary na nasz Kościół, to nie sposób nie zauważyć płomienia. Jest to płomień nowej ewangelizacji: my nie tylko o niej debatujemy; my nową ewangelizację praktykujemy. O ewangelizacji nie tylko się mówi jako o projekcie na jutro. Ewangelizację wprowadza się w życie już dziś.

    W dniach 28-31 lipca 2012 roku w Kostrzynie nad Odrą odbył się pierwszy Kongres Nowej Ewangelizacji w Polsce, zorganizowany przez Zespół ds. Nowej Ewangelizacji Konferencji Episkopatu Polski oraz Wspólnotę św. Tymoteusza od trzynastu lat prowadzącą Ogólnopolską Inicjatywę Ewangelizacyjną „Przystanek Jezus”. W Kongresie wzięło udział przeszło 1200 osób. W wydanym po Kongresie Orędziu czytamy: „Przekonani o ważności tego wydarzenia, nie możemy nie podzielić się jego owocami”.

    Pragnąłbym zwrócić uwagę szczególnie na ten fragment orędzia:

 

„Jako różnorodne owoce działania Ducha Świętego przyjmujemy

- doświadczenie braterskiej wspólnoty

- radość przeżywanej wiary

- refleksję teologiczno-pastoralną i warsztaty ewangelizacyjne

- umocnienie zaangażowania w dzieło nowej ewangelizacji

- doświadczenie żywego i młodego Kościoła

- modlitwę uwielbienia

- piękno liturgii.

- doświadczenie narodzenia na nowo”.

 

To są wspomniane przez Kongres Ewangelizacji owoce wiary. Czy są tylko teorią, czy też dzieje się to naprawdę? Odpowiedzią na to pytanie niech będzie kilka moich wakacyjnych refleksji. I choć pochodzą głównie z czasu urlopu, to nie dotyczą ani pięknych plaż, ani tatrzańskich szczytów.

a. USA: doświadczenie braterskiej wspólnoty

Zacznijmy od pierwszego z owoców wiary wymienionych w orędziu Ewangelizacyjnego Kongresu: doświadczenie wspólnoty. W lipcu 2012 byłem w amerykańskim mieście Seattle w stanie Washington na spotkaniu Ruchu Rodzin Nazaretańskich. Spotkałem tam wyświęconego kilkanaście lat temu amerykańskiego księdza. Father Bob został kapłanem dopiero mając 60 lat, kiedy został wdowcem. Wcześniej był żonaty i ma nawet czterech synów. Ks. Bob przyznał, że kiedy przyszła pora na opuszczenie seminarium i udanie się na parafię, było dla niego oczywiste, że musi należeć do jakiejś wspólnoty modlitewnej i duszpasterskiej. Nie wyobrażał sobie życia księdza jako duchowego samotnika i duszpasterskiego harcownika. Nie zależało mu na tym, aby była to koniecznie wspólnota jakiegoś konkretnego, wymarzonego przez niego ruchu. Nie; chciał, by po prostu była grupą zaangażowanych i rozmodlonych ludzi. Akurat trafił na Ruch Rodzin Nazaretańskich. Po ludzku – przez przypadek. Uznał to jednak za znak Boga, za odpowiedź na jego oczekiwanie. I tak znalazł się w Nazaretańskim Ruchu.

    Zapewne wielu z nas na wieść o tym, że ktoś kapłanem został w wieku 60 lat, zareaguje zdaniem: szkoda, że tak późno… Czy Father Bob został księdzem za późno? Wystarczająco wcześnie, by znaleźć się w samym centrum takiego Kościoła, o jakim czytamy w Dziejach Apostolskich. Kiedy w lipcu rozmawiałem z członkami animowanej przez niego grupy ciągle słyszałem: I am a convert, I am a convert… „jestem nawróconym”: byli tam nawróceni z niewiary, pochodzący z liberalnego, rozmytego protestantyzmu i z judaizmu. Lepiej zostać księdzem mając lat 60 i widzieć, jak ludzie niewierzący w Chrystusa zostają katolikami, niż mając lat 25 zostać księdzem, by wyznać po latach: „nigdy w życiu nie widziałem, aby ktoś się nawrócił” (kiedyś takie wyznanie duszpasterza słyszałem…).

    Ks. prof. Dyk w swojej konferencji uświadomił nam obrazowo, że jeśli w przewodzie elektrycznym jest prąd, to porazi każdego, kto przewodu dotknie. Będzie tak niezależnie od tego, czy przewód będzie zielony, niebieski czy w cętki. Podobnie „gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 20), niezależnie od tego, czy jest to Ruch Rodzin Nazaretańskich, Droga Neokatechumenalna, czy Oaza Nowego Życia lub parafialna grupa biblijna.

    Przy okazji: kiedy ks. Bob usłyszał w mojej katechezie o papieskiej zachęcie do „nowej ewangelizacji” – w pierwszej chwili zaniepokoił się! Dlaczego „nowa”? Czy to znaczy że stara była zła?, pytał. A co z katechezą z minionych dziesięcioleci i wieków? Czy stara to znaczy przestarzała?

 Ja z moim polskim doświadczeniem nie bardzo mogłem zrozumieć jego niepokój, więc musiał mi wyjaśnić amerykańskie realia. W ostatnich dziesięcioleciach, mówił, ciągle słyszało się w USA o „nowości”:

- nowe miały być zasady moralne, więc zachęcano do akceptacji rozwiązłości lub homoseksualizmu, nawet wśród wielu katolików;

- nowa miała być lektura Biblii, więc kwestionowano historyczność Ewangelii i ciągle mówiono o jakichś nieautentycznych wersetach Biblii;

- nowa miały być struktury Kościoła, dlatego autorytet pasterzy odrzucano, a na to miejsce wchodzili radykalni dziennikarze, nieortodoksyjni teologowie, radykalni działacze społeczni…

Stąd niepokój księdza Boba: czy o to chodzi w nowości nowej ewangelizacji? Ks. Bob został księdzem mając blisko 60 lat nie po to, aby być świadkiem dekonstrukcji Kościoła. Jego postawa przypomniała mi, jak ważne jest, by pamiętać, co w nowej ewangelizacji powinno się zmieniać, a co należy do kategorii semper idem: „Jezus Chrystus ten sam wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13,8).

b. Kotlina Kłodzka: radość przeżywanej wiary

Drugi z owoców wiary wymienionych w orędziu Ewangelizacyjnego Kongresu z Kostrzynia z lipca 2012 to radość przeżywania Ewangelii. W niedzielę po południu dnia 26 VIII 2012 spoglądałem na rynek w Bolesławowie k. Stronia Śląskiego w diecezji świdnickiej. Na stolikach przy sklepie – pełno klientów sączących swoje napoje. W końcu wolne popołudnie powinno być swobodnym i radosnym relaksem. A jeszcze bardziej pełno było na środku rynku, przy figurze św. Jana Sarkandra. Uczestnicy Oazy Nowego Życia pierwszego stopnia śpiewali tam, klaskali, radośnie wielbili Boga. Wyglądało to na zawody: gdzie jest weselej? Jak w pigułce można było dostrzec dylemat współczesnego świata: gdzie jest pełnia życia? Czy jest w Bogu, czy też raczej w życiu tak, jakby Boga nie było? Etsi Deus non daretur? Czy to prawda, że „rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać” (Jn 16, 22)? Świat chce wiedzieć, czy są tacy, którzy nie tylko to powtarzają słowami, ale także doświadczają tego w sercu.  

c. Ukraina: refleksja teologiczno-pastoralną i warsztaty ewangelizacyjne

Trzeci owoc wiary z orędzia Kongresu Ewangelizacyjnego to refleksja teologiczna i pastoralna oraz warsztaty ewangelizacyjne. Czy ten owoc to tylko postulat na przyszłość i marzenie Kościoła jutra? Czy może także już doświadczenie naszego dziś?

Koziatyń to miasteczko na środkowej Ukrainie, wsławione skądinąd pobytem tu w 1920 roku Józefa Piłsudskiego. Ale nie o historii wojen dziś mowa. Kilka tygodni temu wspólnota Hallelujah z Wrocławia zorganizowała drogę krzyżową ulicami tego miasta. Dwugodzinna ewangelizacja w środowisku nominalnie prawosławnym, realnie zaś agnostycznym i religijnie obojętnym okazała się nad wyraz skuteczna: przechodnie zatrzymywali się, czynili znak krzyża. Wielu zapewne nigdy nie chodziło do kościoła, a oto kościół przyszedł do nich na ich ulicę.

    Ewangelizacja na Ukrainie okazała się nie tylko dawaniem, ale i otrzymywaniem. Rok wcześniej podczas animowanej przez wrocławian liturgii przez pewien czas popadliśmy w zarozumiałość: poczuliśmy się jak mądrzy nauczyciele z katolickiej Polski wobec niewiele wiedzących uczniów ze zlaicyzowanej Ukrainy. Ale obecny tam biskup Leon Dubrawski z Kamieńca Podolskiego, zarządził nagle: jeśli jedną modlitwę podczas liturgii wypowiadają przyjezdni Polacy, drugą niech mówią obecni tam mieszkańcy Koziatynia. W ten sposób sam Bóg nas pouczył: ewangelizacja to wzajemne wzbogacanie się przeżyciem wiary. Czyż nie tego doświadczył kiedyś św. Paweł? Pisał przecież do Rzymian na podstawie własnego doświadczenia: „Gorąco pragnę was zobaczyć, aby wam użyczyć nieco daru duchowego dla waszego umocnienia, to jest abyśmy się u was nawzajem pokrzepili wspólną wiarą - waszą i moją” (Rz 1, 11-12).

    „Co jest dobrego w dobrej nowinie?” – to zupełnie inne zagadnienie, kiedy rozważa się je podczas uczonego konwersatorium Wrocławskich Dni Duszpasterskich, a całkiem inne, kiedy dobrą nowinę trzeba opowiedzieć w grupie kobiet mających w pamięci liczne aborcje, rozpad swoich rodzin, materialny niedostatek i uzależnienia od alkoholu i narkotyków. Albo przedstawić ją dzieciom z zaniedbanych jedenastopiętrowych bloków pochodzących z rodzin o nad wyraz mglistej religijności. Takie głoszenie z mocą, że Jezus żyje i wyzwala zdarzyło się na Ukrainie w tym roku.

Kostrzyńskie opowiadanie, że mają miejsce ewangelizacyjne warsztaty i skuteczna refleksja teologiczno-pastoralna to nie teoria, to praktyka. Byle tylko mieć „światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących - na podstawie działania Jego potęgi i siły” (por. Ef 1, 18-19). 

d. Góra św. Anny: umocnienie naszego zaangażowania w dzieło nowej ewangelizacji

Kolejny wymieniony owoc z orędzia Kongresu to umocnienie naszego powołania i zaangażowania w dzieło nowej ewangelizacji. Ten rodzaj płomienia Bożego w naszym Kościele też koniecznie trzeba dostrzec. Za trzy tygodnie, w sobotę 22 IX 2012 na górze św. Anny odbędzie się pierwszy kongres Katolickiego Bractwa Charyzmatycznych Stowarzyszeń i Wspólnot Przymierza (Catholic Fraternity of Charismatic Covenant Communities and Fellowships). Kongres zgromadzi te grupy bractwa, które należą do regionu Europy wschodniej i środkowej. Będą tam wspólnoty: Hallelu Jah (Wrocław); Regina Pacis (Węgry, Słowacja); Comunidade Aliança de Misericórdia (Szczecin); Wspólnota Życia w Maryi – Magnificat (Żory); Emmanuel (Kraków, Gliwice).

To jest prawdziwa globalizacji Ewangelii i realizowanie ideału chrześcijańskich korzeni Europy. „Palę Paryż” – głosił prawie sto lat temu Bruno Jasieński. Dziś niektórzy głoszą „palę Brukselę” jako symbol niechrześcijańskich tendencji w Unii Europejskiej. Jednak zgodnie ze znaną maksymą nie idzie o to, by palić partyjne komitety, ale o to, by zakładać własne. Lepiej nie tyle narzekać na laickie oblicze Europy, co raczej tworzyć oblicze nowe, chrześcijańskie. Bractwa wspólnot przymierza łączą ludzi modlitwy i ewangelizacji z całej Europy i z całego świata. Łączą nie w teoretycznym zamyśle, ale w praktyce życia. Wystarczy pojechać na Górę św. Anny, by się o tym przekonać.  

e. Niemcy: doświadczenie żywego i młodego Kościoła

Nowe oblicze Europy chrześcijańskich narodów to nie tylko projekt na przyszłość. Kolejnym owocem wiary wspomnianym w kostrzyńskim orędziu jest doświadczenie żywego i młodego Kościoła. W początkach sierpnia 2012 w Marienthal i w Bautzen w regionie Oberlausitz w Niemczech spotkali się młodzi Niemcy, Czesi, Słowacy i Polacy.

Była to kontynuacja niegdysiejszych spotkań tak zwanych ziomkostw. Kiedyś gromadziły osoby naznaczone duchem narzekania na historię: dlaczego musieli opuścić Sudety i Śląsk? Dziś to samo środowisko w zupełnie innym duchu gromadzi młodzież z trzech pogranicznych krajów w radykalnie innym celu: aby modlić się razem, aby wspólnie myśleć o chrześcijaństwie w Europie. Zamiast niegdysiejszego melancholijnego wpatrywania się w minioną przeszłość, mogłem być świadkiem pełnego werwy i nadziei spoglądania w przyszłość. A zamiast tradycyjnego kazania – niespodzianka: trzech biskupów z trzech różnych krajów po Ewangelii Mszy św. dostało zadanie publicznego podzielenie się świadectwem poprzez odpowiedź na pytanie: dlaczego jestem chrześcijaninem? Kolejno udzielali odpowiedzi zgromadzonej młodzieży czesko-słowacko-polsko-niemieckiej: biskup z Erfurtu, z Pragi i z Wrocławia.  

f. Asyż: modlitwę uwielbienia

Kolejne wspomnienie z tegorocznych wyjazdów ilustrujące owoce wiary wymienione w orędziu Kongresu Ewangelizacyjnego z Kostrzynia dotyczy kwietniowego Asyżu. Właśnie w tym włoskim mieście miało miejsce czwarte Międzynarodowe Spotkanie Biskupów zainteresowanych wspólnotami Odnowy Charyzmatycznej pod hasłem „Ekumenizm i nowa ewangelizacja”. Z jednej strony znane katolickie nazwiska: meksykański ewangelizator José Prado Flores czy kaznodzieja domu papieskiego na Watykanie o. Raniero Cantalamassa OFM. Z drugiej strony – duszpasterze prawosławni, pastorzy protestanckich wspólnot, chrześcijanie z Ameryki, z Chin, z Afryki, Europy – z całego świata. Tym, co łączyło wszystkich, na pewno były konferencje i katechezy, które symultanicznie tłumaczono na włoski, angielski, hiszpański i francuski. Ale językiem nie wymagającym tłumaczenia była modlitwa. Zgodnie z obyczajem wspólnot charyzmatycznych była to modlitwa uwielbienia: śpiewana, długa, głośna i gorąca; jeśli zaś „w językach” – to tych modlitewnych. Inne hasło, które wieńczyło drugą część zgromadzenie najlepiej oddaje atmosferę spotkania z Asyżu: „Zjednoczeni w Chrystusie dla nowej ewangelizacji”.

Stałem obok pewnego adwokata, który z największą energią śpiewał: „chwieją się słabnąc młodzieńcy, lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia” (Iz 40,32). Adwokat ten ma 75 lat a śpiewał z werwą 20-letniego młodzieńca…  

g. USA: piękno liturgii

Następny z owoców wiary wymienionych w orędziu Ewangelizacyjnego Kongresu z Kostrzynia z lipca 2012 to piękno liturgii. To hasło każe mi powrócić w myślach raz jeszcze do pobytu w amerykańskim mieście Seattle. Podczas spotkania Ruchu Rodzin Nazaretańskich miała tam miejsce rozmowa z pewnym małżeństwem. On – nawrócony w wieku dorosłym; dopiero wtedy też zaczął przygotowywać się do chrztu. Przez przyjaciół trafił na – rzadką przecież w USA – liturgię w obrządku wschodnim, grekokatolicką. Zachwyt pięknem tej liturgii sprawił, że do dziś, kiedy tylko mogą, uczestniczą całą rodziną w tym właśnie rycie, chociaż taka liturgia niedzielna jest zdecydowanie dłuższa niż w rycie zachodnim. Nawet ich dzieci (a mają ich jedenaścioro) są czasem zdziwione, że w rycie łacińskim wszystko bywa w niektórych parafiach jakieś takie krótkie i pospieszne…

A w niedzielę moje osobiste doświadczenie Mszy św. w katedrze w Seattle: kiedy przyszedł czas na liturgię słowa, rozpoczęła sie uroczystą procesją ze świecami. Lektor przeczytał, nie – uroczyście i z namaszczeniem proklamował, ogłosił Słowo Starego Testamentu! Po czym cofnął się o krok i w ciszy odczekał minutę, zanim zrobił miejsce dla kantorki Psalmu. Ona też po śpiewie odczekała minutę, zanim do ambony czytań przyszedł drugi lektor. Wrażenie z takiej liturgii słowa: majestat, chwała, tajemnica Słowa Boga żywego… Chwila świętej zazdrości – oby w jak największej liczbie naszych kościołów w tym właśnie naśladować Amerykanów!  

h. Syberia: wielu z nas doświadczyło narodzenia na nowo.

Ostatni owoc wiary wymieniony w orędziu Kongresu Ewangelizacyjnego brzmi najbardziej tajemniczo: „wielu z nas doświadczyło narodzenia na nowo”. Czy takie doświadczenie jest możliwe? Jak je stwierdzić? Jak mogłoby to wyglądać w praktyce?

W czerwcu tego roku byłem w Rosji, na Syberii, w Krasnojarsku, gdzie konsekrowany był nowy kościół. Na zakończenie uroczystości odbył się jeszcze koncert w kościele. Grał zespół miejscowej rosyjskiej młodzieży ze szkoły muzycznej. Z ławki, w której siedziałem, mogłem dostrzec pewną starszą panią. Zadziwił mnie wyraz niebiańskiego wprost zachwytu na jej obliczu. Stopień tego zachwytu tak dalece przekraczał zwykłe w takich wypadkach zadowolenie ze słuchanej muzyki, że podszedłem po koncercie, aby zapytać o powody. Czy zna kogoś z muzykującej grupy? Czy tak podobały się jej te melodie? I usłyszałem niezwykłą historię jej życia.

Kiedy była małą dziewczynką, została wywieziona z Polski wraz z matką na Syberię, do obozu pracy przymusowej. Żyły tam w głodzie i nędzy, wśród rosyjsko mówiących ludzi owładniętych ideologią komunizmu. A po kilku latach – cud! W roku 1956 mogły wrócić do Polski! Z biegiem lat wyemigrowały do Kanady.

Jakich reakcji można po ludzku oczekiwać w takiej sytuacji od byłych polskich niewolników wobec ludzi mówiących po rosyjsku? Pewnie chęć zapomnienia o wszystkim i „oby nigdy więcej nie widzieć ani tych stron, ani tych ludzi”! I w ten sposób przezwyciężyć przeszłość, zapominając o wszystkim.

A jednak: kiedy tylko załamał się komunizm, starsza już wtedy pani natychmiast nawiązała kontakty z Rosjanami na Syberii. Po to, aby Rosjanom pomagać. „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” (Rz 12,21). Przezwyciężyła przeszłość, ale ewangelicznie, a nie tylko po ludzku…

Dopiero wtedy zrozumiałem, co wywołało ten uśmiech niebiańskiego szczęścia na jej twarzy: widok młodych Rosjan, którzy umysły i serca mieli już pełne nie poprzedniej nienawistnej ideologii, ale muzyki, którą dzielili się z innymi w katolickim kościele podczas chrześcijańskiego święta. Zło zostało zwyciężone. W sercu „to co dawne minęło, a oto wszystko stało się nowe” (2 Kor 5,17). To właśnie nazywamy nowym narodzeniem, nowym stworzeniem: łaska, która odmienia postępowanie, myślenie, odczuwanie.

 

* * * * *

 

Owoce wiary wymienione przez organizatorów Kongresu Ewangelizacyjnego w Kostrzynia z lipca 2012 roku to nie tylko mrzonki marzycieli. To konkret życia chrześcijańskiego. Dziś chciałem zaprosić, aby takie płomyki dostrzegać. Aby wprawiać się w apostolskim wzroku, jak św. Paweł: „byście wiedzieli, czym jest przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących - na podstawie działania Jego potęgi i siły” (por. Ef 1,18-19).

Jak z samolotu lecącego na wysokości 10 km można spostrzec na ziemi płomienie, tak my dostrzegajmy ten płomień, który Jezus przyszedł rzucić na ziemię:

 

„Nie przystąpiliście do dotykalnego i płonącego ognia […] Przystąpiliście natomiast do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, […] do Pośrednika Nowego Testamentu - Jezusa, do pokropienia krwią, która przemawia mocniej niż [krew] Abla” (por. Hbr 12, 18-25).

 

Pożar zaczyna się od małych płomyków. Ogień Ducha Świętego zaczyna się jak w Wieczerniku: od płomieni, które rozdzieliły się i na każdym z nich spoczął jeden.

 

[2012]