sobota, 28 stycznia 2012

Przyrodoznawstwo w najstarszych pozabiblijnych tekstach chrześcijańskich



ks. bp Andrzej Siemieniewski

Przyrodoznawstwo w najstarszych pozabiblijnych tekstach chrześcijańskich

a. nauki ścisłe: za czy przeciw?
Pierwsza lektura najstarszego pobiblijnego tekstu chrześcijańskiego w celu znalezienia śladów łączenie duchowości wyznawców Ewangelii Jezusa Chrystusa z wiedzą ścisłą może być dla nieprzygotowanego czytelnika raczej zniechęcające. Oto w Didache (tekst napisany ok. roku 100), znajdziemy coś, co wygląda raczej na przestrogę przed zajmowaniem się naukami ścisłymi: „Nie bądź matematykiem”! Nieprzyjemna niespodzianka wyjaśni się na szczęście po konsultacji ze specjalistami w zakresie greki pierwszego wieku ery chrześcijańskiej: występujące tu słowo „matematyk” powszechnie tłumaczy się jako „astrolog”, gdyż takie nadawano mu wtedy znaczenie. Dopełni to zresztą argumentacja tekstu Didache uzupełniająca cytowane ostrzeżenie: „Nie bądź matematykiem, gdyż daje to początek bałwochwalstwu”[1]. Jeszcze Klemens Aleksandryjski nazwie spekulacje astrologii „teorią matematyków”[2].

Zdecydowanie więcej materiału znajdziemy w pochodzącym z 94 roku liście św. Klemensa Rzymskiego, biskupa Rzymu. List spisany w czasie, kiedy być może żył jeszcze Apostoł Jan, a kierowany do chrześcijan w Koryncie, zawiera między innymi i takie wezwanie: „Utkwijmy wzrok w Ojcu i Stwórcy całego wszechświata”. Na razie nie wydaje się to jeszcze jakoś szczególnie prowadzić do spotkania wiary i nauki. Zobaczmy jednak, jak owo wpatrywanie się w (niewidzialnego przecież!) Boga ma przebiegać:

„Patrzmy na Niego w myśli i oglądajmy oczyma duszy Jego wielką cierpliwość […]
Niebiosa obracają się pod Jego ręką i w pokoju są Mu posłuszne. Dzień i noc odbywają drogę przez Niego wyznaczoną, nigdy sobie nie przeszkadzając. Słońce, Księżyc i chóry gwiazd biegną w zgodzie po wyznaczonych im orbitach i ani na chwilę z nich nie zbaczają. Ziemia brzemienna we właściwych porach rodzi zgodnie z Jego wolą przeobfite pożywienie dla ludzi i zwierząt […] nie buntuje się ani nie próbuje zmieniać tego, co On postanowił. W niezgłębionych otchłaniach przepaści i niezbadanych krainach podziemia te same rządzą prawa. Bezkresne morze […] nie przekracza granic, w których je zamknął, ale jak mu rozkazał, tak postępuje. Ocean nieprzebyty dla człowieka i znajdujące się w nim światy słuchają tych samych rozkazów Pana”[3].

Znajdujemy tu najstarszy pobiblijny hymn chrześcijański opiewający działanie Boga w stworzonym przez Niego świecie. Stwórca działa poprzez nadane światu Boże prawo, którym jest prawo natury. Jest ono tu opisane jako „rozkaz Boga”, którego natura „nie próbuje zmieniać”. Co najbardziej godne uwagi w logice tego tekstu, to wyraźna i rytmicznie powtarzająca się wskazówka, aby Boga szukać poprzez Jego zwykłe i codzienne działanie widoczne w jak najbardziej powszednim rytmie przyrody. Moglibyśmy bowiem domniemywać, że wspólnota pierwszych chrześcijan będzie miała raczej tendencję doszukiwać się działania Boga przede wszystkim w tym, co niezwykłe i niecodzienne, co jest cudowne i odbiegające od naturalnej normy, jednym słowem — w tym, co przekracza prawa natury. Jednak w przypadku tekstu Klemensa tak nie jest: to właśnie istnienie przyrodniczych regularności i powtarzalności, przewidywalność działania niezmiennych praw przyrody, jest ową zachwycającą drogą do Boga.

Godny zauważenia jest tu obraz całego kosmosu objętego Bożymi prawami przyrody: wchodzą w jego skład niebo, ziemia i podziemie. Z jednej strony „Słońce, Księżyc i chóry gwiazd biegną po wyznaczonych im orbitach” — a więc po torach wyznaczonych przez Boże prawo, z drugiej zaś strony to samo prawo obowiązuje na powierzchni Ziemi (skoro „Ziemia we właściwych porach rodzi zgodnie z Jego wolą”), a nawet w tych podziemnych regionach, które są w ogóle niedostępne dla człowieka. Chociaż nikt w nich nie był, to i tak wiadomo, że muszą tam obowiązywać te same prawidła, co na powierzchni: „W niezgłębionych otchłaniach i niezbadanych krainach podziemia te same rządzą prawa”. W sumie otrzymujemy intrygująco nowoczesny obraz działania praw natury:

– są to prawa powszechne (gdyż obowiązują wszędzie i logicznie zakłada się ich konieczność nawet w regionach niedostępnych — przynajmniej na razie — dla ludzkich badań);
– są stałe (gdyż ciała niebieskie „nigdy nie zbaczają”);
– przynajmniej niekiedy możliwe są do wyrażenia w matematycznych formułach (wyrażenie „orbita” wyraźnie na to wskazuje);
– dotyczą całego świata przyrody (zarówno ożywionej jak i nieożywionej).

Prawa te są pierwszą i najłatwiej dostępną drogą do poznania charakteru Boga, a przynajmniej niektórych Jego przymiotów. Jak się wydaje, Kościół drugiego pokolenia chrześcijan otrzymał w liście Klemensa praktyczne zastosowanie recepty podanej kilkadziesiąt lat wcześniej przez św. Pawła Apostoła w jego Liście do Rzymian:

„To, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty — wiekuista Jego potęga oraz bóstwo — stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” (Rz 1,19-20).

Nader często uciekano się w starożytności chrześcijańskiej oraz w średniowieczu do tego fragmentu Nowego Testamentu, aby uzasadnić drogę do poznania Boga wiodącą poprzez badanie natury stworzeń. W każdym razie wnioski wyciągnięte z orędzia Kościoła przez drugie pokolenie uczniów już zapowiadają przyszłe zainteresowanie chrześcijan naukami przyrodniczymi jako metodą poznawania sposobów Bożego działania w stworzonym świecie.

b. jak poznać Boga Stwórcę na podstawie analizy Jego dzieł
Osiemdziesiąt lat po napisaniu listu Klemensa Rzymskiego do Koryntian, kolejny starożytny pisarz chrześcijański, Atenagoras z Aten chcąc podkreślić, jak piękny jest świat stworzony przez Boga, odwołuje się około roku 177 nie tylko do estetycznych wrażeń, ale także do danych otrzymanych z badań naukowych:

„Świat jest piękny, imponuje wielkością i układem gwiazd znajdujących się na ekliptyce i w północnej części nieba oraz swoim kulistym kształtem”[4].

Znajomość konstrukcji kosmosu i jego rozmiarów jest według Atenagorasa istotnym elementem drogi do poznania Boga. Dlaczego? Gdyż istnieje analogia między budowlami wznoszonymi przez ziemskiego władcę, a światem stworzonym przez Boga[5]: jak cesarz zostawia ślady swojego panowania w postaci wzniesionych przez siebie miast i fortec, tak śladem Bożego panowania są stworzenia i rządzące nimi prawa. Ta myśl Atenagorasa jest godna podkreślenia z dwóch powodów. Pierwszy z nich prawdopodobnie bardziej rzuca się w oczy: stworzony świat zawiera ślady „osobowości Boga”, tak jak ziemska budowla odzwierciedla coś z upodobań budowniczego, który ją skonstruował.

Drugi powód jest raczej ukrytą sugestią: cesarz rzymski, do którego Atenagoras porównuje Boga, jest budowniczym w bardzo szczególnym sensie. Przecież władca państwa ani nie wznosi fizycznie murów ani nawet nie musi szczegółowo decydować na co dzień o przebiegu prac. Ślady jego wpływu na budowlę nie polegają na odcisku palców na cegłach ani na korektach osobiście nanoszonych na architektoniczne plany. Władca „buduje” przede wszystkim poprzez wyrażenie swojej woli; materialna realizacja następuje zaś przez konkretną pracę innych osób, które wolę twórcy wprowadzą w życie. Dlatego architektoniczny zamysł cesarza może być odkryty tylko ze stopniowego zrozumienia całościowego sensu wzniesionej przez niego budowli i to na tym poziomie trzeba szukać dowodów działania imperatora na placu budowy. Podobnie szuka się śladów Boga w świecie: przecież Stwórca pozostawia wiele miejsca dla działania przyczyn wtórnych, które składają się w sumie na wprowadzenie Bożego planu w życie. Jeśli świat jest placem budowy, to nie znajdziemy śladów palców Bożych na składowych cegiełkach konstrukcji świata, w postaci jakichś „odcisków Bożych palców”; natomiast będzie możliwe odkryć myśl Boga w całościowej harmonii stworzenia i w sensie istnienia całego kosmosu. Trzeba jednak przyznać, że w tekście Atenagorasa ta druga idea pozostaje jedynie na poziomie sugestii, jest na razie jedynie możliwością interpretacyjną, natomiast w pełni dojdzie do głosu dopiero u św. Augustyna ponad dwieście lat później.

Istotna jest też znajdująca się zaraz obok w Prośbie za chrześcijanami analogia działania świata do gry instrumentu muzycznego:

„Jeśli świat jest harmonijnym instrumentem znajdującym się w rytmicznym ruchu, to kłaniam się nie instrumentowi, ale temu, kto nastroił i trącił struny oraz nuci melodyjną pieśń”[6].

Aby w pełni zrozumieć siłę tego porównania musimy uświadomić sobie odmienne niż w czasach nam współczesnych traktowania muzyki w starożytności. Dziś muzyka jest – jako jedna z dziedzin tak zwanych sztuk pięknych — na przeciwległym biegunie specjalności niż nauki ścisłe: cóż może być odleglejszego od zdolności rozwiązania jakiegoś problemu z fizyki teoretycznej niż umiejętność oceny piękna muzycznego utworu? W starożytności sprawy miały się jednak inaczej. Choć może nas to dziwić, matematykę dzielono wtedy na cztery działy: arytmetykę, geometrię, astronomię — i muzykę właśnie. W sumie te dziedziny wiedzy zwano quadrivium, co oznacza z łacińska „czworaką ścieżkę” do mądrości. Studentów uczono muzyki zaczynając od strony matematycznego opisu proporcji występujących w niej dźwięków. Dla czytelnika Atenagorasa porównanie harmonii fizycznego świata (zapewne na pierwszym miejscu jego astronomicznych regularności) do harmonii muzycznej pozostaje wciąż w obrębie jednej dziedziny ścisłej ludzkiej wiedzy, mianowicie matematyki. Kosmos działa więc według harmonijnych zasad matematyki, a człowiek może tę harmonię odkryć, co poprowadzi go do podziwu dla Bożego artysty:

„Jeśli według Platona świat jest sztuką Bożą, to podziwiam jego piękno, ale zwracam się do Artysty […] jestem pełen podziwu dla nieba i żywiołów, jako wytworów sztuki”[7].

Bóg jest ostatecznym twórcą kosmicznej harmonii, on tchnął stwórczą moc w matematyczne proporcje, tak że zaistniały w postaci obserwowanego dziś przez nas świata. Kto poznaje ów matematyczny sposób organizacji i ruchu kosmosu, ten odkrywa tym samym stwórczy zamysł samego Boga.

c. Architekt i Budowniczy wszechświata
W tym samym czasie, a więc przy końcu II wieku, w Aleksandrii powstało anonimowe dzieło chrześcijańskie List do Diogneta. Jego autor pisząc o Synu Bożym posłanym na świat nazywa go „Architektem i Budowniczym wszechświata”. Następnie zaś opisuje udział Chrystusa w dziele stworzenia jako misję Dawcy praw przyrody:

„Przez Niego to Bóg stworzył niebo, przez Niego zamknął morze w określonych granicach, do Jego praw tajemniczych stosują się wszelkie żywioły. On też Słońcu wyznaczył miarę, jaką musi zachowywać w swoich dziennych podróżach. Jemu posłuszny jest Księżyc. […] Jego słuchają gwiazdy towarzyszące Księżycowi, od Niego wszechświat bierze swój porządek i granice”[8].

Podobnie jak sto lat wcześniej w Didache, tak i tu podstawowym sposobem oddziaływania Boga na świat są prawa natury. Są one wszechobejmującą ramą kosmosu, porządkują ruchy obiektów niebieskich, powierzchni ziemi, czy wreszcie „wszelkich żywiołów”. Świat jawi się jako uporządkowany przez plany stwórczego zamysłu Bożego. Znowu odkrywamy tu przyczyny późniejszej chrześcijańskiej fascynacji badaniem owego porządku na sposób matematyczny, które w pełni doszło do głosu na późnośredniowiecznych uniwersytetach czy za czasów Kopernika i Keplera. Jeśli bowiem Chrystus „Słońcu wyznaczył miarę” jego ruchu, to opisując za pomocą geometrii i arytmetyki ruchy Słońca, odkryjemy część pierwotnego zamysłu Chrystusa. Naukowe badanie świata jest częścią poznawania Boga, gdyż — jak pamiętamy — „od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty — wiekuista Jego potęga oraz bóstwo — stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” (Rz 1,20).

Refleksje analogiczne do tych zawartych w Liście do Diogneta prezentował kilkadziesiąt lat później, około roku 200, rzymski autor św. Hipolit. On też podziwia matematyczny plan Stworzenia odzwierciedlony w odkrytych przez astronomów prawidłach kosmicznych:

„Stwórca przekazał swą niezmierną moc okrężnemu ruchowi [ciał niebieskich]”[9].

Jakby ubiegając współczesnych fizyków, którzy elegancję i prostotę matematycznych równań traktują jako jedno z kryteriów poprawności fizycznej teorii, Hipolit wyraża podobne myśli. Zastanawia się, nad różnymi starożytnymi teoriami astronomicznymi — Platona († 347 p.n.e.), Archimedesa († 212 p.n.e.), Hipparchusa († ok. 120 p.n.e.), Ptolemeusza († 175 n.e.). Odpowiadając na pytanie, które z nich są trafniejsze ucieka się do kryterium matematycznej elegancji: wybrać należy te, które lepiej odzwierciedlają piękno i harmonię matematycznych formuł. Pisząc o odległościach między sferami niebieskimi, czyli — według naszej współczesnej terminologii — o odległościach między różnymi obiektami kosmicznymi, stwierdza, że „należy zachować naukę o zbudowaniu wszechświata z harmonii, według zgodnych zasad regulujących owe odległości”. Co więcej, gdyby któraś z astronomicznych teorii nie pociągała za sobą matematycznej harmonii świata, teorię tę trzeba by odrzucić:

„Nie jest ani wiarygodne, ani możliwe, aby ich odległości miałyby nie być zgodne z jakimś rozumnym planem i byłyby niezależne od harmonijnych oraz proporcjonalnych zasad”[10].

Ta zasada dotyczy całego obserwowanego i badanego kosmosu: „zarówno cały świat jak i jego części są pod każdym względem uporządkowane co do proporcji i harmonii”[11].

Hipolit uznaje, że znajomość ustaleń astronomów jest jak najbardziej pożyteczna dla rozwijania właściwej duchowości: gdyby budowniczowie wieży Babel znali prawdziwe rozmiary kosmosu nie podjęliby przecież swego nierozumnego projektu, który był niewykonalny! Autor ten podaje dalej za Ptolemeuszem (zmarłym ok. 30 lat wcześniej) odległość od Ziemi do gwiazd. Odpowiada ona (według dzisiejszych jednostek odległości) setkom milionów kilometrów: jest to wprawdzie o wiele mniej, niż wskazuje nam dzisiejsza astronomia, ale wystarczająco dużo, aby zrozumieć bezsensowność projektu dosięgnięcia gwiazd za pomocą wieży:

„Ptolemeusz, staranny badacz tych spraw, nie wydaje mi się bezużyteczny: smuci nas tylko, że będąc urodzony niedawno, nie mógł pomóc tym […], którzy nie znając się na owych problemach na próżno usiłowali zbudować wieżę [Babel]. Gdyby w tamtym czasie Ptolemeusz był już obecny i wyjaśniłby im rozmiary [kosmosu], nie podjęliby niepotrzebnie swojego pomysłu”[12].

W ten sposób Hipolit traktuje obiektywną wiedzą przyrodniczą jako pomoc w poprawnej postawie duchowej wobec Boga. Żałuje, że poprzednie pokolenia nie uchroniły się od błędów w duchowości wskutek nieznajomości najnowszych teorii astrofizycznych (skoro słynny astronom Ptolemeusz żył w latach ok. 85-161 w Aleksandrii, to Hipolit urodził się prawdopodobnie w końcowych latach życia Ptolemeusza). Tym bardziej jest to godne zauważenia, że — jak zauważa Hipolit — wiedza astronomiczna ma swoją autonomię wobec wiary, a wiarygodność danych astronomicznych leży w samej sile dowodowej obliczeń matematycznych, zupełnie niezależnie od religii: „gdyby ktoś wyznał, że nie ma zaufania [do obliczeń astronomów], niech przekonają go stosowne pomiary; gdyż co do ludzi niedowierzających tym sprawom nie znajdzie się lepszego dowodu, niż właśnie ten”[13].

Ta sama reguła działa też w drugą stronę: znajomość reguł prawidłowej relacji człowieka do Boga skłania do zdecydowanego odrzucenia, jako herezji, prób wykorzystywania matematyki do horoskopów i proroctw[14], czy wręcz do tworzenia pseudoreligii. W Odrzuceniu wszelkich herezji Hipolit wymienia na przykład herezje „arytmetycjan” oraz „geometrian”. Na czym polegały te błędy w wierze? Geometriański gnostyk Szymon nawiązując powierzchownie do matematycznej terminologii, na przykład do definicji punktu, odcinka, powierzchni i bryły głosił: „To, co małe jak punkt, będzie wielkie, a wielkie stanie się nieskończone”. Arytmetycjanie podobnie żonglowali rozmaitymi liczbami wyciągając z tego mało przekonujące wnioski mistyczne[15].

d. przygotuj swą duszę przez geometrię
Z Rzymu św. Hipolita przenosimy się teraz do egipskiej Aleksandrii uważanej powszechnie w starożytności za stolicę nauki światowej. W drugim i trzecim wieku naszej ery istniała tam też słynna chrześcijańska szkoła teologiczna. Dziś często jednoznacznie kojarzy się ją jednostronnie z wybujałą metodą alegoryczną stosowaną do interpretacji Biblii. Dlatego warto zasięgnąć informacji, jaką dziedzinę wiedzy teologiczni mistrzowie chrześcijańscy z Aleksandrii uważali za przydatną do pierwszego etapu formacji intelektualnej, a przynajmniej za nieodzowny jej element. Okazuje się, że była to matematyka.

Oto jak Klemens Aleksandryjski około r. 200 opisuje właściwą postawę chrześcijanina wobec nauk ścisłych. Najpierw zauważa, że za jego czasów często można się było spotkać w gronie wierzących z nieufnością wobec tych dziedzin wiedzy: „większość obawia się filozofii helleńskiej, jak dzieci straszydeł, i doznaje lęku, że może ona ich uwieść”[16]. Tymczasem, zdaniem Klemensa, nauki greckie powinny pozostać stałym wyposażeniem wykształconego chrześcijanina, którego Klemens zwyczajem swojego aleksandryjskiego środowiska nazywa „gnostykiem” (nazwa ta nie ma nic wspólnego z heretyckimi gnostykami, gdyż oznacza po prostu chrześcijańskiego mędrca). Taki chrześcijański gnostyk ma się cechować szerokością intelektualnych horyzontów obejmując swoimi zainteresowaniami także cztery podstawowe działy matematyki:

„[Gnostyk] z każdej nauki wydobywa treść przydatną dla prawdy. Śledzi więc w muzyce właściwe relacje zharmonizowanych dźwięków; w arytmetyce obserwuje narastanie i zmniejszanie się liczb i ich wzajemne relacje, oraz jak rzeczy nawet największe podlegają układom liczbowym; w geometrii upatruje samą istotę bytu i przyzwyczaja się pojmować umysłowo przestrzeń i byt niezmienny, który jest czymś zupełnie innym niż byt cielesny. Astronomia go pouczy, jak wznosić się myślą ponad ziemię i sięgać wspólnie do nieba i razem krążyć po orbitach gwiezdnych”[17].

Co ciekawe, przykładem takiego postępowania jest dla Klemensa patriarcha Abraham, który przecież usłyszał od Boga polecenie: „Spójrz na niebo i policz gwiazdy, jeśli zdołasz to uczynić” (Rdz 15,5). Dla aleksandryjskiego teologa ten tekst z pierwszej księgi Biblii jest jakąś antycypacją naukowych zainteresowań astronomią. Innym biblijnym przykładem stawianym przez Klemensa za wzór chrześcijanom jest Mojżesz. Nie musimy tu wchodzić w dyskusję na temat wiarygodności informacji o Mojżeszu podawanych przez Klemensa, gdyż chodzi nam na tym miejscu tylko o prezentowaną przez niego ocenę wartości nauk ścisłych dla rozwoju duchowego człowieka: „Gdy Mojżesz doszedł do właściwego wieku, uczono go arytmetyki, geometrii, rytmiki i harmonii u wybitnych Egipcjan”[18].

Kontakt z naukami ścisłymi powinien zacząć się jak najwcześniej: Klemens pisze o tym w pewnym miejscu swoich Kobierców, gdzie zajmuje się kształceniem raczej początkowym, gdyż odnoszonym do kandydatów do chrztu, do katechumenów. Zaczyna od zwrócenia uwagi na to, że racjonalność wyróżnia człowieka spośród innych stworzeń: „kto wybiera to, co pożyteczne dla korzyści katechumenów, nie powinien jak dzikie zwierzę stronić od miłości wiedzy”. Potem zaś, obok innych dziedzin nauki, wychwala zalety geometrii:

„Ta nauka przygotowuje duszę w najwyższym stopniu do prawidłowego wyciągania wniosków, uzdalnia do rozpoznawania prawdy i do wykazywania fałszu […]
[Geometria] pobudziła nas do stworzenia pojęcia długości bez szerokości, powierzchni bez głębokości, niepodzielnego punktu i przenosi nas od rzeczy podległych postrzeganiu zmysłowemu do zjawisk dostępnych tylko myśli”[19].

Jaki jest powód łączenia przez Klemensa tej dziedziny matematyki z duchowością, co dla dzisiejszego czytelnika jest zdecydowanie zaskakujące? Tą cechą geometrii, która stanowi szczególną pomoc w przygotowaniu duszy do odkrywania prawd duchowych, jest wprawianie studenta w umiejętność abstrakcji matematycznej: człowiek stopniowo przyzwyczaja się do istnienia rzeczywistości innych niż te, które postrzega nie są zmysłami. Zaczyna się od uzmysłowienia sobie, że obiekty geometrii i rządzące nimi prawa należą do innej, idealnej sfery rzeczywistości. Prowadzi to do pytania o inne, ponadzmysłowe byty, a także o Twórcę wszystkich rzeczy, widzialnych i niewidzialnych.

Klemens nie zapomina też o innej nauce, która jest już zastosowaniem geometrii do zjawisk przyrody, a mianowicie o astronomii:

„Ona nie tylko bada zjawiska na niebie, lecz także usiłuje dociec kształtu całości wszechświata, obiegu gwiazd oraz zbliża duszę do stwórczej potęgi”.

Już sam fakt podnoszenia zalet nauk ścisłych w kontekście przygotowywania katechumenów do pierwszych kroków życia wiary jest wystarczająco interesujący. Ten wątek katechezy starochrześcijańskiej wydaje się w naszych czasach zupełnie zagubiony. Jeszcze bardziej jednak intryguje kierunek myśli Klemensa: najwyraźniej dostrzega w tych naukach zdolność otwierania człowieka na Boga, widzi w nich element formacyjny bezpośrednio ważny dla duchowości chrześcijańskiej. W matematycznej abstrakcji form geometrycznych widzi siłę przygotowującą duszę, a w zastosowaniu wyników abstrakcyjnego rozumowania do zjawisk kosmicznych – drogę zbliżającą do Boga. Jest to więc, używając współczesnej terminologii, formacja duchowości chrześcijańskiej o elementach scjentystycznych.

Dowiadujemy się też od Klemensa, że oczywiście nie wszyscy dzielili te poglądy, uważając widocznie, że nauki ścisłe są od teologii oddzielone tak wyraźną barierą, że nie powinny być z nią w żaden sposób łączone w umyśle chrześcijanina. „Niektórzy poddają jednak w wątpliwość pożytek płynący z poznania przyczyn ruchu Słońca i innych ciał niebieskich oraz z rozmyślań nad zasadami geometrii”, zauważa Klemens, dodając: „ich zdaniem nie przyczynia się to do zrozumienia naszych [chrześcijańskich] obowiązków”. Ale „na tego rodzaju zarzuty odpowiedzieć należy”[20], ripostuje, po czym podejmuje z taką postawą energiczną dyskusję. Jak widać, w pierwotnym chrześcijaństwie debata o spotkaniu wiary z naukami matematyczno-przyrodniczymi była żywa i obejmowała zarówno matematyko-entuzjastów jak i matematyko-sceptyków.

Istotny też jest ogólniejszy problem, a mianowicie jak Klemens oceniał prawdy odkryte przez filozofię grecką (wraz z wiedzą przyrodniczą i matematyczną), kiedy należało je skonfrontować z istnieniem prawdy objawionej przez Boga w Jezusie Chrystusie i w natchnionych Pismach świętych. Ów aleksandryjski uczony dokonuje w tej dziedzinie niezmiernie pouczających rozróżnień. W swoich Kobiercach starannie odróżnia w naukowych księgach greckich „posiew darowany Hellenom przez Boga” od „bezwartościowego owocu”, do którego zalicza „krzewicieli ateizmu epikurejskiego i światopoglądu hedonistycznego”[21].

Jest to wątek, który łatwo rozpoznamy od najwcześniejszych pism chrześcijańskich, takich jak Didache, poprzez wielkie dzieła Augustyna, aż po kres średniowiecza: cierpliwe rozgraniczanie tego, co w osiągnięciach pogan jest racjonalnym odkryciem praw logiki, matematyki i przyrody, od tego, co ma tylko pozór naukowej prawdy, a jest filozofią fałszywą. Św. Augustyn będzie później wskazywał w tym kontekście bardziej konkretnie i szczegółowo na przykład na zalety astronomii i fałsz astrologii; Klemens, jak widzimy, koncentruje się raczej na przestrogach wobec całych systemów filozoficznych nie do pogodzenia z Objawieniem chrześcijańskim. Takim kryterium wykluczającym przyjęcie jakiegoś filozoficznego systemu przez chrześcijan może być ateizm lub zaprzeczanie podstawom chrześcijańskiej moralności.

Klemens przypomina, że to rozróżnianie ma podstawy biblijne. Św. Paweł też wyróżniał pożyteczne nauki filozofów od nauk błędnych, a tym naukom, które uznał za pożyteczne, znajdował odpowiednie miejsce w hierarchii prawd. Klemens w tym właśnie duchu wyjaśnia krytyczne wobec filozofii pogańskiej fragmenty listów św. Pawła (np. „Baczcie, aby kto was nie zagarnął w niewolę przez tę filozofię będącą czczym oszustwem” — Kol 2, 8). Podchodzi do nich w ten sposób: „Nawet Paweł w listach nie potępia, jak się wydaje, filozofii, tylko wymaga, żeby […] nie cofać się na stopień filozofii greckiej”. Co to znaczy? Że dane nauk filozofów „mają charakter wstępny” i „stanowią naukę przygotowawczą do przyjęcia Prawdy” o zbawieniu w Chrystusie[22], dlatego o ile są pożyteczne po drodze do chrześcijaństwa, to byłoby czymś niedorzecznym porzucić chrześcijaństwo na rzecz któregoś z systemów filozoficznych. Byłoby to zawróceniem od celu drogi ku jej wcześniejszym etapom. Nie jest to jednak odrzucanie mądrości Greków jako bezwartościowej w świetle Biblii, a jedynie przypomnienie o hierarchii prawd: biblijne nauki duchowe mają walor najwyższy, a nauki filozofii greckiej mają charakter pomocniczy.

Ale z drugiej strony Klemens podkreśla, że Bóg, jako Stwórca, jest dawcą intelektu każdego człowieka, niezależnie od jego wiary. Dlatego ostatecznie to sam Bóg pozwolił poganom zdobyć tak wiele autentycznych elementów rzetelnej wiedzy naukowej: „Pan [był] z nimi przez różne sposoby nauczania, wiodące do sprawiedliwości u Hellenów”. Argumentuje, że jeśli niektórzy chrześcijanie polemicznie twierdzą, że „filozofia została wynaleziona przez Hellenów za pomocą świadomości [jedynie] ludzkiej”, to przecież Klemens „może powołać się na Pismo, głoszące, że [także ta] świadomość została zesłana przez Boga”[23]. Ostatecznie więc każde racjonalne osiągnięcie człowieka pochodzi od Boga. Klemens zdobywa się w końcu na niecodzienną śmiałość i porównuje nawet zdobycze greckiego rozumu do jakiegoś wstępnego przymierza z Bogiem.

Posługując się ulubioną w tym czasie wśród aleksandryjskich chrześcijan egzegezą alegoryczną, wyjaśnia tekst z księgi Przysłów „Nie bądź częstym gościem u obcej” (Prz 5,20) i odnosi go do „obcych” nauk pogańskiej filozofii. Alegorię rozwija w taki oto sposób: „Pismo radzi zaprzyjaźnić się z kulturą świecką, ale nie poświęcać jej swojego czasu i nie zatrzymywać się na jej poziomie”. Prawdziwa mądrość polega na tym, aby zrozumieć, że takie nauki jak geometria czy astronomia są pożyteczne, ale dla chrześcijanina mają charakter jedynie pomocniczy. Celem ostatecznym człowieka wiary jest przecież dojść do umiłowania mądrości Bożej, do prawdziwie chrześcijańskiej „filozofii”: „niektórzy przynęceni urokiem służek, poniechali panią, to jest filozofię, i zestarzeli się, jedni w muzyce, inni w geometrii, inni jeszcze w gramatyce”[24]. Wymienione nauki mają swoje miejsce w całości intelektualnego życia chrześcijańskiego, ale jest to miejsce służebne. Kto postawiłby je na najważniejszym miejscu, straciłby okazję do spotkania z „panią”, którą jest ostatecznie nauka o tym, jak spotkać się z Bogiem.

Jeśli jednak ktoś ma świadomość hierarchii pożyteczności rozmaitych nauk, to „wybierając z geometrii, muzyki, gramatyki, a nawet samej filozofii to, co dla niego pożyteczne, zabezpiecza wiarę od wszelkich ataków”[25]. Bynajmniej nie przeszkadza w tym fakt, że nauki te pochodzą od nieznających Boga pogan. Klemens jest wyraźnie świadomy, że „Egipcjanie pierwsi przynieśli ludzkości astronomię”, „oni są także wynalazcami geometrii”[26]. Ale ponieważ tego typu dziedziny wiedzy pochodzą z rozumu naturalnego, a Stworzycielem natury jest Bóg, to ostatecznie w Nim ma źródło to, co w mądrości pogan jest wartościowe. „Geometria zawierająca pewne twierdzenia i hipotezy, i astronomia – wprawdzie różnią się od samego [najwyższego] dobra, są jednak drogami do niego”[27]. Wyrażenie „droga” jest tu niezmiernie ważne, gdyż wskazuje na istotne miejsce matematyczno-przyrodniczej wiedzy w formacji chrześcijańskiej. Tego typu nauki cząstkowe otwierają przystęp do nauki najwyższej, do mądrości Bożej:

„Choć jedna jest Prawda, to w geometrii zawarta jest prawda geometrii, w muzyce prawda muzyki […] Ta naczelna i nienaruszalna Prawda jest zaś tylko jedna, to jest ta, której się uczymy od Syna Bożego […] Filozofia jest czynnikiem współdziałającym w chwytaniu Prawdy”[28].

Śmiałość tych wszystkich wyrażeń zawstydza dzisiejszego czytelnika, skłonnego raczej do strzeżenia odrębności nauk eksperymentalnych od teologii i do oddzielania wyników nauk czysto teoretycznych (lub przyrodniczych) od kwestii wiary. Natomiast dla starożytnych autorów wiedza „przez Boga natchniona” to nie tylko nadprzyrodzona dziedzina teologii, ale jak najbardziej naturalne rozważania przyrodników. Oczywiście, jest to natchnienie w innym znaczeniu niż to odnoszone na przykład do inspiracji ksiąg biblijnych, tym niemniej pozostaje realne: Bóg udziela człowiekowi rozumu przez swoje stwórcze tchnienie.



Przypisy

[1] Didache 3,4.
[2] Klemens Aleksandryjski, Wypisy z Theodota, 75.
[3] Klemens Rzymski, List do Kościoła w Koryncie, XIX,2-XX,8.
[4] Atenagoras z Aten, Prośba za chrześcijanami, 16.
[5] Tamże.
[6] Tamże.
[7] Tamże.
[8] List do Diogneta, VII, 1.
[9] Hipolit, Refutatio omnium haeresium, VIII.
[10] Tamże, X.
[11] Tamże, XI.
[12] Tamże, XII.
[13] Tamże, XII.
[14] Por. tamże, XIV.
[15] Por. Hipolit, Odrzucenie wszelkich herezji, IV, 51.
[16] Klemens Aleksandryjski, Kobierce, VI, X.
[17] Tamże.
[18] Tamże, I, XXIII.
[19] Tamże, VI, XI.
[20] Tamże.
[21] Tamże, VI, VIII.
[22] Tamże.
[23] Tamże.
[24] Tamże, I, V.
[25] Tamże, I, IX.
[26] Tamże, I, XVI.
[27] Tamże, I, XIX.
[28] Tamże, I, XX.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.