Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ruchy odnowy w Kościele. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ruchy odnowy w Kościele. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 grudnia 2018

Fenomen ruchów kościelnych ostatnich stu lat: Duch Święty w Polsce


bp Andrzej Siemieniewski


Fenomen ruchów kościelnych ostatnich stu lat: Duch Święty w Polsce


"Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym" - tak brzmi hasło nowego roku duszpasterskiego, w który wkroczyliśmy wraz z pierwszą niedzielą adwentową dnia 3 grudnia tego roku. Treść hasła to prawie dosłowne powtórzenie tego, co czytamy w Piśmie: "Wszyscy w jednym Duchu zostaliśmy ochrzczeni". Św. Paweł do tej radosnej nowiny dodaje ważne wyjaśnienie. Swoje zdanie kończy tak: "…aby stanowić jedno Ciało" (1 Kor 12,13).

            Napełnienie Duchem Świętym przynosi pewien ważny skutek. Boży Duch napełnia nasze serca poczuciem wzajemnego braterstwa, zaczynamy rozumieć, co znaczą słowa tak często słyszane przez nas w kościele "drodzy bracia i siostry". Jest też i druga strona tego daru, widzialna i spostrzegalna dla wszystkich: chrześcijanie tworzą wspólnotę, która objawia się światu jako  Boże rodzina. Jedną z form widzialnej na co dzień jedności chrześcijan jest parafia, jeśli faktycznie przyciąga wiernych, animuje ich i wyposaża duchowo do posługi. Inną formą są ruchy odnowy Kościoła, zwane też niekiedy ruchami eklezjalnymi. Ponieważ lada dzień wkroczymy w jubileuszowy rok 2018 - stulecie niepodległości Polski, warto przypomnieć sobie, jak kościelne ruchy towarzyszyły naszej niepodległej Ojczyźnie i wraz z nią przeżywały chwile radości i historyczne dramaty.

            Tu ważna uwaga: Duch Święty działa z wielkim bogactwem darów. W różnych epokach historii mocniej dał się poznać w znakach spływających przez posługę hierarchii kościelnej, w innym czasie - bardziej przez inicjatywy rodzące się w sercach poszczególnych wiernych. Czasem rozpali  katolików szczególnym przezywaniem jakiegoś dogmatu wiary, innym razem będzie pobudzał ich do ewangelizacji przeżywaniem bardziej spektakularnych charyzmatów.  Ale choć dary są tak różne, Duch Boży jest jeden.

            Aby poznać szerszą paletę takich obdarowań duchowych przypomnimy tutaj kilka przykładów. Najpierw wielkie dzieło międzywojennej Akcji Katolickiej: jej charyzmat był w oczywisty sposób udzielany poprzez hierarchię Kościoła, poczynając od papieży, w kierunku episkopatów poszczególnych krajów, potem diecezji i parafii. Następnie staniemy przed rzeczywistością zupełnie inną: Rycerstwo Niepokalanej, drugi masowy ruch  Dwudziestolecia międzywojennego. Ten ma swój początek w indywidualnym poruszeniu serca o. Maksymiliana Kolbe, a dopiero potem doszło do zatwierdzenia ruchu przez hierarchów i do rozpalenia setek tysięcy wiernych.

            Okres po drugiej wojnie światowej to niezwykły fenomen Ruchu Światło-Życie, który doprowadził kolejne setki tysięcy Polaków do głębokiego przeżycia wiary. A począwszy od lat '80 XX wieku obserwujemy nowy rozdział: Duch Święty zaczyna działać w ruchach kościelny na sposób zaskakująco pluralistyczny, a owoc jego działania coraz bardziej przypomina wielobarwną łąkę.

 

a. Duch Święty działa przez Apostolskie struktury: Akcja Katolicka

            Kiedy po pierwszej wojnie światowej i po wojnie z bolszewikami ostatecznie ukształtowały się nowe granice Rzeczypospolitej do Polski zawitała Akcja Katolicka. Była zrzeszeniem prawdziwie masowym, aktywnym we wszystkich dzielnicach Polski i we wszystkich środowiskach. Zgodnie z duchem tamtego czasu Akcja Katolicka była ruchem "odgórnym", co oznacza, że wszystko spływało od hierarchii w stronę laikatu: inicjatywa jej powstania, etapy tworzenia, statuty i cele - wszystko to płynęło z centrali w Stolicy Apostolskiej.

            Zaczęło się od papieża Leona XII, który pod koniec XIX wieku w encyklice społecznej Rerum novarum stwierdził, że hierarchia kościelna i wierni świeccy winni współpracować, aby społeczeństwo dążyło do właściwego celu i panował społeczny pokój. Od papieża Piusa X pochodzi sama nazwa tego stowarzyszenia, a Pius XI został nawet nazwany " papieżem Akcji Katolickiej". Jak stwierdził w tamtych latach krakowski kardynał Sapieha, ludzie Akcji mają być katolikami z przekonania, czynnymi apostołami, realizującymi swe powołanie poprzez modlitwę, pokutę i przykład! Mają być „przedłużeniem rąk duszpasterzy w ich apostolskiej pracy koło Królestwa Chrystusowego” oraz „szkołą życia prawdziwie katolickiego”. Taka forma działania przyniosła w latach międzywojennych wspaniałe skutki duszpasterskie i apostolskie, ale okazało się, że Pan Bóg miał jeszcze bogatsze plany dla naszej odrodzonej Ojczyzny.

 

b. Maryja przynosi Ducha Świętego: Rycerstwo Niepokalanej

            Oprócz niezwykłych błogosławieństw przyniesionych przez Akcję Katolicką nasz Kościół został wzbogacony w tym samym czasie przez kolejny ruch, tym razem o radykalnie innych początkach i strukturze. Wszystko zaczęło się w Rzymie w 1917 r. Przebywający tam na studiach młody franciszkanin był świadkiem gwałtownych demonstracji antykościelnych w 200. rocznicę powstania masonerii. Widząc to, zastanawiał się, co zrobić w tej sytuacji. Odpowiedź pojawiła się w jego sercu w postaci pragnienia zmobilizowania chrześcijan do walki. Walka miała być zgodna tym, co czytamy w Piśmie św.: "Obleczcie pełną zbroję Bożą - Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże - wśród wszelakiej modlitwy" (Ef 12), oraz: "nie prowadzimy walki według ciała, gdyż oręż bojowania naszego nie jest z ciała, lecz posiada moc burzenia, dla Boga, twierdz warownych" (2 Kor 10). Taki był początek Rycerstwa Niepokalanej, gdyż wspomniany młody franciszkanin to o. Maksymilian Kolbe. To właśnie on jako główny pomysłodawca Rycerstwa  sformułował jego cel: „Starać się o nawrócenie grzeszników, heretyków, schizmatyków, masonów i o uświęcenie wszystkich pod opieką i za pośrednictwem NMP Niepokalanej”.

            Po skromnych początkach także i ten ruch w niezwykłym tempie rozrósł się do prawdziwie masowych rozmiarów. Dość powiedzieć, że główny organ prasowy szerzący idee o. Kolbe - Rycerz Niepokalanej - w 1938 r. osiągnął nakład 1 mln egzemplarzy.

 

c. Duch Święty odnawia Kościół ludowy: ruch oazowy

            Po dramatycznych latach drugiej wojny światowej nowe tchnienie Ducha przejawiło się w postaci niezwykłej historii  Ruchu Światło-Życie. Jego dalekie początki to pierwsza „oaza”, czyli wyjazd rekolekcyjny o charakterze przeżyciowym, który odbył się w 1954 z udziałem ministrantów. Potem Ruch był znany pod nazwą „Oazy”, „Ruchu Żywego Kościoła” i „Ruchu Niepokalanej”.

            Twórca oazy i założyciel Ruchu, jego pierwszy moderator krajowy to ks. Franciszek Blachnicki (†1987).  Idea ks. Blachnickiego nabrała konkretniejszych kształtów od 1963 roku, kiedy zorganizował pierwsze rekolekcje dla młodzieży żeńskiej w Szlachtowej pod nazwą Oazy Niepokalanej. Był to początek oaz w okolicy w Krościenka, od tamtego czasu rekolekcje odbywały się nieprzerwanie w każdym roku, rozszerzając się w kolejnych latach na następne grupy wiekowe i stanowe.

            Od roku 1969 uczestnicy rekolekcji oazowych zaczęli pracę formacyjną w ciągu roku. To był właściwy początek Ruchu w dzisiejszym jego kształcie pod nową nazwą Ruchu Żywego Kościoła. W roku 1973 miał miejsce "akt konstytutywny” Ruchu (to określenie samego ks. Franciszka Blachnickiego): poświęcenie figury Niepokalanej, Matki Kościoła na Kopiej Górce. Niedługo potem rozpoczęto stałą formację deuterokatechumenalną, sformułowano „Drogowskazy Nowego Człowieka” i zapoczątkowano Ruch Światło-Życie w dalekiej Boliwii.

            Podczas pierwszej pielgrzymki do Polski Jana Pawła II proklamowano Krucjatę Wyzwolenia Człowieka, a rok później przyjęto program Wielkiej Ewangelizacji Ad Christum Redemptorem. Niezwykłym znakiem czasu stała się pierwsza oaza rekolekcyjna w Chinach w 2011 r.

            Działanie Ducha Świętego w Ruchu Światło-Życie łatwo dostrzec w tym, że Ruch łączy w sobie rzeczy stare i nowe. Z jednej strony jest świadomym nawiązaniem do inspiracji przedwojennego Rycerstwa Niepokalanej, z drugiej strony kontynuuje inicjatywy Krucjaty Wyzwolenia z lat '50 dwudziestego wieku, wreszcie podejmuje wyzwania istotnie nowe: wprowadzanie posoborowej reformy liturgicznej na płaszczyznę praktyki parafialnej i życie ekumenizmem na co dzień. 

d. Duch Święty w nieprzeliczonej różnorodności darów: pluralistyczne dziś ruchów eklezjalnych

          "Duch mocą swą wieje" to słowa zaczerpnięte z jednej z popularnych pieśni oazowych. W latach po przełomie ustrojowym ta moc objawia się w jeszcze inny sposób: przez ogromną różnorodność nowych wspólnot i ruchów odnowy Kościoła. Wiele wspólnot istniejących wcześniej w innych krajach zaczęło swoją działalność w Polsce. W tym właśnie okresie zaistniały na szerszą skalę takie ruchy jak Comunione e Liberazione, Droga Neokatechumenalna, Focolari i wiele innych. Pojawiły się w tym czasie także liczne grupy rodzimego pochodzenia, jak Ruch Rodzin Nazaretańskich.

            Osobną grupę tworzyły wspólnoty powołujące się bezpośrednio na charyzmatyczne działanie Ducha Świętego. Część z tych wspólnot odkrywała charyzmatyczny wymiar chrześcijaństwa w ramach Ruchu Światło-Życie, inne powstawały w ramach ruchu Odnowy w Duchu Świętym, jeszcze inne tworzyły niezależne grupy czy zrzeszenia wspólnot, czasem skojarzone z zagranicznymi strukturami Odnowy charyzmatycznej. Znajdujemy tu wspólnoty zrzeszone w międzynarodowej koordynacji katolickiej Odnowy charyzmatycznej, Szkoły Nowej Ewangelizacji, miejscowe wcielenia takich wspólnot międzynarodowych jak Emmanuel czy Koinonia Jana Chrzciciela.  

            Rzut oka na sto lat, który minęły od odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 roku pozwala stwierdzić: Duch Święty towarzyszył polskiemu Kościołowi na różne sposoby, także przez pobudzanie serc katolików do uczestnictwa w zrzeszonych formach udziału w życiu apostolskim Kościoła. I chociaż formy ruchów eklezjalnych zmieniały się w tym czasie tak samo, jak ich konkretne realizacje, to jedno pozostało bez zmian: katolicy w każdym okresie polskiej niepodległości mogli prawdziwie doświadczyć biblijnej prawdy, że "zostaliśmy ochrzczeni w jednym Duchu, aby stanowić Ciało Chrystusa".


[2018] 




środa, 24 października 2012

Zrzeszenia chrześcijańskie (ruchy, stowarzyszenia, grupy i wspólnoty) środowiskiem nowej ewangelizacji

 

bp Andrzej Siemieniewski 

 

Zrzeszenia chrześcijańskie (ruchy, stowarzyszenia, grupy i wspólnoty) środowiskiem nowej ewangelizacji

 

1. Maryja w domu Słowa Bożego

Zwróćmy teraz swe oczy na Maryję Pannę, która na Kalwarii została nam powierzona jako Matka, i błagajmy Ją, aby wspierała nas swą pełną miłości opieką na drodze życia, szczególnie wtedy, gdy przemierzamy noc bólu, abyśmy - tak jak Ona - umacniali się u stóp krzyża - como Ella firmes al pie de la cruz”. Tymi słowami 19 sierpnia 2011 roku papież Benedykt XVI zamknął swoje rozważanie na placu Cibeles w Madrycie na zakończenie nabożeństwa Drogi Krzyżowej podczas Światowych Dni Młodzieży. Wezwanie „nie mające w sobie nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości” (por. 1 Kor 2,4), ale wymagające i trudne. A jednak w chwili, gdy umilkł głos papieża, natychmiast rozległ się głos entuzjastycznych wiwatów ze strony setek tysięcy obecnych tam młodych Europejczyków: Esta es la juventud del papa! – Tu jest młodzież papieża! Znaczyło to: tu jest młodzież pragnąca takiej Ewangelii, jaką głosił Jezus z Nazaretu, jaką ponieśli w świat Apostołowie Piotr i Paweł. A jest to Ewangelia wiernie trzymająca się słów Biblii i przeżywana tak, jak przeżywali ją biblijni bohaterowie wiary, na pierwszym miejscu Maryja.

W swojej adhortacji Verbum Domini papież Benedykt XVI odnosząc się do ewangelicznego hymnu Magnificat napisał:

 

Magnificat – który można określić portretem Jej duszy – jest w całości utkany z wątków Pisma świętego, z wątków słowa Bożego. W ten sposób objawia się, że w słowie Bożym czuje się Ona jak u siebie w domu, z naturalnością wychodzi i wchodzi z powrotem.

Ona mówi i myśli według słowa Bożego; słowo Boże staje się Jej słowem, a Jej słowo rodzi się ze słowa Bożego». […]

Również nasza działalność apostolska i duszpasterska nie będzie mogła nigdy być skuteczna, jeśli nie nauczymy się od Maryi godzić się na to, by kształtowało nas dzieło Boga” (VD, 28).

 

         Gdzie i jak to papieskie słowo wciela się w życie? Dnia 26 lipca 2011 r. podróżując przez sam środek Ukrainy stanąłem przed tablicą ogłoszeń w katolickiej parafii w Żytomierzu. Czytałem kolejne zaproszenia na spotkania przyparafialnych grup. Zapraszała domaszna cerkwa, czyli kościół domowy Ruchu Światło-Życie: a wiemy przecież, jak centralne miejsce ma w oazie postać Niepokalanej, Matki Kościoła. Zachęcał do udziału Ruch Nazaretskich Rodin: sama nazwa wskazuje na wybitnie maryjny charakter ruchu. Nie zabrakło ogłoszenia neokatechumenatu, a akcent maryjny wskazywany jest przez nieodłączną dla tych wspólnot ikonę Matki Bożej Patronki Drogi Neokatechumenalnej.

To wszystko znaki, że faktem staje się wprowadzenie w życie papieskiej zasady: „nasza działalność apostolska i duszpasterska nie będzie mogła nigdy być skuteczna, jeśli nie nauczymy się od Maryi godzić się na to, by kształtowało nas dzieło Boga. A także potwierdzenie innego postulatu z adhortacji Verbum Domini:

 

„W żadnym wypadku Kościół nie może się ograniczyć do duszpasterstwa «zachowawczego», przeznaczonego dla tych, którzy już znają Ewangelię Chrystusa. Misyjny zapał jest wyraźną oznaką dojrzałości wspólnoty kościelnej” (VD, 95).

  

         2. Zrzeszenia kościelne: ramy nowej ewangelizacji

Wyjaśnijmy teraz czworakie określenie „ruchy, stowarzyszenia, grupy i wspólnoty”. Te cztery pojęcia są zaczerpnięte wprost z innej adhortacji papieskiej, tym razem autorstwa bł. Jana Pawła II, Christifideles laici. W rozdziale zatytułowanym „Formy uczestnictwa zrzeszonego” (CL, 29) papież najpierw stwierdza fakt „niezwykłego ożywienie w tej dziedzinie w czasach najnowszych”, po czym wymienia „zróżnicowane formy zrzeszeń: stowarzyszenia, grupy, wspólnoty, ruchy”, aby wreszcie dokonać oceny nowego zjawiska: „wielkie jest bogactwo i wielorakie zasoby, którymi Duch Święty ożywia Kościół” (CL, 29). Wymienione rodzaje struktur to wyraźnie odmienne sposoby zrzeszonego uczestniczenia świeckich w życiu Kościoła.

         Stowarzyszenie powstaje w oparciu o statut opisujący jego strukturę, podział funkcji, opis celów i działań. Kilka dni temu przewodniczyłem Eucharystii w dniu uroczystej inauguracji Fundacji dla Ratowania Klasztoru św. Jadwigi Śląskiej „By służyć”. Najpierw powstały formalne i prawne ramy statutowe dla działalności fundacji, aby potem kilkadziesiąt zainteresowanych osób mogło podjąć to dzieło. To klasyczny przykład katolickiego stowarzyszenia wiernych.

Grupy powstają inaczej: charakterystyczna jest spontaniczność ich początków, a często i kolejnych lat działania. Bywa, że latami nie odczuwają potrzeby sformalizowania swojej obecności w diecezji i wystarcza im w zupełności na przykład luźna akceptacja ze strony proboszcza. Ważniejsza od spisanego statutu jest przywódcza osobowość lidera grupy. Takie oblicze mają często wspólnoty modlitewne Ruchu Odnowy Charyzmatycznej.

     Wspólnoty są możliwym dalszym etapem rozwoju niektórych grup, jeśli liczebnie rosną, podejmują nowe zadania i tworzą trwałe diakonie. Niektóre wspólnoty Odnowy Charyzmatycznej przybierają takie oblicze po kilku lub kilkunastu latach działania.

     Ruch to suma grup i wspólnot, pod warunkiem połączenia ich przez tę samą duchowość. Ruch może być silnie sformalizowany, ze statutem przyjętym po ustabilizowaniu się (jak w przypadku Drogi Neokatechumenalnej), albo sformalizowany znacznie słabiej, jak federacja wspólnoty Odnowy Charyzmatycznej w Polsce.

          Odmienności tych czterech sposobów zaangażowanie świeckich w Kościele nie należy rozumieć automatycznie jako wartościowania, tak jakby z natury rzeczy któraś z tych form miała być lepsza od innych. Nie, raczej rozmaitość ludzkich temperamentów i charakterów, chrześcijańskich powołań i misji sprawia, że jeden odnajduje się w spontanicznie powstałej charyzmatycznej grupie modlitewnej, a drugi w fundacji ściśle opisanej statutami i regulowanej przez zapisy prawa kanonicznego i państwowego.          

          3. Ramy wypełnione życiem – chwila realizmu

         Jan Paweł II uświadamia: w dzisiejszych czasach często się zdarza, że chrześcijański „wpływ kulturowy może zaistnieć tylko dzięki działaniu grupy, wspólnoty, zrzeszenia bądź ruchu”, które to formy „stanowią wyjątkowo cenną pomoc w prowadzeniu chrześcijańskiego życia” oraz są „znakiem wspólnoty i jedności Kościoła w Chrystusie” (por. CL, 29).

        W naszym myśleniu o ruchach odnowy Kościoła ważny jest realizm. Ein Traum von Kirche[1] - Marzenie o Kościele - tak brzmiał tytuł książki wydanej kilkanaście lat temu w Niemczech. O Kościele można oczywiście marzyć: wystarczy zamknąć oczy i wyobrazić sobie idealną wspólnotę pełną wszelkich zalet i cnót. Lepiej jednak będzie dać się zaprosić do innej postawy: do otwarcia oczu i zajrzenia do innej książki o Kościele, i to najstarszej ze wszystkich na ten temat. Co to za dzieło? Tak, nie mylimy się: pierwsza i najbardziej podstawowa książka na ten temat to Nowy Testament. Czy w Biblii znajdziemy nierealistyczne marzenia na temat Kościoła? Prawdę mówiąc, choć może to niektórych zaskoczyć, niestety tak.

Marzycielem okazuje się na przykład Piotr: „Panie, z Tobą gotów jestem iść nawet do więzienia i na śmierć” (Łk 22,33); „choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię” (Mt 26,33); marzycielami okazują się jego apostolscy towarzysze: „choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie” (Mk 14,31). Marzycieli nie brakowało.

Tylko Jeden, Jezus Chrystus, okazał się realistą: „Powiadam ci, nie zapieje dziś kogut, a ty trzy razy wyprzesz się tego, że mnie znasz” (Łk 22,34). Jeden, który wiedział, że na duchową ucztę Kościoła przyjdą najróżniejsi: „wyjdźcie na opłotki i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie” (Mt 22, 9). Głównym atutem Kościoła okazuje się gospodarz uczty. A biesiadnicy? Ci święci, owszem, są przyciągającym przykładem: podczas XXVI Światowych Dni Młodzieży w Madrycie w sierpniu 2011 rozmawiałem z duszpasterzem z jednego z arabskich krajów, gdzie dominują muzułmanie. Powiedział mi: jeśli wyznawców islamu coś interesuje w Kościele, to święci bohaterowie wiary; fascynuje ich styl bycia, ich niezwykła odmienność w stosunku do tego, co spotyka się zwykle w życiu. Ale co z większością biesiadników uczty Pana Jezusa: mniej świętych, albo całkiem nieświętych, takich jak my? 

4. Dar bywa kłopotliwy

W niedzielę 21 sierpnia 2011 po południu, po zakończeniu uroczystości Dni Młodzieży w Madrycie, papież opuścił już stolicę Hiszpanii. Zajrzałem wtedy do katedry de la Almudena i wracałem powoli do siedziby biskupów, do akademika uniwersytetu Francisco de Vitoria na przedmieściach. Byłem pewny, że wybrałem właściwy autobus, ale musiałem coś pomylić: w połowie drogi okazało się, że trzeba wysiąść i czekać pół godziny na właściwy autobus. Co dziwne, ten sam błąd popełniła grupa uczniów, licealistów z Meksyku. I jak tylko znaleźliśmy się na przystanku, zaczęli rozmowę: o Polsce, o Kościele, o papieżu Benedykcie, o Światowych Dniach Młodzieży. Aż nagle jedna z uczennic zapytała: my jesteśmy z ruchu Regnum Christi. Czy słyszał ksiądz o nas?

Niestety słyszałem: na kilka lat przed śmiercią założyciela tego ruchu w 2008 roku wybuchł skandal. Mający dawać przykład duszpasterz okazał się obyczajowym skandalistą i finansowym malwersantem. Papież Benedykt odsunął go od wszelkiej aktywności kapłańskiej i wysłał na przymusowy pobyt milczenia. I oto meksykańska licealistka na przystanku autobusowym w Madrycie pyta mnie wobec grona swoich koleżanek ze szkoły: co mamy zrobić z tym faktem? Czego oczekuje od nas Pan Jezus? Jak dalej być młodym katolikiem w Kościele?

Przyszła mi tylko jedna odpowiedź do głowy: czytajcie Nowy Testament! Tam jest o zdradzie Judasza i o zaparciu się Piotra. Każdy, kto zostawał chrześcijaninem w pierwszym wieku, edukował się na takich przykładach. Po co? Aby wiedzieć, na kogo można liczyć w Kościele na sto procent: na Jezusa Chrystusa, „który przyszedł zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy” – to z kolei doświadczenie duchowe byłego Szawła (1 Tm 1,15).

Ta scena z życia pokazuje nam: dar ruchów odnowy Kościoła bywa kłopotliwy i nieidealny. Tak samo jak kłopotliwi i nieidealni byli apostołowie. Ale czy ruchy są tylko kłopotem? 

5. Kłopot bywa obdarowaniem

Nieoczekiwaną odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć na ukraińskiej katolickiej stronie internetowej Credo - Католицький часопис. Pod koniec lipca pojawił się tam wpis: „дуже добре, що поляки мають відкриті серця і приїжджають до нас”[2] (bardzo dobrze, że Polacy mają otwarte serca i przyjeżdżają do nas). Był to komentarz internauty do wydarzenia opisanego nieco wcześniej w ukraińskim tygodniku ukazującym się w Koziatyniu, miasteczku w obwodzie winnickim niedaleko Berdyczowa: „Козятин відвідала вроцлавска спільнота Халлілу Ях”[3] (Koziatyń odwiedziła wrocławska wspólnota Hallelu-Jah). W dalekim Koziatyniu ktoś rozstrzygnął dylemat „dar czy kłopot” na podstawie swojego osobistego doświadczenia.

Kilkanaście osób zaangażowanych we wspólnotę jednego z wrocławskich ruchów odnowy Kościoła przez tydzień zasiewało ziarno przyjaźni między przybyszami z Polski i mieszkańcami środkowej Ukrainy, aby ułatwić wzajemne dzielenie się wiarą w codziennej Eucharystii, w zajęciach chrześcijańskiej świetlicy dla dzieci z bloków sąsiadujących z kościołem, w wieczornych nabożeństwach modlitewnych i ewangelizacyjnych wieczornych wypadach na miasto. I ewidentnie zostało to odebrane jako dar przez miejscowych Ukraińców.

Tydzień później znalazłem się w Raciborzu. W rozmowie z osobą zaangażowaną w codzienne życie parafii usłyszałem o wielu problemach, jakie wynikły wokół miejscowej wspólnoty, która wyrosła wprawdzie przy katolickiej parafii, ale później obrała drogę prowadzącą ją do konfliktu z duszpasterzami. Więcej niż o darze, usłyszałem wtedy o kłopocie.

Jak się okazuje, by dotrzeć do fundamentu, odpowiedź na pytanie o miejsce wspólnot w Kościele wymaga głębszej refleksji. Niech pomogą nam słowa bł. Jana Pawła II, który przed prawie dwudziestu laty uczył w orędziu skierowanym do polskiej Rady Ruchów w 1994 roku:

 

„Niezwykły rozkwit ruchów i stowarzyszeń katolików świeckich w Kościele jest jednym z wielkich znaków czasu, który trzeba ciągle na nowo odczytywać. […] Dzisiaj odnowa Kościoła przebiega w znacznej mierze tą właśnie drogą […].Trzeba w tej dziedzinie nadrabiać wiele zaległości, trzeba się wiele uczyć i zdobywać nowe doświadczenia, a dotyczy to nie tylko świeckich, ale także duszpasterzy”[4].

 

Szczególnie godne podkreślenia wydają się w tych słowach zwłaszcza dwa sformułowania: po pierwsze, „rozkwit ruchów to znak czasu, który trzeba wciąż na nowo odczytywać”; po drugie zaś „w tej dziedzinie trzeba się wiele uczyć”. Nasze dzisiejsze spotkanie to dowód, że tę naukę pragniemy podjąć.         

6. Więcej niż liczby

Wprawdzie liczby nie są najważniejsze, ale bywają pomocne. Jak donosiła Katolicka Agencja Informacyjna, dwieście tysięcy osób wzięło udział 22 sierpnia 2011 wieczorem w spotkaniu powołaniowym Drogi Neokatechumenalnej w Madrycie, bezpośrednio po zakończeniu tam pobytu przez papieża Benedykta XVI[5]. Oznacza to, że aż kilkanaście procent wszystkich uczestników tegorocznego Dnia Młodzieży przyjechało w ramach tego jednego ruchu. Czy wszyscy przybyliby bez jego organizacyjnej pomocy? Można wątpić. Uczestników innych ruchów aż tak dokładnie nie liczono w Madrycie, ale łatwo było zauważyć, że i ich nie brakuje. W sumie te cykliczne spotkania młodzieży z Ojcem Świętym okazują się w znacznej mierze spotkaniami z ruchami odnowy Kościoła.

Ruchy eklezjalne mają odwagę przypominać prawdy Ewangelii niekiedy zapominane w chrześcijańskiej codzienności: konieczność Kościoła do zbawienia, niezbędność wiary do bycia w Kościele, konieczność głoszenia słowa dla wzbudzenia wiary i dostosowania życia do wyznawanej wiary i to w takiej formie, jak pragnie tego ten Kościół, którego ojcem duchownym jest papież Benedykt XVI. Taki jest sens wspomnianego, najpopularniejszego okrzyku madryckich Dni 2011: Esta es la juventud del Papa… - To jest młodzież papieża!

         Czy jest to możliwe tylko zagranicą? Niekoniecznie. Oto kilka przykładów, których byłem świadkiem w tym roku i chętnie podzielę się tym doświadczeniem jako źródłem wewnętrznej radości:

 

- pierwszy tydzień lipca 2011, w Rewalu na Pomorzu Szczecińskim wrocławska wspólnota Hallelujah organizuje letnie rekolekcje dla 300 osób. Po odpowiednim przygotowaniu parafian pewnego wieczoru w kościele parafialnym zaczyna się animowana przez wspólnotę noc Słowa Bożego: od wtorkowej Mszy wieczornej do środowej Mszy porannej kilkunastominutowe lektury fragmentów Nowego Testamentu przeplatane adoracją i śpiewem;

 

- drugi tydzień lipca: w Tylmanowej koło Krościenka 50 dolnośląskich uczniów, uczestników oazy Ruchu Światło-Życie formuje się w podstawach życia wiary;

 

- niedługo potem półtora tysiąca członków Ruchu Rodzin Nazaretańskich w podhalańskim Ludźmierzu przeżywa swój dzień wspólnoty. To zapewne modelowy przykład balansowania między „darem” i „kłopotem”. Pamiętamy list kard. K. Nycza z 2009 roku, w którym zalecił całościową reformę tej wspólnoty dla rozwiązania kryzysu doktrynalnego i duszpasterskiego, jaki się tam pojawił. Ale dzisiejsza sytuacja napawa optymizmem i wiele osób może zaświadczyć o ocaleniu ich duchowego życia właśnie w Ruchu;

 

- koniec lipca: w podkrakowskich Liszkach spotykają się przedstawiciele międzynarodowej sieci wspólnot charyzmatycznych Miecz Ducha (z Irlandii, USA, Niemiec, Austrii) wraz z kilkuset polskimi członkami wspólnoty Miasto na górze. To kolejne oblicze ruchów odnowy jako daru: umożliwiają przeżywanie katolickości Kościoła w częstym kontakcie z wierzącymi z innych krajów czy nawet kontynentów. Ten aspekt wiary siłą rzeczy rzadko dochodzi do głosu w tradycyjnym duszpasterstwie parafialnym;

 

- początek sierpnia to rekolekcje organizowane w Karkonoszach przez wrocławską wspólnotę charyzmatyczną „Benedictus”. Wspólnota animuje czas letniego wypoczynku nie tylko dla „swoich”, ale całkiem dla parafian zaproszonych po prostu przez niedzielne ogłoszenia duszpasterskie;

 

- połowa sierpnia to XXVI Światowy Dzień Młodzieży – Madryt; tu nie trzeba wielu wyjaśnień, gdyż przez transmisje czy reportaże wielu z nas uczestniczyło na bieżąco w tej potężnej manifestacji nadziei dla Europy;

 

         Tych wydarzeń byłem osobiście świadkiem podczas tegorocznych wakacji. Te fakty życia są zapewne odpowiedzią na pytanie o ruchy jako miejsce nowej ewangelizacji.  

7. Promienie Słowa Bożego

Każdy święty jest jakby promieniem światła wychodzącym ze słowa Bożego” (VD, 48), napisał papież Benedykt w adhortacji Verbum Domini. Przez analogię możemy to odnieść także do ruchów i wspólnot w parafii: każda z nich jest jednym z promieni blasku, który wyszedł z bogactwa Słowa.

Izaak Newton prowadził niegdyś badania nad rozszczepieniem słonecznego światła na wiele kolorów i nad ponownym ich łączeniem w pierwotny promień. Parafia jest podobnym laboratorium, tyle że duchowym: jedyne światło Bożego Objawienia rozszczepia się tu na tak bogatą paletę duchowych barw i modlitewnych kolorów.

Istnieje oczywiście pewne niebezpieczeństwo: tak silne zafascynowanie moją grupą, moją duchowością, moją drogą i moim ruchem, że zacznę uważać, że tu wyczerpuje się całe bogactwo Kościoła. Nie nowe to niebezpieczeństwo. Czyż św. Paweł nie musiał napominać: „Każdy z was mówi: ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja Kefasa, a ja Chrystusa: czyż Chrystus jest podzielony?” (1 Kor 1, 12-13).

Niech przykładem integrowania poszczególnych charyzmatów wspólnot i ruchów będzie nam niedawne zgromadzenie przedstawicieli światowej młodzieży katolickiej w Madrycie. Choć z tak wielu nurtów duchowych pochodzili, to przecież w papieskiej Eucharystii na plan pierwszy wysunęła się jedność. Wobec ołtarza umilkły różnice i odmienności dróg prowadzących do ofiary Pańskiej, a zabrzmiała jedność: „Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest” (Ef 4,5). To, co przeżywał Kościół powszechny w sierpniowych dniach 2011 roku w Hiszpanii, niech wcieli się w lokalny Kościół naszych parafii:

 

„Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga: wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha” (por. Ef 2, 21-22).



[1] Ludger Hohn-Morisch, Ein Traum von Kirche, Freiburg 1998.

[3] WWW.Kazatin.com, 28 VII 2011, s. 8.

[4] Jan Paweł II, Orędzie Ojca Świętego Jana Pawła II do uczestników I Kongresu Ruchów Katolickich, Warszawa czerwiec 1994 (Watykan, 31 V 1994), http://www.kongresruchow.pl/modules/artykuly/article.php?articleid=100 (13 XI 2010).

[5] 25 tysięcy kapłanów do ewangelizacji Chin, http://ekai.pl/wspolnoty/droga-neokatechumenalna/x45130/tysiecy-kaplanow-do-ewangelizacji-chin (29 VIII 2011).

 

[2012]




niedziela, 7 sierpnia 2011

Ruchy odnowy Kościoła a parafia w dokumentach Kościoła

bp Andrzej Siemieniewski 

 

Ruchy odnowy Kościoła a parafia w dokumentach Kościoła

 

Prezentacja wizji parafii i miejsca w niej ruchów w dokumentach Kościoła to zadanie nadzwyczaj wymagające. Wiemy oczywiście, gdzie skończyć przegląd takich tekstów: na dokumentach najnowszych, a więc zapewne na adhortacji Verbum Domini papieża Benedykta XVI. Trudniej powiedzieć, od którego dokumentu zacząć. Od papieża Jana Pawła II? Od Soboru Watykańskiego II? Od Soboru Trydenckiego? Niech więc ten początek stanowi Pismo św. i niech ono wraz z papieską adhortacją będzie inspiracją dla naszego spotkania.

  

         1. Nowotestamentowa parafia

W najgłębszym tego słowa znaczeniu pierwotnymi dokumentami Kościoła są przecież księgi Nowego Testamentu. Powstały one z doświadczenia żywego Kościoła, są zapisem wiary pierwszych chrześcijan i jednocześnie od samego początku były pomyślane jako zobowiązujący materiał formacyjny dla następnych pokoleń. Pomyślane, dodajmy, nie tylko przez ich ludzkich autorów, ale na pierwszym miejscu przez samego Boga, przez Ducha Świętego. Natchnienie Ducha to specjalne Boże działanie towarzyszące zarówno procesowi powstawania świętych ksiąg, jak też i historii ich odczytywania w Kościele (nazywamy to Tradycją Kościoła).

         Jaka więc wizja parafii wyłania się z Biblii? Słowo „parafia” wywodzi się etymologicznie od greckiego wyrazu paroikia   i na nasze szczęście znajdziemy to słowo z Nowym Testamencie: „Bóg tego ludu izraelskiego wybrał ojców naszych i wywyższył lud na obczyźnie (παροικία) w ziemi egipskiej i wyprowadził go z niej mocnym ramieniem” (Dz 13,17). Występująca tu po polsku „obczyzna” to właśnie paroikia, miejsce zamieszkania ludu Bożego pośród obcego narodu. Podobne znaczenie ma to słowa w liście Piotra: „w bojaźni spędzajcie czas swojego pobytu (τῆς παροικίας) na obczyźnie” (1 P 1,17).

         Przystosowując te teksty do naszych czasów możemy doszukać się najgłębszych treści tej wspólnoty, którą nazywamy po polsku parafią: jest duchowym miejsce zamieszkania dla ludzi wierzących w Chrystusa; jest miejscem pozwalającym być uczniem Chrystusa nawet w kulturowym otoczeniu myślącym zupełnie inaczej, które wtedy staje się ową biblijną „obczyzną” i „ziemią egipską”.

W warunkach wrocławskich może nam umknąć z pola widzenia ten aspekt parafii jako przystani duchowej, jako arki Noego ratującej od kompletnego zatopienia się w bezmiarze niechrześcijańskiej kultury. Wszak w naszym mieście za parafian uważa się prawie wszystkich mieszkańców domów przy ulicach najbliższych świątyni. Być może lepiej dostrzeżemy to w zupełnie odmiennych warunkach duszpasterskich: w lipcu 2011 przebywałem w pewnym ukraińskim mieście liczącym sobie ponad 20 tys. mieszkańców, leżącym niedaleko Berdyczowa. Grupa katolików liczy tam 150 osób i dla nich pojęcie parafii znaczy coś zupełnie innego niż dla wrocławianina: to prawdziwa przystań dla „małej trzódki” (por. Łk 12,32) wśród większości ludzi religijnie obojętnych i oddalonych od jakichkolwiek praktyk religijnych.

         Ale czy to na Ukrainie czy w Polsce, czy pomiędzy ludnością przeważająco katolicką czy też w diasporze, najgłębszy, biblijny sens istnienia parafii pozostaje ten sam.  Bóg chce dać port, do którego może przybić okręt z poszukiwaczami prawdy życia. Chce im dać duchowy dom, wszak „nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale współobywatelami świętych i domownikami Boga” (Ef 2,19). Parafia ma też być miejscem duchowego wzrostu, ukoronowanego taką dojrzałością, aby chrześcijanin poczuł się gotowy do dzielenia się swoją wiarą z innymi, do ewangelizacji. 

 

         2. Parafia w adhortacji Verbum Domini

Nasze spojrzenie skierujemy teraz na drugi biegun czasowy powstawiania dokumentów Kościoła, na nasze dni. W adhortacji Verbum Domini papieża Benedykta XVI znajdziemy kilkakrotne wspomnienie o roli parafii. Jest tam więc i zachęta do wspólnotowego sprawowania sakramentu chorych w parafiach (VD, 61) i podobna zalecenie odnoszące się do Liturgii Godzin (VD, 62). Jakże przejmująco brzmi apel:

 

o zweryfikowanie, czy zwyczajna działalność naszych wspólnot chrześcijańskich, w parafiach, w stowarzyszeniach i ruchach rzeczywiście ma na celu osobiste spotkanie z Chrystusem, objawiającym się nam w swoim słowie

 

i podpowiedź, że można to najlepiej zrealizować przez

 

powstawanie licznych małych wspólnot «składających się z rodzin, zakorzenionych w parafiach albo związanych z różnymi ruchami kościelnymi i nowymi wspólnotami», które szerzyłyby formację, modlitwę i poznawanie Biblii według wiary Kościoła” (VD, 73).

 

Wizja parafii jako żywego Kościoła, jako jednej wspólnoty łączącej wiele pomniejszych wspólnot okazuje się niezbędne dla pojmowania człowieka jako osoby, jako podmiotu historii z życiową misją. Nieprzypadkowo jeden z (protestanckich) ruchów ewangelizacyjnych przełomu XX i XXI wieku nosił nazwę Youth with a MissionMłodzież z misją.

Jak budować taką parafialną wspólnotę? W swoim wywiadzie-komentarzu do papieskiej adhortacji[1] Kiko Arguello, hiszpański założyciel Drogi Neokatechumenalnej, przyznaje, że według relacji Nowego Testamentu u początków powstania wspólnoty chrześcijańskiej muszą stać cuda: płomienie Ducha Świętego i dar przemawiania językami obcych ludów; uzdrowienie chromego; wypędzenie demona – to warunki wiarygodności pierwotnej zachęty do wiary. Dlatego i dziś potrzebujemy cudu: „prawdziwy cud to Kościół, wspólnota miłości” (il vero miracolo e’ la Chiesa, una unione dell’amore). A chodzi tu nie o ideę Kościoła, ani nie tylko o przykłady świętości z minionych wieków lub odległych kontynentów; nie, albo tym cudem staje się parafia katolicka, albo nie ma siły przyciągania do Chrystusa, skutecznego głoszenia Dobrej Nowiny. Stanie się wtedy tylko środkiem obsługi religijnych potrzeb ludności, w takiej sytuacji zresztą, potrzeb stopniowo zanikających.

 

3. Promienie Słowa Bożego

Każdy święty jest jakby promieniem światła wychodzącym ze słowa Bożego” (VD, 48), napisał papież Benedykt w adhortacji Verbum Domini. Przez analogię możemy to odnieść także do ruchów i wspólnot w parafii: każda jest jednym z promieni blasku, który wyszedł z bogactwa Słowa.

Izaak Newton prowadził niegdyś badania nad rozszczepieniem słonecznego światła na wiele kolorów i nad ponownym ich łączeniem w pierwotny promień. Parafia jest podobnym laboratorium, tyle że duchowym: jedyne światło Bożego objawiania rozszczepia się tu na tak bogatą paletę duchowych barw i modlitewnych kolorów.

Istnieje oczywiście pewne niebezpieczeństwo: tak silne zafascynowanie moją grupą, moją duchowością, moją drogą, że zacznę uważać, że wyczerpuje ona już całe bogactwo Kościoła. Nie nowe to niebezpieczeństwo. Czyż św. Paweł nie musiał napominać: „Każdy z was mówi: ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja Kefasa, a ja Chrystusa: czyż Chrystus jest podzielony” (1 Kor 1, 12-13).

Niech przykładem integrowania poszczególnych charyzmatów wspólnot i ruchów będzie nam niedawne zgromadzenie przedstawicieli światowej młodzieży katolickiej w Madrycie. Choć z tak wielu nurtów duchowych pochodzili, to przecież w papieskiej Eucharystii na plan pierwszy wysunęła się jedność. Wobec ołtarza umilkły różnice i odmienności dróg prowadzących w ofiary Pańskiej, a zabrzmiała jedność: „Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest” (Ef 4,5). To co przeżywał Kościół powszechny w sierpniowych dniach 2011 roku w Hiszpanii, niech wcieli się w lokalny kościół naszych parafii i naszej wrocławskiej diecezji.


[1]  Kiko Arguello, wywiad dla włoskiego Radio Maria z dnia 18 kwietnia 2011, http://www.webalice.it/gregorio.rizzo/ (5 VIII 2011). 


[2011]



czwartek, 29 grudnia 2005

Dar proroctwa w pierwszych wiekach Kościoła


ks. Andrzej Siemieniewski


Uczniowie uczniów Jezusa o proroctwie


Dary duchowe w Kościele to temat fascynujący współczesnych chrześcijan. Oczekiwanie na charyzmaty i ich praktykowanie jest szczególnie intensywnie przeżywane w ruchach odnowy Kościoła. Pośród nich jeden wyróżnia się najmocniejszym pragnieniem od­nowienia darów duchowych, mianowicie Odnowa w Duchu Świę­tym. Dążenie do chrześcijańskiego życia w Duchu Świętym wraz z należącymi do tego życia darami duchowymi znajduje swoje opar­cie w Piśmie Świętym, najpierw Starego, ale przede wszystkim No­wego Testamentu.


Szczególnie szeroko jest omawiany w Biblii dar proroctwa. Bi­blia wielokrotnie podkreśla, że dar proroctwa jest jednym z nor­malnych sposobów działania Ducha Świętego. Jednak z drugiej stro­ny poświęca też wiele miejsca możliwości fałszywych proroctw. Przestróg przed fałszywymi proroctwami znajduje się w niektórych miejscach Pisma Świętego nawet więcej niż zachęt do proroctw praw­dziwych (por. Mt 7,15; Mt 24,11; Dz 13,6; 1 J 4,1; Ap 16,13). Ob­szerne fragmenty Nowego Testamentu poświęcone są działalności fałszywych proroków (por. 2 P 2,1-22; Jud 5-16). Podobnie ma się zresztą rzecz ze „znakami i cudami”. To biblijne sformułowanie z jednej strony odnosi się do działania Bożego Ducha (por. Rz 15,19; Dz 2,43; Dz 4,30; Dz 5,12), zwłaszcza podczas ewangelizacji. Z dru­giej jednak strony opisuje działanie ducha fałszywego, zwodzące­go oraz wprowadzającego zamęt i podziały (por. 2 Tes 2,9; Ap 19,20). U kresu starożytności, w VI wieku, wielki pisarz chrześcijański Eugipiusz powie nawet: „Przez to, że pseudoprorocy czynić będą licz­ne znaki i cuda, tak że w błąd wprowadzą, jeśli to może się stać, także wybranych (por. Mt 24,24), [Chrystus] upomina zapewne, by­śmy zrozumieli, że niektóre cuda czynią także ludzie przeklęci, i to takie, jakich święci nie mogą uczynić”[1].


Zdarza się, że niekiedy bywamy dziś tak zafascynowani biblijnym nauczaniem o prawdziwych proroctwach oraz o autentycznych zna­kach i cudach, że zapominamy o tym podwójnym nurcie, który w Pi­śmie Świętym się znajduje. Dlatego proponuję sięgnięcie do tekstów najdawniejszych świadków wiary chrześcijańskiej: do pism bezpośred­nich uczniów apostołów i do uczniów tych uczniów. Może w ten spo­sób, czerpiąc wiadomości z pierwszej ręki, uda się nam lepiej uchwycić, jak pierwsi chrześcijanie zrozumieli nauczanie Jezusa Chrystusa i Jego apostołów na temat darów duchowych? Można się w ten sposób wiele nauczyć na temat słusznego zachwytu pierwszych chrześcijan dla cha­ryzmatycznych darów Bożych: dary te obficie występowały we wspól­notach, które bezpośrednio od apostołów przyjęły chrześcijaństwo. Można też nabrać prawdziwie biblijnego sposobu myślenia o darach Ducha: świadomości potrzeby rozeznawania, czy dary duchowe rze­czywiście wprowadzane są w życie zgodnie z wolą Bożą.


Od razu można zasygnalizować uwagę ogólną: w żadnym z pism pierwszych wieków chrześcijańskich sprawa charyzmatów nie zaj­muje naczelnego miejsca. Co więcej, choć są one wspominane czę­sto, to zawsze wyraźnie na marginesie innych, o wiele ważniejszych spraw. Nie tylko że nie stanowią szczególnego przedmiotu uwagi żadnego z pisarzy starożytnych, ale ponadto raczej nie spotkamy się z praktyką jakiejś konkretnej modlitwy o otrzymanie lub prze­budzenie charyzmatów. Po prostu zauważano ich obecność i trak­towano je jako dar Boży. Nic też nie wskazuje, jakoby oczekiwano występowania takich darów, jak proroctwo (a także mówienie języ­kami czy dar uzdrawiania) u każdego chrześcijanina. Chociaż ocze­kiwano ich w każdym czasie i w każdej większej społeczności wie­rzących, to na pewno ani nie u każdego członka takiej wspólnoty, ani nie u większości osób. Przekonanie o ich powszechności miało raczej znaczyć, że każdy człowiek zbliżający się do Kościoła prędzej czy później spotka się z jakimś przykładem działania spektakular­nych Bożych charyzmatów.


1. Jak uczniowie uczniów Jezusa zrozumieli naukę o pro­roctwie?


Didache


Najstarszy tekst chrześcijański, który nie wchodzi w skład Biblii, to Didache. Specjaliści wysuwają jako prawdopodobny okres jego napisania lata od 70 r. do 100 r. W każdym razie Didache ma wszel­kie dane na to, aby elektryzować dzisiejszego czytelnika, a już zwłasz­cza uczestnika Odnowy w Duchu Świętym. Dlaczego? Oto mamy do dyspozycji tekst starszy od niektórych ksiąg Nowego Testamen­tu i otrzymujemy prawdziwe okno z widokiem na taki Kościół, jaki zakładali Apostołowie i ich bezpośredni uczniowie! Możemy do­wiedzieć się z pierwszej ręki, jak naprawdę zrozumieli uczniowie nauczanie Jezusa o działaniu Ducha Świętego i jak zrozumieli obie­cane skutki Zmartwychwstania Pana. Z Didache możemy też wy­wnioskować, jaką rangę przypisywano manifestacjom charyzmatycz­nym wśród pierwszych chrześcijan i jak rozeznawano, które z nich przynoszą pożytek, a które należy odrzucić.


Przede wszystkim więc, ten pierwszy podręcznik ewangelizacji po­święca nieco miejsca darom duchowym, choć nie tak dużo, jak mógł­by się spodziewać współczesny charyzmatyk: nie wspomina się o szczególniejszej roli charyzmatów w dziele ewangelizowania. O wiele więcej miejsca poświęcono w Didache Eucharystii czy moralności chrześcijańskiej. Spośród darów duchowych w dzisiejszym, potocz­nym rozumieniu tego słowa Didache wymienia jeden: proroctwo. Autor starożytny poleca cenić sobie ten dar i obficie korzystać z jego dobrodziejstwa:


„W sprawie apostołów i proroków postępujcie w taki sposób: każdy prawdziwy prorok, który chciałby u was osiąść, wart jest swojej strawy”[2].


Jak widać, spodziewano się, że dar proroctwa będzie obecny u kogoś we wspólnocie; jego pojawienie się było ocze­kiwaną normą. Dar taki należy przyjąć z otwartością serca i cieszyć się nim jako ważną pomocą od Boga w codziennym życiu braterskiej wspólnoty. Trzeba jednak zauważyć, że liczono się także z tym, iż w niektórych gminach w Kościele tego daru nie będzie: „Jeśli nie macie proroka, daj [pierwociny] ubogim”[3]. To ważne: z tekstu Didache wynika, że chociaż nie może być wspólnoty bez niedzielnego zgroma­dzenia na Eucharystii w dzień Pański, bez biskupów i diakonów[4], to jednak bez proroków wspólnota może się obyć (chociaż oczywiście jeśli we wspólnocie są prorocy, to jest to dla niej bardzo pożyteczne).


W Didache podkreśla się bardzo mocno pewien problem: jak tylko pojawił się w tym tekście temat proroków, to zaraz przyłączył się równoległy temat fałszywych proroków:


„Nie każdy, kto mówi pod natchnieniem Ducha, jest prorokiem. Jest nim tylko wtedy, gdy żyje na sposób Pana”[5].


Powstaje oczywisty problem: oto pojawia się ktoś, kto twierdzi, że przemawia z natchnienia Ducha Świętego. Jak można sprawdzić, do której z dwóch wymienionych grup proroków należy, aby z jednej strony nie dać się zwieść na manowce, a z dru­giej strony nie gasić Ducha?


Pierwsze kryterium podane nam w tym najstarszym pozabiblijnym dokumencie starożytnego chrześcijaństwa brzmi tak:


„Jeśliby ktoś przyszedł i nauczał was wszystkiego tego, co zostało wyżej powiedzia­ne, przyjmijcie go. Jeśli jednak ów nauczający zmieni coś i zacznie wykładać inną naukę po to, żeby burzyć, nie słuchajcie go”[6].


To naj­ważniejsze kryterium, najstarsze, jakie spotkamy u pierwszych chrze­ścijan, jest odwołaniem się do tego, co dziś nazywamy Tradycją Ko­ścioła. Posługując się tym sprawdzianem, należy się przekonać, czy to, co nam się głosi jako prorocze objawienie duchowe, jest zgodne z tym, czym Kościół żył do tej pory, co otrzymaliśmy w przekazie od poprzedzających nas nauczycieli wiary. Potem dodane są jeszcze inne kryteria: prorok prawdziwy nie będzie nadużywał gościnności, nie może żądać pieniędzy, musi żyć według tego, co głosi[7].


Klemens Rzymski, Ignacy z Antiochii


Gdy dobiegało już końca swoich dni pokolenie ludzi, którzy mo­gli zetknąć się osobiście w swoim życiu z apostołami Jezusa Chry­stusa, powstały inne ważne pisma chrześcijańskie: listy Klemensa Rzymskiego, biskupa Ignacego z Antiochii i Barnaby.


Najpierw więc, około roku 95, powstało ważne pismo Klemensa Rzymskiego. Był to list napisany przez niego jako komentarz do sporu wśród chrześcijan w Koryncie. Spór wybuchł około roku 90, a więc może jeszcze za życia Jana Apostoła. Niezmiernie ciekawy jest sposób, w jaki Klemens Rzymski używa słowa „charyzmat”:


„Niech więc zachowa swoją jedność to ciało, które tworzymy ra­zem w Jezusie Chrystusie! Niech każdy okazuje posłuszeństwo temu ze swych bliźnich, który został obdarzony stosownym charyzmatem”[8].


Z kontekstu wynika, że chodzi tu o posłuszeństwo prawnie usta­nowionym prezbiterom. Zgodnie z nauczaniem św. Pawła (por. 1 Tm 4,14, 2 Tm 1,6); Klemens nazywa dar pasterzowania wśród wierzą­cych charyzmatem i podporządkowuje mu inne dary.


Piszący kilka lat później biskup Ignacy z Antiochii w równie cie­kawy sposób łączy charyzmatyczne objawienie prorocze z obowiąz­kiem posłuszeństwa biskupom w Kościele, jako że to oni są gwa­rancją trwania w prawdzie:


„Nie wiedziałem tego od żadnego człowieka. Duch [Święty] to głosił mówiąc: «Nie czyńcie nic bez bi­skupa, strzeżcie swego ciała jako świątyni Bożej, kochajcie jedność, unikajcie podziałów»”[9].


Niewiele późniejszy autor Listu Barnaby wspomina krótko charyzmatyczne, prorocze działanie Ducha, taki­mi słowami:


„Bóg mieszka prawdziwie w nas, w domu serca nasze­go […] On sam w nas prorokuje, On sam w nas mieszka […] Oto duchowa świątynia wybudowana dla Pana”[10].


Pasterz


Powstałe ok. 140-150 roku pismo Hermasa zatytułowane Pasterz cieszyło się wśród starożytnych chrześcijan pierwszych pokoleń nie­bywałą popularnością. Dziś jest nieco zapomniane, ale niesłusznie. Także i tu znajdziemy słowa o charyzmatycznym działaniu Ducha przez proroctwo. Jeśli zapytamy o rangę przypisywaną charyzma­tom rozumianym jako dary duchowe, to także tutaj nie zajmują z pewnością jakiegoś centralnego miejsca. Najtrafniejszym wydaje się określenie, że są po prostu wspominane.


Najpierw oczywiście mówi się o nich z wdzięcznością za wspa­niały dar Boga:


„Jeśli człowiek posiadający Ducha Bożego przyj­dzie na zgromadzenie mężów sprawiedliwych, którzy mają wiarę w Ducha Bożego, i jeśli to zgromadzenie zwróci się z prośbą do Boga, wówczas napełni owego człowieka czuwający nad nim Anioł ducha proroczego, a człowiek ów napełniony Duchem Świętym prze­mówi do tłumu tak, jak chce tego Bóg”[11].


Autor Pasterza porusza oczywiście problem sygnalizowany tylekroć przez Jezusa i Jego apostołów: „Jak może człowiek poznać, kto jest prorokiem, a kto prorokiem fałszywym?”[12]. Gdyż niestety, jak się dowiadujemy, z takim problemem wyznawcy Ewangelii mieli wtedy często do czynienia. W Pasterzu można przeczytać, że istnieje kate­goria wierzących, dla których fałszywe proroctwa nie są groźne: to ci, „co są wierni”, są „mocni w wierze i przyodziani w prawdę”. Jednym słowem, trwają niezmiennie w przekazanej im uprzednio prawdzie wiary, a nie są jak ci, co „wątpią i często zmieniają zdanie”[13]. Trady­cja wyznawanej wiary wiąże się oczywiście z istniejącym już uprzed­nio Kościołem, od którego fałszywy prorok stroni, tworząc sobie nowe grupy wyznawców na uboczu:


„Człowiek taki nie zbliża się do zgro­madzenia mężów sprawiedliwych, lecz ich unika, wiąże się z wątpią­cymi i próżnymi, a po kątach im prorokuje”[14].


Istnieją też inne kryteria pozwalające poznać prawdziwego proro­ka. Podobnie jak w Didache, są to kryteria moralne: „na podstawie jego życia poznasz człowieka, który ma ducha Bożego”[15]. Człowiek taki ma być łagodny, spokojny, pokorny, stroniący od próżnej pożądliwości tego świata. Ważne też, że nie on sam ma się wysuwać z roszczeniem posiadania mowy proroczej, gdyż to byłby znak braku jego Bożego posłannictwa: prorok fałszywy „sam się wywyższa, chce mieć pierwsze miejsce, jest zuchwały, bezczelny, gadatliwy”, a także „bierze zapłatę”[16].


2. Kolejne pokolenie chrześcijan świadczy o proroctwie


Nazwijmy umownie „kolejnym pokoleniem” środowisko tych pi­sarzy, którzy stworzyli wspaniałe dzieła literatury chrześcijańskiej od połowy aż do końca II wieku. Wtedy właśnie pisali swoje teksty na przykład św. Justyn († ok. 165 r.) i św. Ireneusz († 202 r.). Warto nieustannie przypominać sobie, jak niewielka odległość czasowa dzieliła ich od naocznych świadków życia i zmartwychwstania Jezusa z Naza­retu: uczniem Jana Apostoła był Polikarp († 165 r.), który osobiście spotkał Ireneusza. Łańcuch osób przekazujących sobie osobiście wia­rę z ust do ust jest bardzo blisko źródła. Jak nigdzie indziej tutaj wła­śnie odczuwamy w pełni co to znaczy żywa Tradycja Kościoła.


W Dialogu z Żydem Tryfonem na pytanie rozmówcy o wypełnie­nie się proroctwa o darach Ducha z Księgi Izajasza (por. Iz 11,1-2) Justyn tłumaczy, że Duch Święty rozdzielał uprzednio swoje dary wśród wyznawców judaizmu. Obecnie zmienił jednak sposób swo­jego działania. Justyn powołuje się przy tym na proroctwa biblijne, ale także na konkretne przykłady charyzmatów obecnych we wspól­nocie chrześcijańskiej. One to właśnie potwierdzają, że proroctwa Biblii spełniają się w Kościele połowy II wieku.


Widać wyraźnie, że dla Justyna obecność charyzmatów jest jed­nym z ważnych dowodów na obecność Ducha Świętego w Kościele. Dlatego Justyn pytany o argument za chrześcijaństwem powołuje się między innymi właśnie na dary duchowe:


„Codziennie niektórzy z was stają się uczniami w imieniu Chrystusa i porzucają ścieżkę błędów; otrzymują też dary, jak każdy jest tego godny, oświecony imieniem tego Chrystusa. Gdyż jeden otrzymuje ducha zrozumie­nia, inny rady, inny mocy, inny uzdrowienia, inny przepowiadania, inny nauczania, inny bojaźni Bożej […] Prorokowano, że po wstąpieniu Chrystusa do nieba uwolni On nas od błędu i rozda nam dary […] My otrzymaliśmy dary od Chry­stusa, który wstąpił do góry”[17].


3. Szkoła prorocza, czyli jak odróżnić ziarno od plew


Św. Ireneusz


Niezwykle pouczające jest szerokie spojrzenie św. Ireneusza, któ­ry dostrzegając pożytek płynący z prawdziwych charyzmatów, nie unika problemu stawienia czoła charyzmatom prowadzącym na ma­nowce. Było to bardzo aktualne za jego czasów. Oprócz katolików o charyzmatach mówili też bardzo wiele gnostycy, a więc ludzie z pogranicza katolicyzmu i obcych kultów. Jeden z nich, Markus, uczeń słynnego gnostyka Walentyna, prowadził nawet instytucję, którą można by określić jako szkołę proroczą. Markus uczył tam prorokowania według swojej metody i szczęśliwie mamy dokładny opis tego, jak takie pseudoprorocze szkolenie wyglądało. Markus zapewniał, że uczniowie i uczennice jego szkoły zostaną obdarowa­ni specjalną łaską (czyli Charis):


„«Niewiasto, oto Charis spoczęła na tobie: otwórz usta i prorokuj». A ona zaraz nadyma się próżnością, uniesiona tymi słowami i wielce poruszona w duszy oczekiwaniem, że oto ona ma prorokować!


Jej serce z emocji bije gwałtownie, zbiera w sobie niezbędną śmiałość i w swej próżności wyzywająco wymawia jakiś nonsens, który jej przyjdzie na myśl, jak tego można oczekiwać od kogoś nadętego pustym duchem […] Od tej pory uważa się za prorokinię i dzięki składa Markusowi, że udzielił jej ze swej Charis”[18].


Według gnostyków nie każdy ochrzczony i wierzący był praw­dziwym chrześcijaninem. Nie, to w ich oczach był tylko jakiś „zwy­kły chrześcijanin”. Natomiast prawdziwym uczniem był dopiero ten, który „ma Ducha”. Gnostycy wyraźnie przeciwstawiali „zwykły” chrzest swojemu duchowemu namaszczeniu i wywodzili, że tylko oni mogą naprawdę zasługiwać na imię chrześcijan. Czytamy o tym na przykład w jednej z gnostyckich fałszywych ewangelii, Ewangelii Filipa:


„Namaszczenie przewyższa chrzest, bowiem z powodu namasz­czenia nazywa się nas chrześcijanami, a nie z powodu chrztu […] Kto został namaszczony, posiada Pełnię, ma zmartwychwstanie, światłość, krzyż, Ducha Świętego”[19].


Owszem, Ireneusz pisał z aprobatą o znanych mu braciach w Kościele, „którzy posiadają dary prorocze i którzy przez Ducha mówią wszelkimi rodzajami języków”. Jednak Ireneusz, jako na­uczyciel wiary, stał przed tym samym problemem, który towarzy­szył — jak widzieliśmy — jego poprzednikom od pierwszych dziesię­cioleci istnienia chrześcijaństwa. Problem ten brzmiał: jak odróżnić charyzmaty wykorzystywane zgodnie z zamysłem Bożym od działa­nia charyzmatów w nurtach heretyckich lub zgoła niechrześcijań­skich? Rozwiązanie Ireneusza szło — rzecz jasna — po tej samej linii, której uczyli apostołowie i ich bezpośredni uczniowie.


Rozwiązaniem dylematu, jak rozgraniczyć w nadzwyczajnych darach duchowych działania Ducha Świętego i działania ducha za­mieszania i błędu, była wierność Tradycji Kościoła. O montanistach na przykład, którzy uczyli, że nie ma Ducha proroczego w Kościele katolickim, Ireneusz twierdził, że oddzielili się od życiodajnej wspól­noty braci i sióstr katolickiego Kościoła, w której od początku ist­niał dar prorokowania i nigdy nie przestał być obecny: „Odrzucają jednocześnie i Ewangelię, i Ducha proroczego”[20].


Ireneusz przypomniał nie tylko opisany w Biblii fakt występo­wania charyzmatów, ale także apostolskie nauczanie o hierarchii kościelnego porządku. Na straży porządku w Kościele stoją najpierw apostołowie, a dopiero potem prorocy, nauczyciele i mający dar czynienia cudów. Zgodnie zaś z nauką pierwszych uczniów oraz Klemensa Rzymskiego i Ignacego z Antiochii, za następców apo­stołów uważał biskupów mających obowiązek czuwania nad auten­tycznością nauki Ewangelii:


„Trzymajmy się nauki Kościoła, bo ona jest zawsze ta sama i trwa niezmiennie, a ma świadectwo proroków, apostołów i wszyst­kich uczniów […] Bóg w Kościele ustanowił apostołów, proroków i wszelkie inne działania Ducha. Uczestnictwa w Nim nie mają ci, co nie biegną do Kościoła […] Albowiem gdzie Kościół, tam i Duch Boży, a gdzie Duch Boży, tam Kościół i wszelka łaska — Duch zaś jest prawdą”[21].


Ukoronowaniem nauki św. Ireneusza o charyzmatach jest na­uczanie o charyzmacie prawdy, dzięki któremu wszystkie inne cha­ryzmaty znajdują bezpieczne miejsce swojego rozwoju. Pisze, że skoro „zwierzchnicy w Kościele mają następstwo od Apostołów”, to wraz „z następstwem biskupstwa otrzymali oni niezatarty cha­ryzmat prawdy (charisma veritatis)”. Z tego powodu „prawdy na­leży się uczyć tam, gdzie Pan złożył swoje charyzmaty”, a to zna­czy „u tych, którzy od Apostołów odziedziczyli kościelną sukcesję, zasady zdrowego postępowania”, a z nimi „skarb nieprzeinaczonej nauki”. Tacy właśnie ludzie „tłumaczą nam Pismo Święte bez obawy pomyłki”[22]. Owszem, zdarzają się w Kościele grzechy i po­myłki, ale próba ich leczenia przez rozłamy i usiłowanie tworze­nia struktur alternatywnych jest w oczach Ireneusza tragiczną po­myłką:


„Ci, co wywołują schizmy — od takich nie może wyjść poprawa, co by stała w jakiejkolwiek proporcji do szkód wyrządzonych przez ich rozłamy”[23].


W podsumowaniu można stwierdzić, że zaglądanie do Kościo­ła pierwszych chrześcijan przez okno autentycznych starożytnych tekstów jest pasjonujące i niezmiernie pouczające. Przekonuje nas o powszechności charyzmatów w pierwotnym Kościele. Zachęca do modlitwy o taką samą powszechność także dzisiaj. Przy okazji koryguje błędy zdarzające się dziś u niektórych osób, przekona­nych, że wśród pierwszych chrześcijan takich charyzmatów, jak pro­roctwo lub mówienie językami, oczekiwano u wszystkich albo przy­najmniej u większości. Tymczasem w pierwszym, drugim i trzecim pokoleniu chrześcijan powszechność tych charyzmatów oznaczała coś innego: że łatwo było takich charyzmatyków spotkać, a nie, że każdy takie dary ma mieć. Czytając prawdziwe teksty pierwszych chrześcijan, odnosimy wrażenie, że wymienione charyzmaty były statystycznie niezbyt częste, choć nie na tyle rzadkie, aby spotka­nie osoby obdarzonej darem proroctwa lub mówienia językami było specjalnie trudne. Niech pierwsi chrześcijanie stają się coraz bar­dziej naszymi nauczycielami w tym, jak entuzjastycznie wierzyć, że „po wstąpieniu Chrystusa do nieba uwolnił On nas od błędu i rozdał nam dary” i że „to właśnie my otrzymaliśmy dary od Chry­stusa, który wstąpił do góry”.



Przypisy

[1] Eugipiusz, Wypisy z dzieł świętego Augustyna CCCXXX, 364.
[2] Didache XI,3-4; XIII,1.
[3] Tamże, XIII,4.
[4] Por. tamże, IX,1-X,7; XIV,1-XV,2.
[5] Tamże, XI,8.
[6] Tamże, XI,1-2.
[7] Por. tamże, XI-XIII.
[8] Klemens Rzymski, List do Kościoła w Koryncie, XXXVIII,1.
[9] Ignacy Antiocheński, List do Kościoła w Filadelfii, VII.
[10] Barnaba, List, XVI,9.
[11] Hermas, Pasterz, 43,9.
[12] Tamże, 43,7.
[13] Tamże, 43,1.4.
[14] Tamże, 43,13.
[15] Tamże, 43,7.
[16] Por. tamże, 43,7-10.
[17] Justyn Męczennik, Dialog z Żydem Tryfonem, XXXIX.
[18] Ireneusz, Przeciw herezjom, I, 13,3.
[19] Ewangelia Filipa, 95.
[20] Ireneusz, Przeciw herezjom, III, 11,9.
[21] Tamże, III, 24,1.
[22] Tamże, IV, 26,5.
[23] Tamże, IV, 33,7.

 
[2005]